Home / Wywiady / Wierzyłam, że wrócimy z nieludzkiej ziemi…

Wierzyłam, że wrócimy z nieludzkiej ziemi…

Z Klarą Rogalską deportowaną z rodziną w nocy z 13/14 kwietnia 1940 r. rozmawia Bogusława Wencław, której rodzina została także naznaczona piętnem Sybiru.

Historia łagrów i zesłań na nieludzką ziemię obejmuje trzy pokolenia Pani rodziny.

Moi dziadkowie, Jan i Tekla Bauerowie, współwłaściciele huty szkła „Niemen”, znajdującej się wówczas koło Lidy, wychowywali czternaścioro dzięci w miłości do Boga, Ojczyzny, polskiej mowy i bliźniego. Patriotyzm pociągał za sobą represje władz carskich. W 1909 r. rodzina Bauerów została ukazem cara przesiedlona do Krasnojarska. W 1921 r. cała nasza rodzina – dziadkowie, ich dzieci – wróciła do wolnej już Polski. Jednak wolność kraju trzeba było okupić krwią. W wojnie z bolszewikami zginął brat dziadka Mieczysław. Przedostał się on wcześniej do Ojczyzny niż cała rodzina i zdążył wstąpić do Legionów. Po powrocie dziadkowie osiedlili się w Lidzie, a moi rodzice w Jeziorach koło Grodna. Ojciec był tam księgowym w tartaku. Rodzice wychowywali nas w głębokiej miłości do Ojczyzny, szacunku do każdej osoby.

Nie było jednak Wam dane cieszyć się długo z odzyskanej wolności.

Po Pani rodzinę przyszli w nocy z 13/14 kwietnia 1940 r. Wcześniej, bo w październiku 1939, spadają na nas dwa dotkliwe ciosy. Mój ojciec Wacław został aresztowany w Jeziorach, osadzony w więzieniu w Grodnie, a potem wywieziony do łagrów w głąb Rosji. Dziadek Jan umarł w Lidzie. Moja matka Małgorzata została z czwórką dzieci. Tej strasznej nocy z 13/14 kwietnia 1940 nie zapomnę do końca życia. Miałam wówczas 15 lat. Tej nocy usłyszałam gwałtowny łomot do drzwi i ochrypły wrzask: W imieniu władzy-otwierać! Do środka wpadło pięciu mężczyzn. Trzech w grubych, wojskowych płaszczach i wielkich czapach z naszytą na środku pięcioramienną czerwoną gwiazdą. Dwóch pozostałych miało czerwone opaski na ramieniu. Obaj byli Żydami. Moich braci zagonili pod ścianę. Wymierzona w ich stronę broń świadczyła, że mają się stamtąd nie ruszać. Jeden z napastników dodał, żeby żaden z braci nie próbował uciekać. Było dzisiejszej nocy dwóch bohaterów, cóż…. obaj nie żyją. Dali nam piętnaście minut na zapakowanie. Zobaczyłam, jak mama bierze dwa obrazki przedstawiające cierpiącego Pana Jezusa i Jego Matkę Maryję. Z wielką troskliwością zawinęła je w pięknie wyszywaną chustę i położyła na krześle, aby zabrać ze sobą. Zobaczył to jeden z Żydów. Podszedł do krzesła, zrzucił cenny pakunek na podłogę, po czym energicznie uderzył w cenne obrazki obcasem. Mama odwróciła głowę, a ja wtuliłam się w jej ramiona i rozpłakałam się.


Obrazek Pana Jezusa cierpiącego zdeptany przez czerwonoarmistę

Jak wyglądała podróż w nieznaną krainę wiecznych śniegów, śmiertelnych mrozów?

Udręka, głód, ciasnota i brud bydlęcych wagonów. Na załatwianie swoich potrzeb wycięte były dziury. Mieszkańcy wagonu sporządzili prymitywne parawany, aby zapewnić minimum prywatności. Wagony otwierano raz dziennie, aby podać w wiadrach gorącą wodę i kaszę. To był brudnożółty, oleisty płyn. W czasie racjonowania posiłku pytano, czy ktoś zmarł. Na szczęście w naszym wagonie nikt nie umarł, ale widziałam parę razy jak z innych wagonów wynoszono trupy. Dzieci i starcy nie wytrzymywali tej drogi przez mękę. Jechała z nami pewna rodzina ze wsi, matka i czworo małych dzieci. Kobieta zaczęła rodzić. Moja mama odbierała poród. Pewnego razu, ze względu na nowo narodzonego chłopczyka, moja mama poprosiła jednego z konwojentów o mleko. Ten odrzekł: . A co to ja tobie jestem, dojna krowa?! Jednak kilka dni później, podczas kolejnego postoju „czyjaś” ręka postawiła na podłodze naczynie pełne mleka. Nawet tutaj zdarzały się odruchy człowieczeństwa, mimo że ciągle strach mieszał się z walką o przetrwanie!

Proszę powiedzieć, jak wyglądały lata tułaczki po nieludzkiej ziemi?

Nasz transport dotarł do Kazachstanu. Kres podróży stanowił kołchoz Krywoszczoki, rejon Marjewka.

W czasie wycieńczającej drogi moja mama i siostra zachorowały na dyzenterię. Zawieziono je do szpitala. Mnie i braci zakwaterowano w lepiance. Kiedy Mama lepiej się poczuła, kazano nam pracować na roli. Praca była ponad siły. Głód, wszy całkowicie nas wycieńczały. Nauczyliśmy się kraść, gdyż przydzielana porcja chleba i rozwodniona niby-zupa nie wystarczały dla normalnego funkcjonowania. Zresztą w kołchozie wszyscy kradli! Najstraszniejsze były zimy. Temperatura spadała do minus czterdziestu paru stopni. Niezwykle dokuczliwe były burze śnieżne. Wówczas siła wiatru była tak wielka, że aby wyjść na przykład po wodę, należało przywiązać się sznurem do domu.

Widoczność ograniczała się do kilku metrów. Na tej nieludzkiej ziemi przetrwać można było dzięki wzajemnej pomocy. Spotkaliśmy się z wielką życzliwością wielu Kazachów. W roku 1941 gdy generał Anders utworzył polskie wojsko. Pojawiła się nadzieja. Wówczas powrócił z łagru w Gorkino w stanie całkowitego wyczerpania nasz ukochany ojciec. W listopadzie tego roku dwaj starsi bracia i siostra Ludmiła wstąpili do armii generała Andersa. Brali udział w bitwie o Monte Cassino, bracia jako żołnierze liniowi, siostra jako sanitariuszka.

Zapewne sny o powrocie do Polski były nieustanne… Kiedy marzenia się spełniły?

W 1946 r. wycieńczeni, ale wdzięczni Bogu za ocalenie całej rodziny, wróciliśmy do umiłowanej Ojczyzny. Jednak to była inna Polska.. Zostaliśmy osiedleni na Ziemiach Odzyskanych – najpierw kilka dni w Myśliborzu, później już na dłużej w Gorzowie Wielkopolskim. Moja siostra i jeden z braci zamieszkali w Stanach Zjednoczonych, w Kalifornii. Drugi brat, który ukończył przed wojną szkołę handlową w Wilnie, osiadł w Wenezueli. Rozgniecione obrazki Pana Jezusa i Jego Matki towarzyszyły nam przez cały pobyt na Syberii. Do dziś ze czcią przechowuję je jako bezcenny symbol naszego przetrwania w krainie zła. To najważniejszy dar, jaki przekazuję moim dzieciom, wnukom, prawnukom.

Pani Klaro, w tym roku mija 10. rocznica złożenia urny ze szczątkami Nieznanego Sybiraka w grobie w Białymstoku

Dokładniej w rocznicę agresji Sowietów na Polskę 17 września 1997 r. szczątki z urną Nieznanego Sybiraka zostały uroczyście pochowane. Z doktorem Zbigniewem Kumosiem uczestniczyłam w ekshumacji i szczątki jednego z przymusowych przesiedleńców przywieźliśmy do naszego miasta. Jednego spośród milionów.. Od sześciu lat organizowany jest z Białymstoku Marsz Żywej Pamięci Polskiego Sybiru. Uczestniczy w nim coraz więcej młodzieży, także z Litwy, Białorusi, Ukrainy. Naród to łańcuch pokoleń. Mamy czerpać dumę zarówno z męstwa zesłańców, którzy ocalili godność w warunkach katorgi, ale także z daru przebaczenia. Po latach milczenia w okresie PRL nareszcie możemy powiedzieć prawdę o Golgocie Wschodu


Grupa Polaków deportowanych do Kazachstanu, w górnym rzędzie, trzecia od lewej Klara Rogalska, obok niej stoi ojciec

Od wielu lat utrzymuje Pani pomoc charytatywną

Polacy ze Wschodu przywiązują ogromną wagę do więzi z Macierzą. Spotykam się z nimi, rozmawiamy. Niektórzy czują się zapomniani przez polską władzę, szczególnie na Białorusi. Wielu cierpi biedę. Za każdą pomoc okazują wielką wdzięczność. Szczególną opieką objęłam polskich Sybiraków na Białorusi. Otrzymali oni uprawnienia kombatanckie na takich samych zasadach, jak Sybiracy z Polsce.

W tym roku obchodzimy stulecie śmierci św. Rafała Kalinowskiego, Patrona Sybiraków.

Na całej Białorusi jest to jedyny kościół, który posiada obraz świętego Rafała, uczestnika powstania styczniowego. Nasz Patron mężnie znosił 10. letnią katorgę na Syberii i wszędzie, nawet w najbardziej niedogodnych warunkach, modlił się i pełnił heroiczne czyny miłości bliźniego.

Pani działalność została docenionea świadczą o tym podziękowania, dyplomy, odznaczenia….

Nigdy nie oczekiwałam na podziękowania. Najbardziej cieszą mnie liczne dowody życzliwości ze strony naszych Kresowych rodaków.To, co robiłam i robię wynika z potrzeby serca.. Czuję, że jestem im coś winna. Oni tam zostali..

Artur Stelmasiak

Artykuł ukazał się w numerze 04/2007.

Dodaj komentarz