W poszukiwaniu miary miłości małżeńskiej

Miłość jest bodaj najbardziej wieloznacznym słowem we współczesnej kulturze. Jedni widzą w niej synonim przyjemności, stanu błogości, inni utożsamiają ją z miłością fizyczną, satysfakcją seksualną czy zaspokojeniem płciowym. Dla niektórych miłość to uczucie ze swej natury ulotne które przychodzi i odchodzi. Dla innych jest ona postawą, jakimś stałym skierowaniem woli i działania. Są wreszcie i tacy, dla których miłość stanowi kwintesencję tego co człowiek może dać innym, nie zaś tego co od innych otrzymuje. W tym współczesnym zagubieniu pojęciowym, chciałbym postawić ważne pytanie: czym jest miłość małżeńska w swojej istocie?

Aby odpowiedzieć na nie proponuję przyjąć horyzont interpretacyjny jaki zaproponował Karol Wojtyła w swojej książce pt. Miłość i odpowiedzialność. Już sam jej tytuł mówi wiele, natomiast uważna lektura odkrywa przed nami oryginalne i niesamowite przesłanie na temat istoty miłości małżeńskiej.

Punkt wyjścia: norma personalistyczna

Powszechnie uznaje się, że miłość jest jakimś wzajemnym związkiem osób, opartym na pewnym stosunku do wspólnego dobra. Ta dość lapidarna „definicja” wskazuje na dwa zasadnicze „elementy” które trzeba wziąć pod uwagę próbując dociec istoty miłości. Są nimi: „osoba” i „relacja”. Na początku zajmijmy się określeniem tego, kim jest osoba jako „element” relacji miłości. Mając w pamięci rozliczne traktaty usiłujące zdefiniować osobę, ograniczmy się za Wojtyłą do stwierdzenia, że osoba jest podmiotem myślącym, zdolnym do samostanowienia o sobie, stawiającym sobie cele i je realizującym. Osobie przysługuje zatem niezbywalna godność wynikająca z tego kim jest, która w porządku etycznym i relacyjnym nie pozwala traktować jej nigdy jedynie jako środka do realizacji celów innych osób. Co więcej za każdym razem kiedy osoba jest przedmiotem działania – a dzieje się tak w każdej relacji, także tej małżeńskiej – nie tylko nie wolno jej traktować jedynie jako środka do osiągnięcia swoich celów, lecz należy liczyć się z tym, że i ona sama w działaniu ma prawo mieć swój własny cel.

Norma personalistyczna wskazuje na to, że osoba nigdy i pod żadnym pozorem nie może być sprowadzona do roli „narzędzia”. Nie może być przedmiotem „użycia”, ponieważ w takim wypadku zostaje zdeptana i pogwałcona jej godność osobowa. W miłości nie ma zatem mowy o jakiejkolwiek formie „używania” czy wykorzystania. To co łączy małżonków jest pozytywną „relacją” do tego dobra które wspólnie tworzą. Rzecz jasna „relacja” ta jest dynamiczna, nie będąc czymś gotowym, rozwija się podlegając prawu wzrostu, bądź degradacji w przypadku kiedy do głosu dochodzi chęć „użycia” jednej osoby przez drugą. Istotnym elementem małżeńskiego dobra wspólnego oprócz samych osób jest celowość ich wzajemnej relacji. Celem jest pogłębianie zażyłości małżeńskiej we wszystkich dziedzinach życia oraz prokreacja czyli przyjęcie i wychowanie potomstwa na przedłużeniu własnej miłości małżeńskiej.

Od upodobania do relacji oblubieńczej

Miłość jest rzeczywistością złożoną. Posiada różne warstwy, które dobrze jest wyodrębnić aby lepiej zrozumieć ją jako całość. Pierwszą z nich jest upodobanie. W upodobaniu dochodzą do głosu nade wszystko wola i uczucia. Z uwagi na to nie posiada ono wyraźnej struktury poznawczej. Jako naturalnie skierowane ku dobru, zawiera w sobie moment pragnienia drugiej osoby, naznaczonego silną dawką emocji. Ten ładunek afektywny może zarówno pomagać miłości jak też jej szkodzić. Upodobanie same w sobie nie zawiera momentu przeżycia prawdy o osobie jako dobru, stąd poniekąd jest ono „ślepe” i musi rozwinąć się w zobiektywizowane formy miłości. Upodobanie należy do istoty miłości, lecz miłość nie sprowadza się bez reszty do upodobania.

Kolejną warstwą miłości jest pożądanie. Jest ono niezbędne dla pełnej miłości ponieważ wyraża dążenie osoby do znalezienia innego dobra osobowego poza sobą samym i ubogacenia się nim. Miłość pożądania jest czymś innym od samego pożądania, które jest jedynie odczuciem zmysłowym jakiegoś braku. W miłości pożąda się drugiego człowieka jako wielkiego dobra, jako osoby a nie tylko jako środka do zaspokojenia swoich deficytów emocjonalnych czy potrzeb seksualnych.

Ważnym pasmem miłości jest życzliwość. Nie wystarczy pożądać innej osoby jako dobra dla siebie, ale trzeba pragnąc także dobra drugiej osoby. Życzliwość jest takim miłowaniem, które pragnie dobra innego nie pytając o swoje własne dobro. Jest koniecznym dopełnieniem pożądania będąc od niego czymś czystszym. Pomiędzy tymi dwiema warstwami miłości zachodzi pozornie sprzeczność. Pozornie, ponieważ miłość dojrzała sprawia, że pragnąc dobra „dla drugiego”, człowiek zaspokaja pragnienie „drugiego jako dobra dla siebie”.

Sympatia i przyjaźń to kolejne warstwy miłości. Sympatia, oznaczająca współ-doznawanie, stawia jedną osobę w kręgu bliskości z kimś drugim. Owy krąg jest głownie emocjonalno-afektywny a przez to subiektywny. Przyjaźń natomiast jest bardziej zobiektywizowana, polega na akcie woli, na konkretnym pragnieniu takiego dobra dla owego „drugiego ja” jakiego pragnę również dla siebie. Sympatia i przyjaźń przenikają się wzajemnie i dopełniają. Pierwsza pokrywa się z miłością o profilu subiektywnym i polega na „doznawaniu”, druga wychyla się w stronę miłości zobiektywizowanej i jest aktem woli, działaniem które buduje relację w kluczu dobra między-osobowego, wspólnego „my”.

Istota miłości oblubieńczej

Wcześniejsze analizy miłości w jej różnych pasmach były konieczne aby odkryć specyfikę miłości oblubieńczej. Jak napisał sam Wojtyła relacja oblubieńcza jest czymś jeszcze innym niż wszystkie przedstawione wcześniej aspekty czy formy miłości. Jej istotą jest oddanie siebie, swojego własnego „ja” w darze drugiej wybranej osobie. Czymś daleko głębszym jest oddanie siebie aniżeli pragnienie dobra dla drugiej osoby. Jest to najpełniejsza i najradykalniejsza forma miłości. Jej wyjątkowość, właśnie owa oblubieńczość, zawiera się w tym aby siebie dać współmałżonkowi na własność, dozgonnie i dobrowolnie. Taka forma miłości, poniekąd jej pełnia i esencja, możliwa jest do zrealizowania tylko na prawach wyłączności. To zaś jednoznacznie wskazuje na bezsporną nierozerwalność takiego układu pomiędzy „ja” a „ty” tworzącymi wspólne „my”. Każde rozerwanie tego oblubieńczego współoddania się sobie przez małżonków sprawia, że miłość zamienia się w formę „użycia” drugiej osoby, a to jest sprzeczne z normą personalistyczną. W tym kontekście należy także stwierdzić z pełną stanowczością, iż wchodzenie w nowe związki o charakterze małżeńskim, charakteryzujące się wspólnym pożyciem płciowym, w czasie trwania ważnego węzła małżeńskiego prowadzi do wprost do „użycia” i to obustronnego obojga partnerów oraz do ich depersonalizacji. Trzeba podkreślić także i fakt, że owo „użycie” dokonuje się niezależnie od stopnia osobistej winy człowieka za rozkład ważnego małżeństwa.

Integracja i odpowiedzialność

Autentyczna miłość oblubieńcza jest ze swojej natury całościowa ponieważ integruje różne warstwy miłości. Relacja oblubieńcza zawiera w sobie zarówno przyjaźń, sympatię, życzliwość, pożądanie jak i upodobanie. Integruje w osobie wymiar subiektywny i podmiotowy doświadczania miłości z wymiarem obiektywnym. Spaja w jedno ruchu ku swojemu wnętrzu z ruchem ku drugiej osobie. Jest to niezbędne ponieważ miłość o profilu subiektywnym, będąca doświadczeniem przeżycia wielorakich stanów psychicznych, musi skonfrontować się z rzeczywistością obiektywizującą i wskazującą kierunek interpretacji życia psychicznego. Tym horyzontem interpretacyjnym jest prawda o człowieku jako osobie oraz moralnie wiążąca norma postępowania stojąca na straży owej prawdy. Dlatego też  integracja polega również na harmonijnym zespoleniu wolności z prawdą. Zaangażowanie woli idzie w parze z przeżyciem prawdy o dobru drugiej osoby i prawdy o sobie samym jako osobie. W ten sposób ludzka wolność jak i ludzkie poznanie (rozumiane jako poszukiwanie i odnajdywanie prawdy) podporządkowane jest miłości. Osoba ludzka bardziej pragnie miłości aniżeli wolności i poznania prawdy. Człowiek najbardziej staje się osobą właśnie w miłości w której wolność zostaje ukierunkowana (poniekąd ograniczona) na umiłowaną osobę oraz w której uwaga poznawcza zostaje zwrócona nade wszystko w stronę prawdy o dobru jakim jest oblubieniec/oblubienica.

Miłość taka prowadzi do ogromnego poczucia odpowiedzialności za to dobro, którym jest wspólne „my”. Odpowiedzialność ta konkretyzuje się w odpowiedzialności za osobę umiłowaną posuniętą aż do uniżenia samego siebie. Umiejętność przyjęcia takiej odpowiedzialności stanowi najwłaściwszy probierz autentyzmu miłości. Wszak sam Chrystus jako Oblubieniec poświęcił własne życie za swoją Oblubienicę którą jest Jego Kościół.

Dr Michał Kosche

/md

Zobacz także w e-civitas:

Już jest! Teledysk „Jak w Betlejem”

Teledysk „Jak w Betlejem”, zapowiada „Betlejem w Polsce” – największą charytatywną trasę koncertową.