poniedziałek , 16 Lipiec 2018
Źródło: wikipedia.pl

Ucieczka rtm. Witolda Pileckiego z KL Auschwitz do Bochni i Wiśnicza

13 maja 1901 roku urodził się rotmistrz Witold Pilecki. W 1978 r. brytyjski historyk Michael Foot, w książce Six Faces of Courage (tłum. Sześć twarzy odwagi) uznał rotmistrza Pileckiego „ochotnika do Auschwitz” za jednego z najodważniejszych żołnierzy antyhitlerowskiego podziemia w Europie.

Przez ponad 40 laty w PRL usiłowano zatrzeć pamięć o tym bohaterze narodowym, ale od lat 90. XX w. została ona przywrócona, głównie dzięki znakomitej biografii rotmistrza, autorstwa Adama Cyry.

Zadanie, którego podjął się Witold Pilecki było niezwykle niebezpieczne: dostać się do KL Auschwitz w  celu poznania rozmiarów zbrodni niemieckich, scementować tam obozową konspirację i poinformować wolny świat o ludobójstwie niemieckim.

W życiorysie rtm. Witolda Pileckiego ucieczka z KL Auschwitz jest zaledwie epizodem, ale niezwykle ważnym i  sensacyjnym, nadającym się na najciekawszy film o ucieczkach z obozów koncentracyjnych.

Ucieczka była więc częścią zadania jakiego podjął się Witold Pilecki. O  wyborze Bochni, do której zdecydował się uciekać, zadecydował przypadek. Jednym z towarzyszy ucieczki miał być współwięzień Edmund Zabawski z Bochni (nr 19547). Mieszkała tam jego żona Helena, dwoje dzieci i  teściowie. Niemal w ostatniej chwili Edmund zrezygnował z ucieczki, aby nie narazić na aresztowanie swoich bliskich. Pilecki występował w obozie pod nazwiskiem Tomasza Serafińskiego, którego papiery dostarczyła mu konspiracyjna Tajna Armia Polska, Zabawski był zarejestrowany pod swoim własnym nazwiskiem.

Do ucieczki z obozu Pilecki (42 lata) wybrał Jana Redzeja (33 lata) i  Edmunda Ciesielskiego (21 lat), ale miejsce schronienia uciekinierów w domu ogrodnika salinarnego pana Józefa Obory w  Bochni, teścia Zabawskiego, było nadal aktualne. Zabawski wskazał rotmistrzowi wszelkie punkty orientacyjne i  bezpieczne drogi od Puszczy Niepołomickiej ułatwiające dotarcie do domu przy ul. Sądeckiej w Bochni.

Ucieczkę zaplanowano na Poniedziałek Wielkanocny 27 kwietnia 1943 r. z  obozowej piekarni znajdującej się ok. 2 km. za obozem, po drugiej nocnej zmianie wypieku chleba. Tylko Jan Redzej w niej pracował. Udało się sfaszować dokumenty i przenieść tam na tę jedną noc dwóch przyszłych uciekinierów. Nie znali się oni na wypieku chleba, więc trzeba było uciekać tylko tej jednej nocy. Piątka więźniów (w tym Pilecki, Redzej i  Ciesielski) oraz dwaj strażnicy zostali zamknięci od zewnątrz w piekarni. Ucieczka możliwa była tylko po wypchnięciu od wewnątrz mutry śruby z bramy zamkniętej żelazną sztabą i  silnym nacisku uciekinierów na bramę. Tymczasem strażnicy cały czas spacerowali po korytarzu.

Przeszedł pierwszy, drugi, trzeci i  czwarty wypiek chleba, a  my nie mogliśmy wyjść z  piekarni. Pasjans się nie udał, a  jego stawką tym razem było życie – pisał w  raporcie rtm. Pilecki.

Dopiero grubo po północy udało się Redzejowi wysadzić mutrę, Ciesielskiemu przeciąć kable telefonicznej łączności z obozem i wysadzić bramę naciskiem barków i ramion, kiedy senni strażnicy wyszli z korytarza do innych pomieszczeń piekarni.

Fotografia obozowa rtm. Pileckiego z Auschwitz, źródło: Wiki Commons.

Za uciekinierami posypały się strzały strażników, ale szczęśliwie dotarli oni do Soły. Po godzinie drogi już na brzegu Wisły dojrzeli łódkę i  przeprawili się nią na drugi brzeg. Dalej biegli lasem. Mżył drobny deszcz. Przenocowali, zagrzebani w  zeszłorocznych liściach pod ruinami zamku w  Lipowcu. Nad ranem zauważyli na horyzoncie wieżę kościoła. Byli przekonani, że to kościół w Porębie-Żegocie, a tam liczyli na pomoc proboszcza ks. Karola Słowiaczka, którego brat i bratankowie przebywali w KL. Auschwitz i należeli do obozowej konspiracji ZOW.

Tymczasem w  czasie ucieczki pomylili drogę i  trafili do Klasztoru oo. Bernardynów w Alwerni. Ks. gwardian Jan Legowicz nakarmił uciekinierów, dał lekarstwa i prowiant na drogę oraz przewodnika, który miał im zapewnić bezpieczne przekroczenie granicy pomiędzy III Rzeszą a  GG. W  Tyńcu przenocowali w stodole Piotra Mazurkiewicza. Następną noc spędzili w okolicy Wieliczki, a rano weszli w Puszczę Niepołomicką.

Ostrzelani przez Niemców w  rejonie Ośrodka Łowieckiego rozpierzchli się w  różne strony. Niebawem Pilecki i Ciesielski odnaleźli się, ale Jan Redzej zniknął. Może zginął, albo został aresztowany.

Na skraju lasu Pilecki i Ciesielski ujrzeli dom. Właścicielowi przedstawili się jako „chłopcy z lasu”. Aby trafić do Bochni musieli przeprawić się przez Rabę. Na drugim brzegu Raby rtm. Pilecki był już pewny, że nie zboczyli z  drogi, bo nad zalesionym wzgórzem górował komin szybu „Campi” bocheńskiej kopalni soli, o którym mówił mu Edmund Zabawski.

Nie mogli iść w kierunku kopalni, ale trzeba było obejść miasto idąc równolegle wzdłuż torów kolejowych (Kraków-Lwów), aby ominąć bocheńskie getto rozłożone w  północnej części Bochni. Przeszli tory kolejowe dopiero po minięciu dworca kolejowego i  wspięli się na górujące nad Bochnią wzgórze Krzęczków. Stamtąd zobaczył Pilecki komin cegielni przy ul. Brzeźnickiej. Do domu Oborów było już bardzo blisko. Zatrzymali się na chwilę przy cudownym źródełku koło kapliczki na Murowiance, której patronowała Matka Boża Anielska, aby podziękować za szczęśliwą ucieczkę i prosić o pomoc dla zagubionego kolegi. O kapliczce i źródełku opowiadał Pileckiemu Edmund Zabawski. Stamtąd, tylko 150 m stromo w górę i byli już w ogrodzie Oborów. Na ganku przyjęła ich z  uśmiechem żona Józefa Obory pani Teofila. Wiedziała kim są przybysze, chociaż ich twarzy nigdy nie znała. Zaprosiła do środka. Gdy weszli, uchyliła drzwi pokoju w  którym spał twardym snem Jan Redzej. Do domu Oborów trafił jeszcze wczoraj tuż przed godziną policyjną.

Wzajemnej radości z  odnalezienia się i  opowieściom o  Edmundzie Zabawskim nie było końca. Redzej wziął na kolana kilkuletnią córeczkę Zabawskiego Marysię, a pani Helena, żona Zabawskiego ze łzami radości w  oczach słuchała opowieści o mężu. Jeszcze tego samego dnia przyszedł znajomy Oborów, Stanisław Żarek związany z  PPS. Pilecki szukał kontaktów z miejscową konspiracją ZWZ AK.

Na drugi dzień syn Oborów, 16-letni Stanisław zaprowadził rotmistrza na ulicę Gołębią 3 do prof. Urszuli Wińskiej. Umówili się, że chłopiec będzie czekał w kościele parafialnym pw. św. Mikołaja w kaplicy z cudownym obrazem Matki Bożej Bocheńskiej. Okazało się, że Urszula Wińska więziona jest od 1941 r. w KL Ravensbrick, a w jej mieszkaniu jest jej młodsze rodzeństwo: brat Leon i siostra Zofia Wandasiewiczowie, opiekujący się 3-letnim synkiem Wiń- skiej, Andrzejem. Mąż jej, Tomasz Radwan Wiński uczestniczył w  wojnie obronnej 1939 r., ale z wojny nie powrócił. Leon Wandasiewicz zdecydował się pomóc przybyszowi i  zaprowadzić go do jakiegokolwiek znanego mu komendanta placówki AK. Zaproponował spacer do znajomego w Wiśniczu.

W słoneczny poranek 2 maja 1943 r. Pilecki i  Wandasiewicz wyruszyli pieszo starym, mało używanym od lat, zarośniętym wysoką trawą, starym traktem węgierskim, wśród pól i  lasów. Kiedy wyszli z  lasu na wzgórze z  którego widać już było wiśnicki zamek zatrzymali się na krótki odpoczynek. Wówczas rotmistrz zapytał Leona, jak nazywa się ów komendant placówki AK w Wiśniczu. Wandasiewicz wymienił imię i  nazwisko Tomasza Serafińskiego.

Dwa słowa – pisał później Rotmistrz – dla innych zupełnie zwykłe, dla mnie szokujące, niezwykłe… Prawdziwy zbieg okoliczności. Komendant nazywał się tak, jak ja się nazywałem w Oświęcimiu. Pod tym nazwiskiem siedziałem tyle dni w piekle, a on o tym nic nie wiedział. I teraz droga wiodła mnie do niego. Los? Ślepy los?

Pół godziny później stanęli przed drzwiami dworku Serafińskich „Koryznówka” rozłożonego tuż koło zamku wiśnickiego. Weszli od strony lasu i ogrodu, bo po drugiej jego stronie biegła droga z miasteczka do ciężkiego zakładu karnego, a  w  miasteczku stacjonował garnizon SS.

Drzwi otworzyła pani Ludmiła Serafińska. Mąż był na odprawie Obwodu ZWZ-AK „Wieloryb” w  Łapczycy. Godzinę później powrócił. Obaj panowie poznali się, a  prawdziwy Serafiński użyczył gościny swojemu obozowemu imiennikowi. Po jakimś czasie dotarł do Koryznówki Jan Redzej. Pilecki zaczął pisać raport o obozie. Zamieszkał w obszernej stodole w  sadzie nad niewielkim stawkiem. Serafiński znalazł dla Jana Redzeja schronienie u Stanisława Sasaka, nauczyciela w  Nieszkowicach Wielkich, a potem przy pomocy Leona Skumiela ps. „Murzynek” komendanta placówki „Karaś” z  Obwodu ZWZ-AK w domu Jana i Katarzyny Holotów w  Łąkcie Górnej. Ciesielski pozostał w domu Oborów w Bochni.

Komenda obwodu a  także krakowskiego Okręgu ZWZ-AK długi czas uznawała uciekinierów za prowokatorów, odsunęła prawdziwego Tomasza Serafińskiego od zadań konspiracyjnych.

Fotografie do fałszywych kenkart uciekinierów wykonał 23 letni Józef Stanisław Broszkiewicz, pracownik bocheńskiego zakładu fotograficznego Kazimierza Gargula i  wysłano je konspiracyjną drogą do Warszawy w  celu wykonania dokumentów identyfikacyjnych.

Witold Pilecki nie znosił bezczynności. Pisał raport o  obozie, nawiązał kontakt z Andrzejem Możdżeniem „Sybirakiem”, komendantem miejscowego oddziału dywersyjno-sabotażowego ZWZ-AK i  włączył do kilku miejscowych akcji dywersyjnych. Leśna ścieżka łączyła Koryznówkę w  dworkiem Stasiniewiczów. Odwiedzał tam często Jana Stasiniewicza, miejscowego malarza, rysownika i  historyka sztuki. Pod jego kierunkiem doskonalił się w rysowaniu, lubił długie rozmowy o sztuce. Z  tego okresu pozostał w  Koryznówce rysunek Pileckiego pt. „Ułan na koniu”, a Stasiniewicz namalował portret olejny rotmistrza.

Niemcy rozesłali za uciekinierami listy gończe. Jeden trafił na posterunek policji granatowej w Wiśniczu. Komendant posterunku Andrzej Ludwikowski (zaprzysiężony w  ZWZ-AK) powiadomił o  jego treści Tomasza Serafińskiego (bo jego nazwisko było wymienione w liście gończym) i listu dalej nikomu nie ujawnił. Na szczęście prawdziwy Tomasz Serafiński zameldowany był w Pszczynie.

Kiedy dostarczono z  Warszawy fałszywe kenkarty z  fotografiami uciekinierów wyjechali oni do Warszawy: Pilecki 23 sierpnia, Edward Ciesielski we wrześniu, Jan Redzej (zginął w  powstaniu warszawskim) a  Edward Ciesielski w listopadzie 1943 r.

Tomasz Serafiński został aresztowany przez Niemców 25 grudnia 1943 r. w  Boże Narodzenie. Przeszedł gehennę w siedzibie gestapo przy ul. Pomorskiej w Krakowie i krakowskim więzieniu przy ul. Montelupich. Wyjaśnianie sprawy trwało do 14 stycznia 1944 r. chociaż Niemiec Wulff z załogi więzienia w Wiśniczu złożył oświadczenie, że zna Serafińskiego z Koryznówki i nigdy on w KL Auschwitz nie siedział. Tomasz Serafiński zwolniony został dopiero 14 stycznia 1944 r. Ciekawa jest historia trzech raportów rtm. Pileckiego o obozie KL Auschwitz, w  których Pilecki zakodował nazwiska i nazwy miejscowości, a  po latach odszyfrował je perfekcyjnie biograf rotmistrza dr Adam Cyra kustosz Państwowego Muzeum KL „Auschwitz” w Oświęcimiu.

Witold Pilecki zgodnie z wyrokiem komunistycznego państwa polskiego, został stracony 25 maja 1948 r. Pozostawił żonę i osierocone dzieci, córkę i syna. Stwierdzono, że rotmistrz został pochowany w Kwaterze na tzw. Łączce, gdzie UB grzebało ciała ofiar ustroju, by pamięć o nich zaginęła, źródło: warszawawpigulce.pl

Halina Mucha, Stanisław Kobiela

mak

Zobacz także w e-civitas:

Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa na Wołyniu

Centralna uroczystość 75. rocznicy „krwawej niedzieli na Kresach Wschodnich” odbyła się na stołecznym Skwerze Wołyńskim. …