Home / Wywiady / Świadomość zagrożeń

Świadomość zagrożeń

Marta Kowalczyk rozmawia z ks. Tomaszem Kancelarczykiem, prezesem Fundacji Małych Stópek. 

Co to znaczy, że jest się za życiem?

To znaczy być za życiem od poczęcia do naturalnej śmierci. Formuła opowiedzenia się za życiem jest uaktywnieniem się w obronie życia, ale i tego, co życiu pomaga. Są jednak dwie postawy: za życiem i przeciwko aborcji. Jedna i druga uzupełniają się, nie są przeciwstawne. Postawa dla życia wymaga jednego i drugiego. Wczoraj w czasie Mszy św. przeczytałem krótką informację z ,,Gościa Niedzielnego’’, ile dzieci zostało abortowanych w 2017 roku. Powiedziałem, że gdy czytam takie informacje, budzi się we mnie uczucie antyaborcyjne. Pewna złość. To jest naturalne, bo doświadczanie wartości życia z jednej strony rodzi postawę konieczności pomocy, a z drugiej – potrzebę uderzenia w to wszystko, co godzi w wartość życia. Obydwie postawy są więc dla życia.

Jak ocenia ksiądz świadomość społeczeństwa polskiego w kwestii ochrony życia?

Nie byłbym obiektywny, gdybym wyrażał optymizm. Świadomość ochrony życia to także świadomość zagrożeń. Świadomość ilości dokonywanych aborcji, nie tyko ,,legalnych’’ w cudzysłowie, bo legalność tego co jest zgodne z prawem jest w ujęciu moralnym daleka od legalności. Nie można przecież powiedzieć, że zabicie człowieka jest legalne. To jest moralnie nie do zaakceptowania. Tymczasem świadomość tego jest nikła. Informacje o aborcjach przeczytałem osobom, które uczestniczyły we Mszy św. Zareagowały tylko zdziwieniem, choć wśród tych danych nie było aborcji wynikających z gwałtu. Na 1056 aborcji były 22 wynikające z zagrożenia życia kobiety. Pozostałe to dzieci chore lub podejrzane o chorobę. I niekoniecznie o chorobę, która wykluczała z możliwości samodzielnego funkcjonowania. Zespół Downa nie wyklucza przecież takiej możliwości. Statystycznie, wśród dokonywanych aborcji, ok. 30 proc. stanowią zdrowe dzieci, które są podejrzane o chorobę a są zdrowe. Tej świadomości nie ma. Jest jedna, straszna świadomość – aborcyjna. Jest też inna aborcja, farmakologiczna. Na ogromna skalę. Tu w ogóle nie ma świadomości aborcyjnej, nawet gdy rozmawiam o poziomie czwartego, piątego tygodnia od poczęcia. Nie ma też takiej biologicznej świadomości wartości życia człowieka. Gdy pytam szerokie grono osób dorosłych, młodzież szkół średnich, od kiedy bije serce człowieka, tylko jedna na dziesięć osób wskazuje czwarty tydzień. A ostatnio lekarze ogłosili, że w 16. dniu od poczęcia jest wykrywalne tętno serca. No i brak świadomości jak wygląda dzieciątko w poszczególnych fazach rozwoju. Skoro dziecko w 9-10 tygodniu uważa się za zlepek komórek… To powinno być bardzo rozpowszechniane. Niestety tego szkoła nie czyni. I nie chodzi o program, bo te wiadomości są w programie. Trzeba zmienić nastawienie proaborcyjne wielu nauczycieli. Rok temu zostałem obsmarowany w tutejszej, lokalnej gazecie za to, że dręczę młodzież gimnazjalną modelami dziecka nienarodzonego, że straszymy dzieci. A osoby te trzymały modele dzieciątka na ręku mówiąc: zobaczcie, tak wyglądało nasze dzieciątko w dziesiątym tygodniu od poczęcia. To piękne obrazy, bez nawiązania do aborcji. Świadomość tego jest jednak mała.

My dużo mówimy o aspektach prawnych, mało o czystej biologii. Tymczasem wizualizacja jest bardzo przekonywująca do wartości życia. Gdybym się kogoś spytał, czy ciężar życia człowieka ma wpływ na wartość jego życia. Im człowiek jest większy, cięższy, wyższy, tym jego życie jest większej wartości? Każdy odpowiada: nie. A czas życia? 5, 15 czy 25 lat. Czy zmienia to wartość życia? Nikt nie powie, że tak jest. Ale to właśnie czynimy względem nienarodzonych. Dochodzi do paradoksów, bo jesteśmy tego świadomi. Jednocześnie gdy przechodzimy na poziom, którego nie widzimy, działamy według: czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal.

Które tendencje w polityce i w prawie na świecie są niebezpieczeństwem dla życia?

Niebezpieczne są te sprowadzające wartość życia człowieka do przydatności. Niebezpieczny jest współczesny kult sprawności, wydolności produkcyjnej, osiągnięć. Niestety wpływa to na decyzje rodziców. Skoro dziecko nie osiągnie sukcesu, nie jest warte zainteresowania. Takie są pewne tendencje w mentalności. Bo politycy podpierają się wynikami ekonomicznymi. Państwu się opłaca, gdy nie ma osób starych i niepełnosprawnych, gdy społeczeństwo nie musi łożyć na pomoc społeczną. Oznacza to jednak odhumanizowanie polityki.

/mwż