Home / Opinie | Felietony / Sto lat (nie)bezpieczeństwa Polski – Polska po Wersalu i dziś

Sto lat (nie)bezpieczeństwa Polski – Polska po Wersalu i dziś

Pytanie, które dziś powinniśmy sobie zadać już na początku podejmując temat naszej pozycji geopolitycznej, brzmi: czy istnieje jakikolwiek sens zajmowaniem się bezpieczeństwem Polski w XXI wieku, gdy jesteśmy członkami Unii Europejskiej i należymy do Paktu Północnoatlantyckiego.

Przez większość okresu II Rzeczypospolitej w polskiej myśli geopolitycznej dominowały rozważania Polski jako państwa będącego między Niemcami a Rosją (ZSRR) i próbą przeciwstawienia się tym państwom. Najbliższym konfliktem zbrojnym Polski w postaci wojny po I wojnie światowej była wojna polsko-bolszewicka. Bolszewia dążyła do podboju europejskich państw i przekształcenia ich w republiki sowieckie, zgodnie z ideologią, doktryną i programem politycznym partii. Rzeczywistość sprzed stu lat można rozpatrywać nie tylko jako bolesne doznania historyczne dokonane przez szaloną ideologię, ale także jako realizację doktryny eurazjatyzmu. Idea myśli eurazjatyckiej autorstwa Wieniamina Siemionow-Tien-Szańskiego opiera się na założeniu, że cywilizacja rosyjska nie stanowi części europejskiej cywilizacji, stąd bolszewicka rewolucja październikowa była konieczną reakcją na szybką modernizację rosyjskiego społeczeństwa. Jeśli by rozpatrywać ekspansję bolszewicką w tym właśnie wymiarze to okaże się, że  nie komunizm sam w sobie był powodem agresji w 1919 r., a sama natura cywilizacji rosyjskiej. Jeśli nawet postawiona teza byłaby uznana za zbyt kontrowersyjną, to nie jest ona żadną nowością, bo potwierdza ją praktyka utożsamiania komunizmu z Rosją nawet do tego stopnia, że w słowniku języka polskiego jako synonim słowa „rosyjski” widnieją hasła „bolszewicki”, „komunistyczny”, czy „sowiecki”.

Pytanie, które dziś powinniśmy sobie zadać już na początku podejmując temat naszej pozycji geopolitycznej, brzmi: czy istnieje jakikolwiek sens zajmowaniem się bezpieczeństwem Polski w XXI wieku, gdy jesteśmy członkami Unii Europejskiej i należymy do Paktu Północnoatlantyckiego. Odpowiedź na to jest z pewnością złożona, ale żeby zbytnio nie dryfować w kierunku nadmiernych analiz odpowiem i uzasadnię krótko. Czy istnieje sens? Tak, istnieje. W momencie gdy Francis Fukuyama pisał utwór o „końcu historii” w zachodniej części świata, we wschodniej jego części zaczęła rozwijać się współczesna wersja doktryny eurazjatyzmu autorstwa Aleksandra Dugina, jednego z najbardziej obecnie znanych geopolityków na świecie. Nie oznacza to jednak, że świat zachodni zapomniał o geopolitycznym starciu imperiów. Dla wielu znawców stosunków międzynarodowych na Zachodzie, nie ulega wątpliwości, iż teorie geopolityczne, które powstały kilkadziesiąt lat temu w USA, Rosji, Niemczech czy w Wielkiej Brytanii, są nadal aktualne w odniesieniu do swoich zasadniczych celów. Renesans geopolityki na uczelniach wyższych w powyższych krajach wymaga od obserwatorów sceny politycznej zwracania uwagi także na obszary działalności ośrodków wpływających na bieżącą politykę.

Zwycięstwo świata Zachodu w Zimnej wojnie wiązało się z przedwczesnym hurraoptymizmem części światowej elity w postaci dzieł jak wymienione wyżej Fukuyamy. Jak powiedział niegdyś pruski teoretyk wojny Carl von Clausewitz Pokój to zawieszenie broni pomiędzy dwiema wojnami. Dzisiejsi geopolitycy rosyjscy przekuli to powiedzenie w nieco bardziej adekwatne do dzisiejszych czasów, iż pokój to przedłużenie wojny. I tak, choć długo nie mieliśmy w naszej części świata otwartej interwencji zbrojnej, to kryzys w Cieśninie Kerczeńskiej dał wyraźny asumpt ku temu, by twierdzić że nie oznacza to, że żyjemy w stanie absolutnego i wiecznego pokoju. Od dłuższego czasu wiemy już, że wśród geopolitycznych mocarstw otwartą wojnę, póki co ekonomiczną, toczą ze sobą Stany Zjednoczone i Chiny. Mniej oficjalną, liniową wojną objęte są niektóre kraje poddane wpływom Rosji. Przede wszystkim te wewnętrzne i niejasne konflikty należy rozumieć właśnie pod kątem wspomnianej wyżej doktryny eurazjanizmu. W obecnej sytuacji, po stu latach od podpisania traktatu wersalskiego należy zastanowić się w jaki sposób także i my, Polacy, jesteśmy narażeni na niestabilną na świecie sytuację polityczną.

Władimir Putin przez pierwsze dwie kadencje swojej prezydentury skupiał się na odbudowie potęgi gospodarczej, także dlatego, żeby móc konkurować geopolitycznie na scenie międzynarodowej. Koniec pierwszej dekady przyjął zmianę strategii geopolitycznej Putina, a przez to i całej Rosji. Rosja zaczęła dążyć do odzyskania wpływów politycznych na obszarze byłego Związku Radzieckiego. Przejawia się to w chęci przywrócenia rosyjskich wpływów w Europie Środkowej, niezależnie od tego, czy leżące państwa są członkami NATO. Strategicznym celem Rosji jest poszerzenie strefy wpływu o terytorium Białorusi i Ukrainy.

Na to wszystko nakłada się zmiana strategii USA i priorytetów Sojuszu Północnoatlantyckiego. Na posiedzeniu w listopadzie 2010 roku państwa członkowskie NATO przyjęły nową strategię, w której jest mowa o istotnej pozycji Rosji w zakresie konsultacji w odniesieniu do budowy nowych systemów broni. Dokument ten, jak podkreśla B. Balcerowicz, jest rezultatem wielu kompromisów, a kompromis stanowi ważny jego element. Na obniżenie gwarancji bezpieczeństwa USA dla państw europejskich członków NATO, w tym Polski, wpłynęła zmieniona w styczniu 2012 roku Strategia Bezpieczeństwa Narodowego USA. Jej istotnym elementem jest wyraźna zmiana priorytetu w zakresie amerykańskiego bezpieczeństwa i przez to osłabienia obecności wojskowej w Europie na rzecz wzmocnienia swojego komponentu w Azji. USA w ostatnim czasie ma także problemy na wielu innych polach. Układ sił geopolitycznych na świecie zmienia się na tyle dynamicznie, że możemy mówić o powolnie traconych wpływach Stanów Zjednoczonych na rzecz Chin i Indii w niektórych rejonach świata. W konsekwencji oznacza to, że nie są one w stanie interweniować na obszarach, które niosą za sobą wątpliwy sukces polityczny na arenie międzynarodowej, a jednym z takich obszarów jest właśnie Europa Środkowa.

Jeśli nawet nieco naiwnie wierzyć, że jest drugi gwarant bezpieczeństwa europejskiego w postaci Unii Europejskiej, to pomimo wysiłku nie była i nie jest w stanie wciąż powołać zapowiadanej stutysięcznej armii. Nie jest w stanie nawet prowadzić samodzielnie dużych operacji poza Europą. Tak więc element militarny ze strony tego związku nie wnosi nic istotnego dla bezpieczeństwa militarnego Europy Wschodniej, a jedynie wymiar polityczny. Należy przy tym podkreślić, że dla Francji, Hiszpanii, czy Włoch bardziej istotne znaczenie posiadają wpływy w basenie Morza Śródziemnego niż na obszarze wschodnioeuropejskim. Z drugiej strony, dobitnie podważając pozycję Unii Europejskiej jako gwaranta bezpieczeństwa Polski należy wspomnieć, że w momencie gdy podjąłem się pisania tego artykułu media poinformowały o rozpoczęciu przez Gazprom budowy kolejnej nitki połączenia Gazociągu Północnego, który jest projektem kluczowym dla bezpieczeństwa gazowego Polski. Nitka gazowa prowadząca z Ust-Ługi w Rosji do Greifswaldu w Niemczech liczyć ma 1200 km i przesyłać 55 mld metrów sześciennych gazu rocznie. Projekt Gazociągu Północnego jest ewidentnym projektem geopolitycznym, który nie ma żadnego uzasadnienia ekonomicznego (szacowany koszt Nord Stream II to blisko 17 mld dolarów). Jest przede wszystkim nieformalnym sojuszem Niemiec (krajem będącym uosobieniem Unii Europejskiej na arenie międzynarodowej) z Rosją. Niestety naiwność znacznej części elit dla tworzenia scenariuszy, w których to Zachód będzie czuł się zobowiązany powstrzymywać Rosję przed szkodliwą wobec Polski polityką jest udaremniana na każdym kroku.

Nie uważam, że system zachodniej demokracji liberalnej ma jakieś szczególne atuty, o które powinniśmy w Polsce zabiegać, a patrząc na zajadłą nienawiść entuzjastów tegoż systemu do wartości katolickich i samego Kościoła, nie mam w tym szczególnie interesu. Nie zmienia to faktu, że polityka decydentów kierujących naszym bezpieczeństwem utknęła w ślepym zaufaniu do instytucji i sojuszy, które przestały mieć obecnie tak duże znaczenie jak mogły teoretycznie mieć kilkanaście lat temu. Zachód przez lata prowadził nacjonalistyczną politykę wobec Europy Środkowo-Wschodniej, traktując ten obszar jako rejon taniej siły roboczej i narzucając wartości demoliberalne bez poszanowania wartości narodowych. Z drugiej strony, stoimy przed zrozumiale niedopuszczalną dla nas, bo w naszym odczuciu prymitywną cywilizacją rosyjską, która może mieć aspiracje do zdobycia w przyszłości swoich wpływów w naszym kraju. Środki wojny i ideologie się zmieniają, ale jak mawia klasyk „historia lubi się powtarzać”.

Łukasz Burzyński

/md