Home / Opinie | Felietony / Szatan i jego kumple

Szatan i jego kumple

Tytuł powyższy tylko brzmi śmiesznie, bowiem nie ma nic wesołego w tym, że Zły znajduje na ziemi swoich popleczników. Czasem dzięki im udaje mu się niemal zdobyć władzę nad światem. Słowo „niemal” jest tu kluczowe, tak jak „prawie”. Bowiem jeżeli coś jest „prawie”, to można powiedzieć, że tego czegoś właściwie nie ma. Tak więc Szatanowi coś się wydaje, a jednak na końcu okazuje się, że rzeczy przedstawiają się inaczej.

Opisanie „prawie” piekła

Ono również istnieje. Katechizm i nauka Kościoła mniej więcej przybliżają nam prawdę o tym, czym jest piekło. Często jednak tego pojęcia używamy w znaczeniu potocznym, opisując sytuację skrajnie złą, właściwie bez wyjścia. Obu znaczeń nie można jednak mylić. Na ziemi zawsze jest jakieś wyjście, chociaż bez wiary w Boga dla człowieka pozostaje ono niewidocznym.

O tym wszystkim traktuje książka Zofii Kossak „Z Otchłani”. Jest tam i Szatan wraz ze swymi sługami, i piekło – to w znaczeniu ziemskim, potocznym, i droga do Boga. Poza tym miłość do człowieka, a w tle Ojczyzna i wojenne historie. Nie jest to rzecz nowa. Autorka pisała swój zbiór refleksji o obozie w Birkenau w roku 1945, mając niejako na  „świeżo” swoje, używając eufemizmu, obserwacje. Wymienionego tomu pisarki nie można nazwać wspomnieniami. Nigdzie nie pisze o sobie w pierwszej osobie. Co prawda czytelnik może się domyślić, że tu i ówdzie ma do czynienia z przeżyciami autorki, niemniej nie jest to z całą pewnością książka o niej w wąskim tego słowa znaczeniu. Rzeczywistość opisana na poszczególnych kartach jest rejestracją reporterską zmagań o dusze ludzi zamkniętych w obozie koncentracyjnym. To, że autorka doświadczyła pobytu w obozie kobiecym, powoduje, że on jest owym polem bitwy, pewnie obóz męski kilkakrotnie wspominany w tomie miał swoją specyfikę. Nie zmienia to jednak faktu, że terenem rozgrywki był człowiek, a właściwie jego zbawienie.

Niemcy, którzy wymyślili i realizowali projekt obozowy, jak wynika z kart książki, nie tylko mieli na celu zabijać tu ludzi, chcieli czegoś więcej. Dlatego też autorka odwołuje się tu do rzeczywistości nadprzyrodzonej. Nie trzeba być wielkim detektywem, by zorientować się, jaka ona była w obozie obowiązująca. Zakaz modlitwy, choćby tej przedśmiertnej jest strasznym wyróżnikiem niemieckiego obozowego totalitaryzmu. Nawet reżimy dyktatorskie, skazując ludzi na śmierć w niesprawiedliwych okolicznościach, generalnie umożliwiały ludziom, którzy mieli być za chwilę zamordowani, modlitwę i odbycie praktyk religijnych, które w mniemaniu skazanego miały mu pomóc w przejściu na „tamtą stronę”. W więzieniach zazwyczaj pozwalano na funkcjonowanie instytucji kapelana, który towarzyszył skazańcom bez względu na to, jak ciężkie były ich przewiny. Mimo wszystko była w tym jakaś wola władz, by nie skazywać nikogo na wieczne potępienie.

W niemieckim obozie miało być inaczej – chciano zniszczyć i ciało, i duszę. Autorka w tej kwestii nie ma wątpliwości, że temu właśnie służył sposób organizacji śmierci. Mógł więc obóz być nie tyle piekłem, co bramą do niego. Z drugiej strony, mógł się okazać czyśćcem, z którego człowiek wyszedł nawrócony, jeszcze bardziej przekonany co do istnienia Bożej Opatrzności i planu zbawienia człowieka. Oczywiście, ta druga możliwość w sytuacji obozu była szalenie trudna i właściwie pisanie o tym przez kogoś, kto „tam”’ nie był, tchnie fałszem. Szatan bowiem jest bezwzględny i pomysłowy, jeśli chodzi o upodlenie człowieka. W końcu przecież go bezgranicznie nienawidzi.

Niemcy

Nie może książka o obozie koncentracyjnym nie być o Niemcach, przynajmniej trochę. Niewątpliwie ważnym jest fakt, że tom wznowiony został przez IW PAX w 80. rocznicę wybuchu drugiej wojny światowej, w czasie ogromnych sporów na temat tego, kto odpowiada za wywołanie konfliktu, kto organizował mordowanie ludzi i kto fizycznie za tym stał i wreszcie, co miało być tego wszystkiego celem ostatecznym. Autorka nie jest politykiem, chociaż jej zaangażowanie w konspirację i niewątpliwy patriotyzm pospołu przyczyniły się do jej obecności w opisywanej piekielnej poczekalni. To szerokie, chrześcijańskie spojrzenie pozwala jej na głębokie oceny. Niemcy, których spotkała w obozie, służą za  probierz moralności całego narodu. Dziś można oczywiście czynić zarzuty, że było to spojrzenie nieobiektywne, że przecież nie wszyscy oni byli źli itd. Pewnie we wszystkich takich osądach jest trochę racji, wszelkie generalizacje mogą kogoś postawić w niesprawiedliwym świetle. Niemniej, spojrzenie pisarki jest społeczne – tu zawinił naród. W rozdziale pt. „Córki Jerozolimskie”, gdzie Zofia Kossak zastanawia się nad tym, czy żołnierz niemiecki prowadzący niewinne dziecko, by zostało spalone żywcem w krematorium, jest „świadomym satanistą” i sama sobie udziela negatywnej odpowiedzi, która jednak od razu jest skontrowana przez nią samą, iż takiemu komuś „brakło /…/ najważniejszego czynnika, bez którego człowiek siłą rzeczy staje się własnością diabła – mianowicie poczucia Dobra.” Z punktu widzenia człowieczeństwa rzecz jest fundamentalna, wszakże nie można zapomnieć, że i taki ktoś pozostaje człowiekiem obdarzonym przez Boga duszą nieśmiertelną. Pisarka wspomina o tym, wkładając na kartach książki w usta jednej z kobiet swoją myśl, że nie będzie dobrą sytuacja, w której role się odwrócą, tzn. Polacy staną się kapo, a Niemcy zostaną zamknięci w barakach. Dla niej zło jest złem. Natomiast to, że naród niemiecki stał się jego nośnikiem, wymaga powojennej pracy wychowawczej, „by na koniec Germanin pojął… A gdy wzdrygnie się ze szczerą grozą na wspomnienie żołnierza wiodącego niewinne dziecko, by je rzucić w ogień – praca będzie dokonana, Europa bezpieczna.”

Pisarka nie reprezentowała tu naiwnego optymizmu. W czasie, kiedy pisała swą książkę, świat był pod wrażeniem zła wyrządzonego przez naród niemiecki, patrzył na niego złym okiem i  istniały nawet realne plany jego całkowitego unicestwienia. Zofia Kossak chciała, by się on nawrócił, zobaczył ogrom dokonanego zła, pewnie prosił Boga i ludzi o wybaczenie, wykorzenił zło spośród siebie i stał się chrześcijańskim członkiem narodów Europy. Czy to nastąpiło albo proces ów właśnie dopiero zachodzi na naszych oczach? Jest to kolejne pytanie, a odpowiedź na nie należy do nas współczesnych.

Memento

Kolejne ważne dla książki słowo oznaczające rodzaj przestrogi. Książka, o której tu piszę, nie zestarzała się. Jest świadectwem tego, co było. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu istniała opisana w niej ideologia i naród ją realizujący, który nie widział nic złego w paleniu ludzi w piecach za sam fakt, że byli nie tymi, którymi chciano, by byli: Żydów za ich żydostwo, Polaków za to, że byli Polakami właśnie. Dziś wydaje się głęboko nieracjonalne założenie, że można ludzi podzielić na tych „nad” i tych „pod”, choć z drugiej strony nie jestem do końca przekonany, czy świat pozbył się całkowicie ideologii odczłowieczających „tych drugich”. Być może dziś stygmatyzacja prowadząca do ludobójstwa w naszym kręgu kulturowym jakoś nie występuje na poziomie wielkich mas czy państw, choć z drugiej strony znajomość historii pozwala nam wyciągać wnioski, iż do tego, by ona zaszła,  potrzeba naprawdę niewiele, wystarczy trochę podkręcić aparat propagandy, a chętni do realizacji określonych zadań mogą się znaleźć.

Warto spojrzeć na jeszcze jeden aspekt nieludzkiego podejścia do traktowania ludzi w totalitaryzmie, którego najpełniejszą formą był obóz koncentracyjny. Zofia Kossak zauważa, że zabronione były tu relacje społeczne, międzyludzkie formy współpracy czy nawet komunikacji. Karana była pomoc wzajemna, życzliwe traktowanie, a nawet rozmowa. Tam przybierało to formę skrajną i realizowane było w sposób, który określa się mianem „niehumanitarnego”. Niemniej to tylko forma. Istota totalitaryzmu, tak jak chyba piekła, jest w miarę stała – człowiek musi być osamotniony. Najlepiej przy okazji wykorzenić go z wartości, punktów odniesień, które pomogłyby mu pomóc żyć po ludzku. Warto się nad tym zastanowić dziś, w tej niby zupełnie innej epoce.

Jeszcze jedna rzecz wydaje się ważna – książka jest dziś aktualna również w kontekście nieuczciwych debat na temat tego, kto jest winien holokaustu. My, Polacy, zdaje się wiemy to doskonale. Myśmy swą lekcję historii odrobili, choć być może w ostatnich dekadach trochę nauki poszło w las, być może na nowo trzeba pewne rzeczy przypomnieć. Dlatego warto czytać omawianą książkę w Polsce. Powinna ona być obecna w bibliotekach, ale i na lekcjach historii. Czy będzie? Warto też zrobić rzecz jeszcze jedną. Tak jak Raport Witolda Pileckiego, najlepiej za pieniądze państwowe książkę przetłumaczyć na język angielski i rozesłać po świecie we wszystkie te ważne i mniej ważne miejsca: do ludzi uczonych, jak i nieuków, którzy mówią o polskich obozach, do polityków i politykierów, wszystkich, którzy coś znaczą w świecie, bądź znaczyć by chcieli. Czy przeczytają?  Się okaże, ale na to nie szkoda środków, przeczytałem i wiem.

Zofia Kossak, Z Otchłani, Warszawa 2019 s.206

Piotr Sutowicz

/md