Home / Historia / Święta Teresa z Avili

Święta Teresa z Avili

500 lat temu – w 1515 r. – w Avili przyszła na świat Teresa de Cepeda y de Ahumada, Doktor Kościoła, kobieta nieprzeciętnej osobowości, święta wielkiego formatu, w której harmonijnie współgrały postawy i duchowości ewangelicznych sióstr, Marty i Marii.

Gdy śledzi się koleje lata życia Teresy z okresu jej młodości, rysuje się w niej postawa raczej Marty, osoby aktywnej i energicznej, dumnej z przynależności do stanu szlacheckiego – nie szkodzi, że o statusie niezbyt majętnego rodzica – damy ceniącej honor i prawdomówność, świadomej swych wartości. Kobiety XVI-wiecznej Hiszpanii nie miały większego wyboru co do podjęcia drogi życiowej – zamążpójście lub klasztor, a ten w wielu wypadkach był przytuliskiem wcale wygodnego urządzenia się. Teresa przez jakiś czas mocowała się ze sobą, co wybrać, tym bardziej że jej ukochany ojciec stał w opozycji do pomysłu córki wstąpienia do zakonu. Do tego wiązała ją obecność trzynaściorga rodzeństwa zrodzonego z dwóch matek – jak ich opuścić? Chociaż kilku braci i kuzynów szybko wymknęło się z domu, bo cóż było robić na nieurodzajnych, palonych słońcem wzgórzach wokół Avili, w krainie bez większych perspektyw? Nęcił ich szeroki świat, Ameryka, dokąd wśród innych braci udał się i jej najdroższy Rodrigo, ten sam, z którym w dziecięctwie wybierała się do kraju Maurów, by tam dać głowę za Chrystusa i tym sposobem szybko osiągnąć niebo męczenników.

Hiszpania złotego wieku to kraj niezwykły, który poszerzył swe granice o zamorskie dominia obu Ameryk, pulsujący bogactwem od amerykańskiego złota i srebra, ogromny plac budowy zamków, pałaców i kościołów, niespotykanej wcześniej twórczości artystycznej, kulturalnej, literackiej, kraj świętych i mistyków; wyspa względnego pokoju, kiedy cała Europa wrzała, rozsadzana od środka buntem przeciwko Kościołowi i ustalonym porządkom reformatorów spod znaku Lutra, Melanchtona, Kalwina, Zwingliego i dziesiątków podobnych im nowinkarzy religijnych.

Teresa dobrze wiedziała, że świat się rozpada, kiedy w wieku 20 lat podjęła decyzję wstąpienia do klasztoru Encarnación w rodzinnej Avili. Ale cóż to był za klasztor – otwarty na zewnątrz, bez klauzury, gdzie siostry prowadziły nader światowe życie, spotykały się w rozmównicy z kim tylko zapragnęły, w czym sama Teresa chętnie uczestniczyła. Często opuszczała jego mury, raz z powodu przypadłości zdrowotnych, to znów dla spraw rodzinnych, czy po prostu z potrzeby wyruszenia w podróż, chociażby w poszukiwaniu przewodników duchowych.

Długie było poszukiwanie Teresy właściwej duchowości. Wcześnie odkryła, że sama nie jest w stanie tego dokonać, że wkroczyła w jej życie Boża Opatrzność. Że sam Jezus chce ją mieć wyłącznie dla siebie. Nawrócenie Teresy nie dokonało się nagle, było rozciągniętym na lata procesem, który opisała na kartach fascynującej autobiografii, Księgi zmiłowań Pańskich. Za datę nawrócenia podaje się rok 1554, a więc Teresa miała już wtedy prawie 40 lat, z czego połowę spędziła w murach klasztornych. W czasie wewnętrznego wzrastania doświadczała mnóstwa nadprzyrodzonych interwencji, zachwyceń, wizji Chrystusa, którego widziała oczyma duszy – jak zapewnia – „jaśniej, niżbym Go mogła widzieć oczyma cielesnymi”, doświadczała mistycznych uniesień, nawet omdleń podczas ekstazy, czego bardzo się krępowała, gdy dochodziło do nich w obecności osób trzecich. Ćwiczyła się w modlitwie, kontemplacji i umartwieniach, narzekając, jak trudno jest postępować na drodze wewnętrznego wzrastania bez właściwego kierownika duchowego. Nie mogła bowiem mieć pewności, czy to, czego doświadczała, było Boskiej natury, czy nie pochodziło od zasadzek szatańskich. „Wiele kobiet dało się uwikłać w diabelskie omamienia – osądzała przytomnie – zaczęłam się bać również o siebie, tak wielka była słodycz i rozkosz, jaką odczuwałam”.

XVI-wieczna Europa, nawet ta protestancka, była przekonana o podstępnym działaniu szatana, stąd też czujność hiszpańskiej Inkwizycji, która zainteresowała się również przypadkiem Teresy, na kilka lat zatrzymując do wglądu rękopis jej autobiografii. W klasztorze w Beas notowała: „pewnego dnia Pan rzekł do mnie, abym, będąc Jego oblubienicą, prosiła Go, o co zechcę, a On wszystko spełni. Na dowód tego dał mi i włożył na palec wspaniały pierścień z drogim kamieniem, jakby ametystem…”

8323994_giovanni-lorenzo-bernini-transverberazione-di-santa-teresa-16471652-cappella-cornaro-chiesa-santa-maria-della-vittoria-roma-18072013

W 1560 r. Teresa otrzymała łaskę przebicia serca, czego dokonał anioł, który „tak mię pozostawił całą gorejącą wielkim zapałem miłości Bożej”. W jakże niedościgły sposób doznanie to potrafił przekuć w marmur Gian Lorenzo Bernini, tworząc najpiękniejszą rzeźbę baroku, ozdobę rzymskiego kościoła Santa Maria della Vittoria! Mistyczka o głębokich doświadczeniach duchowych, zatopiona w modlitwę i kontemplację, oddająca się umartwieniom i pokucie, popadająca w ekstazy, nie zasklepiła się w świecie doznań wewnętrznych, lecz przeszła do czynu. „Niech mnie Bóg strzeże od ludzi tak żyjących tylko duchem – miała się odnieść do stylu życia Jana od Krzyża – że jedynym ich pragnieniem jest osiągnięcie doskonałej kontemplacji, a poza tym niech się dzieje co chce”. Temperament Teresy, jej przyrodzona aktywność, niespożyta energia, pomimo ciągłego zapadania na zdrowiu nie predestynowały jej do bycia zamkniętą w celi pustelnicą, głuchą na to, co się dzieje wokół.

Na wieść o wojnach religijnych w Europie bolała bardzo: „Doszły mnie wieści z Francji o wielkich szkodach, jakie tam cierpi wiara od luteran (…) poczęłam płakać przed Panem i błagać Go, by tak wielkiemu złu zaradził”. Zobowiązała zakonnice w klasztorze do modlitw w intencji obrońców prawdziwej wiary.
Zamartwiała się, ile dusz ginie w Ameryce, bo nie znają Ewangelii, a miała co do tego rozeznanie z pierwszej ręki – z Ameryki powrócili właśnie jej bracia, Wawrzyniec i Piotr, z wyjątkiem Antoniego, który zmarł w Quito, Rodriga, który zginął w walce z Indianami w Chile i Ferdynanda poległego w Kolumbii. Również powracający z Nowego Świata franciszkanin – pisała – „począł mi opowiadać o tych milionach dusz, które tam giną, bo nie ma, kto by je uczył prawdziwej wiary”. W intencji Indian podjęła gorące modły i pokutę.

Wyszła do tego świata nieograniczonych potrzeb z własną propozycją. Skoro nie da się podnieść poziomu duchowości w klasztorach hiszpańskiego Karmelu, może warto spróbować zakładać obok głównego nurtu nowe klasztory, zreformowane? Ale czy tylko o klasztory chodziło Teresie? Bynajmniej. Rozumiała, że podniesienie poziomu duchowości w otwartych klasztorach i zakładanie alternatywnych, o zaostrzonej regule, będzie z korzyścią dla nich samych i wpłynie na podniesienie życia religijnego w Hiszpanii, bo modlące się i pokutujące wspólnoty, odizolowane od świata, ale niezamknięte na jego potrzeby, staną się oazami Bożych łask, dzięki którym dobro będzie promieniowało na kraj i na cały świat.

Księga fundacji pióra Teresy jest fascynującą lekturą, miejscami wprost przygodową. Dopiero przy zgłębianiu jej treści widać, w co tak naprawdę wdała się ta niespożytej energii, zdeterminowana zakonnica! W miejsce uznania, że robi coś dobrego, na każdym kroku spotykała się z niechęcią, oporem, zakazami, trudnościami, a nawet groźbami. Założenie nowego klasztoru, którym na początku bywał zwykły dom, często wymagający kompleksowego remontu, było niczym w porównaniu z murem przeciwieństw, który należało pokonać albo rozbić. Zdobycie pozwoleń od władz miejskich, od miejscowego biskupa, otrzymanie papieskiego brewe, zgody od generała zakonu karmelitów, przychylności lokalnej społeczności, jakże często podejrzliwej, a nawet wrogiej, przekonanie do zbożnego dzieła sióstr z własnego klasztoru – wszystko to droga przez mękę. Teresa wiedziała, że bez woli i pomocy Bożej niczego by nie dokonała.

Tak w 1561 r. rodziła się w bólach pierwsza wspólnota czterech nowicjuszek, klasztor św. Józefa w Avili. Rozpatrując fundacje w wymiarze ludzkim, gdyby nie charyzmat Teresy i szerokie znajomości wśród przychylnych jej możnych i wpływowych ludzi, w tym jezuitów, z reformy niewiele by wyszło. Teresa ufundowała aż 15 klasztorów nowej, zaostrzonej reguły. Przemierzała Hiszpanię wzdłuż i wszerz. Jakich to nie doznawała przygód, tłukąc się po gościńcach i bezdrożach na wózku krytym przed słońcem i deszczem byle jaką płachtą. Jeżdżąc konno w siodle, sypiając w smrodliwych gospodach, szukając przed słońcem cienia pod mostami Kordoby, gdzie towarzyszące jej zakonnice wzbudziły sensację spuszczonymi na twarz welonami: „była to jedna z najcięższych przykrości, jakich w życiu doznałam – użalała się. – Poruszenie ludu na nasz widok było takie, jakie bywa zwykle, gdy wybiegnie byk na arenę”.

Rozumiała, że aby reforma mogła się powieść, musi się dokonać również w męskich zgromadzeniach. Szczęśliwie znalazła wielu mężczyzn, którzy w tym dziele ją rozumieli i przyszli jej z pomocą, wśród nich Jana od Krzyża, jakkolwiek nie miał on nic wspólnego z odwagą i determinacją swej starszej o 27 lat mistrzyni. Niektórzy zakonnicy sprzeciwiali się reformie tylko dlatego, że chciała ich reformować niewiasta.

Kolejny raz zaskakuje nas Teresa jako pisarka. Gdy przeglądamy jej dorobek literacki, współcześnie opracowany w dwóch opasłych tomach, pytamy ze zdziwieniem: kiedy na to wszystko miała czas? Napisała kilka poważnych dzieł, oprócz autobiografii Drogę doskonałości, Księgę fundacji, Twierdzę wewnętrzną i pomniejsze pisma, wdała się nawet w poezję. Pisała nocami, przy migotliwym kaganku, bo za dnia uczestniczyła w zajęciach konwentualnych, jeśli nie miała ważnych spotkań lub nie musiała wypuszczać się w kolejną podróż. Jeśli przyjmiemy, że nie miała czasu na korektę napisanych już tekstów i puszczała je w obieg w pierwszej wersji, popadamy w jeszcze większy podziw. Jej rękopisy, które w całości się zachowały, są czyste, bez poprawek. Po prostu myśli jej same spływały na papier, rozbudowane zdania układała poprawnie, zachowują one piękną melodykę i rytm, ich układ jest logiczny. A pisała pod posłuszeństwem.

Od dzieciństwa Teresa pochłaniała książki, rycerskie i pobożne, by w zaciszu klasztornym oddać się wyłącznie lekturze formacyjnej. Z pokorą i poddaniem przyjęła decyzję Inkwizycji o umieszczeniu na Indeksie Ksiąg Zakazanych niektórych wartościowych dla niej lektur religijnych, w tym tłumaczonego na kastylijski Pisma Świętego, okoliczność tym bardziej dotkliwą, że Teresa nie znała łaciny. W tym utrapieniu pocieszył ją sam Jezus: „Nie martw się, Ja tobie dam księgę żywą”. I dotrzymał słowa.

Chyba trudno by znaleźć w katalogu osób kanonizowanych drugą mistyczkę tak głęboko zżytą z Jezusem, a równocześnie twardo chodzącą po ziemi. Wystarczy przejrzeć jej listy, z których wynika, jak zabiegała o sprawy doczesne klasztorów, jak doglądała ich codziennych potrzeb, jak dbała o finanse, dziękowała darczyńcom. Potrafiła twardo negocjować, naciskała aż do skutku. Była nieustępliwa w sprawach zasadniczych.

Zmarła 4 X 1582 r. w Alba, nad rzeczką Tormes, niedaleko Salamanki, w małym klasztorze, który zakładała 11 lat wcześniej. Tam spoczywa do dziś. Na widok udzielonej jej po raz ostatni Komunii powtarzała w zachwycie: „Mój Pan, mój Oblubieniec! Oto nadeszła upragniona godzina. Czas już, abyśmy się spotkali, mój Umiłowany, mój Panie. Pójdźmy, już czas”.

Jan Gać

pgw