Home / Z archiwum / WOŁANIE O PODSTAWĘ I SYSTEM EDUKACJI

WOŁANIE O PODSTAWĘ I SYSTEM EDUKACJI

Łukasz Kudlicki

Edukacja i nauka, obok jakości prawa i instytucji publicznych, przesądza o tym, czy państwo może rywalizować z międzynarodową konkurencją, czy staje się tanią siłą roboczą

 

Wzorem Stanów Zjednoczonych, których obywatele wiodą prym, gdy chodzi o liczbę zdobytych Nagród Nobla w dziedzinie nauk ścisłych, musimy zapomnieć o tym, aby wszyscy absolwenci opuszczali polską szkołę z wysokim poziomem wiedzy. W dobie postępującej specjalizacji, skutkującej fragmentaryzacją zasobu wiedzy indywidualnego ucznia czy studenta, celem oświaty powinno być zapewnienie minimum elementarnej wiedzy wszystkim uczniom, przy jednoczesnej selekcji osób zdolnych i utalentowanych. Te ostatnie powinny otrzymywać wsparcie już w szkołach ponadpodstawowych, z przełożeniem na dalszą, akademicką karierę naukową. W ten sposób w sposób bardziej racjonalny będzie można wydawać wciąż zbyt skromne, w porównaniu ze średnią na Zachodzie, kwoty przeznaczane w Polsce na badania naukowe i rozwój. Jakość oświaty i nauki, czy to w Polsce, czy gdziekolwiek indziej na świecie, zależy od kilku tych samych czynników.

Szklanka do połowy pełna

Kluczowym elementem jest suma pieniędzy przeznaczanych na edukację i naukę, od której zależy jakość kadry nauczycielskiej i akademickiej, wyposażenie szkół i uczelni, dostęp do nowoczesnych technik, a w końcu nakłady na badania naukowe. W Polsce pieniądze na oświatę i naukę pochodzą głównie z budżetu państwa, ale również, w coraz szerszym zakresie, od samorządów oraz bezpośrednio lub pośrednio (przez stowarzyszenia i fundacje) z kieszeni rodziców oraz, w przypadku uczelni niepublicznych: wprost z portfeli studentów i ich rodziców. Brak jest takiego, jak na Zachodzie, wymiernego wkładu sektora prywatnych przedsiębiorstw w finansowanie nauki w najbardziej pożądanym zakresie badań i rozwoju, bez których polska gospodarka nie może skutecznie konkurować na międzynarodowym rynku.

Od 1991 do 2004 r. wartość środków finansowych ustalanych w budżecie państwa na naukę w stosunku do produktu krajowego brutto (PKB) systematycznie spadała. W 2005 r. wartość tych środków nominalnie utrzymała się na poziomie z 2004 r. Dopiero w czasie poniewieranych medialnie rządów Prawa i Sprawiedliwości, czyli w 2006 i 2007 r., została znacząco zwiększona (odpowiednio o 15 proc. i o ponad 10 proc.). W 2004 r. ten wskaźnik, według parytetu siły nabywczej, osiągnął rekordowo niski poziom, stanowiący 0,38 proc. PKB. Jego wartość była niższa w porównaniu do średniej dla UE wynoszącej 0,63 proc. (w 2004 r.). W krajach najbardziej zaawansowanych gospodarczo wartość tego wskaźnika wyniosła np. dla Francji – 0,87 proc., Finlandii 0,90 proc., a Szwecji – 0,90 proc. W 2005 r. wydatki krajowe ogółem na badania i rozwój, jako procent PKB, wyniosły 0,57 proc. Dla porównania średnia dla UE-25 (w 2004 r.) wyniosła 1,86 proc., a dla krajów OECD – 2,26 proc. Wstępując do Unii, Polska zobowiązała się do spełnienia kryterium Strategii Lizbońskiej, która postulowała wskaźnik wydatków na naukę na poziomie 3 proc. PKB. W 2009 r. ten wskaźnik wyniósł w Polsce jednak zaledwie 0,64 proc. PKB, gdy w sąsiednich Czechach – 1,47 proc. PKB, a na Słowacji – 1,66 proc. PKB. Polskie Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego przewiduje, że w 2020 r. uzyskamy poziom wydatków na naukę w wys. 1,7 proc. PKB. To oznacza, że osiągniemy (być może) dzisiejszy poziom Słowacji, z tym, że będzie to 11 lat później. Tyle, że w przypadku załamania finansów publicznych, którego symptomy już się pojawiają, MNiSW redukuje prognozę wydatków na naukę w 2020 r. do wys. 1,45 proc. PKB.

Podstawa i system

Ważną kwestią dla edukacji narodowej jest, oprócz pieniędzy, sam system oświaty, czyli wydzielenie etapów nauczania z podziałem (w Polsce) na szkołę podstawową, gimnazjum i szkoły ponadgimnazjalne, czyli licea ogólnokształcące, technika i licea profilowane oraz, coraz rzadziej spotykane, szkoły zawodowe.

Własne przekształcenia przechodzi rynek szkół wyższych, z licznie powstałymi po transformacji uczelniami prywatnymi, z których niestety tylko niewielka część gwarantuje wysoki poziom nauki i zapewnia wartościowe dyplomy swoim absolwentom.

Kolejna ważna kwestia w przypadku oświaty to podstawowa programowa określająca zasób niezbędnej wiedzy. Jeśli chodzi o programy nauczania, to przez Polskę przetacza się kolejna dyskusja na podstawowy temat, czego właściwie dzieci i młodzież mają się uczyć w polskiej szkole. Pokutuje pogląd, że programy są „przeładowane”, zatem w imię zasady nakazującej władzy dawać satysfakcję kolejnym grupom społecznym, resort edukacji dokonuje ciągle cięć na liście lektur, wprowadza ograniczenia liczby godzin nauczania historii i geografii. Wraz z wprowadzeniem nowej podstawy programowej MEN określił również sposób weryfikacji kompetencji uczniów na kolejnych etapach nauczania, poprzez wprowadzone w 1999 r. zewnętrzne, państwowe egzaminy, których wyniki pozwalają nie tylko na określenie poziomu wiedzy uczniów, ale również są podstawą do oceny jakości pracy poszczególnych szkół i dalej – konkretnych nauczycieli. Rankingi budowane w oparciu o średnią punktację z egzaminów dają możliwość orientacji w poziomie nauczania w danej szkole zarówno uczniom, jak i rodzicom (co ma znaczenie dla decyzji o wyborze konkretnej szkoły), są też przedmiotem analizy i oceny ze strony władz szkoły oraz organów prowadzących placówki oświatowe, czyli samorządów oraz (w przypadku szkolnictwa niepublicznego), stowarzyszeń lub fundacji oświatowych albo innych osób prawnych (np. zakonów).


Współczesna szkoła stała się maszynką do produkowania „absolwentów
Fot. Dominik Różański

Jaki format absolwenta jest realizowany przez polski system oświaty przy uwzględnieniu kluczowych czynników, jakimi są środki przeznaczane na edukację, jakość kadry nauczycielskiej oraz budżet oświaty? Przy tym od razu chciałabym zaznaczyć, że koncentruję się na oświacie publicznej, która obejmuje przytłaczającą większość polskich dzieci i młodzieży. Szkoły niepubliczne działają na innych zasadach finansowych, stanowiąc ofertę poza (ponad?) standardem edukacji państwowej. Jednak w każdym przypadku o jakości danej szkoły decyduje przede wszystkim czynnik ludzki, czyli kadra pedagogiczna oraz uczniowie wspólnie z rodzicami. Dostępne rankingi szkół potwierdzają, że bardzo dobre wyniki w nauce można osiągać przy zaangażowaniu mniejszych nakładów finansowych. Niedostatki materialne, np. dotyczące wyposażenia konkretnej szkoły, można przecież zrekompensować poprzez pracę dobrze przygotowanych do zawodu nauczycieli. Z kolei nawet najlepiej wyposażona szkoła nie zapewni wysokiego poziomu nauczania bez umiejętnie dobranej kadry nauczycieli.

Złe wyniki słabej matury

W tym roku 20 proc. maturzystów nie zdało egzaminu dojrzałości. Progu, który z racji na daleko idące uproszczenie, dawno już przestał symbolizować wejście w dorosłość, nie było w stanie pokonać prawie 65 tys. tegorocznych absolwentów szkół ponadgimnazjalnych. 13 proc. zdających oblało tylko jeden przedmiot, więc mieli prawo podejść do egzaminów poprawkowych w sierpniu. 7 proc. miało więcej niż jeden niezdany egzamin. Najlepsze wyniki były w liceach ogólnokształcących. Tam z maturą poradziło sobie 89 proc. uczniów. Mimo wszystko liczba aż 11 proc. absolwentów ogólniaków, którzy oblali maturę, również budzi wątpliwości. Uczniowie technikum mieli 70-procentową skuteczność na maturze. W liceach profilowanych z egzaminem dojrzałości poradziło sobie tylko 57 proc. uczniów.

Zapewne trudno o wskazanie pojedynczej przyczyny słabych wyników matur. Wysoki odsetek niezdanych egzaminów w szkołach innych niż licea ogólnokształcące wskazuje na niski poziom wiedzy uczniów i niedomagania samych szkół, ale przecież jeszcze w połowie lat 90. większość uczniów, którzy dziś wybierają licea profilowane, wylądowałaby w zawodówkach i do matury wcale by nie podchodziła. Prawdziwy problem dotyczy stopnia przygotowania maturzystów do podjęcia studiów w sytuacji, gdy uczelnie nie przeprowadzają egzaminów wstępnych. W powszechnej opinii kadry akademickiej kolejne roczniki maturzystów, szczególnie dotyczy to nauk humanistycznych, dysponują coraz mniejszą wiedzą historyczną czy znajomością dzieł i twórców kanonu kultury polskiej i europejskiej. Nie brakuje oczywiście wyjątków, czyli kandydatów przygotowanych nawet powyżej poziomu oczekiwań uczelni, zostawiających w tyle większość rocznika. Ale średni poziom stale się obniża. Nieco inna sytuacja dotyczy kandydatów na studia w zakresie nauk ścisłych. Powrót matematyki jako obowiązkowego przedmiotu maturalnego spowodował podniesienie średniego poziomu wiedzy matematycznej u maturzystów.

W stronę specjalizacji

Wielu kandydatów na studia informatyczne ma już za sobą pierwsze sukcesy w zakresie programowania komputerowego, włącznie ze zwycięstwami w konkursach dla młodych programistów. Polscy młodzi komputerowcy regularnie przywożą nagrody z międzynarodowych konkursów czy olimpiad informatycznych.

W 2012 r. studenci Wydziału Matematyki, Informatyki i Mechaniki Uniwersytetu Warszawskiego zdobyli złote medale na rozgrywanych w Warszawie Akademickich Mistrzostwach Świata w Programowaniu Zespołowym, w których startowało 112 zespołów z 85 krajów. Lepsi od Polaków byli tylko Rosjanie z Sankt Petersburga, którzy te same zadania rozwiązali w krótszym czasie od Polaków. Akademickie Mistrzostwa Świata w Programowaniu Zespołowym (ACM ICPC) to najstarszy i najbardziej prestiżowy konkurs informatyczny na świecie. Polskie drużyny zwyciężyły w nim dwukrotnie: w 2003 r. w Beverly Hills i 2007 r. w Tokio. Za każdym razem sukcesy odnosili informatycy z UW. Na tym przykładzie widać, że warto postawić na selekcję i specjalizację. Innej drogi do światowego sukcesu naukowego, który przełoży się na sukces naszego kraju, po prostu nie ma.

Dodaj komentarz