piątek , 24 Listopad 2017
Odtwórcą roli o. Kolbego w filmie Dwie korony jest Adam Woronowicz / fot. michalkondrat.pl

Reżyser Michał Kondrat: Święci sami się upominają o filmy

Z reżyserem filmu „Dwie korony” Michałem Kondratem rozmawia Anna Staniaszek

Jest Pan z wykształcenia ekonomistą, absolwentem Szkoły Głównej Handlowej. Był Pan dyrektorem biura zarządu Polskiego Radia. Tymczasem został Pan reżyserem i  w  2013  r. nakręcił film Jak pokonać szatana.

Realizacja filmów jest formą spełnienia mojej pasji. Rzeczywiście z  wykształcenia jestem ekonomistą, ale zawsze pragnąłem robić filmy. Gdy chciałem zdawać do szkoły filmowej, moi rodzice mówili, że w rodzinie wszyscy są po ekonomii, a po filmówce nie ma pracy i dostają się tam tylko ludzie z branży. Bardzo się cieszę, że w pewnym momencie mego życia zaryzykowałem i zrealizowałem film Jak pokonać szatana, który został nagrodzony Grand Prix na Festiwalu Filmów Katolickich w Niepokalanowie. W szranki wtedy stanęło 156 filmów z 23 krajów. Dla mnie ta nagroda była znakiem, że warto podjąć kolejne wyzwanie i nakręcić następny film. Pojechałem więc do Włoch i zrealizowałem film Matteo o wielkim włoskim egzorcyście. Na filmie ukazane są okulary o. Maksymiliana Kolbe, które zmaterializowały się podczas jednego z egzorcyzmów, sprawowanego na południu Włoch. Dzisiaj używane są jako relikwie. To też mi dało do myślenia, że w ten sposób o. Maksymilian Kolbe pojawił się w moim życiu. Myślę, że miało to jakiś wpływ na moją decyzję o realizacji filmu Dwie korony, poświęconemu św. Maksymilianowi Kolbe. Czasami się śmieję, że święci sami dają o sobie znać i może przez to upominają się o filmy.

Dwie korony są Pana trzecim filmem. Dlaczego nakręcił Pan film o  św. Maksymilianie? Wiemy o nim dużo, choć mam wrażenie, że więcej o heroicznej śmierci, niż o jego życiu.
Zdecydowałem się zrealizować film o św. Maksymilianie po wizycie w Niepokalanowie. Namówili mnie do tego ojcowie franciszkanie. Ta myśl więc gdzieś krążyła. Ja natomiast szukałem potwierdzenia, że Pan Bóg też chce, by film zrealizować. No i dwa lata temu, gdy ojcowie zadzwonili do mnie, uznałem, że powinienem to robić. Ojciec gwardian z  Niepokalanowa jest przecież następcą o.  Maksymiliana Kolbe, który także był gwardianem w  Niepokalanowie. Film wchodzi na ekrany w  setną rocznicę powstania Rycerstwa Niepokalanej.
Zależało mi również na tym, by pokazać wszystkie mało znane fakty z życia św. Maksymiliana – jego działalność w Japonii, we Włoszech, ewangelizację poprzez działalność wydawniczą. To było przecież prawie 60 mln pism rocznie, które o. Maksymilian wydawał w Niepokalanowie. Po miesiącu obecności w Japonii, bo tak sobie założył, zaczął wydawać „Rycerza Niepokalanej”. Oprócz tego wybudował tam klasztor. A pojechał bez pieniędzy, bez kontaktów i bez znajomości języka. Właśnie w Japonii i we Włoszech doświadczyłem tego, że św.  Maksymilian jest tam bardziej znany niż w Polsce. Znany jest też o.  Zeno, w filmie grany przez Cezarego Pazurę.

Michał Kondrat, z wykształcenia ekonomista, z pasji reżyser, z serca chrześcijanin / Fot. youtube.com

Dwie korony są paradokumentem.
Początkowo chciałem życie św.  Maksymiliana pokazać w formie dokumentalnej. Potem pojawił się pomysł, by niektóre sceny sfabularyzować, by widz mógł odczuć, jaki był św.  Maksymilian. W filmie znalazły się sceny, które faktycznie miały miejsce. Palący się silnik, bracia upominający się w japońskim klasztorze o ziemniaki – to wszystko miało miejsce. Pracując nad filmem, korzystaliśmy z pism i zapisków św.  Maksymiliana oraz świadków jego życia. Był przez chwilę pomysł, aby zrobić pełną fabułę. Film byłby jednak wtedy znacznie droższy. Poza tym chciałem nakręcić film edukacyjny, aby ludzie jak najwięcej mogli się dowiedzieć o św. Maksymilianie Kolbe. Zabraliśmy więc widza z kamerą do Japonii, Włoch, by pokazać miejsca, gdzie aktywnie działał. W filmie fabularnym potrzebna byłaby scenografia, ale nie zobaczylibyśmy skutków działalności św. Maksymiliana. W dokumencie mogła się znaleźć np. wypowiedź pana Kazimierza Piechowskiego, który był bliski załamania, a być może nawet odebrania sobie życia. Po słowach, które usłyszał od o.  Maksymiliana, odszedł od tego zamiaru. Takich świadków było więcej. Ojciec Maksymilian spał w nocy jedynie po trzy godziny, by spowiadać i rozmawiać z osobami, które były na skraju załamania. Dodawał im otuchy, uratował więc niejedno życie.

Zupełnie inaczej ukazał Pan jego śmierć w bunkrze głodowym.
Jego śmierć w Auschwitz została ukazana jako zwycięstwo, a nie porażka. To było uwieńczenie jego przepięknej działalności. Wydawało się, że o tym miejscu Pan Bóg zapomniał. Tak mówili świadkowie. Ale to nieprawda. Ojciec Maksymilian dodawał nadziei osadzonym. A potem były cuda – kiedy oddał życie i w heroiczny sposób zmienił decyzję komendanta obozu, oficera niemieckiego, co nigdy nie miało miejsca w  historii Auschwitz. Kolejnym cudem było, że w dziewięciometrowej celi – trzy na trzy metry – założył wspólnotę ludzi, którzy godnie umierali. Zwykle takich dziesięciu nagich mężczyzn odchodziło od zmysłów. Przy poprzednich tego typu karach działy się straszne rzeczy. Niektórzy próbowali rozbić głowę o mur, by odebrać sobie życie, były bluźnierstwa. Natomiast wspólnota o.  Maksymiliana zachowywała się inaczej. Wszyscy się modlili. Odchodzili stopniowo. Godnie. Niemcy nie mogli tego przeżyć, to było dla nich potężne upokorzenie. Już nigdy w Auschwitz nie zastosowali kary śmierci w bunkrze głodowym. Jeden z osadzonych, który wynosił odchody z tej celi, opowiadał o tym i wieść rozchodziła się po całym Auschwitz. Więźniowie, przechodząc obok tej celi, zdejmowali czapki z głów. Pokazaliśmy o. Maksymiliana jako tego, który jest wybawicielem. Wybawia tych, którzy byli osadzeni w  Auschwitz. On udowodnił, że można zachować człowieczeństwo nawet w tak nieludzkich warunkach, jakie stworzyli SS-mani, można podzielić się kawałkiem chleba. To nieprawdopodobna postać. Zależało mi, żeby ludzie poznali św. Maksymiliana Kolbe szerzej niż dotychczas.

Film już osiągnął sukces, choć jest w kinach od 13 października.
Premiera światowa odbyła się na targach filmowych w Cannes, które towarzyszą festiwalowi. Dzięki temu sprzedaliśmy go za pośrednictwem Telewizji Polskiej na kilka rynków, a  sama TVP po targach ogłosiła, że  Dwie korony jest najlepiej sprzedającym się za granicą polskim filmem. Zorganizowaliśmy również pokazy w Stanach Zjednoczonych. Premiera przy pełnej sali miała miejsce na Manhattanie. Około 20% publiczności zapełnili Amerykanie różnego pochodzenia, a resztę Polonia. Dowiedzieli się, jak wielkim człowiekiem był św.  Maksymilian Kolbe. I to był nasz cel. 26  września odbył się pokaz w  Watykanie. Telewizja amerykańska zrobiła z tego relację, która została wysłana aż do 140 krajów. Dostajemy teraz maile z zapytaniami o film. Mam nadzieję, że jak najwięcej osób dowie się o  św. Maksymilianie i pozna go – całe jego życie.

Filmowi towarzyszą konspekty lekcyjne.
Zależy mi, żeby polskie dzieci mogły czerpać wzorce od wielkich Polaków. A św. Maksymilian jest wielkim Polakiem i wielkim człowiekiem. To niesłychanie ważne: są ludzie, z których możemy być dumni i z  pewnością należy do nich św.  Maksymilian Kolbe. Dlatego zleciliśmy specjalistom przygotowanie na lekcje języka polskiego i katechezy konspektów, które są do ściągnięcia ze strony filmu www. dwie-korony.com. Święty Maksymilian ewidentnie był prowadzony przez Maryję, której zawierzył swoje życie. On nas uczy, że możemy przekraczać granice. Często niepotrzebnie stawiamy sobie poprzeczki, zamykamy się w  schematach. On nam pokazuje, że możemy przekraczać wszystkie granice. Dobrze więc, gdy żyjemy w jedności, w komunii z  Bogiem i dobrze rozeznajemy rzeczy, do których Pan Bóg nas powołuje. Gdy tak się dzieje, Pan Bóg daje nam łaskę i pomaga osiągnąć cele, które innym wydają się niemożliwe do osiągnięcia. To wymiar ewangelizacyjny filmu.

Czy będą następne filmy?
Teraz już mogę oficjalnie ogłosić: powstanie film fabularny o  św.  s.  Faustynie Kowalskiej. Ze znanymi, amerykańskimi aktorami, dystrybuowany na całym świecie. Cała fabuła będzie w języku angielskim. Dużo czasu spędziłem w Stanach Zjednoczonych, udało mi się pozyskać koproducenta amerykańskiego, który w Nowym Jorku zobaczył Dwie korony. Zapytał o następny film. Powiedziałem, że będzie o św.  Faustynie. Pytał o budżet Dwóch koron. Stwierdził, że nie można nakręcić filmu za 300 000 dolarów. I wtedy złożył deklarację na 1,5  mln dolarów, a więc połowę planowanego budżetu filmu o św. Faustynie. Potwierdził partycypację w  budżecie filmu w Polsce, przed kamerami. Mam też deklaracje polskich firm, które chcą dołączyć do tego projektu jako inwestorzy. Pozostałe środki musimy zebrać i staramy się to uczynić podobnie jak w przypadku Dwóch koron przez Fundację św. Maksymiliana Kolbe www. kolbe. org.pl. Sto procent zebranych środków jest przeznaczanych na filmową działalność ewangelizacyjną. Ufam, że najpóźniej w  2020 r. film o  św. Faustynie i Bożym Miłosierdziu wejdzie do kin na całym świecie.

pgw

Zobacz także w e-civitas:

Abp Józef Górzyński: Musimy dostrzec i podjąć przesłanie Gietrzwałdu

Z arcybiskupem Józefem Górzyńskim, metropolitą warmińskim, w 140-lecie objawień Matki Bożej w Gietrzwałdzie, rozmawia Marcin …