Home / Książki / Z Warszawy do Rzymu [wyd. PAX]

Z Warszawy do Rzymu [wyd. PAX]

Martin Williams spogląda na żołnierzy generała Andersa okiem Brytyjczyka, który jest zafascynowany polską odmiennością.

Z Warszawy do Rzymu” – należy ten tytuł traktować umownie. Warszawiaków w armii generała Andersa nie było zbyt wielu, dominowali Kresowiacy, którzy rozpoczęli swoją wojenną epopeję na ziemiach przed-wojennej Rzeczypospolitej, by prze-mierzyć tereny Związku Sowieckie-go i potem przez Iran, Irak, Palestynę i Egipt dotrzeć do ziemi włoskiej.

Jan Józef Kasprzyk Szef Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych w przedmowie zaznaczył, że słowa naszego hymnu „Marsz, marsz Dąbrowski z ziemi włoskiej do Polski” musiały przemawiać do wyobraźni żołnierzy, choć gdy popatrzymy na historię Legionów Dąbrowskiego, to skonstatuje-my, że tylko nielicznym legionistom było dane wrócić do kraju. Historia miała się niestety powtórzyć, większość żołnierzy generała Andersa musiała wybrać po wojnie tułaczy żywot, wielu z nich już nigdy nie zobaczyło Ojczyzny.

Fenomen armii uchodźców, zdobywających się na wielki zbrojny wysiłek, był już wielokrotnie opisywany, także w obcojęzycznych publikacjach. Bardzo często książki cudzoziemskich autorów, adresowane w pierwszym rzędzie do niepolskich czytelników, referują kwestie dla nas oczywiste. A jednak warto od czasu do czasu przejrzeć się w obcym zwierciadle. Cudzoziemcom zdarza się uchwycić szczegóły, których sami nie zauważamy. Wszak rzeczy dla innych niepowtarzalne i zdumiewające mogą się nam wydawać zwyczajnym elementem naszej codzienności.

Martin Williams spogląda na żołnierzy generała Andersa okiem Brytyjczyka, który jest zafascynowany polską odmiennością. To właśnie na tym polega specyfika jego ujęcia. Autor podąża za tropem „My, Polacy mamy opinię romantyków”, zderzając pragmatyzm Brytyjczyków z romantyzmem ich polskich sprzymierzeńców.

– Trudna, bolesna historia i wyboista droga, jaką podążali Polacy, tłumaczy w dużej mierze te różnice. Niełatwo je zrozumieć obcokrajowcowi, który nie doświadczył niewoli, terroru i ucisku, a jednak Autor do-brze oddaje emocje, jakie targały duszami Polaków, walczących o prze-trwanie i zarazem o godność oraz niepodległość swojego kraju. Podąż-my ich śladem. Śladem bohaterów, którzy własną krwią zapisywali historię na Monte Cassino, w Ankonie i Bolonii – zaznacza Jan Józef Kasprzyk w przedmowie.

Los polskich żołnierzy tułaczy był niełatwy. Nękały ich choroby, zmęczenie, konieczność dokonywania trudnych wyborów, odosobnienie i wielka presja emocjonalna i polityczna. Ten kocioł mógł wybuchnąć – nie-zadowolenie prowadziło do ostrych sporów i pretensji, zwłaszcza ze strony Churchilla, który miał dość politycznych walk pomiędzy polskimi dowódcami. Ostoją nadziei pozostawała jednak jedna stała cecha, charakteryzująca Polską Armię – tworzyli ją ludzie nieprawdopodobnie twardzi i zawzięci, a duch walki, którym się odznaczali, okazał się jednym z najznamienitszych dowodów ludzkiej niezłomności. Nie można wyobrazić sobie gorszego wroga i nie sposób też było znaleźć lepszego sojusznika.

We wstępie napisanym przez autora Martina Williamsa czytamy, że ta książka jest próbą odpowiedzi na apel z 1942 roku „Słusznie więc Brytyjczycy winni być poruszeni tą relacją, która powinna rozwiać ich nie-wiedzę o tym, co uczyniono i co go w pełni spłacić. Przynajmniej powinniśmy go jednak uznać i starać się go zrozumieć”.

Dług wdzięczności nigdy nie został spłacony, a dziś możemy jedynie docenić walkę naszego sojusznika z cza-sów wojny i uznać rolę, jaką odegraliśmy w jego tragedii – rolę, której głównymi motywami stały się niestety ignorancja i strach przed stalinowskim Związkiem Sowieckim.

W czasie wojny, mówiąc o toczonej przez siebie walce, Polacy często używali trafnego zwrotu: „Za naszą i waszą wolność”. Ta książka to zatem ich historia – ich i nasza.

/md