Home / Opinie | Felietony / Usque ad finem…
Fot. Pixabay.com

Usque ad finem…

Czwarty rozbiór Polski dokonany we wrześniu 1939 roku w konsekwencji kosztował Polaków 60 lat niewoli, ponad sześć milionów ofiar tylko z ręki niemieckich okupantów, dokonaną przez nich grabież bezcennych dóbr kultury narodowej, niewyobrażalne zniszczenia materialne, które  dopiero  teraz  przeliczane  są  na  konkretne  pieniądze  i  w  formie  żądania  wypłaty  rekompensaty skierowane do rządu Niemiec.

Czy jednak pieniądze zrekompensują  wszystkie  poniesione   straty?   Szczególnie   te   –  należące  do  sfery  duchowej,  moralnej,  potencjału  intelektualnego,  myśli  technicznej  i  gospodarczej,  których  w  żaden  sposób  nie  da  się  przeliczyć  na  konkretne  pieniądze  choćby  nawet  w  euro?  Po  80.  latach napaści na odradzającą się po 123.  latach  niewoli  Polskę  dzisiejsi  oficjalni  przedstawiciele  narodu  niemieckiego  twardo  twierdzą,  że  nie zrekompensują Polsce strat wojennych  i  odrzucają  wszelkie  próby rozmów w tej kwestii. Jakby to, co się wydarzyło w l. 1939-1945, nie miało  większego  znaczenia,  było  nieistotne, wręcz nieważne, niegodne  uwagi.  Jakby  nie  Niemcy  tego  dokonali.  Może  chodzi  o  to,  że  to  Polska właśnie…

A co z Rosją postsowiecką, która dotychczas nie poniosła żadnych konsekwencji za napaść na Polskę mimo obowiązującego do 1945 roku traktatu o nieagresji? Kolejne, trudne do przeliczenia miliony ludzkich ofiar – niewinnych, bezbronnych, bestialsko zamordowanych, wywiezionych na bezkresy Syberii, Kazachstanu i w innych, nieznanych nam do dziś kierunkach, byle dalej od bezprawnie zagarniętych terenów Polski, na poniewierkę, na śmierć z głodu, chorób, wycieńczenia, przepracowania, udręczenia w marszach śmierci. Przecież o to Sowietom chodziło – zniszczyć dumny Na-ród Polski. Wziąć odwet za 1920 rok. Czy ktoś ofiary tych zbrodni kiedykolwiek zdoła policzyć?… Przecież nie ma tam już nawet polskich mogił… Czy strona rosyjska ujawni prawdziwą liczbę ofiar zbrodni katyńskiej? Wciąż (nie)cierpliwie oczekujemy na otwarcie rosyjskich i białoruskich archiwów.

I po tej stronie zaboru należy wyliczyć grabież bezcennych dóbr kultury narodowej, niewyobrażalne zniszczenia materialne, w tym w sferze przemysłu, rolnictwa i w innych gałęziach gospodarki. Kto to wszystko policzy, przecież dziś – jak nie przystało na wolny i suwerenny naród – mówi się o rekompensatach od Rosji postsowieckiej jakoś tak cicho, niepewnie, niezbyt wyraźnie, bojaźliwie… O co chodzi? Czyżby najwyżsi przedstawiciele naszego narodu bali się pod-jąć rozmów w tej sprawie? Może faktycznie, zgodnie z nie do koń-ca jasno sformułowaną doktryną polityczną, nie warto drażnić „historycznym drobiazgiem” nadal groźnego lwa? Przecież za popełnione zbrodnie wojenne „lew” nie został postawiony przed Trybunałem w Norymberdze, wręcz przeciwnie, jako zwycięzca w „Wojnie Ojczyźnianej”, członek koalicji antyniemieckiej, był sędzią w procesie dotyczącym niemieckich zbrodni wojennych. Ironia losu!

Konsekwencją czwartego zaboru w 1939 roku było również zaburzenie porządku społecznego istniejącego we wschodnich dzielnicach II Rzeczypospolitej. Począwszy od północnego-wschodu Polski – od Litwinów, którzy ujrzeli perspektywę uwolnienia się od obecności Polaków, poprzez Żydów łączących się z sowieckim wrogiem i działających na szkodę naszego zagrożonego bytu państwowego, a kończąc na Ukraińcach, którzy ówczesną mrzonkę wolnego państwa utopili we krwi kilku setek tysięcy niewinnych polskich sąsiadów, nie szczędząc nawet członków własnych rodzin.

Zmowa dwóch okupantów – niemieckiego i sowieckiego i ich działania w latach drugiej wojny światowej zmierzały do zniszczenia biologicznych podstaw istnienia naszej wspólnoty narodowej. Dla całego Narodu Polskiego, który dopiero wybijał się na dynamicznie i samodzielnie rozwijający się byt państwowy, były to dramatyczne wydarzenia. Jednakże Polacy jak żaden inny napadnięty wówczas naród po przegranej wojnie obronnej, po niesławnym opuszczeniu granic broniącej się jeszcze Ojczyzny przez naczelne dowództwo Wojska Polskiego, przez Prezydenta RP i członków rządu, potrafili zorganizować się w Pod-ziemne Państwo Polskie, wystawić Podziemną Armię Polską, zorganizować tajne szkolnictwo na wszystkich poziomach, sądy i opiekę zdrowotną oraz inne niezbędne do „podziemnego” funkcjonowania instytucje państwowe. Niebywałe i dziś zdumiewające – żadne inne okupowane państwo nie zdobyło się na taki wysiłek organizacyjny mimo grożących niebezpieczeństw ze strony bezwzględnych i okrutnych okupantów. Świadczy to tylko o poświęceniu Polaków w imię Ojczyzny, o heroiczności, o oddaniu swego życia dla uwolnienia jej z niewoli zła. Takie wartości i dziś cenimy i dla takiej Polski chcemy dzielić się pamięcią o ich niezwykłych czynach z kolejnymi pokoleniami Polaków. To nasze trwałe zobowiązanie, bo jak powiedział Marszałek Polski Józef Piłsudski:

Naród, który nie szanuje swej przeszłości, nie zasługujena szacunek teraźniejszości i nie ma prawa do przyszłości.

Z ich bohaterskiej historii – w roku 80. rocznicy wybuchu II wojny światowej – czerpiemy od-wagę i inspirację, by nigdy się nie poddawać, nigdy nie pozwolić na to, aby nas – Polaków i naszej Ojczyzny – Polski nikt nie opluwał i nie pomawiał o czyny niechlubne, niegodziwe, których nigdy nie popełniliśmy. Nie pozwólmy na to! Tak powinno kształtować się nasze współczesne bohaterstwo. Bądźmy dumni z naszych przodków, bo-wiem wręcz przeciwnie – będąc zagrożonym narodem, potrafiliśmy skutecznie i w sposób zorganizowany wspomagać inny zagrożony na-ród – żydowski przed eksterminacją mimo groźby karania śmiercią. Wiele by w tym miejscu przywoływać nazwisk, z których jedno tylko wymienię – Zofię Kossak, polską pisarkę, której 130. rocznicę urodzin obchodzimy w tym roku. Dla uczczenia tych bezimiennych i tych znanych z ratowania Żydów w Sanktuarium Najświętszej Maryi Panny Gwiazdy Nowej Ewangelizacji i Św. Jana Pawła II w Toruniu powstała Kaplica Pamięci o Sprawiedliwych, będąca miejscem pa-mięci Polaków, którzy zginęli z rąk Niemców ratując Żydów.

Moim zamierzeniem nie było „rocznicowe” rozwodzenie się nad przyczynami wybuchu II wojny światowej. To pozostawiam znakomitym polskim historykom. Natomiast z racji wciąż obchodzonej 100. rocznicy odrodzenia Polski nie mogę nie podkreślić, że w kampanii wrześniowej brały udział najstarsze pułki Wojska Polskiego, wywodzące swe tradycje z Legionów Polskich. W pułkowych szeregach trafiali się oficerowie i podoficerowie służący po 25 lat. To oni między innymi budowali ducha bojowego w polskich formacjach mimo, iż sytuacja w sierpniu 1939 roku – jak wspomina kpt. Stanisław Truszkowski, d-ca baterii w 1 Pułku Artylerii Lekkiej Legionów (Mój wrzesień. Wspomnienie z kampanii 1939 r., LSW, wyd. V uzup., Warszawa 1972) – wyglądała jednoznacznie: mimo ogromnej prze-wagi militarnej i przemysłowej wroga, mimo przykładu małodusznych kapitulacji innych państw, musimy nasz obowiązek obrony wolności i nie-podległości narodu wykonać z całą gotowością i bez reszty, nie oglądając się na szanse zwycięstwa. (…) To zada-nie musiało być wykonywane usque ad finem – do czego zobowiązywała nas tradycja najstarszych pułków armii.

To zadanie pamiętnej tragicznej jesieni 1939 roku – zgodnie z po-wyższą deklaracją – zostało przez Polskiego Żołnierza wykonane aż do końca. Walczyli osamotnieni, zdradzeni, nawet bez wodza. Nie sposób tu pominąć sytuacji ludności cywilnej, doświadczającej na równi z wojskiem skutków wojny.

Nastała czarna noc okupacji w rozdartej na strzępy i mocno krwawiącej Ojczyźnie. Rok 1945 niewiele zmienił bieg historii, nie przyniósł upragnionej wolności – z dwóch zaborców na kolejne kilkadziesiąt lat pozostał jeden – sowiecki: w sposób krwawy i bezwzględny zaprowadzający komunistyczny „porządek”. Ponownie zdradzili zachodni alianci. Nas rzucono na śmierć i wegetację w łapy czerwonego lwa, dla Niemiec – sprawców bestialstw, mordów i zniszczeń wojennych opracowano i wdrożono plan Marshalla. O ironio! – w celu „odpierania komunizmu po II woj-nie światowej”.

I na koniec ciekawostka. Tuż po zakończeniu wojny, po stronie zachodnich aliantów, pojawiła się inna koncepcja polityczna na powojenny porządek w Europie. Głównym zwolennikiem tej koncepcji był słynny czterogwiazdkowy generał George S. Patton jr, d-ca 3. Armii Stanów Zjednoczonych, która – jak napisali Bill O’Reilly i Martin Dugard w książce Zabić Pattona. Niezwykła śmierć najzuchwalszego generała drugiej wojny światowej – wyzwalała Francję, uratowała walońskie Bastogne, przekroczyła Ren i mogłaby uwolnić całą Eu-ropę Wschodnią, gdyby Eisenhower nie wstrzymał jej marszu. Pewne potężne siły chciały, aby tak się stało… W otoczeniu prezydenta USA zbyt wielu było sowieckich agentów…

Lecz to zupełnie inna historia… A książkę polecam

Zbigniew Połoniewicz

/md