wtorek , 19 Czerwiec 2018
Na zdjęciu śp. Helena Kmieć / źródło: par. św. Barbary w Libiążu

U nas zawsze Bóg był najważniejszy. Rozmowa z rodzicami śp. Heleny Kmieć

Przypominamy rozmowę Alicji Dołowskiej z Barbarą i Janem Kmieć – rodzicami śp. Heleny Kmieć, wolontariuszki zamordowanej 24 stycznia 2017 r., podczas misji w Boliwii, przeprowadzoną z okazji przyznania pośmiertnie Helenie 70. Nagrody im. Włodzimierza Pietrzaka.

Jak wychowuje się takie dziecko, pełne poświęcenia? Jedna z koleżanek powiedziała o niej: „Helence chciało się żyć na sto procent, dla siebie i innych. Wierzę, że teraz nieść ją będą skrzydła”. Czy wasz dom jest wyjątkowy?

Mama: Chyba nie, to zwykły dom. Pewnie taki, jaki każdy.

Chrześcijański?

Tata: U nas zawsze Bóg był najważniejszy…

Mama: …z tym przekonaniem dorastała od maleńkości, a potem już dalej szło. Staraliśmy się jak najlepiej ją wychować.

Ale wzorce Helenka z domu wyniosła. Z domu, kościoła? Czy stawialiście jej wymagania?

Mama: To było konieczne. Należy stawiać wymagania, było to dla nas oczywiste, że trzeba kształtować charakter dziecka. Helenka bardzo chętnie się temu poddawała, dla niej to było naturalne. Mamy różne wspomnienia, a przy okazji tej nagrody wszystko do nas wraca, wszystkie sytuacje, w których była razem z nami. Na przykład moment, gdy przed I Komunią świętą, kiedy trwały przygotowania, Helenka nam raptem zniknęła z domu. A ona wzięła wiadro, szmatę i poszła myć schody, aby były czyste na tę wielką uroczystość, którą bardzo silnie przeżywała. To było takie zwyczajne, ale jednocześnie wydaje się niezwykłe i dziś urasta do miana symbolu.

Na zdjęciu od lewej: Bp dr Wiesław Mering – ordynariusz włocławski, Jan i Barbara Kmieć – rodzice Śp. Heleny Kmieć i o. Marian Waligóra, przeor Jasnej Góry podczas gali 70. Nagrody im. Wł. Pietrzaka 9 czerwca 2017 r. na Zamku Królewskim w Warszawie / fot. Patrycja Guevara-Woźniak

Jednocześnie była zainspirowana tyloma rzeczami, chciała się uczyć języków, gry na gitarze, planowała tyle rzeczy. Kto ją inspirował w domu?

Mama: Nie mieliśmy nigdy – programowo – w domu telewizora, zwracaliśmy uwagę na inne rzeczy. Myślę, że kierowała nią też ciekawość, mobilizująca, by się rozwijać. U nas w domu powszechne było czytanie książek, a ono inspiruje do kształtowania w sobie postaw i osądów.

Tata: Bardzo chciała czytać już od dziecka i to ją skłoniło, by jak najwcześniej nauczyć się literek.

A umiłowanie muzyki skąd się wzięło? Jesteście państwo rodziną muzykującą?

Przyszło też jakoś tak naturalnie. Nikt z nas nie grał na żadnym instrumencie. Ale muzyka w domu zawsze była obecna. I tak się zaczęło, cymbałki były pierwsze, potem szkoła muzyczna.

Chodziliście z nią Państwo razem na pielgrzymki?

Tak. Może nie za często, bo z wolnym czasem różnie bywało, potem już chodziła sama.

Czym dla Państwa jest Nagroda im. Włodzimierza Pietrzaka? Ciężko pytać…

Mama: …jeżeli to ma w jakiś sposób pomóc i ta nagroda jakoś zainspiruje… to chyba tylko tyle, bo ta nagroda przecież nie dla nas.

Tata: Jako uznanie dla Helenki. Cieszymy, że pamięć o niej trwa. A Helenka dalej „działa”, tylko w innym, Boskim wymiarze. Jesteśmy pewni, że nadal pomaga.

mak

Zobacz także w e-civitas:

Byczyna – genius loci

Z burmistrzem Byczyny Robertem Świerczkiem rozmawia Alicja Berger-Zięba.