Home / Wiara Wspólnota Kościół / Uobecnianie Boga w świecie

Uobecnianie Boga w świecie

Benedykt XVI, otwierając Rok Wiary, mówił, że najważniejszym priorytetem jest uobecnianie Boga w świecie i otwieranie ludziom dostępu do Niego. Nie do jakiegokolwiek boga, ale tego Boga, który przemówił na Synaju. Jego Oblicze rozpoznajemy w miłości, która daje się do końca (por. J 13,1) – w Jezusie Chrystusie ukrzyżowanym i zmartwychwstałym.

 

„Nawróćcie się do mnie całym sercem przez post i płacz, i lament. Rozdzierajcie jednak serca wasze, a nie szaty! Nawróćcie się do pana, Boga waszego! On bowiem jest litościwy, miłosierny, nieskory do gniewu i bogaty w łaskę, a lituje się nad niedolą” (Jl 2,12-13).

 

„Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię!” (Mk 1,15)

Chrystus wzywa: „nawracajcie się” – tzn. przemieńcie siebie, ducha, wnętrze…
Odwróćcie się od wszystkiego, co jest złe, a zwróćcie się ku wszystkiemu, co dobre. Nadajecie inny kierunek myślom i pożądaniom. Niczego wartościowego nie odrzucajcie, ale postawcie wszystko na właściwym miejscu; nad wszystkimi zaś wartościami postawcie Boga i Jego wolę. Między sprawami nakazanymi przez Boga rozróżniajcie sprawy istotne, niezmienne, niezależne od okoliczności – od spraw drugorzędnych, nakazanych w danych warunkach, lecz mających nie obowiązywać w innych. Ten nowy ład w pragnieniach, pożądaniach i czynach utrwalajcie tak mocno, żeby utożsamił się z waszą osobą i waszym życiem. Tak można parafrazować powyższe słowa Ewangelii.

Benedykt XVI, otwierając Rok Wiary, mówił, że najważniejszym priorytetem jest uobecnianie Boga w świecie i otwieranie ludziom dostępu do Niego. Nie do jakiegokolwiek boga, ale tego Boga, który przemówił na Synaju. Jego Oblicze rozpoznajemy w miłości, która daje się do końca (por. J 13,1) – w Jezusie Chrystusie ukrzyżowanym i zmartwychwstałym. Zdaniem Benedykta XVI Bóg dziś znika z horyzontu ludzi, a wraz z gaśnięciem światła pochodzącego od Boga ludzkość traci orientację – niszczące skutki tego procesu stają się coraz bardziej widoczne.

Papież jest też przekonany, że jednym z głównych źródeł współczesnego kryzysu wiary jest utrata tej perspektywy, którą człowiekowi daje chrześcijańska nadzieja i miłość. Dlatego tej sprawie poświęcił swą drugą encyklikę, „Spe salvi” z 30 XI 2007 roku, oraz liczne wystąpienia.

Ojciec Święty przypominał, że człowiekowi w każdym czasie potrzeba Chrystusa, jeśli człowiek i kultura mają istnieć i tworzyć się nadal. Chrystus jest bowiem wzorem najświetniejszych wartości ludzkich. Nie wystarczy prostacko zapisany ateizm – niewiara – Chrystus jest konieczny człowiekowi do życia, codziennego życia, dzisiaj i jutro.

Ojciec Święty przejdzie do historii jako wielki świadek wiary, który umiał sterować łodzią Piotrową nawet wtedy, gdy fale zła były bardzo wielkie, gdy wzmagała się dyktatura relatywizmu, która nie uznaje niczego za pewnik, a jedynym miernikiem ustanawia własne „ja” i jego zachcianki. Takim ludziom mówił, że miarą dla żyjących jest Syn Boży – prawdziwy Bóg i człowiek. To On i tylko On jest wyznacznikiem prawdziwego humanizmu i niezmiennych wartości.

W jednym z orędzi pisze papież: „ Potrzebujemy nawrócenia”, gdyż po grzechu pierwo­rodnym każdy z nas ma problemy ze zrozumieniem samego siebie, a także z roztropnym pokierowaniem własnym losem. Żyjemy jakby na pokładzie tonącego „Titanica” czy na pochylni – krzywej podłodze życia; na powierzchni, która tak bardzo jest nachylona w kierunku grzechu, że łatwiej przychodzi nam czynić zło, którego nie chcemy, niż dobro, którego szczerze pragniemy (por. Katechizm Rzymski).

Nawrócić się to przyjąć odpowiedzialność za własne błędy. To uznać, że zło we mnie i wokół mnie pojawia się tylko wtedy, gdy ja i inni ludzie odchodzimy od Boga – od Bożej miłości i prawdy. Nie jest dramatem pobłądzić. Dramatem jest trwać w błędzie i nie skorzystać z czasu pokuty – łaski powrotu do Boga. Na temat grzechu i nawrócenia nie bał się mówić otwarcie w amerykańskiej telewizji bp Fulton Sheen: „Grzech to poważna rzecz, a jego tragedia pogłębia się przez zaprzeczenie, że jesteśmy grzesznikami. Jeśli ślepcy zaprzeczą, że są ślepymi, jakże będą mogli kiedyś coś zobaczyć? Jeśli chorzy nie uwierzą w swoją chorobę, jakże mogą być uzdrowieni? Być grzesznikiem to nasze nieszczęście, ale być tego świadomym, to nasza nadzieja”.

„W imię Chrystusa prosimy: pojednajcie się z Bogiem!” (2 Kor 5,20)

Pierwszym owocem nawrócenia jest pojednanie, prawdziwe pojednanie, za którym wszyscy tęsknimy. Człowiek nawrócony to ten, który pojednał się z Bogiem. A pojednać się z Bogiem to znacznie więcej niż przeprosić Go za popełnione grzechy. To uznać z całego serca: Ty, Boże, masz rację, a Twoje przykazania są słuszne. Będą one odtąd moją mądrością, chlubą i radością, moją drogą życia. Czasem myślałem, że większość demo­kratyczna ma rację, że rację ma moda, środki przekazu, alkohol, narkotyki, pieniądze czy namiętności i popęd… Tak myślałem i błądziłem. Rozczarowałem się i cierpiałem. A teraz już wiem, że tylko Ty, Boże, masz rację. Także wtedy, gdy Twoja wola jest trudna, gdy jej do końca nie rozumiem albo gdy stawia mi wysokie wymagania.

Pojednać się z Bogiem to pojednać się z Jego miłością, bo „Bóg jest miłością” (l J 4,8). Nawrócić się to zrozumieć tę Bożą Miłość. To uznać, że nie jest łatwo Bogu kochać nas, grzesznych ludzi. Nas, którzy nie umiemy kochać nawet samych siebie. Nas, którzy czasem obarczamy Boga odpowiedzialnością za nasze złe czyny i za ich bolesne konsekwencje. Nie jest łatwo kochać nas, którzy wytwarzamy sobie karykaturalny obraz Boga, czasami strasząc się Nim i traktując Go jak bezlitosnego sędziego, to znowu naiwnie się Nim pocieszając i traktując jak pobłażliwego kolegę.

Nawrócić się to zrozumieć, że Bóg nie jest okrutny ani naiwny. To odkryć, że każdy z nas jest marnotrawnym dzieckiem, które ulegając iluzji łatwego szczęścia, odeszło od kochającego Ojca i które On nadal kocha nieodwołalnie i mądrze. On nigdy nie cofa swojej miłości, ale też nie przeszkadza nam ponosić konsekwencji grzechów własnych i innych ludzi, abyśmy cierpiąc, zastanawiali się i do Niego powracali.

Bóg kocha nas miłością bezwarunkową, ale jednocześnie miłością wychowującą. Oznacza to, że sposób, w jaki okazuje nam swoją miłość, jest dostosowany do naszego postępowania. W taki właśnie wychowujący sposób wyrażał miłość Syn Boży, który stał się człowiekiem. Jednych uzdrawiał, rozgrzeszał, stawiał za wzór i przytulał. Innych natomiast stanowczo upominał i mówił im „biada”, przestrzegał ich i powywracał stoły, a nawet przestraszył ich biczem! (por. J 2,13-22). Nawrócić się to zrozumieć, że sposób, w jaki Bóg wyraża miłość wobec mnie, zależy od mojego sposobu myślenia i postępowania.

Nawrócić się to pojednać się z samym sobą

Pojednanie z Bogiem owocuje dojrzałym pojednaniem z samym sobą. Jednak pojednanie z sobą samym nie polega na tym, co pojednanie z Bogiem. Nie oznacza przyznania sobie racji! Przeciwnie, człowiek nawrócony jest świadomy, że wielokrotnie oszukiwał i krzywdził samego siebie. Pojednać się z samym sobą to znaczy przebaczyć sobie błędy z przeszłości, wyciągając z nich wnioski, aby więcej do tych błędów nie powracać. Zagrożeniem są postawy skrajne. Jedną skrajnością jest sytuacja, w której ktoś nie przebacza sobie błędów z prze­szłości. Jest wtedy okrutny wobec siebie, pozostaje niewolnikiem przeszłości i odbiera sobie szansę na nową przyszłość. Strasznie biedni są wszyscy skrupulaci…

Drugą skrajnością jest naiwność, czyli sytuacja, w której ktoś łatwo przebacza sobie popełnione błędy i nadal czyni to samo. Pojednać się z sobą to uczyć się na błędach z przeszłości oraz stawiać sobie mądre wymagania na dziś i na jutro. To wyma­gać od siebie, by odtąd kierować się miłością, prawdą i odpo­wiedzialnością.

Pojednać się z samym sobą to przebaczyć nie tylko sobie, ale także innym krzywdy, które mi wyrządzili. Zło, którego doznałem od innych, jest już przeszłością. Jest bólem, którego już doświadczyłem. Jeżeli natomiast nadal w moim sercu podtrzymuję żal do tych ludzi i nie przebaczam im, to teraz sam siebie krzywdzę. Przebaczenie innym minionych krzywd leży więc w moim interesie i daje mi szansę na pogo­dniejszą teraźniejszość i przyszłość.

Pojednanie z samym sobą to coś więcej niż tylko przebaczenie krzywd, które sobie wyrządziłem czy których doznałem od innych. Pojednać się z sobą to pogodzić się z fa­ktem, że w ogóle istnieję, że zostałem „wrzucony” w ten świat bez mojej zgody, że urodziłem się i wychowałem w tej właśnie rodzinie, w tym czasie, w tym kraju, że chodziłem właśnie do tych szkół, że miałem takich nauczycieli, rówieśników, że otrzy­małem takie właśnie ciało, taką płeć, takie możliwości intele­ktualne, taką wrażliwość psychiczną, takie potrzeby, taki właśnie świat duchowy i takie więzi z innymi. Pojednać się ze sobą w całej pełni znaczy ostatecznie pojednać się z całym swoim życiem i z całą swoją historią, by mieć siłę i nadzieję do budowania bardziej Bożej teraźniejszości.

Nawrócić się to pojednać się z bliźnimi

Pojednanie z Bogiem i samym sobą prowadzi do poje­dnania z drugim człowiekiem. Ten, kto doświadczył miłosiernej miłości Boga, kto zrozumiał, że Bóg ma rację, kto szczerze uświa­domił sobie własne błędy z przeszłości, jest skłonny w nowy sposób popatrzeć na innych ludzi, poczynając od najbliższych osób z kręgu rodzinnego. Taki człowiek uświadamia sobie, że inni podobnie jak on są słabi i grzeszni, że często sami nie wiedzą, co czynią, że podobnie jak on potrzebują Bożego miłosierdzia i ludzkiego przebaczenia. Pojednanie z drugim człowiekiem oznacza wybaczenie mu krzywd i win, które wyrządził nam w przeszłości. Oznacza zamknięcie tej przeszłości, aby dać bliźniemu szansę na nową teraźniejszość i przyszłość. Jeśli natomiast z jakichś względów, ze złej woli czy z powodu poważnej niedojrzałości albo zaburzeń, np. w postaci choroby alkoholowej, drugi człowiek dalej próbuje mnie krzywdzić, to przebaczam mu przeszłość, ale uniemożliwiam mu wyrządzenie krzywdy dziś i jutro. Wobec bliźniego trzeba strzec się zatem podobnych skrajności, które grożą nam w postawie wobec samego siebie. Pierwszą skrajnością jest odmowa przebaczenia i szukanie zemsty za doznane zło. Skrajnością drugą jest naiwne przebaczanie i bierność wobec krzywdy, którą w dalszym ciągu wyrządza nam druga osoba. Żołnierz, który uderzył Pana Jezusa w twarz, usłyszał od Niego słowa: „Jeżeli źle powiedziałem, udowodnij, co było złego. A jeżeli dobrze, to dlaczego mnie bijesz” (J 18,23).

Z czego mamy się nawracać?

Najpierw z grzechów, które nas odwracają od Boga. Człowiek jest poddany „misterium iniquitatis”, tajemnicy zła. Św. Jan uczy: „Jeżeli mówimy, że nie mamy grzechu, to sami siebie oszukujemy (…). Jeżeli wyznajemy nasze grzechy, Bóg jako wierny i sprawiedliwy odpuści je nam…” ( l J l,8-9). To odwrócenie się od grzechu ma być „zerwaniem”, nieraz bardzo bolesnym. Zerwanie z grzechem ma być równocześnie nawróceniem się do Boga, pojednaniem z Nim, z sobą samym i na­szymi bliźnimi.

Następnie winniśmy się ciągle nawracać z grzechów, z niedoskonałości, z rutyny… Karl Rahner w książce „Chrze­ścijaństwo dzisiaj” pisze: „może się zdarzyć (…) że nasze serce zostało zasypane, że jego najgłębsze miejsce, w którym dopiero jesteśmy sobą, zawalił gruz spowszednienia, zwątpienia, sceptycyzmu, gruz zgorzkniałości i rozpaczy. Takie jest serce ludzkie, nie wyzwolone na wolność Nieskończonego Boga, zasypane serce. Niebezpieczeństwo zasypania nie jest wcale oszczędzone nam tzw. dobrym chrześcijanom, nam wiernym Kościoła, praktykującym. Możemy nie raz żyć sobie w najlepsze w naszym chrześcijaństwie mając serce już dawno zasypane. Bo zawalenia się wejść przebiegają cicho. Powoli zmieniają się serca, i zmieniły się już wiele razy,zanim zauważyliśmy cokolwiek…”.

To nawrócenie w sprawach małych i niedoskonałościach jest bardzo trudne. Musimy pamiętać, że kto nie podejmuje w nich wysiłku, powoli wpada w poważne problemy.

Wreszcie chrześcijanin winien się zawsze nawracać od tego, co dobre, do tego, co lepsze. Życie chrześcijańskie ma bowiem charakter dynamiczny, ciągle winno się rozwijać, rosnąć, dojrzewać. Bóg żąda ciągłego wzrostu, rozwoju, owocowania, gdyż stanie w miejscu jest obumieraniem, a na pewno cofaniem się.

Obowiązek nieustannego nawracania się

Nawracać się to stawać się coraz bardziej człowiekiem, chrześcijaninem, matką, ojcem, mężczyzną i kobietą. Nawracać się to odzyskiwać moc nad swoim życiem i sercem, i nad Sercem Boga. Nawracać się to opuszczać rejony śmierci, zakamarki zła, a wystawiać się na życiodajne promienie Łaski i Życia.

Dlatego nawracanie się jest obowiązkiem wszystkich uczniów Chrystusa. Stałe nawracanie się jest wymogiem dla tych, którzy podejmują pracę „w duchu św. Brata Alberta”. Posłuchajmy wskazań naszego Biedaczyny z Krakowa: „…Jeżeli z Panem Bogiem związek zerwałeś, nawiąż go na nowo i żyj jak prawy syn Boski, bo wielka jest godność twoja jako chrześcijanina na niebie i na ziemi. Kto z Bogiem zerwał, związał się z kimś drugim i tamtemu dał nad sobą prawo. Nie ma nic trzeciego, ani tu, ani tam jest tylko Bóg albo diabeł. Nicości nie ma po śmierci, bo dusza nieśmiertelna jest. My mamy wolę robić jak chcemy i iść na prawo albo na lewo, a czy tak trudna ta droga na prawo?” (List do J. Chełmońskiego, „Pisma”, s. 58).

Adam Chmielowski przestrzegał swojego przyjaciela przed związaniem się z diabłem, które zawsze grozi człowiekowi, gdy oddala się od Boga i nie podejmuje wysiłku nawrócenia. Nie chciał straszyć, lecz ukazywał możliwości wyboru Boga, przez nawrócenie, przez dobre życie w małżeństwie i wypełnianie Bożych przykazań. Momentem zwrotnym w nawróceniu i odrzu­ceniu diabła jest spowiedź św., do której Brat Albert zachęcał przyjaciela: „Nie powiem Ci: idź do zakonu, masz żonę i dziecko. Małżeństwo to też zakon bardzo święty i ma cały szereg świętych obowiązków, wystarcza, żeby człowieka dobrej woli do nieba zaprowadzić, ale Ci radzę, żebyś przykazań pilnował, a do Spowiedzi szedł, jak możesz często i ile razy Ci się zdaje, żeś się zawalał i na swoich nogach nie stoisz… (zob. List do J. Chełmońskiego).

Wiara i życie z wiary jest długą drogą. Każdy musi osobiście nią iść; każdego Bóg prowadzi inaczej. Kościół zaprasza nas do nawrócenia: „jeśli się nie nawrócicie, wszyscy… zginiecie” (Łk 13,5).

Młody Jakub Riviere, pełen zwątpienia, zwrócił się do Paula Claudela, którego podziwiał jako poetę i głęboko wierzącego człowieka o radę i pomoc, bo przeżywał bezsens życia. Claudel, czynny również w służbie dyplomatycznej w Chinach, napisał do niego list: „Wszyscy powinni się nawracać…! Nawrócenie nie jest sprawą jednego wielkiego zwycięstwa, lecz raczej długiego szeregu drobnych wysiłków. Maszynie, która idzie w pewnym kierunku, musi się dostarczyć pewnego impulsu, by poszła innym torem. Musi Pan swoje nieświadome życie powoli powściągać. Musi Pan stworzyć sobie katolickie środowisko. Musi Pan w tym tak zadziwiającym świecie chrześcijańskiej myśli i chrześcijańskiego piękna żyć, poznać swoją religię, której Pan niewątpliwie nie zna w sposób pełny, musi Pan uczestniczyć we Mszy Św. (…) modlić się do Boga, choćby to było wyznanie Mu, że Pan w Niego nie wierzy i że to jest Pana wielką troską. Musi Pan każdego wieczora zastanowić się, co Pan zrobił przez ten dzień. Niech Pan będzie cierpliwy i niech Pan nie uważa wszelkich niepowodzeń i wszelkich żądz próżności i miłości własnej jako nieodpartych przyczyn i nie przezwyciężalnych przeszkód”…

P. Claudel podał praktyczne wskazania, jak należy się nawracać w codziennym życiu. Jego zalecenia są zawsze aktualne, choć zmienia się czas i okoliczności życia.

Musimy podejmować trud nawracania się, aby dobrze wypełnić obowiązki wobec Boga, siebie i tych, których Opatrzność Boża postawiła na drogach naszego życia.

Ks. Bronisław Żołnierczyk

Dodaj komentarz