Home / Historia / Wydarzyło się 70 lat temu

Wydarzyło się 70 lat temu

Rok 2014 przyniesie szereg okrągłych rocznic związanych z wydarzeniami politycznymi i wysiłkiem militarnym Polski na frontach II wojny światowej.

Bitwa o Monte Cassino była faktycznie ciągiem czterech – należących do najbardziej zaciętych podczas II wojny światowej – bitew stoczonych przez sprzymierzonych z Niemcami w 1944 r. w rejonie klasztoru Monte Cassino. Po udanych lądowaniach aliantów w południowych Włoszech na początku września 1943 r. i po ostatecznej kapitulacji Włoch Wehrmacht rozpoczął ewakuację na północ Półwyspu Apenińskiego. Sprawnie dowodzone wojska niemieckie, opierając się na dwóch improwizowanych liniach obrony, prowadziły działania opóźniające ofensywę aliancką, przygotowując w tym czasie Linię Gustawa – silnie ufortyfikowany i trudny do zdobycia pas umocnień obronnych przebiegający w najwęższym miejscu półwyspu. Feldmarszałek Luftwaffe Albert Kesselring, od 6 XI 1943 r. dowodzący siłami niemieckimi we Włoszech, obiecał fuehrerowi utrzymanie tej linii obrony przez 6 miesięcy. Usytuowane linii w terenie sprzyjającym obronie i niedostępnym dla sił pancernych sprzyjało Niemcom, którzy do maja 1944 r. odpierali uderzenia aliantów. Ostatecznie linie niemieckie zostały przełamane 18 maja dzięki natarciom Francuskiego Korpusu Ekspedycyjnego, 2. Korpusu Polskiego i brytyjskiej 78. Dywizji. Gen. Władysław Anders, podejmując decyzję o włączeniu swoich żołnierzy do boju, pisał: „…Była to dla mnie chwila doniosła. Rozumiałem całą trudność przyszłego zadania Korpusu… Zaciekłość walk w mieście Cassino i na wzgórzu klasztornym była już wówczas dobrze znana. Mimo że klasztor Monte Cassino był bombardowany, mimo że oddziały i czołgi sojusznicze dochodziły przejściowo na sąsiednie wzgórza, mimo że z miasta Cassino zostały tylko gruzy, Niemcy utrzymali ten punkt oporu i nadal zamykali drogę do Rzymu. Zdawałem sobie sprawę, że Korpus i na innym odcinku miałby duże straty. Natomiast wykonanie tego zadania, ze względu na rozgłos jaki Monte Cassino zyskało wówczas w świecie, mogło mieć duże znaczenie dla sprawy polskiej. Byłoby najlepszą odpowiedzią na propagandę sowiecką, która twierdziła, że Polacy nie chcą się bić z Niemcami. Podtrzymywałoby na duchu opór walczącego kraju. Przyniosłoby dużą chwałę orężowi polskiemu”. Słowa te były prawdziwe i znalazły potwierdzenie w faktach. Polska flaga załopotała na gruzach klasztoru, a bohaterstwo żołnierzy polskich zapisało się w historii zmagań ostatniej wojny.

Mord na gen. Stefanie „Grocie” Roweckim. Już wczesną wiosną 1943 r. wytropiono gen. „Grota”. Zrobił to Bogusław Hrynkiewicz NKWD-zista i agent gestapo. Zaproponował swoim zwierzchnikom likwidację generała, ci nie udzielili jednak zgody. Po upływie jakiegoś czasu polscy konfidenci współpracujący z Sowietami, ulokowani w strukturach AK, podrzucili Niemcom wiadomość o miejscu pobytu „Grota”. Byli to Blanka Kaczorowska, Ludwik Kalkstein, Eugeniusz Świerczewski – ten ostatni został w 1944 r. zlikwidowany przez kontrwywiad. Kaczorowska i Kalkstein dożyli późnych lat, współpracując prawie do końca swych dni z komunistyczną bezpieką. Gen. „Grot” został aresztowany przez Gestapo (SS-Untersturmfehrer Erich Merten) 30 VI 1943 r. w Warszawie, przy ul. Spiskiej 14 m. 10. Później przewieziony do Berlina, gdzie jednoznacznie odrzucił propozycję współpracy z Niemcami. W lipcu 1943 r. znalazł się jako więzień honorowy w obozie koncentracyjnym w Sachsenhausen. Na wieść o wybuchu Powstania Warszawskiego Himmler rozkazał przeprowadzenie egzekucji Stefana Roweckiego. Według powojennych ustaleń historyków został on zamordowany kilka minut po godz. 3.00 w nocy, z 1 na 2 sierpnia 1944. IPN w toku śledztwa zakończonego w 2007 r. ustalił datę śmierci generała między 2 a 7 sierpnia 1944 r.

Powstanie Warszawskie – sierpień 1944. 1 sierpnia wybuchło w Warszawie Powstanie wywołane przez znienawidzone przez Niemców „demony polskiego patriotyzmu”. Jego historyczna ocena jest przedmiotem ciągłych polemik i różnic poglądów. Przyczyn wybuchu było wiele, przede wszystkim narastająca nienawiść do niemieckich okupantów i przekonanie o ich rychłej porażce: „[…] Ulica Sienna, na której mieszkałem, była spokojna i cicha […] jednak uderzył mnie niezwykły widok. Przed niektórymi domami zajętymi przez Niemców stały sterty skrzyń i mebli, wokół których gromadziły się grupy ludzi milczące i przyglądające się drwiąco. Niemieccy żołnierze […] zdawali się nic nie widzieć. […] Na Placu Żelaznej Bramy kobiety […]. Pokazując żołnierzy obrzucały ich – śmiejąc się – obelgami, których oni zdawali się nie słyszeć.[…] Robili wrażenie nieobecnych, typowy wygląd pobitych żołnierzy, którzy stracili zaufanie zarówno we własne siły, jak i do swoich dowódców. […] armia niemiecka, która nagle zamieniła się w nieszczęsne stado maruderów […]”. Do wybuchu Powstania przyczyniło się polskie pragnienie wolności, czynniki polityczne (plan „Burza”) i naiwna nadzieja na sojuszniczą lojalność ze strony Rosjan, którą w niespełna kilka tygodni po upadku heroicznego zrywu polskiej stolicy wyśmiewał i dezawuował sekretarz Józefa Stalina Poskriebyszew: „[…] renegaci polscy spróbowali za pomocą rozpętanego powstania warszawskiego rzucić do gry swą ostatnią kartę atutową […] naczelne dowództwo sowieckie nie mogło […] nie wiedzieć o przygotowywaniu powstania […] kiedy nasze wojska znajdowały się najbliżej Warszawy ! […] Natychmiastowa likwidacja powstania, jak również włamanie się do miasta, były w danej chwili niepożądane, przeciwnie zdawano sobie sprawę ze składu elementów powstańczych i ich nastawienia politycznego. Dlatego tow. Stalin wysłał dnia 5 sierpnia 1944 r. następującą depeszę do dowództwa I Białoruskiego Frontu, marszałka Unii Sowieckiej Rokossowskiego – Zatrzymać ofensywę na Warszawę, czekać na dalsze rozkazy – Ta mądra decyzja naszego Wodza dyktowana była ważnymi pobudkami politycznymi. Było to jedyne i mądre rozwiązanie w duchu leninowskim, które polegało na tym, aby spowodować konflikt Niemców z polskimi ugrupowaniami politycznymi i uzyskać w ten sposób wszelkie możliwe korzyści polityczne i wojskowe […]”.

Osamotnienie Powstańców, mimo ich heroizmu i ogromnych ofiar ludności cywilnej mordowanej przez Niemców tysiącami przy bierności Rosjan, doprowadziło do upadku Powstania i zniszczenia ogromnych połaci niezłomnego miasta. Dało to po wojnie asumpt do oskarżeń polskiego podziemia i dowództwa AK o kolaborację z Niemcami i działanie przeciwko interesowi narodowemu definiowanemu (wtedy) przez komunistów – a rebours ocenił Powstanie ostatnio, określając je mianem „obłędu”, Piotr Zychowicz. Wbrew jednym i drugim opiniom twierdzę, że bez Powstania i jego ofiary mielibyśmy dziś jeszcze większe problemy z określeniem polskości i polskiego interesu narodowego, niż te, które obserwujemy. Ofiara nie poszła na marne.

Falaise – Chambois. W sierpniu 1944 r. polska dywizja została rozlokowana po wschodniej stronie drogi Caen-Falaise z zadaniem wzięcia udziału w ofensywie II Korpusu Kanadyjskiego. Celem tej akcji było zdobycie wzgórz w okolicy miasta Falaise. Natarcie rozpoczęło się 8 sierpnia. Szybko utknęło jednak w miejscu, gdyż dobrze przygotowana niemiecka obrona spowodowała ciężkie straty wśród nacierających czołgów, szczególnie 2. Pułku Pancernego. Ataki kontynuowano 9 i 10 sierpnia, także one nie doprowadziły do przełamania niemieckich linii obronnych. 11 sierpnia dowódca II Korpusu Kanadyjskiego ogłosił zakończenie operacji. W międzyczasie działania wojsk alianckich w pozostałych sektorach, w szczególności amerykańskiej 3. Armii, doprowadziły do częściowego okrążenia wojsk niemieckich. Korytarz, przez który mogły się one wycofać w głąb Francji, zawęził się do mniej niż 30 km. Zamknięcie „szyjki od butelki” zlecono m.in. 1. Dywizji Pancernej gen. Stanisława Maczka.

Akcja likwidacji zamkniętych w okrążeniu Niemców rozpoczęła się 14 sierpnia (krypt. Tractable). Polska dywizja po sforsowaniu rzeki Dives została podzielona na grupy bojowe. 19 sierpnia jedna z nich, we współdziałaniu z nacierającymi z południa Amerykanami, zajęła miasteczko Chambois. Równolegle kolejna zdobyła strategicznie ważne wzniesienia Mont Ormel (Maczugę). Doprowadziło to do zamknięcia okrążenia wokół niemieckich 7. Armii i 5. Armii Pancernej w tzw. kotle Falaise (wspomniana „butelka”). 20 sierpnia polskie jednostki na Maczudze zostały jednak same okrążone i musiały odpierać silne ataki doborowych dywizji pancernych SS. Część sił niemieckich zdołała wymknąć się z kotła. Pomimo intensywnego ostrzału artyleryjskiego i ponawianych desperackich szturmów nieprzyjaciela 1. Dywizji Pancernej udało się utrzymać pozycje aż do zluzowania 21 sierpnia przez oddziały kanadyjskiej 4. Dywizji Pancernej. Po bitwie 1. Dywizja Pancerna przeszła na kilka dni do odwodu II Korpusu Kanadyjskiego, później powróciła na pierwszą linię frontu i ścigała wycofujących się Niemców. Pod Falaise straty Niemców wynosiły około 60 000 wziętych do niewoli, 10 000–30 000 zabitych i ciężko rannych. Polska 1. Dywizja Pancerna wzięła 5113 jeńców, zniszczyła 55 czołgów, 44 działa polowe, 38 samochodów pancernych i 207 pojazdów mechanicznych. Straty polskie wynosiły szacunkowo 325 zabitych, 1002 rannych i 114 zaginionych, stracono około 80 czołgów.

Operacja Market Garden. Była to największa operacja z udziałem wojsk powietrznodesantowych podczas II wojny światowej. Miała na celu rozdzielenie wojsk niemieckich i obejście od północy niemieckich umocnień obronnych zwanych linią Zygfryda, co umożliwiłoby wejście na ważny ekonomicznie i strategicznie obszar Zagłębia Ruhry. Miało to przybliżyć koniec wojny. Zasadniczym celem było uchwycenie mostów na Renie i innych rzekach przed zniszczeniem ich przez Niemców. Dość szybko udało się przejąć kontrolę nad pierwszymi przeprawami. Fakt, że nie zdobyto ostatniego mostu w Arnhem, doprowadził jednak do ostatecznej porażki całej operacji – określana była ona mianem ostatniego zwycięstwa Niemców w II wojnie światowej.

Od pierwszych chwil alianccy spadochroniarze napotkali zdecydowany opór Niemców. Walki uliczne w samym Arnhem były krwawe i uporczywe, ale nikt nie zdobył w nich wyraźnej przewagi. 19 września z powodu złej pogody nie doszedł do skutku planowany desant polskiej Samodzielnej Brygady Spadochronowej pod Arnhem. Sytuacja w samym mieście nadal była niejasna. 20 września gęsta mgła znów nie pozwoliła na desant polskiej jednostki spadochronowej, a dowódca brytyjskiej 1. Dywizji Powietrznodesantowej zdecydował się na odwrót z miasta. Zdziesiątkowane oddziały brytyjskie wycofane zostały do Oosterbeek, gdzie w obronie okrężnej miały doczekać odsieczy XXX Korpusu. 21 września doszło wreszcie do desantu polskiej Samodzielnej Brygady Spadochronowej. Krótko przed startem zmieniono jednak strefę zrzutu. Polacy zostali desantowani na zachodnim brzegu Renu w rejonie Driel z zadaniem wsparcia rozpaczliwie broniących się po drugiej stronie rzeki Brytyjczyków. 1. Samodzielna Brygada Spadochronowa za cenę dużych strat zdołała przeprawić przez Ren jedynie 300 żołnierzy, którzy heroicznie wzmocnili obronę brytyjską w Oosterbeek. Dodatkowo kontratakujący na skrzydłach Niemcy zdołali przerwać pozycję amerykańskich spadochroniarzy, osłaniających korytarz sił lądowych, dezorganizując tyły XXX Korpusu. Ostatecznie w obliczu wyraźnej porażki marszałek Montgomery, konkurujący w głupi sposób o laury zwycięstwa z gen. Pattonem, podjął 25 września decyzję o wycofaniu brytyjskiej 1. Dywizji Powietrznodesantowej na zachodni brzeg Renu. Odwrót pod kryptonimem operacja „Berlin” przeprowadzono w nocy 25 na 26 września, kończąc tym samym dziewięciodniowe walki. Odwrót Anglików z Oosterbeek, polegający na ponownej przeprawie przez Ren, osłaniali żołnierze polscy, którzy jedynie w niewielkiej liczbie mogli się ewakuować, ponieważ nie zabezpieczono dla nich miejsc w łodziach desantowych, co skutkowało tym, że masowo dostali się do niemieckiej niewoli. Brytyjska 1. Dywizja Powietrznodesantowa, która walczyła pod Arnhem, została przez Niemców doszczętnie zniszczona. Z ponad 10 000 spadochroniarzy ocalało jedynie 2827. Zginęło 1300 żołnierzy, a ponad 6000 dostało się do niewoli lub zostało rannych. Polska 1. Samodzielna Brygada Spadochronowa Stanisława Sosabowskiego utraciła 342 ludzi. Straty wśród wszystkich desantowanych jednostek były wyjątkowo duże. Wyniosły one blisko 12 000 spadochroniarzy z całkowitej liczby 35 000. Ogółem w całej operacji Market Garden zginęło, zaginęło lub zostało ciężko rannych blisko 17 000 żołnierzy sprzymierzonych. Straty niemieckie szacuje się na 9 000–10 000.

W czasie opisywanych zdarzeń 1944 r. państwo polskie dysponowało w sumie 114 000 żołnierzy, z czego w pierwszej linii (walczących bezpośrednio z Niemcami w różnych rodzajach sił zbrojnych) 81 000, w drugiej zaś 33 000. Ruch oporu w tym samym czasie wystawiał do walki z okupantami, według szacunkowych danych, z górą 400 000 osób. Warto te dane przypomnieć – jako miarę olbrzymiego wysiłku wojennego Polaków – w kontekście nasilającego się bagatelizowania i licznych kłamstw (połączonych z padającymi z różnych stron fałszywymi oskarżeniami) dotyczących polskiego udziału w walce sprzymierzonych z Niemcami podczas II wojny światowej.

 

Piotr Łysakowski

Dodaj komentarz