Uchodźcy nie wybierają swego losu

Maciej Szepietowski rozmawia z dr. Wojciechem Wilkiem, prezesem Fundacji Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej.

Panie Prezesie, jak zrodził się pomysł na fundację, którą Pan kieruje?

Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowejobejmuje wiele zakresów pomocy ze strony Polski dla zagranicy. Pomysł zrodził się w roku 2005. Pracowałem przez 12 lat w Organizacji Narodów Zjednoczonych, wiem jak działa międzynarodowy system pomocy humanitarnej. Widziałem, jak w jego ramach pracują różne organizacje pozarządowe. Po reformach gospodarczych i wejściu do Unii Europejskiej wiadomo było, że Polska znajdzie się wśród 25 największych gospodarek świata. Będzie więc mogła aktywnie zaangażować się na rzecz pomocy dla zagranicy. Oznaczało to nie tylko środki finansowe, ale i ludzi. Trzeba mieć kim pomagać. Dlatego stworzyliśmy PCMP jako mechanizm niesienia pomocy z Polski dla zagranicy.

Działamy w trzech obszarach. Pomoc ratunkowa to szpital polowy szybkiego reagowania, który na apel ONZ jest w stanie wyjechać z Polski w ciągu 24 godzin i nieść pomoc ofiarom nagłych kryzysów –  trzęsień ziemi czy tsunami. Niesiemy pomoc humanitarną przede wszystkim dla uchodźców z Syrii przebywających w Iranie, Iraku czy dla uchodźców z południowego Sudanu w Ugandzie. Niesiemy też najbardziej długofalową pomoc rozwojową aby kraje, które są jej beneficjentami  mogły się szybciej rozwijać. W ramach tej pomocy wspieramy palestyńskich rolników, aby mogli eksportować swe produkty do Europy. Realizujemy też największy w Kenii projekt szkolenia straży pożarnej, bowiem straż poprawia klimat inwestycyjny dla tych, którzy chcą w tym kraju wybudować fabryki. Nowym obszarem działania, który pojawił się w 2017 r. są programy pomocy rozwojowej dotyczące problemów imigracji. To gigantyczne wyzwanie stojące przed Europą. Rozbudowujemy więc naszą obecność w krajach Sahelu, czyli na południe od Sahary. W ubiegłym roku zaczęliśmy projekty w Burkina Faso. Chcielibyśmy w tym roku działać w Mali i Nigrze. Są to kraje będące ogromnymi źródłami migracji z Afryki do Europy My staramy się odnaleźć tego przyczyny.

Fundacja przywiązuje dużą wagę do mocy rozwojowej w krajach ogarniętych wojną i konfliktami. Czym się zatem różni pomoc rozwojowa od humanitarnej? Jakie są jej perspektywy w kontekście współczesnych wyzwań? 

Pomoc humanitarna oznacza  ratowanie ludzkiego życia. Ratowanie człowieka przed śmiercią z powodu  trudnych warunków życia lub ograniczanie jego cierpienia. To plasterek na ranę, który zatrzymuje krwawienie, ale z reguły nie odnosi się do przyczyn sytuacji uchodźcy. Z kolei pomoc rozwojowa jest długofalowa. To wieloletnie projekty, które mają na celu poprawę warunków życia, możliwości zatrudnienia. Tej pomocy nie udziela się na terenach objętych wojnami. Długofalowe projekty muszą być oparte na stabilnych fundamentach. Do tego potrzebne jest stabilne środowisko działania. W przypadku krajów ogarniętych wojnami sytuacja jest niestabilna. Do tej pory między pomocą humanitarną a długofalową nie było nic. Natomiast uchodźcy z Syrii przebywają w Libanie od 6 lat. Setki tysięcy osób nie może wrócić do Syrii, gdyż są poszukiwani przez tamtejsze służby bezpieczeństwa i po powrocie do domu grozi im śmierć. Rząd syryjski odbiera uchodźcom ich własność – domy, ziemię. Dzieci uchodźców syryjskich, które urodziły się w Libanie nie mają obywatelstwa, gdyż ich rodziców nie było w Syrii. A libańskie władze nie mogą im dać libańskiego aktu urodzenia wraz z nadaniem obywatelstwa.  Nie wiadomo więc czy dzieci, które są de fakto bezpaństwowcami będą mogły wrócić do Syrii. W krajach Bliskiego Wschodu przebywa obecnie ponad 5 mln uchodźców. W Libanie milion, z czego ogromna rzesza nie będzie mogła wrócić. Od 6 lat otrzymują pomoc humanitarną. Czy mają ją otrzymywać przez najbliższych 20 lat? No nie, trzeba im stworzyć możliwości zatrudnienia, by mogli zarobić na własne utrzymanie. PCPM  i inne organizacje humanitarne stoją przed wyzwaniem, aby w tak niestabilnej sytuacji wdrożyć mechanizmy pomocy rozwojowej po to, by koniec końcem osiągnąć cel humanitarny. 

Jesteśmy odpowiedzialni za ludzi i świat na którym wspólnie żyjemy – czytamy na stronie  Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej. Jak udaje się zmienić świat na lepsze dzięki działaniom fundacji?

W pomocy humanitarnej pracuje bardzo wielu idealistów, którzy by naprawdę chcieli swoimi działaniami zmienić świat na lepsze. Niestety przeciwko naszym idealistycznym zamiarom czyha wiele złych sił, które ciągną ten wózek w przeciwną stronę. Bardzo ważne więc jest skupienie się nie na możliwościach makro. I nasza wielkość organizacyjna, i możliwości finansowe nie są wystarczające, by osiągnięcia były wielkie. Skupiamy się więc na zmianie sytuacji rodzin, społeczności. Ja jestem zadowolony z dwóch osiągnięć naszej fundacji.

W Libanie jesteśmy jedną z mniejszych organizacji, która działa wśród uchodźców  mieszkających nie w obozach, lecz w domach. Każdy kto tylko może, próbuje sobie wynająć domek czy kawałek mieszkania; cokolwiek co będzie miało cztery ściany i dach. Tak samo myślą uchodźcy syryjscy w Libanie. 80 proc. nie mieszka w namiotach. Ale za mieszkania czy piwnice muszą płacić czynsz. Nie mając dochodów ani stałej pracy nie mają czym płacić za wynajem. Ryzykują więc eksmisją. Szczególnie niebezpieczne jest to zimą, gdy na Bliskim Wschodzie pada śnieg a temperatury spadają poniżej zera. Namiot przysypany śniegiem to lodówka. Dlatego staramy się, by ci ludzie mieszkali w pomieszczeniach, które można ogrzać. W Libanie, kraju gdzie działa wiele organizacji pomocowych dla uchodźców byliśmy pierwszą organizacją, która skupiła się na pomocy dla tych, którzy mieszkają w domach. Poprzez nasze działania skłoniliśmy ONZ do tego, aby nie zapomnieć o losie tych 800 tysięcy osób. Paradoksalnie byliśmy pierwszą organizacją, która nie niosła pomocy rzeczowej w postaci żywności czy koców. Dawaliśmy zapomogę w wysokości 80 czy 100 dolarów miesięcznie na poczet wynajęcia mieszkania. Zaczęliśmy to robić przy użyciu kart bankomatowych wystawianych przez polski rząd. Teraz cała pomoc dla Libanu jest przekazywana w formie finansowej.

W obszarze pomocy rozwojowej najbardziej jesteśmy dumni z naszego projektu w Kenii, który jest finansowany głównie przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP. Wdrażamy największy program szkolenia, który objął połowę strażaków w Kenii. Nie tylko daliśmy im konkretne przeszkolenie zawodowe, ale podnieśliśmy skuteczność straży pożarnej w Kenii. W stolicy Kenii Nairobi zaczęliśmy pracować w 2014 r. Straż jeździła wtedy samochodami z kratami w oknach, bo ludzie rzucali kamieniami z wściekłości i frustracji. Strażacy byli bezradni wobec szalejących pożarów. Przyjeżdżali 4 godziny za późno. Teraz przyjeżdżają w ciągu 7 minut, wynoszą ludzi z płonących budynków,  ratują tych, którzy wpadli do studni, budują linowe mosty nad rwącymi rzekami. Władze widząc ich skuteczność organizują nowe jednostki, kupują samochody strażackie. Uważamy więc to za sukces.

Polscy specjaliści PCPM dzielą się wiedzą podstawową i zaawansowaną z zakresu różnych technik ratunkowych.   

PCPM celowo wybrało zapobieganie skutkom klęsk żywiołowych jako obszar specjalizacji. To pozwala rozwijać się tym krajom, gdyż straż pożarna ogranicza szkody, skutki różnych katastrof.  Pośrednio wspiera tworzenie miejsc pracy. Jest to również obszar pomocy humanitarnej. Tragicznych efektów katastrof jest mniej. W zakresie zapobiegania skutkom katastrof skupiamy się właśnie na straży pożarnej. Te szkolenia realizowaliśmy w Kenii, Etiopii, w południowym Sudanie, Libanie, Gruzji. Może w tym roku zaczniemy je w Ugandzie.  Szkolimy także personel pogotowia ratunkowego w Kenii i Etiopii. Mamy nadzieję rozpocząć takie działania w Palestynie. Wspieramy także władze lokalne w tworzeniu mechanizmów reagowania kryzysowego.

Ważne jest dla nas, że aktywnie się też włączamy w pomoc w warunkach katastrof. W tym celu PCPM prowadzi Medyczny Zespół Sztuki Reagowania, który obejmuje obecnie stu lekarzy, pielęgniarek i ratowników medycznych. Są gotowi do wyjazdu z Polski w ciągu 24 godzin. Jeśli na świecie dojdzie do dużej katastrofy,  dostajemy alert z ONZ. Wysyłamy do ministerstwa zdrowia kraju dotkniętego katastrofą przez system ONZ informację o możliwości przyjazdu. Jeśli prośba zostanie zaakceptowana, powinniśmy wyjechać z Polski w ciągu 24 godzin. Mamy 10 namiotów szpitalnych, 3 tony sprzętu, w tym 1,5 tony lekarstw i środków medycznych. To znaczna pomoc. Nieśliśmy ją ofiarom trzęsienia ziemi w Nepalu w 2015 r.

Nasze programy zapobiegania katastrofom czy szkolenia straży pożarnych nie ograniczają się tylko do krajów, gdzie prowadzimy działania z zakresu pomocy rozwojowej. Kilka lat temu w Libanie był ogromny problem z pożarami w obozach dla uchodźców. Namioty były postawione bardzo blisko siebie. Przewrócona kuchenka powodowała zniszczenie całego obozu. Dzięki finansowaniu polskiego rządu zaczęliśmy w Libanie pierwszy projekt zabezpieczenia pożarowego, współfinansowany przez ONZ.  Powstały punkty przeciwpożarowe, gdzie była skrzynia z piaskiem, łopata, tłumica, beczka z wodą, wiadro. Po przeszkoleniu drużyn złożonych z uchodźców syryjskich udało się w zarodku zwalczyć pożary w obozach.

W 2017 r. liczba osób, które zostały zmuszone do opuszczenia swego dotychczasowego, spokojnego życia pobiła rekord i od pięciu lat nieustannie rośnie. Na świecie mamy ponad 68 mln uchodźców. Jak Pan widzi dalsze perspektywy związane z tym zjawiskiem.

Nie jestem optymistą. Na świecie mamy trzy niepokojące trendy. W niektórych krajach świata, szczególnie w Afryce Subsaharyjskiej,  bardzo szybko rośnie liczba ludności. Europa coraz bardziej uświadamia sobie te prognozy demograficzne. Ludność Nigerii, która liczy obecnie 390 mln, w roku 2100 będzie liczyć 700 mln. Niger, w którym pracujemy liczy 20 mln mieszkańców; ze względu na bardzo dużą dzietność za 80 lat będzie liczył 200 mln. W zeszłym tygodniu rozmawiałem z przedstawicielem rządu Nigru, który mówił, że liczba dzieci szkolnych w tym kraju co roku wzrasta o 600 tysięcy. Muszą być dla nich budowane szkoły, bo spiralę ubóstwa nakręca brak edukacji. ONZ i organizacje humanitarne wskazują na to, że konflikty zbrojne, które powodują ucieczkę ludzi ze swoich domów trwają coraz dłużej. W latach 80. konflikt trwał średnio 5 lat. Teraz ok. 15. Wojna domowa w Somali trwa od 1991 r. Wojna w południowym Sudanie trwa z niewielkimi przerwami od 1956 r. Wojna w Syrii, która wybuchła w roku 2011 jeszcze się nie skończyła. Powody, dla których pojawili się uchodźcy wcale się nie kończą. Status uchodźcy staje się stanem permanentnym. Dlatego jakby wbrew polskiej opinii publicznej cały czas nawołujemy polski rząd do przyjęcia uchodźców w Polsce. Dlatego, że nie wybierali swego losu. Uciekli ze swego kraju, bo musieli.       

Oczywiście wśród uchodźców jest bardzo wiele osób, które skorzystały z możliwości wyjazdu ze swego kraju. Biuro Komisarza ds. Uchodźców sprawdza pod kątem przesiedlenia do innych krajów, dlaczego te osoby uciekły. Nie mają one jednak możliwości powrotu. Przykładem są Syryjczycy, którym zabrano własność a grozi im śmierć, więzienie lub w najlepszym wypadku przymusowe wcielenie do wojska po powrocie. Będąc 21. gospodarką na świecie nie możemy pozwolić, by ci ludzie żyli w zawieszeniu przez dziesięciolecia. W Libanie, gdzie pracujemy żyją od 80  lat uchodźcy z Palestyny. To już  trzecia i czwarta generacja, która żyje w beznadziei na lepsze jutro. Na świecie jest też coraz więcej państw upadłych. To państwa, które są na mapie, ale w rzeczywistości ich nie ma. One się rozpadły.  Takim krajem jest Libia. Na razie są tam trzy rządy, które ze sobą walczą plus cała lista grup zbrojnych i partyzantek. To także Południowy Sudan, Somalia, Mali, Niger, w których rządy nie sprawują kontroli nad całością swojego terytorium. Największy kryzys humanitarny jest w Jemenie, gdzie rząd kontroluje niewielką część kraju. Takich krajów jest coraz więcej. Grozi to powstaniem war economy. Dowódcy partyzantek, najbogatsi ludzie w tym kraju  osiągają większe zyski, gdy jest wojna. Nie mają interesu w tym, by był pokój. Wojna może trwać przez dziesięciolecia niszcząc kraj i jego strukturę społeczną. Kraje upadłe będą powodować kryzysy humanitarne. My jako organizacja humanitarna apelujmy do polityków: pomoc humanitarna nie jest rozwiązaniem. I nie można oczekiwać, by organizacje humanitarne rozwiązywały problemy tego świata.  

oprac. Anna Staniaszek

/md

Zobacz także w e-civitas:

Prymas – primus inter pares

Z prymasem Polski abp. Wojciechem Polakiem rozmawia Maciej Szepietowski.