Home / Historia / Większy od swych czynów

Większy od swych czynów

To człowiek-legenda, ale legenda szczególna, bo oparta na czynach, działaniach, postawie, na rzeczach uchwytnych, wręcz materialnych, choć nie zawsze poddawanych właściwym interpretacjom. Zwłaszcza za Jego życia, gdy ta legenda się rodziła… Ona wszelako i dziś nie zamiera, lecz nadal jest żywa, zwłaszcza w sercach i umysłach tych, którzy czują i rozumieją prawdziwą wielkość i jej społeczną potrzebę. Przytaczamy tu kilka istotnych tekstów o tej Wielkości, napisanych przez znanych oraz nieznanych polskich pisarzy i poetów.

Co teraz? Zamknąć wszystko w tych ścianach i nosić Po pokojach los trudny i ziemię rozległą. Zdawało się, że wolność to już będzie dosyć, A to jest tylko tyle, ilu ich poległo.

Kazimierz Wierzyński wiersz Belweder napisał po śmierci Marszałka (fragmenty ze zbioru Wolność tragiczna, 1936).

„Uroda tej twarzy. Uroda tego nazwiska. Uroda tej legendy. Legendy czy rzeczywistości? Rzeczywistości tak niezwykłej, iż, aby zostać przyjętą, a raczej udźwigniętą przez rzesze, musi jawić się w kształcie legendy?”. W swoim znakomitym, proroczym eseju Bruno Schulz odpowiedział na to pytanie.

„Dla nas żyjących w końcu XX stulecia z perspektywy ponad pół wieku postać Józefa Piłsudskiego nie przestaje promieniować zupełnie wyjątkowymi cechami charakteru, myśli i czynu. To przecież polski epos rycerski, najpiękniejszy, bo prawdziwy”. Tak pisał Krzysztof A. Jeżewski w Polskim Ulissesie, eseju stanowiącym posłowie do książki W blasku legendy, przez niego przygotowanej i wydanej przez Editions Spotkania w Paryżu w 1988 roku.

W innym miejscu tego tekstu Krzysztof A. Jeżewski rysuje antynomiczny „(…) portret Piłsudskiego, Polaka-Litwina, Sarmaty- Europejczyka, romantyka-pozytywisty, idealisty-realisty, szlachcica-robotnika, rewolucjonisty-tradycjonalisty, patriotyantynacjonalisty, prekursora zjednoczonej Europy, poety-polityka, człowieka wielkiej kultury, wyrafinowanych manier i srogiego, rubasznego weredyka, ascety o niezwykłym uroku osobistym, serdeczności, dobroci i poczuciu humoru, konspiratora, bojowca, żołnierza i kandydata do Pokojowej Nagrody Nobla”.

A w przypisie, wskazując tę dwoistość charakteru Marszałka, dodaje niezwykłą informację, dotyczącą kształtu jego rąk. Jak pisała w swoich Wspomnieniach Aleksandra Piłsudska: „Najciekawszy był jednak kontrast między jego prawą i lewą ręką. Lewa dłoń – wąska i nerwowa, kształtna i delikatna, zakończona kobiecymi niemal palcami, to ręka artysty i marzyciela. Prawa była o wiele większa, jakby innego człowieka. Silna, nawet brutalna, z równymi, kwadratowo zakończonymi palcami, tak silna, że – zdawało się – mógłby w niej łamać podkowy; była to ręka żołnierza i człowieka czynu”. A Bruno Szulc zastanawiał się, jak powstaje legenda o wielkim człowieku (Powstają legendy – tekst ukazał się w „Tygodniku Ilustrowanym” 1935, nr 22):

„Napoleon wchodził cały w swój czyn, przeistaczał się weń, znikał w swym czynie. (…) Ale ten Wielki był większy od swych czynów. Nie mieścił się w żadnym z nich. Pozostawał poza nimi ogromny i nieodgadniony. Nie zużywał do cna swych rezerw. Jak gdyby oszczędzał się dla czegoś większego. Jego siła, jądro jego istoty pozostało nieużyte. Położył się nim na Polsce jak chmura i trwa. Jego rola dziejowa dopiero się zaczyna. Napoleon był cały obecnością i chwilą, jak świetny fajerwerk, mający tylko jedno przeznaczenie: wyeksplodować się do końca. Dla Tamtego czyn nie był ostateczną rzeczą. Z niechęcią, ciężką i nieskorą ręką wypuszczał je spod płaszcza, gdy już inaczej nie można było: czyny egzemplaryczne. Siła moralna, która trwała za czynem, była dlań ważniejsza. Ciułał ją w narodzie. Gruntował kapitał żelaznej mocy. Naprzód w sobie. Od tego rósł na oczach wszystkich, brał w siebie wielkość. Lokował ją w sobie jako w najpewniejszym miejscu. Budował posąg. W końcu, gdy dopełnił swej wielkości, odszedł pewnego dnia niepostrzeżenie, bez słowa, jak gdyby to nie było ważne, zostawiając ją zamiast siebie: wielkość noszącą już na zawsze jego rysy. Napoleon reprezentował tylko siebie. Ubrał się w historię jak w płaszcz królewski, zrobił z niej tren wspaniały dla swojej kariery. Jednym z momentów jego siły było to, że był bez tradycji, nieobciążony przeszłością. Tamten wyszedł z podziemi historii, z grobów, z przeszłości. Był ciężki marzeniami wieszczów, mglisty rojeniami poetów, obciążony męczeństwem pokoleń. Był cały dalszym ciągiem. Ciągnął za sobą przeszłość jak płaszcz ogromny na całą Polskę. Jego twarz była może za życia twarzą indywidualnego człowieka. Zapewne ci, którzy byli w pobliżu niego, znali Jego uśmiech i zachmurzenie, błysk chwili na jego twarzy. Nam z daleka coraz bardziej gubią się indywidualne rysy (…) Umierając, wchodząc w wieczność, marzy ta twarz wspomnieniami, wędruje przez szereg twarzy, coraz bledsza, przestronniejsza i promienniejsza. Aż w końcu z nawarstwień tych twarzy układa się na niej i zastyga w maskę ostateczną oblicze Polski – już na zawsze”.

* * *

Nam nie trzeba historii, ale mitologii. Nam Wódz po to potrzebny, aby był legendą. Gdy go wiersze owiną i piosnki oprzędą, Będzie nas wiódł na wszystkie bezdroża i drogi, Póki cud jest strategią, a pieśń jest komendą.

Nam, najgorszym ciężarem dni powszednie ciążą. My zawsze swym hetmanom, na każdą wyprawę Jedną ręką dajemy zwycięską buławę, By drugą im odebrać ją – ledwie zwyciężą. (…)

Gdzież jest w historii Polski taka jedna chwila –

Chwała, od której idą ognie, blaski, dreszcze I krzyki i wiwaty – wciąż je słychać jeszcze – Grają na złotych trąbkach natchnienia trębacze, Oszalała ze szczęścia warszawska ulica Kwiaty rzuca i krzyczy – śmieje się i płacze –

A on jedzie pośrodku krzyczących szpalerów, A on jedzie na czele swoich szwoleżerów – A wszystkie dzwony biją ze wszystkich kościołów – Amarantem i bielą trzepoczą sztandary –

A on mówić nie może. Mundur na nim szary

* * *
Nie zostawił po sobie żadnego dziedzica

Lecz wy coście go znali, w podaniach przekażcie, Ponad żal, ponad ciemność mogił i popiołów, Ową chwilę – chorągiew wolności na maszcie.

Jeszcze wiernych poetów idzie za nim lament, Oni jedni go zbawią od polskiej amnezji,

By mógł, wprawiony w wiersze jak ognisty diament Pozostać tam, gdzie jego miejsce jest – w Poezji.

Marian Hemar, Strofy trudne (fragmenty), między 1962 a 1967 r.

Ową dwoistość charakteru Piłsudskiego, o której pisał Krzysztof A. Jeżewski, odmalowuje w jeszcze inny sposób poniższy wiersz:

Lotny gołąb wyleciał z Zułowa, opadł kędyś w sybirskich tajg głębie, dusza rosła hartowna, stalowa, serce jeno zostało gołębie.

Rozkaz Wodza grzmiał w boju z kul świstem, czoło pełne zadumy i troski, serce – kryształ, pogodne i czyste dla kochanych żołnierzy ojcowskie.

I od ognia dziejowych wydarzeń rozgorzało płomieniem gorącym, zapatrzone w czyn śmielszy od marzeń promieniało to serce jak słońce.

Zawsze pełne górnego zapału ogrzewało legunów szeregi serce – czara z jasnego kryształu, zawsze pełne Ojczyzny po brzegi.

Lecz umilkło, gdy nocą majową Stwórca na nim dłoń swoją położył, już w Czyn wielki wcieliło się słowo, już spełniona ofiara; kraj ożył.

I ucichło jak gołąb strudzony i przy łkania żałosnym odgłosie do stóp Matki zaniosły je dzwony, Serce – Słońce spoczęło na Rossie.

Wanda Malicka, Serce Wodza, 1936

„Ludzie tacy jak Józef Piłsudski nie przychodzą na świat po to, aby zaświecić jak meteor w nocy i zostawić po sobie mrok. Dani są narodom jako wieczne światło, jako drogowskaz, jako księga mądrości i właśnie za grobem są ich największe zwycięstwa.

Nauka, przykład Józefa Piłsudskiego stawać się nam będzie coraz bardziej religią, taką samą, jaką była walka o wolność dla naszych ojców i dziadów, będą one przenikać coraz głębiej w naród jako ideał szlachetnej siły, rozumnej dumy, dobrowolnego ładu, nieustannego tworzenia i walki, i będą z tego narodu czynić coraz potężniejszą, rozumniejszą, bardziej świadomą jedność”.

Jan Lechoń – * * * („Gazeta Polska”, 17 maja 1935 r.)

Jerzy Biernacki

Artykuł ukazał się w numerze 11/2009.

Dodaj komentarz