Home / Historia / Wolno nam już umrzeć

Wolno nam już umrzeć

Wolna, silna Polska, nieodzowny warunek dalszego istnienia uciemiężonego ludu polskiego w narodowej wspólnocie to cel, do którego dążył ks. gen. Stanisław Brzóska. Jego niezłomna postawa i ofiara z życia, jaką złożył w czasie Powstania Styczniowego, symbolizują więź Kościoła polskiego z porywającymi się do walki o wolność wiernymi. Walkę tę uważał za powinność.

Kiedy wieszali go jako naczelnego kapelana i generała wojsk powstańczych, miał 33 lata. Dowodził własnym oddziałem. Po wielu bitwach otrzymał od Rządu Narodowego nominację generalską. Otoczony i ścigany przez Rosjan oddział ks. Brzóski topniał z każdym dniem, by w końcu grudnia 1864 roku zakończyć swe straceńcze walki. W majowy dzień 1865 roku ks. Brzóska oddał życie za Boga i Ojczyznę na szubienicy w Sokołowie Podlaskim. Przeszedł do historii, jako dowódca najdłużej broniącego się oddziału powstańczego.

Urodził się 30 grudnia 1834 roku w skromnej rodzinie szlacheckiej. Do gimnazjum uczęszczał w Białej Podlaskiej. Jako dziewiętnastolatek wstąpił do seminarium duchownego w Janowie Podlaskim.  Posługę kapłańską rozpoczął  w Sokołowie Podlaskim, w parafii Niepokalanego Serca Najświętszej Panny Maryi. Następnie został przeniesiony do Łukowa.

W 1861 roku ks. Brzóska działał już w konspiracji. Jego płomienne kazania wypełnione miłością do Ojczyzny zwracały uwagę zaborcy. Oskarżony o „podburzanie i hardość” został aresztowany i oddany pod Wojenny Sąd Polowy w Siedlcach. Wyrok zapadł 10 grudnia 1861 roku: 1,5 roku ciężkiego więzienia w twierdzy Zamość. Po interwencjach władz kościelnych uwolniono go wiosną 1862 roku.

Wraz z wybuchem Powstania Styczniowego ks. Stanisław Brzóska wstąpił w szeregi powstańcze. Został mianowany Naczelnikiem Powstańczym  Łukowa. W dniu wybuchu powstania zaatakował garnizon rosyjski w Łukowie. Powstańcy opanowali miasto, zadając wojskom rosyjskim straty, zdobyli broń i amunicję.  Ks. Brzóska zmuszony wkrótce opuścić Łuków udał się ze swym oddziałem do zgrupowania pułkownika Walentego Lewandowskiego, wojskowego naczelnika województwa podlaskiego. 7 lutego 1863 roku  wziął udział w przegranej bitwie pod Siemiatyczami, jako żołnierz walczący zbrojnie ale i  kapłan niosący słowa pociechy i ukojenia rannym i umierającym.

Mianowany naczelnym kapelanem wojsk powstańczych, pełnił swą służbę w różnych oddziałach na Podlasiu: pułkownika Marcina Lelewela-Borelowskiego, kapitana Karola Krasińskiego, generała Michała Heydenreicha-Kruka, tego który odniósł w bitwie pod Żyrzynem 8 sierpnia 1863 roku jedno z największych zwycięstw  powstańczych.

14 marca ks. Brzóska został ciężko ranny w zwycięskim starciu z wrogiem pod Staninem. Rekonwalescencja przeciągnęła się  do czerwca 1863 roku. Do walki włączył się powtórnie z napotkanym oddziałem majora Zielińskiego. Pod koniec czerwca współorganizował udaną zasadzkę na Kozaków. Walczył m.in. pod Wyrykami, Urszulinem i Sławatyczami. W lipcu połączonym siłom polskim udało się rozbić Rosjan pod Domaczewem. Choroba (tyfus) przerwała jego dalszy udział w walkach.

W grudniu 1863 roku odtworzył oddział zbrojny. W kwietniu przeniósł się w lasy Jata w okolicach Łukowa i tam walczył do września 1864 roku. Trwało przy nim zaledwie 30 powstańców.

Powstanie gasło. W raporcie do Rządu Narodowego z 1864 roku ks. Brzóska napisał, że mimo, iż ofiarowywano mu szansę ucieczki z Polski, pozostał w Ojczyźnie i na placu boju, bo tak nakazywały mu „przysięga do ostatniej kropli krwi, mocna wiara w opatrzność Boga, że tyle krwi nie może być na próżno”. Apelował: „Na Bóg żywy, Bracia, nie zasypiajmy sprawy (…), broni jest jeszcze niemało między ludem”.

Stanisław Góra w książce „Partyzantka na Podlasiu 1863–1864” pisze o ks. Brzósce: „Był on ostatnim dowódcą, który w szeregach Powstania walczył z bronią w ręku przez dwadzieścia siedem miesięcy. Miał dar zjednywania dla Powstania nie tylko chłopów i mieszczan, ale też drobnej szlachty. W krytycznych okresach, kiedy oddziały były rozbite, potrafił zawsze zebrać ochotników i z nimi dołączał do większego oddziału. (…) Walcząc, zawsze dawał przykład odwagi i męstwa (był ciężko ranny), przez co zdobył sobie uznanie dowódców oraz autorytet i zaufanie szeregowych. Nazwisko jego było znane prawie we wszystkich wsiach, dworach i miasteczkach. Gdzie się pojawił, otrzymywał pomoc i schronienie, co szczególnie uwidoczniło się w ostatnim okresie Powstania”.

Na miejsce jego kaźni wyznaczono Sokołów. Egzekucja odbyła się na rynku w obecności 10 tys. modlących się ludzi. „Wolno nam już umrzeć. Gdy ona będzie potrzebowała rąk, znajdą się inne, zawsze gotowe do broni. Niech żyje Ojczyzna!”. Z tymi słowami na ustach zakończył życie.

Dominik Różański

Dodaj komentarz