Home / Opinie | Felietony / Walka o rodzinę we Francji

Walka o rodzinę we Francji

We Francji mała rewolucja, choć może trafniejsze byłoby sformułowanie: kontynuacja polityki przywilejów dla społeczności LGBT. Władze przeforsowały reformę ustawy o bioetyce, w której główną zmianą jest rozszerzenie prawa do sztucznego zapłodnienia i in vitro na kobiety w związkach jednopłciowych oraz niebędące w związkach. Nowe przepisy wywołały sprzeciw ogromnej rzeszy obywateli, jasno deklarujących: będziemy walczyć o tradycyjny model rodziny!

W stronę postępu

Abstrahując od kontrowersji związanych ze stosowaniem technik wspomaganego rozrodu, przyjrzyjmy się, w jaki sposób we Francji kształtowane jest prawo bioetyczne, a co za tym idzie, również polityka rodzinna. Państwo realizuje model autonomiczny w odniesieniu do statusu prawnego embrionu ludzkiego, co oznacza, że kwestie ochrony życia są pomijane w regulacjach konstytucyjnych, a jednocześnie legalizuje się interwencje w naturę prokreacji. Prawo bioetyczne poddawane jest weryfikacji co siedem lat, by odzwierciedlać ewolucję społeczeństwa oraz rozwój badań naukowych. Pod hasłem ,,postępu’’ manifestuje się prymat potrzeb jednostki, neutralności światopoglądowej i niedyskryminacji. Używając porównania publicysty Bogdana Dobosza – to ,,metoda salami’’, bo powoli odkrawa się tradycyjne wartości i zmienia definicję rodziny. Podstawową komórką społeczną nie jest już para heteroseksualna. Wszystko przy wsparciu publicznej telewizji i kinematografii, które mają oswoić społeczeństwo z uznaniem rodziny w całej jej różnorodności.

W tym kontekście mniejszości seksualne zyskują coraz więcej praw, domagając się traktowania w kwestii poczęcia i wychowywania dzieci na równi z resztą społeczeństwa. I tak po kolei we Francji – w latach 80 zaczęły się pierwsze parady równości, w 1999 r. wprowadzono cywilne związki solidarności (pacte civil de solidarité) jako substytut instytucji małżeństwa – również dla par homoseksualnych, a w 2004 r. objęto je takim samym prawem podatkowym jak rodziny. W 2012 r. Francois Hollande ogłosił plan „sprzeciwu wobec społecznej homofobii” – Francja miała znaleźć się w czołówce państw walczących o prawa społeczności LGBT. Rok później, mimo licznych protestów obywateli, zalegalizowano zawieranie małżeństw przez pary jednopłciowe oraz prawo do adopcji dla takich par. Mniejszości seksualne powoli eskalowały swoje żądania i to jeszcze nie koniec – ich apetyt cały czas rośnie, „salami krojone jest coraz szybciej”.

Republika przyjmie każde dziecko

Kolejnym etapem tego procesu jest przyjęta 15 października przez izbę niższą francuskiego parlamentu nowelizacja prawa bioetycznego. W styczniu 2020 r. ustawa ma trafić do izby
wyższej. Emmanuel Macron określił ją jako kluczową dla społeczeństwa V Republiki i trudno się z nim nie zgodzić – co prawda, patrząc z zupełnie innej perspektywy niż prezydent – ale rzeczywiście, jest kluczowa, bo ostatecznie uderza w naturę ludzką i strukturę rodziny.

Nowelizacja wprowadza trzy bardzo istotne zmiany. Po pierwsze, rozszerza prawo do sztucznego zapłodnienia i in vitro na pary lesbijskie i samotne kobiety. Francuski system opieki zdrowotnej ma pokrywać koszty procedury wspomaganego rozrodu dla wszystkich kobiet poniżej 43. roku życia, bez względu na stan zdrowia. Do tej pory uprawnienie to przysługiwało wyłącznie niepłodnym parom heteroseksualnym, które pozostają w związku małżeńskim lub mieszkają ze sobą od co najmniej dwóch lat. Należy dodać, że już teraz mówi się o legalizacji rodzenia dzieci mężczyznom w związkach homoseksualnych przez wynajmowane w tym celu kobiety. Po drugie, dostosowując się do nowych odbiorców, w akcie urodzenia mają pojawić się rubryki: ,,matka 1’’ i ,,matka 2’’, zastępując dotychczasowe sformułowania ,,matka’’ i ,,ojciec’’. Po trzecie, planuje się likwidację konieczności zachowania ścisłej anonimowości dawcy spermy. Dziecko urodzone na skutek sztucznego zapłodnienia będzie mogło poznać tożsamość swojego ojca po osiągnięciu pełnoletności.

Dwie strony…

Trudno jednoznacznie określić stosunek Francuzów do proponowanych zmian – co prawda katolicka gazeta „La Croix” informuje o 65% społeczeństwa popierających rozszerzenie prawa do metod wspomaganego rozrodu dla lesbijek i kobiet samotnych, ale inne media podają liczbę 82% przeciw takim regulacjom. Jedno jest pewne – druga grupa jest bardzo liczna i głośno manifestuje swoje poglądy. Należy do niej ponad 20 organizacji, nie tylko katolickich, połączonych pod wspólną nazwą „Demonstracja dla wszystkich” (La Manif pour tous), ale także niezrzeszeni obywatele w różnym wieku, wiele rodzin z dziećmi. Wszyscy oni chcą bronić życia i rodziny, pokazać, że mimo polityki centrowego rządu od lat ukierunkowanej na zepchnięcie Kościoła do pozycji organizacji charytatywnej, będą stać za najważniejszymi wartościami.

Główne protesty odbyły się 6 października i zapowiadane są kolejne. Na ulice Paryża według różnych szacunków wyszło od 100 do 600 tys. ludzi, niosąc ze sobą transparenty z hasłami: ,,gdzie jest mój tatuś?”, ,,każdy potrzebuje ojca” oraz „wolność, równość, ojcostwo”. Demonstranci wyrażali swoje oburzenie, jednocześnie tłumacząc, dlaczego tradycyjny wzorzec rodziny jest tak ważny dla prawidłowego rozwoju dziecka, a później dorosłego człowieka.

– Mówienie, że tworzysz nowe prawa, kiedy ignorujesz konsekwencje dla dzieci, jest oburzające i haniebne – powiedział Albert Dumont, wiceprezes organizacji ,,Demonstracja dla wszystkich”. – To zatuszowanie realiów biologicznych niespotykane w historii ludzkości! Jakby matka, która rodzi, musiała udowadniać swoje rodzicielstwo w imię sztucznie ustanowionej równości pomiędzy dwiema matkami – dodał Patrick Hetzel z partii Republikanie.

Po drugiej stronie wypowiadali się przedstawiciele partii rządzącej: – Nie ma czegoś takiego, jak prawo dziecka do ojca, a dzieci nie są odpowiedzialne za sposób swojego poczęcia – bronił ustawy jej pomysłodawca Jean-Louis Touraine. Wtórowała mu Agnes Buzyn, minister solidarności i zdrowia: – Twierdzenie, że istnieje bezpośredni związek pomiędzy problemami w rozwoju dziecka a wychowaniem przez jednego rodzica jest fałszywe.

Na słowa minister Buzyn odpowiedziała Państwowa Akademia Medyczna, zdecydowanie przeciwstawiając się nowelizacji: ,,celowe powołanie do życia dziecka pozbawionego ojca to
wielki wstrząs antropologiczny, który niesie ze sobą ryzyko dla jego rozwoju psychologicznego’’ – czytamy w oficjalnym stanowisku. Bardzo znaczące były też wypowiedzi demonstrujących paryżan: – Jestem przekonana, że najmłodsi potrzebują zarówno matki, jak i ojca. Tylko w takiej rodzinie w pełni rozwiną swoje człowieczeństwo. Władze filtrują informacje, nie mówi się o negatywnych doświadczeniach dzieci, które wychowują się w związkach jednopłciowych, a ja znam wiele takich przypadków.

…z szansą na porozumienie

Jeszcze nie wszystko stracone. Ustawa trafi teraz do Senatu, a do protestów przyłącza się coraz więcej podmiotów, w tym oczywiście Episkopat Francji, ale również przedstawiciele innych religii. Wszyscy zwracają uwagę na aspekt, o którym władze zapomniały, zaślepione ideą szeroko pojętej równości – zabrakło głębokiego przemyślenia konsekwencji podejmowanych decyzji, postawienia na piedestale praw słabszych, a nie pragnień dorosłych. Ks. Thierry Magnin, sekretarz generalny Episkopatu Francji, powiedział: – Brano pod uwagę jedynie zapotrzebowania współczesnego społeczeństwa. Zastanawiano się, czy współczesna nauka i technika potrafią je zrealizować, natomiast bardzo mało mówiło się o konsekwencjach dla mających się narodzić dzieci.

Mimo wszystko, budujące jest, że wielu Francuzów nie zgadza się na przyjętą w państwie politykę zniesienia wszelkich różnic, a już na pewno nie akceptuje negacji podstaw Abp. Pierre d’Ornellas, ordynariusz archidiecezji Rennes, wyznał, że marzy o bioetyce „przepełnionej szacunkiem dla godności ludzkiej prokreacji” i która „nie wspiera gigantycznego rynku prokreacyjnego”. Chciałabym wierzyć, że to marzenie nadal jest do spełnienia, i że francuskie władze wezmą pod uwagę wątpliwości dużej części społeczeństwa, w tym lekarzy i hierarchów kościołów. człowieczeństwa, do których należy struktura rodziny. – Tak łatwo się nie poddamy, to ostrzeżenie dla rządu – mówi Ludovine de la Rochere, przewodnicząca organizacji ,,Demonstracja dla wszystkich”.

Marta Witczak-Żydowo

/md