Strona główna / Historia / Uchronił miasto przed katastrofą

Uchronił miasto przed katastrofą

Wielu Polaków jest dumnych, gdy myśli o bitwie pod Warszawą w 1920 roku. To naturalne, ponieważ tylko naszemu wojsku udało się pokonać przeważającą armię „robotników i chłopów” w otwartym polu. Podziwiamy marszałka Piłsudskiego, generała Rozwadowskiego i innych współautorów wspaniałego zwycięstwa. Są jednak bohaterowie znani mniej albo w ogóle, którzy choć pełni niezwykłego poświęcenia, mają co najwyżej niszowe miejsce w społecznej pamięci.

Na włocławskim cmentarzu zawsze zwracał moją uwagę „dziwny” nagrobek. Grób wydawał się być zapomniany, a było to o tyle dziwne, iż znajdował się, nie na peryferiach cmentarza, lecz w alejce idącej wzdłuż muru, nieopodal głównego wejścia. To idealne miejsce dla kogoś zasłużonego, zwłaszcza gdy na nagrobku widnieje napis informujący, że spoczywający tu jest obrońcą Włocławka. Skoro dziś niemal nikt o nim nie pamięta, jaką rolę w obronie miasta pełnił ten człowiek?

Niewielu wie, że Sowieci, próbując zdobyć miasto i przebić się na zachód, we Włocławku byli o krok od sukcesu. Mogli wyjść na tyły wojsk polskich bądź je oskrzydlić, co w rezultacie spowodowałoby katastrofę.

Przygotowania do obrony

Sytuacja frontowa nie ukształtowała się pomyślnie dla mieszkańców miasta. Mimo że najbliższa 5. Armia miała w teorii zabezpieczać Wojsko Polskie przed oskrzydleniem z północy (tym samym także chronić Włocławek i nie dopuścić do przeprawienia się tam bolszewików), jednak znajdowała się stosunkowo daleko. Ponadto jej głównym zadaniem było osłanianie Warszawy i związanie jak największej ilości sił bolszewickich, by osłabić ich liczebność na południu. 5. Armia była jednym z punktów na mapie, który w owym czasie, skupiając na sobie bolszewików, miał ułatwić zbawienny polski kontratak znad Wieprza. Jeśli którakolwiek z sił ciężaru bolszewickiej powodzi zdołałaby znaleźć w miejscu linii polskich słaby punkt na północy i je przeciąć, na niewiele zdałyby się plany głównego dowództwa.

Jak przewidywano niebezpieczeństwo na odcinku włocławskim, może świadczyć fakt, że przygotowania do obrony rozpoczęto stosunkowo późno i w sposób bardzo chaotyczny. Miejscowi oficerowie nie otrzymywali ani wyraźnych rozkazów, ani informacji o pozycji nadciągającego przeciwnika, ani o jego zamiarach. Siły włocławskie same nie były zdolne do zwiadu, mając w szeregach nieco ponad 50 kawalerzystów.


Dzielni ochotnicy w okopach w obronie Włocławka, dn. 18 sierpnia 1920 r.
Fot. Archiwum

Prawy brzeg Wisły, na wschód od głównej części miasta, był skomplikowanie ukształtowany i stosunkowo dobrze zalesiony. Kusiła więc możliwość obsadzenia tego dość niedostępnego terenu, mimo ewentualności, nieco prostszego w koncepcji i być może odrobinę pewniejszego ustawienia obrony za rzeką. Obronienie się na północno-wschodnim brzegu w razie powodzenia dawało jednak większe możliwości na przyszłość.

Wojciech Gromczyński, emerytowany pułkownik armii carskiej i Wojska Polskiego, z ogromną energią nadrabiał opóźnienia związane z brakiem wyraźnych rozkazów z góry. Obronę podzielił na dwa odcinki i pododcinki, próbując wykorzystać obie wspomniane koncepcje. Dlatego po odpowiednim podzieleniu sił na drugim brzegu również zostały umieszczone oddziały. Na różnych odcinkach obrona miasta dysponowała łącznie setkami ludzi. Z drugiej strony nadciągały tysiące bolszewików.

Zapomniany bohater

Choć 15 sierpnia został ogłoszony został stan oblężenia i odprawiano liczne Msze św. błagalne, w mieście panował jeszcze spokój. Tego samego dnia liczny przeciwnik za pomocą zwiadowczych patroli doskonale rozpoznał polskie pozycje. Efektem był wieczorny atak o godz. 20, w wyniku którego wycofał się jeden z plutonów 4. Pułku Artylerii Polowej, odsłaniając lewe skrzydło sił polskich.


Obrona Włocławka 1920 r.

Gromczyński zareagował natychmiast, wysyłając pluton szturmowy w pociągu pancernym, pięć karabinów maszynowych oraz świeżo sformowaną kompanię rekrutów. Dzięki temu nad ranem siły polskie odzyskały stracone pozycje. Jeszcze wcześniej, w nocy generał Dmitrij Szuwajew, szef sztabu 4. Armii bolszewickiej przyjechał do Lipna i osobiście nakazał przybyłemu pod Włocławek dowódcy Gajowi-Chanowi, kierującemu bolszewickim korpusem kawalerii, uchwycenie włocławskiego mostu i opanowanie miasta.

Od 16 sierpnia włocławianie przeżywali koszmar sowieckiego ataku. Dowódca zachodniej części odcinka obrony miasta nie dokonał żadnych manewrów. Został poinformowany, że w części zachodniej atak bolszewicki został odparty. Niestety, pech sprawił, że meldunek o przełamaniu bliskich pozycji dotarł do niego zbyt późno i nie mógł przybyć z pomocą.

Młodzi niedoświadczeni chłopcy z 2. i 3. kompanii 14. podpułku ugięli się pod naporem wojsk nieprzyjaciela i zaczęli uciekać, próbując dostać się na drewniany most. Część stłoczyła się na nim, próbując schronić się w mieście. W tym momencie uderzyły na nich szwadrony kawalerii Gaja, torując sobie drogę za pomocą szabli.

Przeprawa zgodnie z sowieckimi wytycznymi została już częściowo uchwycona. Dla przeciwnika stanowiła ona jedną z bram, która prowadzi do ostatnich niepodległych fragmentów Polski. Tragiczną sytuację oglądał na szczęście pułkownik Wojciech Gromczyński. Obawiając się jej wymknięcia spod kontroli, natychmiast zareagował. W ostatniej chwili uzyskał zgodę na stanowcze rozwiązanie. Po oblaniu smołą i benzyną most został podpalony. Żołnierze zaczęli skakać do wody. W mieście panowała już panika.

Gromczyński zaczął ją energicznie opanowywać, wykorzystując moment, gdy przeprawa przez rzekę utrudniła przybycie nieprzyjaciela, prowadzącego huraganowy ogień. Bolszewicy byli o krok od postawienia stopy na drugim brzegu Wisły. Ale wtedy nadeszło wsparcie. Gromczyński przyprowadził uczniów i nauczycieli Gimnazjum im. Ziemi Kujawskiej. Załamani żołnierze, wśród krzyków i świstu kul z obu stron, dzięki sprawnemu dowodzeniu płka Gromczyńskiego powoli zaczęli wierzyć, że się uda i polska obrona znowu sobie dobrze radziła.


Grobowiec płka Gromczyńskiego na włocławskim cmentarzu
Fot. Natalia Szycht

Desperackie próby ataku na miasto zakończyły się 18 sierpnia. Zginęło 250 polskich żołnierzy, 500 zostało wziętych do niewoli. Bolszewicy, nie mogąc zdobyć Włocławka, ostrzeliwali miasto z dział. Od tragicznego losu uratował mieszkańców jeden człowiek, który spokojnie dożył swoich dni we Włocławku. Mieszkańcy darzyli go szacunkiem i wdzięcznością.

Ścieżki pamięci

Kiedy chodziłem alejkami włocławskiego cmentarza widok nagrobka płk. Gromczyńskiego zawsze mnie zasmucał. Znicze, jak na rangę takiej postaci, spotyka się tam niezwykle rzadko. Na Wszystkich Świętych, w ubiegłym roku można było zobaczyć trzy lampki, podczas gdy na innych grobach widniało ich wiele.

Co stało się z tożsamością większości mieszkańców i dlaczego nie są dumni z człowieka, który uratował nie tylko Włocławek, ale był jednym z filarów, który podtrzymywał ciężar obrony całej Polski. Tak było przez lata. Na uwagę zasługuje stosunkowo świeża inicjatywa posła Marka Wojtkowskiego. Zacytujemy adresowany do niego urzędowy list sprzed roku:

Odpowiadając na Pana pismo z dnia 16 kwietnia 2008r. w przedmiocie remontu i konserwacji grobu płk Wojciecha Józefa Gromczyńskiego uprzejmie wyjaśniam, iż zmarły w dniu 28 maja 1937r. pułkownik spoczywa w grobowcu rodzinnym, w którym spoczywają również zwłoki zmarłej w 1954r. Marii Gromczyńskiej. Art. 1 ustawy z dnia 28 marca 1933r. „o grobach i cmentarzach wojennych” (Dz.U. z 1933r. Nr 39, poz. 311 z późn. zm.) definiuje pojęcie grobu wojennego. W związku z treścią w/w przepisów, grób rodzinny Gromczyńskich nie jest włączony do wykazu grobownictwa wojennego. Niemniej z uwagi na zasługi płk Wojciecha Gromczyńskiego w wojnie polskobolszewickiej Urząd Miasta Włocławek opiekuje się grobem w możliwym, zgodnie z literą prawa, zakresie. Z okazji świąt państwowych i rocznic na grobie zapalane są znicze i składane kwiaty.

Od tej pory nic się nie zmieniło. Cóż, najwyraźniej polskie prawo nie pozwala na sfinansowanie z budżetu państwa remontu i konserwacji grobu człowieka, który stawał w jego obronie.

Aleksander Szycht

Artykuł ukazał się w numerze 04/2009.

Check Also

Wielkanocne Orędzie Benedykta XVI

“In resurrectione tua, Christe, caeli et terra laetentur – Ze zmartwychwstania Twego, Chryste, niech niebo …

Dodaj komentarz