Fot. Pixabay. com, CC0

Święta pełne symboli

Świąteczna symbolika Bożego Narodzenia oraz towarzyszące temu okresowi zwyczaje to wspaniała forma kultywowania naszej polskiej tradycji.

Dla mnie od najmłodszych lat najbardziej wymowne w tym czasie były Bożonarodzeniowe zwyczaje i symbole, które sprawiały, że był to magiczny czas oczekiwania na przyjście Chrystusa.

Odczytywanie symboli zaczyna się już kilka dni przed Wigilią. Często pomagam mamie w ubieraniu naszej rodzinnej choinki, która przez resztę roku „zimuje’” schowana w garażu. W Polsce zwyczaj strojenia jej zadomowił się na przełomie XIX i XX w. Zielone drzewka popularność zdobyły najpierw jednak u naszych zachodnich sąsiadów. Jedna z legend głosi, że gdy św. Bonifacy próbował nawracać Germanów, którzy czcili w VIII w. monumentalny dąb Thora, rozkazał go ściąć. Upadek dębu spowodował olbrzymie zniszczenia, którym oparło się jedynie małe drzewko. Święty Bonifacy uznał to za znak od Boga i od tamtej pory głosił, że jest ono symbolem rodzącego się Jezusa. To jednak legenda. „Ustawianie drzewa pochodzi z ogólnych chrześcijańskich idei, a ustawianie jodły z lokalnej niemieckiej kultury” – wspomina Paulus Stephanus Cassel w wydanej w 1884 r. pracy Jodła na Boże Narodzenie.

Jeśli chodzi o świąteczne ozdoby, to nie wyobrażamy sobie bez nich naszych choinek. Moje rodzinne drzewko również nie może się bez nich obejść. Dekoracja ta kryje za sobą ciekawą symbolikę, której nie zawsze jesteśmy świadomi. Kolorowe światełka uosabiają nadzieję, która płynie z przyjścia na świat Zbawiciela, a gwiazda jest w miarę oczywistym odwołaniem do tej, która przed dwoma tysiącami lat przyprowadziła Trzech Króli do stajenki betlejemskiej. Łańcuch zwiastuje natomiast zacieśnianie się więzi w naszych rodzinach, a piernikowe postaci zawieszone na sznureczkach symbolizują całoroczny dostatek.

Po uporaniu się z ubieraniem choinki przychodzi pora, aby udekorować wigilijny stół. Zanim jednak o tym, zastanówmy się, jaka jest etymologia słowa ,,wigilia’’. Artur Kardaś w książce Symbolika roślin. Heraldyka i symbolika chrześcijańska stwierdza, że pochodzi ono od łacińskiego słowa vigiliare, które oznacza „czuwać”. W okresie świąt Bożego Narodzenia jest to dzień, który poprzedza przyjście Jezusa na świat. Kończy on również czas oczekiwania na to wydarzenie (Adwent).

Jeśli mówimy o Bożonarodzeniowym stole, to najbardziej znanym symbolem, który się na nim znajduje, jest położone pod obrusem sianko. Dziś ogranicza się ten piękny zwyczaj do umieszczenia skromnej jego ilości. „Grubo położone pod obrusem kłosy zbóż lub same ziarna były symbolem obfitości i dobrobytu dzięki błogosławieństwu przychodzącego Syna Bożego” – wspomina Artur Kardaś w cytowanym dziele niegdysiejsze znaczenie tego znaku.

Na wielu z naszych stołów zobaczymy też wigilijne świece. Symbol ten rozpowszechnił się najpierw w Holandii, a obecnie można zauważyć, że przyjął się również w naszym kraju. Jego znaczenia należy upatrywać w postaciach Józefa i Maryi, rodziców Jezusa, którym płynące ze świecy światło ma oświetlać drogę w przyprowadzeniu Go do naszych domów.

Symboliczne jest również dodatkowe nakrycie pozostawiane przy wigilijnym stole. Utarło się mówić, że przygotowuje się je dla niespodziewanego gościa. Ten gest odczytywany jest również jako forma zaznaczenia duchowej obecności osób z naszej rodziny, które odeszły już do Boga lub jako wyraz pamięci o nieobecnych, którzy nie mogli się pojawić z jakichś innych powodów. Liczba potraw na wigilijnym stole również nie jest przypadkowa. W naszej kulturze przyjęło się, że w noc przed narodzinami Chrystusa spożywamy ich dwanaście, co według Leksykonu symboli chrześcijańskich Michela Feuilleta ma być odwołaniem do doskonałości i Bożego porządku. „Ta idealna liczba jest zapowiedzią Kościoła, którego symbolem jest dwanaście” – zaznacza. Jak pokazuje Biblia, jest on tworzony przy pomocy tej liczby (np. dwanaście pokoleń Izraela, dwunastu Apostołów, wieniec z gwiazd dwunastu na głowie Niewiasty, itd.).

Powoli zbliża się wieczór, a wraz z nim pierwsza gwiazda. W moim domu jest to zawsze moment, na który najmocniej się czeka. Wieczerzę wigilijną rozpoczyna się od przeczytania fragmentu Ewangelii według św. Łukasza, w której wierny towarzysz św. Pawła opisuje okres przed oraz sam fakt rozwiązania u Maryi. Wybierali się więc wszyscy, aby się dać zapisać, każdy do swego miasta. Udał się także Józef z Galilei, z miasta Nazaret, do Judei, do miasta Dawidowego, zwanego Betlejem, ponieważ pochodził z domu i rodu Dawida, żeby się dać zapisać z poślubioną sobie Maryją, która była brzemienna. Kiedy tam przebywali, nadszedł dla Maryi czas rozwiązania. Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie – zaznacza Ewangelista w cytowanym fragmencie. Później następuje centralny punkt świętowania, czyli przełamanie się opłatkiem ze wszystkimi, którzy są obecni na wieczerzy. Ma to być widoczny znak wzajemnego pojednania oraz okazania chęci do dzielenia się wszystkim z najbliższymi. W dawnych czasach opłatki były wytwarzane w klasztorach lub na plebaniach, a później roznoszone po domach. W niektórych miejscach zwyczaj ten jest kultywowany do dziś.

Po zjedzeniu posiłku następuje czas rozpakowywania Bożonarodzeniowych prezentów. I choć nigdy nie są one dawane przez ,,prawdziwego’’ św. Mikołaja, to zawsze sprawiają mi wiele radości. Jaki był jednak los tego naprawdę prawdziwego?

W Żywotach świętych św. Mikołaj jest przedstawiony jako biskup azjatyckiej Miry w VI w. Odznaczał się on olbrzymią wrażliwością na ludzką krzywdę. Pomagał biednym, a przy tym nie dbał o rozgłos. W szkołach, które powstawały pod jego patronatem w XIII w., upowszechnił się zwyczaj rozdawania stypendiów, które z czasem przerodziły się w zwyczaj ofiarowywania prezentów dla dzieci. Stąd właśnie wywodzą się nasze skojarzenia dotyczące tej postaci, której daleko do dzisiejszych wyobrażeń utrwalanych przez kulturę masową.

Najedzony oraz rozweselony trafionymi prezentami udaję się wraz z rodziną na Pasterkę. Zwykle idziemy piechotą, nie tylko dlatego, że mieszkamy blisko kościoła. Staramy się po drodze wypatrywać kolędników. Nie jest ich zbyt wielu, ale kilku zwykle się znajdzie. Zawsze robi mi się cieplej na sercu, gdy śpiewają znane wszystkim utwory, takie jak choćby W żłobie leży (autorem tekstu najprawdopodobniej ks. Piotr Skarga) czy Bóg się rodzi (autorstwa Franciszka Karpińskiego). ,,Kolędnikami najpierw byli chłopcy, a późnej dołączyły do nich dziewczęta. Często nosili ze sobą szopkę, a w przebraniu Heroda, diabła, pasterzy lub innych postaci biblijnych, śpiewali okoliczne pieśni, pastorałki, wystawiali widowiska i składali życzenia’’ – zaznacza doktor Eufrozyna Elżbieta Kopczyk w książce Wigilia i okres świąt Bożego Narodzenia.

Po dotarciu do świątyni rozpoczyna się uroczyste czuwanie na przyjście Zbawiciela. Pasterka, czyli Msza pasterska, symbolicznie nawiązuje do oczekiwania pastuszków w Betlejem, którzy jako pierwsi przybyli, aby przywitać nowo narodzonego Króla Świata. Kulminacyjnym momentem staje się odśpiewanie hymnu Gloria, który dwa tysiące lat temu był wykonywany przez anioły nad Domem Chleba, jak z hebrajskiego zwykło się mówić o mieście narodzin Syna Bożego. Często wykonuje się również kolędy, które wprowadzają nastrój zadumy.

Świąteczna symbolika oraz towarzyszące temu okresowi zwyczaje to wspaniała forma kultywowania naszej polskiej tradycji. Uważam, że nie powinniśmy o tym zapominać, nawet w sytuacji przedświątecznego zabiegania. To w końcu ten okres w roku wiąże się dla większości z nas z najprzyjemniejszymi wspomnieniami. Oby i po tegorocznej Gwiazdce było ich w naszej pamięci jak najwięcej.

 

Dawid Kowalczyk

mak

Zobacz także w e-civitas:

Poznaj polskie sanktuaria

Sanktuaria to miejsca niezwykłe. Ludzie chętnie odwiedzają świątynie, ponieważ są one wybrane przez Boga, Matkę …