Home / Historia / W Polsce działa sam Bóg – wywiad z sekretarką Prymasa Tysiąclecia

W Polsce działa sam Bóg – wywiad z sekretarką Prymasa Tysiąclecia

Z Krystyną Szajer, osobistą sekretarką prymasa Stefana Wyszyńskiego, rozmawia Ewa Czumakow

Ponad 20 lat, po uwolnieniu księdza prymasa Wyszyńskiego z internowania, była Pani jego osobistą sekretarką. Jako że w tym roku przeżywamy 1050. rocznicę Chrztu Polski, a Ksiądz Prymas, którego proces beatyfikacyjny toczy się już w Watykanie, zyskał nawet przydomek Prymasa Tysiąclecia, zacznijmy od przypomnienia obchodów milenijnych. Była Pani w samym centrum tych wydarzeń. Jak zapamiętała Pani przygotowania Księdza Prymasa? To był pewnie nawał pracy…

Krystyna Szajer, osobista sekretarka Prymasa Tysiąclecia / Instytut Prymasa Wyszyskiego
Krystyna Szajer, osobista sekretarka Prymasa Tysiąclecia / Instytut Prymasa Wyszyńskiego

Liturgiczne 1000-lecie Chrztu Polski miało miejsce w Wielką Sobotę 1966 r., która wtedy przypadała 9  kwietnia. W tym dniu Ojciec pojechał do Gniezna. W bazylice zebrało się już 12 000 ludzi, reszta oblepiła mury bazyliki na zewnątrz. Ojciec powiedział: Wraz z sobotą wigilijną kończy się Wielka Nowenna przed Tysiącleciem Chrztu Polski, 9 lat wzmożonej pracy duchowieństwa i narodu. Uroczyste Te Deum w Gnieźnie – odśpiewane przy dźwiękach dzwonu Wojciechowego – odbyło się 14 kwietnia, zaś w Poznaniu 15 kwietnia. Równocześnie miały miejsce uroczystości świeckie i wszyscy, którzy brali w nich udział, potem przechodzili do katedry. Tu uroczystości odbywały się na zewnątrz. Mszę św. odprawiał i kazanie głosił Ksiądz Prymas. Było to wielkie Te Deum narodu.

Pamięta Pani również Milenium w Warszawie.

To przeżyłam najbardziej. Uroczystościom milenijnym towarzyszył obraz Matki Bożej Jasnogórskiej, tzw.  Obraz Nawiedzenia. Było to 26  czerwca… We Fromborku kończyły się uroczystości i Ojciec razem z księżmi biskupami – wśród nich Obraz Nawiedzenia – przemieszczali się do Warszawy, do kościoła na  Żoliborzu, obecnie sanktuarium ks.  Jerzego Popiełuszki. Jednak w czasie tej podróży w miejscowości Liksajny UB zaaresztowało obraz Matki Bożej. Był to wielki cios i wielkie cierpienie dla Księdza Prymasa. Do Warszawy biskupi jechali już bez obrazu. Ubowcy wyrzucili kierowcę z samochodu, sami wsiedli i zawieźli obraz do katedry. Tam księża wystawili go w oknie zakrystii i ludzie modlili się przed obrazem. Ojciec wrócił do Warszawy. Uroczystości odbywały się 26  czerwca w katedrze świętojańskiej. Zjechali się wszyscy biskupi i cały naród – ci, którzy mogli przyjechać. Ale oprócz tego zjechali się również wrogowie. Byli to mężczyźni, bardzo wielu, tarasowali wszystkie dojścia do katedry. Księża biskupi w procesji przeszli od kościoła św. Anny do katedry. Szli bardzo wąskim szpalerem, bo wszędzie naciskali ubowcy i najęci, przekupieni ludzie. A najsmutniejsze było to, co się wydarzyło po uroczystości – księża biskupi nie mogli dojść na Miodową. Ci ludzie tak sterowali biskupami, że niektórzy wylądowali nad Wisłą. Kiedy wszyscy już doszli na Miodową na wieczerzę, zamknięto bramę, pod którą podeszła wataha mężczyzn. Jednakowo ubrani, z parasolami w rękach, w ortalionowych płaszczach. Zaczęły się okrzyki przeciwko Księdzu Prymasowi: „Oddaj marki!”, „Do Rzymu!”, „Zdrajca!” Rzucali na dziedziniec jakieś zapalone kłaki. To było straszne. Ksiądz Prymas bardzo to przecierpiał. Podszedł do okna w kurii, które wychodziło na Miodową, i  patrzył. Zobaczył, jak wygląda chrześcijaństwo w Gnieźnie, w Poznaniu, i jak wygląda chrześcijaństwo naszych wrogów.
Obraz już pozostał w katedrze. Wiele razy były kierowane listy do rządu, żeby obraz wrócił na szlak milenijny. Stało się to dopiero 4 września 1966  r. Po obraz przyjechał bp Józef Kurpas z Katowic, bo w diecezji katowickiej miało być obchodzone milenium. Niestety w Będzinie nastąpiło to samo, co w Liksajnach. Odtrącili księdza biskupa, zabrali obraz i zawieźli go na Jasną Górę, gdzie pozostawał 6 lat. Każdy samochód wjeżdżający na Jasną Górę i wyjeżdżający z niej był inwigilowany i kontrolowany. Dopiero w 1982 r. – to już znamy z filmu – ks. Józef Wójcik z Radomia wykradł obraz, który wrócił na szlak milenijny.
Byłam jeszcze na różnych szlakach milenijnych z Ojcem, często to się wiązało z konferencjami Episkopatu, gdzie pisałam na maszynie różne teksty: i w Opolu, i w Łomży… Zawsze byłyśmy razem z Marysią Okońską i  służyłyśmy pracą. Byłam maszynistką i musiałam pisać, o co Ksiądz Prymas prosił.

28 maja przypada 35. rocznica śmierci Księdza Prymasa. Jak zapamiętała Pani tamte jego ostatnie dni?

Wszystko zaczęło się 1 kwietnia 1981 r. Ojciec musiał przejść badania, gdyż od pewnego czasu opadał z sił. Powołam się tu na książkę Ostatnie dni Prymasa Tysiąclecia ks. Bronisława Piaseckiego. Tego dnia Ksiądz Prymas zanotował w Zapiskach…: „Rozpoczyna się Via Dolorosa wśród przyjaciół Hioba. Dzień dla mnie doniosły, wydaje mi się, że jest to initium finis [początek końca]”. Pomimo że Księdzu Prymasowi ubywało sił, pracował dalej. Tego samego dnia przyjął grupę młodzieży z archidiecezji warszawskiej. Były to czasy Solidarności. Ojciec napisał: „W Polsce trzeba bronić spraw własnej Ojczyzny, a nie obcych zamówień”. 2 kwietnia przemawiał jeszcze do Solidarności Rolników. Napisał list „Do świadków promocji doktorskiej Laureata Nagrody Nobla Czesława Miłosza” – rękopis przepisałam 3 maja 1981  r.
Z każdym dniem jednak choroba postępowała. Wielki Tydzień Ksiądz Prymas spędził w łóżku i powiedział: „Tylko z Tobą mogę przyjąć mój Wielki Tydzień” i „Wiem, że możesz sobie poradzić beze mnie”. Służył Bogu cierpieniem. Był gotowy i całkowicie pogodzony z tym, że On może życie dać i może je odebrać. W tym czasie nie odprawiał już Mszy św., przyjmował Komunię św. 12 maja przypadała 35. rocznica konsekracji Księdza Prymasa na biskupa – tego dnia odprawił ostatnią Mszę św. na tej ziemi. Zrobił to ze względu na przyjęcie rodzonych sióstr, pań Stanisławy i  Janiny. Choroba nasilała się. 13 maja miał miejsce zamach na Jana Pawła  II, o którym Ojciec dowiedział się 14  maja. Wiadomość przyjął słowami: „Zawsze się tego obawiałem”. Prosił o przygotowanie magnetofonu i nagrałam przemówienie, które zostało odtworzone na placu Zamkowym, przed kościołem św. Anny. Warszawa zamarła – Prymas umierający i  Jan Paweł II zraniony. Ciężkie to były dni. Tego dnia Ojciec powiedział: „Od dziś wszystko za Niego” – całe swoje cierpienie ofiarował za Jana Pawła II. 16 maja była doniosła chwila – Ojciec przyjął sakrament chorych. 20 maja nawiedzenie przez Maryję w Obrazie Nawiedzenia. Było to dla niego wielkie przeżycie: „Dziękuję Ci, Matko, że jeszcze raz przyszłaś do mnie. Tyle razy przychodziłaś do mnie na Jasnej Górze, ale i ja przychodziłem do Ciebie. Błogosław, Maryjo, słudze Twojemu, który zawsze był Tobie wierny”.
22 maja odbyło się pożegnanie z Radą Główną Episkopatu. Przemówienie wygłosił dosyć długie. Mówił: „Służyłem Kościołowi 35 lat, a na tym stanowisku 33. To jest dość. Dlatego człowiek, któremu się wydało, że coś zrobił, musi odejść, żeby ludzie wiedzieli, że w Polsce działa tylko sam Bóg. On dalej jest mocny w Polsce, ludzie słabi. W Polsce nie ma wielkich ludzi, wszyscy są na służbie, wszyscy są na kolanach przed najmniejszym dzieciątkiem ochrzczonym przez Kościół w Polsce…” Tego dnia po południu udał się na wózku do ogrodu. Raz i drugi poprosił, żeby się zatrzymać, bo chciał ogarnąć wzrokiem piękno przyrody, na które zawsze był tak wrażliwy.
W kolejnych dniach choroba postępowała, Ojciec odchodził. Smutek ogarniał moje serce, że odchodzi Ten, który był moim przewodnikiem i Ojcem.
28 maja w nocy czuwałam z s. Józefą. Byłyśmy bardzo blisko i usłyszałam słowa lekarza: Jeżeli trzeba kogoś zawiadomić, to proszę, bo Eminencja umiera. Sama zawiadomiłam Marysię Okońską, ks. Bronka Piaseckiego i siostry, które spały w  habitach, bo spodziewały się, że  to nastąpi. Stało się. Ojciec odszedł. Smutek – to mało powiedzieć, coś się zawaliło. Ale Bóg był z nami. Uczestniczyłam w ubieraniu Ojca do trumny. Przypadło mi w udziale nałożenie butów, które poprzedniego dnia wyczyściłam.

Pogrzeb Prymasa Wyszyńskiego / Fot. A.A. Mroczek
Pogrzeb Prymasa Wyszyńskiego / Fot. A.A. Mroczek

Potem uczestniczyłam w pogrzebie. Osiem członkiń Instytutu szło w  milczeniu za trumną, potem na plac Zwycięstwa i do krypty Arcybiskupów Warszawskich.
W krótkim czasie razem z Marysią Okońską i Anią Rastawicką pojechałyśmy do Ojca Świętego Jana Pawła  II. Opowiedziałyśmy o śmierci naszego Ojca. Wszyscy płakaliśmy.
W modlitwie o beatyfikację Prymasa Tysiąclecia codziennie powtarzam: „…Wejrzyj na Jego heroiczną wiarę, całkowite oddanie się Tobie, na Jego męstwo wobec przeciwności i prześladowań, które znosił dla imienia Twego. Pomnij, jak bardzo umiłował Kościół Twojego Syna, jak wiernie kochał Ojczyznę i każdego człowieka, broniąc jego godności i  praw, przebaczając wrogom, zło dobrem zwyciężając…”

pgw