Home / Wywiady / “Święty niepokój”

“Święty niepokój”

Z księdzem arcybiskupem Stanisławem Gądeckim, metropolitą poznańskim i przewodniczącym Konferencji Episkopatu Polski, rozmawia Ewelina Goździewicz.

W homilii wygłoszonej podczas pasterki w poznańskiej katedrze Ksiądz Arcybiskup podkreślił, że „Boże Narodzenie nie jest bajką dla dzieci, lecz odpowiedzią Boga na dramat ludzkości poszukującej prawdziwego pokoju”. Co może uczynić człowiek wierzący na rzecz budowania pokoju?

Wiara pozawala człowiekowi wierzącemu patrzeć na otaczającą go rzeczywistość w o wiele głębszy sposób i dostrzec wartości, które przekraczają nasz doczesny horyzont. A wiele niepokojów i walk, które prowadzimy między sobą dotyczy właśnie spraw doczesnych. Człowiek wierzący szybko dostrzeże, że nie wszystkiemu warto poświęcać własne życie. Płynąca z wiary hierarchia wartości sprawia, iż człowiek wierzący może stać się świadkiem pokoju i znakiem tego – że mimo wszystkich różnic międzyludzkich – pokój jest możliwy, że można go realnie doświadczać.

Źródło: BP KEP

Ks. Arcybiskup powiedział w Niepokalanowie, podczas otwarcia Centrum Modlitwy o Pokój, że nie możemy sami zapewnić pokoju. Pokój jest darem Bożym, a nie tylko  osiągnięciem człowieka. Potrzebna jest nam pomoc Boża. Jak z niej korzystać?

Prawdą jest, że człowiek sam sobie pokoju nie jest w stanie zagwarantować. Przekonać się o tym można w sposób najbardziej dotkliwy, gdy uczestniczymy w rozmaitych międzyludzkich konfliktach, których nikt nie jest w stanie zakończyć ani wygasić. To samo widzimy, obserwując konflikty zbrojne, w których spirala nienawiści częstokroć nakręca się coraz bardziej, zatruwając złowrogimi emocjami całe społeczeństwa. Ta bezsilność człowieka w obliczu zła uświadamia wierzącym, że o pokój trzeba się modlić do Boga.

A potem trzeba współpracować z łaską Bożą. Dokonuje się to nie tylko poprzez piękne pragnienia czy wzniosłe apele i deklaracje, ale przede wszystkim poprzez postawę uczciwego wsłuchania się w głosy innych osób i gotowość do wyrzeczenia się swoich uprzedzeń. Dla przykładu możemy się tu odnieść do naszych polskich, niezwykle bolesnych doświadczeń ostatnich tygodni. W moim przekonaniu pokazują one, że niemal wszyscy Polacy – niezależnie od swoich poglądów politycznych i spojrzenia na rzeczywistość społeczną – bardzo pragną ładu publicznego i narodowej zgody. Jednak nie każdy jest gotów w myślącym inaczej dostrzec brata, który ma prawo inaczej oceniać realia życia.

Jakiej broni potrzebuje chrześcijanin w walce o pokój? Jak reagować na agresję wobec obecności religii w życiu publicznym?

Chrześcijanin na agresję nie może odpowiadać agresją – tylko w ten sposób można rozerwać każdą spiralę zła. Zło dobrem zwyciężaj. Dlatego człowiek wiary wyrzeka się jakiegokolwiek pragnienia zemsty. Choć wydaje się ona zgodna z poczuciem sprawiedliwości, to jednak odwet nigdy nie jest wolą Boga, który jest przecież najbardziej sprawiedliwy.

Wierzący na agresję wobec swojej religii w przestrzeni publicznej odpowiada z godnością. Zdaje sobie sprawę, że w wierze nie chodzi o to, aby każdy napotkany człowiek przyznał mu rację, ale aby każdy został zbawiony. Siłą zaś zbawiającą nie są nasze, nawet najbardziej prawdziwe racje, lecz miłość: miłość Boga przychodzącego człowiekowi nieustannie z pomocą i nasza miłość, pochodząca z Bożego źródła, którą ogarniamy każdego bez wyjątku.

W niektórych jednakże przypadkach chrześcijanie winni domagać się usilnie realizacji swoich praw. W pokornym niesieniu krzyża nie chodzi przecież o to, aby uczniowie Chrystusa dali się w społeczeństwie zastraszyć czy zakrzyczeć, ale by mogli bez przeszkód głosić Dobrą Nowinę, za którą tęskni każde ludzkie serce, nawet wówczas, gdy nie zdaje sobie ono z tego sprawy.

Pokojowa wyprawa uczniów rozesłanych przez Pana Jezusa była, jak zaznacza św. Jan Złotousty, pełna pokory, bezkonfliktowa, bezbronna. Czy w kontekście wyścigu zbrojeń, zmilitaryzowanych potęg i walk z użyciem najnowszych technologii pokorne budowanie dialogu jest jeszcze szansą dla współczesnych?

Dialog jest szansą dla człowieka w każdych czasach. Jego skuteczność nie jest jednak nieograniczona. Do dialogu trzeba bowiem zawsze otwartości obu stron. Dialog byłby też niemożliwy, gdyby miał się on odbywać na warunkach tylko jednej z nich. Nawet sam Pan Jezus w pewnym momencie przestał dialogować z faryzeuszami, ponieważ przekonał się, że ich serca były zamknięte. On jednak nadal ich kochał i dlatego nie bał się wejść z nimi w konflikt, a na końcu oddał za nich swoje życie.

U Izajasza czytamy: Syn został nam dany jako Książę Pokoju (Iz, 9,5). Pan Jezus natomiast konstatował: Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz” (Mt 10,34n). Jak zatem zrozumieć, że Książę Pokoju przychodzi poróżnić nawet „syna z jego ojcem, córkę z matką”?

Jezus, jako zapowiadany przez proroka Książę Pokoju, nie przyszedł zaprowadzać na ziemi doczesnego pokoju. Osobiście nie wycofywał się On wobec konieczności wejścia w otwarty spór i sam został potraktowany z największą brutalnością. I dlatego „święty spokój” nie jest wartością dla Jego uczniów. Uczniów cechuje raczej swoisty „święty niepokój”, czyli niedające spokoju palące pragnienie głoszenia wszystkim ludziom Ewangelii, która jako jedyna wprowadza prawdziwy i głęboki pokój do ludzkich serc. Przytoczone słowa o mieczu i o konflikcie uczniów Chrystusa ze światem są proroctwem, które spełnia się nieustannie w historii. Chrześcijanie przez ostatnie dwa tysiące lat bez przerwy doświadczali prześladowań, a i dzisiaj w różnych zakątkach świata są najbardziej prześladowaną grupą społeczną. W świecie zachodnim ostrze terroru politycznej poprawności (pensiero unico) jest wycelowane w szczególny sposób przeciwko chrześcijaństwu. Chrześcijanie taką sytuacją się nie przerażają, wiedzą bowiem, że dla Ewangelii i płynącego z niej pokoju warto niejedno przecierpieć.

Społeczeństwo, które nie pamięta o własnej przeszłości, nie potrafi tworzyć podstaw harmonijnego współistnienia i wspólnego zaangażowania w realizację przyszłych celów – powiedział Ks. Arcybiskup w orędziu z okazji setnej rocznicy odzyskania niepodległości. Jak wybierać te elementy historii, które gwarantują sukces, którego podstawą bez wątpienia jest pokój społeczny?

Historia jako nauczycielka życia – także życia społecznego – poucza nas na konkretnych przykładach z minionych epok, jakich błędów należy unikać, aby – w najbardziej mrocznych dziejowych chwilach – nie podzielić losu naszych przodków. Poucza nas ona, że ilekroć zwycięża egoizm i prywata, tylekroć przegrywa społeczeństwo i Polska.

Historia wskazuje nam też wartości, na których nasze społeczeństwo jest zbudowane i na których winno być ono dalej rozwijane. Walorem chrześcijańskiego etosu nie jest fakt, że jest on stary, tradycyjny i się do niego przyzwyczailiśmy, ale to, że sprawdził się on świetnie w życiu tylu minionych pokoleń i może być z całą pewnością podstawą do szczęśliwej przyszłości kolejnych generacji. Historia jest także i ostrzeżeniem przed każdym eksperymentowaniem z wartościami i przed próbami tworzenia przyszłości opartej na pseudowartościach, które grożą poważną społeczną katastrofą.

Konferencja Episkopatu Polski, której Ksiądz Arcybiskup przewodniczy, liczy sobie już 100 lat. Z jednej strony jest instytucją trwale zakorzenioną w naszym życiu społecznym, nie tylko tym katolickim, z drugiej jednak wciąż musi świeżym okiem spoglądać na coraz to nowe wyzwania. Jak zdaniem Księdza Arcybiskupa rysuje się rola tej instytucji w tej zarówno bliższej, jak i dalszej przyszłości Kościoła w Polsce?

Instytucja Konferencji liczy sobie rzeczywiście sto lat, ale biskupi są aktywnymi uczestnikami społecznego życia w Polsce już od 1050 lat. Ich głos jest niezwykle ważny w zmieniających się przez wieki uwarunkowaniach historycznych i społecznych. A chociaż powszechne zrozumienie dla nauczania pasterzy zdaje się w ostatnich czasach znacząco spadać, w niczym to jednak nie zmienia faktu, że ich zatroskany głos musi w Polsce brzmieć wyraźnie. Zarówno my, jak i nasi przyszli następcy, musimy i będziemy musieli niejednokrotnie mówić trudne rzeczy, nie dlatego, żeby utrudnić życie naszym siostrom i braciom, ale dlatego, że taka właśnie jest prawda. I nie oczekujemy, że każdy z nami zawsze się zgodzi, ale uważamy, że każdy ma prawo usłyszeć nasze słowa z całą ich wyrazistością. Kto kocha, nie boi się mówić prawdy tylko dlatego, że jest ona niewygodna.

/md