Home / Wiara Wspólnota Kościół / Wilhelm Emmanuel von Ketteler – Ojciec Katolickiej Nauki Społecznej

Wilhelm Emmanuel von Ketteler – Ojciec Katolickiej Nauki Społecznej

Biskup Wilhelm Emmanuel von Ketteler był jedną z czołowych postaci niemieckiego dziewiętnastowiecznego katolicyzmu. Był prekursorem katolickiej nauki społecznej i katolicyzmu społecznego w Niemczech oraz hierarchą, którego myśli i działalność wywarły znaczący wpływ na rozwój nauki społecznej Kościoła. Papież Leon XIII nazwał go „swoim wielkim poprzednikiem” i to na bazie zbioru dokonań intelektualnych na polu pracy społecznej bp Kettelera napisał swoją encyklikę Rerum Novarum. To właśnie ten moguncki hierarcha jako pierwszy sformułował zasadę pomocniczości, nazywając ją subsydiarnym prawem. Do historii wszedł przede wszystkim jako biskup-społecznik występujący w obronie wyzyskiwanych robotników. Instytut Wydawniczy Pax kilka lat temu, wydając zbiór pism Wilhelma Emmanuela von Kettelera z przekładem i wstępem ks. prof. Zbigniewa Waleszczuka, upamiętnił osobę biskupa, przybliżył go polskiemu czytelnikowi i przyczynił się do promocji katolickiej nauki społecznej. Na podstawie tego zbioru pism powstał także poniższy artykuł.

Urodził się 25 grudnia 1811  roku. W roku 1829 rozpoczął studia prawnicze na uniwersytecie w Getyndze, które ukończył cztery lata później w Berlinie. 21 maja 1833 roku stanął w Münster przed komisją egzaminacyjną. W rodzinnym mieście otrzymał posadę i zrobił aplikację, zdając egzamin referendarski w sierpniu 1835 roku. W swej pracy egzaminacyjnej odważnie skrytykował państwo pruskie i jego prawodawstwo.

W wieku trzydziestu lat rozpoczął studia teologiczne. Szybko je ukończył i 1 lipca 1844 roku przyjął święcenia kapłańskie. Po raz pierwszy pojawił się na forum publicznym gdy jako mało znany proboszcz z Hopsten w Westfalii został parlamentarzystą we frankfurckim Zgromadzeniu Narodowym i wygłosił tam przemówienie na temat „kwestii szkolnej”. Ketteler miejsce we frankfurckim Zgromadzeniu Narodowym widział wyłącznie jako interes kościelny, przez które rozumiał nie tylko instytucję uświęcania ludzi, ale i sprawy, które chciał reprezentować. Co ważne, zasiadł on w ławach poselskiej lewicy, lecz wkrótce zorientował się, że chociaż lewicowi posłowie dopominają się o prawa robotnicze, to zamiast nich próbują wprowadzić tyranię fałszywie rozumianej swobody. Opuszczając ławy poselskie lewicy powiedział: „Lud nie walczył po to, by w imię suwerenności zostać zakneblowany, lecz by sam o sobie bezpośrednio stanowił”. Ks. Ketteler już na pierwszym Katholikentagu w roku 1848 w dramatycznych słowach apelował o rozwiązanie kryzysu społecznego i przywrócenie wolności Kościołowi.

Dwa lata później został biskupem Moguncji. Jego posługa przypadła na lata Kulturkampfu, gdy niemieckie Kościoły ubożały. Państwowa sekularyzacja skutkowała tym, że prawie wszystkie klasztory i zakony zostały zniesione. Biskupi często byli więzieni, parafie nie mogły być obsadzane, w niektórych latach prawie wcale nie udzielano święceń kapłańskich, pomimo to wiernie walczył o dobro Kościoła, wspominając że walka która toczy się z Kościołem katolickim pochłania go całkowicie.

Cnota ubóstwa

W roku 1847, w uroczystość Bożego Narodzenia (25 grudnia) wygłosił kazanie w miejscowości Hopsten, w którym podkreślał, że „Bóg przez którego zostało uczynione wszystko to, co zostało uczynione, mógł otoczyć swoje człowieczeństwo przyoblec takim blaskiem, jakiego nie mógł wymyślić i wyobrazić sobie żaden człowiek. (…) A co uczynił? Bardziej niż piękno kwiatów, bardziej niż upojna woń wszelkich ziół, bardziej niż bogactwo wszelkiego złota (…) ukochał On ubóstwo. Chciał zostać zrodzony jako oblubieniec ubóstwa i ubogich w duchu. Zamiast pałacu wybrać stajnię; zamiast bogatych rodziców ubogą matkę, ubogiego przybranego ojca; zamiast wspaniałych szat nędzne pieluszki”

Dzień później, na dzień św. Szczepana podkreślił, że ktoś kto słucha Jezusa Chrystusa musi zawsze kogoś kamienować i krzyżować. Zaczyna albo krzyżować się sam, albo kamienować i krzyżować tę naukę i tego, który ją głosi, a więc Chrystusa. Kto naukę o ubóstwie słyszy, zaczyna albo tłumić samego siebie i swoje przewrotne skłonności, albo próbuje zlekceważyć i ukrzyżować samą naukę i Nauczyciela. W tym samym kazaniu ks. von Ketteler wskazuje na cztery grupy ludzi, którzy są: 1. zewnętrznie i duchowo bogaci, posiadają dobra materialne i są do tych dóbr przywiązani; 2. zewnętrznie ubodzy i duchowo bogaci, którzy choć nie mają wiele to ich pierwszorzędnym pragnieniem jest posiadać; 3. zewnętrznie bogaci i duchowo biedni, którzy choć wiele posiadają, to nie przywiązują do dóbr materialnych wielkiej roli; 4. zewnętrznie i duchowo ubodzy, którzy zarówno nie posiadają wiele jak i nie skupiają całych swoich sił, by wiele posiadać. Jak dalej tłumaczy przyszły biskup Moguncji, właśnie ci ostatni, całkowicie ubodzy, stają się najbardziej do Chrystusa podobni i są najbliżej życia wiecznego.

1 stycznia 1848 roku, w homilii na uroczystość św. Bożej Rodzicielki Maryi podkreślił, że o naszym ubogim życiu duchowym mogą świadczyć dwie cechy charakterystyczne: unikanie wszelkiego zbytku w życiu zewnętrznym i miłości do naszych zewnętrznie ubogich współbraci.

Prawo własności

Ketteler zauważył, że posiadający i nieposiadający stają naprzeciwko siebie jako wrogowie, a masowe ubożenie rośnie każdego dnia. Prawo własności zostało w odczuciu ludu zachwiane. Po jednej stronie stają w całym konflikcie ludzie, którzy do rangi cnoty wynoszą własność prywatną, z drugiej strony stają ci, którzy chcą tę własność znieść całkowicie. Są jeszcze głosy pośrednie, które prawo własności próbują połączyć z własnością wspólną, ale wszystkie te punkty widzenia znoszą się w kierunku materialnego postrzegania rzeczywistości. Dlatego ks. von Ketteler zaleca skierować się w stronę nauk św. Tomasza z Akwinu, który już kilkaset lat temu wysuwał na pierwszy plan myśl, że wszystkie stworzenia, a więc i wszystkie dobra ziemskie, zgodnie ze swoją naturą i istotą, mogą należeć wyłącznie do Boga. Bóg jest więc prawdziwym i wyłącznym właścicielem wszelkich stworzeń.

Skoro Bóg jako stwórca jest prawdziwym właścicielem wszystkiego, człowiek nie jest właścicielem czegokolwiek. Rozróżnia się jednak – jak pisał Akwinata – prawo do użytkowania i tylko w odniesieniu do tego prawa przyznaje on człowiekowi prawo do posiadania dóbr ziemskich. Z tego też wynika, że również prawo użytkowania nie może i nie powinno być nigdy ujmowane jako nieograniczone, jako czynienie z dobrami ziemskiego tego, czego człowiek zapragnie, ale zawsze i wyłącznie jako tylko prawo takiego korzystania z tych dóbr, jak Bóg tego pragnie i jak to ustanowił. Z powyższego wywodu wynikają dwa najistotniejsze wnioski. Po pierwsze, że Kościół katolicki w swojej nauce o własności nie ma nic wspólnego z owym ujęciem prawa własności, które spotyka się powszechnie w świecie i zgodnie z którym człowieka traktuje się jako nieograniczonego pana swoich własności. Po wtóre, że nauka o prawie własności możliwa jest tylko tam, gdzie żywa i ugruntowana jest wiara w Boga, która ma korzenie w Bogu, w Jego woli i Jego porządku. Nie ma zatem miejsca dla fałszywych nauk, które rozpowszechniają pogląd iż człowiek czyni siebie samego bogiem swojej własności.

W opinii von Kettelera, ludzie oddaleni od Boga postrzegają siebie jako wyłącznych panów własności i traktują ją wyłącznie jako środek zaspokajania swojej stale rosnącej żądzy rozkoszy. Odłączeni od Boga uczynili celem swojego istnienia używanie życia i zmysłowe radości, a dobra środkiem, aby ten cel osiągnąć. W ten sposób wytworzyła się przepaść między bogatymi i biednymi. Ta przepaść, w świecie niepozbawionego wad, ale jednak chrześcijańskiego średniowiecza nie zaznała miejsca. Bogaty w wyrafinowanej zmysłowości trwoni dobra, których ma nadmiar, podczas gdy ubogi współbrat brakuje tego co najpotrzebniejsze. Na tym, według ks. von Kettelera, spoczywa ciężkie przekleństwo i góra niesprawiedliwości. Jak podkreśla, odpowiadając na trwający brutalny Kulturkampf, to nie Kościół katolicki wytworzył stan rozwarstwienia społecznego, lecz niewiara i bezbożność, który tak jak u ubogiego niweczy chęć pracy, tak też niszczy u bogatych ducha uczynnej miłości.

Prawo własności jest jedynie prawem przyznawanym człowiekowi przez Boga, by korzystać z niego, aby dóbr użytkować w zgodzie z narzuconym przez Niego porządkiem – aby dobra cielesne zaspokajały potrzeby cielesne wszystkich ludzi.

Ten zamiar Boga można osiągnąć w dwojaki sposób. Ludzie mogą albo z przekazanego im prawa własności, bądź właściwiej: prawa użytkowania, skorzystać wspólnie; albo mogą posiadać dobra tak, by poszczególnemu człowiekowi przysługiwało prawo własności pewnej określonej części dóbr ziemi, z uprawnieniem zatrzymywania uzyskanych w ten sposób owoców.

Łukasz Burzyński

/md