Home / Felietony / Zagubione sacrum

Zagubione sacrum

Sakralny wymiar sztuki jest jej wymiarem pierwotnym. Na ile jednak dziś, w obliczu powszechnej sekularyzacji i tak często postulowanej „śmierci sztuki“, możliwa jest ars sacra. Na czym miałby opierać się jej sakralny wymiar?

Najpierw odarto sztukę z głębi, metafizyki, następnie zaś dokonano dekonstrukcji jej formy, a to wszystko za sprawą XX-wiecznej awangardy. Kanon legł w gruzach, a na jego miejsce nie wzniesiono niczego alternatywnego, więc pozostała jedynie pusta przestrzeń. Tego typu przeświadczenie leży u podstaw katastrofizmu, postulującego śmierć sztuki w jej klasycznym rozumieniu. Ile jest w tej opinii prawdy, nie wiadomo, ale trzeba pamiętać, że – jak pisał Michaił Bakunin – „nawet pasja niszczenia, jest pasją twórczą”. Na pewno skrajność owego katastrofizmu pozwala do pewnego stopnia powątpiewać w jego zasadność. Jednak z drugiej strony trzeba zgodzić się z faktem, że wszelkie obalanie kanonów wiąże się z reguły z pewnego rodzaju rozmyciem sensu dzieła sztuki i wypłukaniem go z głębi. Jest to jednak zawsze – jak uczy historia – stan przejściowy, chwilowa anabioza.

Niewygodne pojęcie Boga

Skrajne postawy mają to do siebie, że wzajemnie się napędzają. Jedna skrajność z dużym stopniem prawdopodobieństwa zrodzi, jako reakcję na samą siebie, inną przeciwną postawę. Tak też w obliczu powyższej, ponurej wizji sztuki współczesnej, jako wyzbytej wszelkich treści metafizycznych i kompletnie płytkiej, pojawiają się również stanowiska całkowicie diametralne. Coraz powszechniejsza staje się opinia, zgodnie z którą pierwiastek metafizyczny, a szczególnie sakralny, jest naturalnie obecny w dziele sztuki. W ten sposób twórcy przypisują sobie oraz swoim dziełom niezwykłą moc powoływania do życia sacrum. To nie swoista, uwznioślona świętością sztuka, ale po prostu wywoływanie duchów, które opiera się na zeświedczonym rozumieniu pojęcia sacrum. Daleko posunięta sekularyzacja doprowadziła do sytuacji, w której powszechną praktyką stało się zastępowanie niewygodnego już pojęcia Boga szerokim w swoim zakresie pojęciem sacrum, które w tej sytuacji należy odnosić nie tylko do wszelkich przejawów religijności, ale do wszystkiego, co w najdrobniejszym stopniu nosi znamiona duchowości: począwszy od religii, poprzez magię, aż po łudząco duchowe stany emocjonalne czy psychiczne człowieka. W takiej perspektywie, faktycznie, każde oddziałujące na nas dzieło sztuki może być określone mianem sakralnego. Poza tym im większa siła jego oddziaływania, tym bardziej jest ono przeniknięte rzeczywistością sacrum. Niedorzeczność powyższego stanowiska bierze się przede wszystkim z zagubienia pierwotnych sensów, tego, co sakralne i religijne, oraz tego, co duchowe i intelektualne. Sytuacja, w której pojęcie sacrum oznacza tak wiele, że w ogóle nie wiadomo, co przekazuje, zmusza do ponownego odszukania jego właściwego sensu. Tu zaś mamy dwie możliwości: przymiotnik sacer, sacra, sacrum oraz jego rzeczownikowy odpowiednik sanctus. Oba stanowią źródłosłów dla słowa sacrum. W pierwszym wypadku mamy do czynienia z czymś świętym, w znaczeniu czegoś „poświęconego”, w drugim zaś ze „świętością” jako pewną rzeczywistością. To, co istotnie różni pod względem znaczeniowym oba te pojęcia, to fakt, iż pierwsze z nich odnosi się do sfery świętości ustanowionej mocą aktów ludzkich, a drugie wskazuje na rzeczywistość świętą jako odrębną i autonomiczną. Dlatego też Bóg nigdy nie jest określany jako sacer, ale właśnie jako sanctus. Kiedy na mszy niedzielnej śpiewamy „Święty, Święty, Święty…”, to w istocie wołamy „Sanctus, Sanctus, Sanctus”, bo chodzi tu o objawiającą się człowiekowi świętość, nie zaś o sferę sakralną wyznaczoną przez człowieka. Mamy tu zatem do czynienia z dwoma przeciwnie ukierunkowanymi działaniami: pierwsze, oddolne, rozumiane jako ludzki akt skierowany ku temu, co święte, i w tym wypadku „sakralny” oznaczałoby coś poświęconego Bogu; drugie, odgórne, rozumiane jako akt boski zwrócony w swojej intencji ku człowiekowi. W tym wypadku „sakralny” oznaczałoby coś, w czym uobecnia się to, co święte. Tak więc ars sacra może oznaczać sztukę poświęconą Bogu i temu, co boskie, jak również sztukę świętą, czyli uświęconą „obecnością” tego, co święte.

Ilustracja: Dominik Różański

Sztuka religijna

Czy jednak ars sacra w pierwszym rozumieniu nie dałaby się w prosty sposób sprowadzić do tego, co można by określić mianem sztuki religijnej? Stanowi ona swoistego rodzaju odniesienie się twórcy wobec rzeczywistości sakralnej, które w istocie daje się sprowadzić do relacji odwzorowania, mimesis. Mamy wtedy do czynienia z taką sytuacją, w której autor na swój niepowtarzalny sposób i za pomocą właściwych sobie środków próbuje dać wyraz temu, co święte. Próbuje w ściśle określonych ramach wypowiedzi artystycznej odwzorować ideę świętości; ideę, którą wyznaje i którą nosi w swoim umyśle, poświęcając (sacer, -a, -um) tym samym własne dzieło. Postawa taka wydaje się być równoznaczna z tym, co należałoby określić mianem sztuki religijnej, to znaczy takiej, która podejmuje problematykę religijną, czy to poprzez dosłowne nawiązanie w temacie dzieła, czy w bardziej abstrakcyjny, ukryty, intymny i hermetyczny dla odbiorcy sposób. W drugim przypadku sytuacja ta przedstawia się w odmienny sposób. Jeśli bowiem sakralność, „świętość” dzieła sztuki to nic innego, jak odgórne uświęcenie poprzez uobecnienie się w jego ramach fenomenu sacrum, to relacja, jaka zachodzi między dziełem sztuki a rzeczywistością sakralną, nie może być już rozpatrywana w kategoriach mimetycznych. W istocie nie z mimesis mamy tu do czynienia, ale z methexis, czyli z partycypacją; nie z naśladowaniem, ale wspólzaistnieniem jednego w drugim. Współzaistnienie między dwoma tak odmiennymi rzeczywistościami, jakimi są dzieło sztuki oraz sfera świętości, możliwa jest dzięki wspólnemu im egzystencjalnemu manownikowi. Mówiąc prościej, łączy, je fakt istnienia. Dzięki temu możliwe jest to odgórne uświęcenie dzieła sztuki, uobecnienie się w jego ramach fenomenu sacrum. Mamy tu do czynienia z ars sacra w sensie ścisłym i właściwym. Rożnica między naśladowaniem a partycypacją, między ars religiosa a ars sacra, przypomina różnicę, jaka jest między obrazem a witrażem i ich zależnością względem światła. Intensywna kolorystyka witraży (ars sacra) bierze się z tego, że wyjątkowo w tych dziełach sztuki istnieje światło. W przeciwieństwie do utrwalonego na płótnie obrazu (dla ułatwienia załóżmy, że jest to obraz o tematyce religijnej, jako symbol ars religiosa), który może być jedynie na różne sposoby oświetlany, w istocie witraż zostaje przeniknięty światłem, rozświetlony jego padającym od tyłu blaskiem. Podobnie dzieło ściśle sakralne zostaje przeniknięte, niejako „rozświetlone” rzeczywistością sacrum. I tak, jak światło jest czymś jednocześnie zewnętrznym i wewnętrznym względem witraża, tak fenomen tego, co święte, pozostaje z jednej strony rzeczywistością odrębną wobec dzieła sztuki, a z drugiej strony na płaszczyźnie egzystencjalnej włącza się niejako w jego, tj. dzieła sztuki, wewnętrzne, intymne środowisko. Zatem odwzorowanie, z jakim mamy do czynienia w sztuce religijnej, pozostaje zawsze jedynie opisem pewnej idei, do której odsyła, wskazując jej treści, ale dla której urzeczywistnienia nie może stać się nigdy drogą.

Czym jest sztuka sakralna?

Słuszność zatem mają wszyscy ci, którzy dramatyzują, że nastąpiło powszechne wyjałowienie sztuki współczesnej z metafizycznych odniesień. Sztuka podejmująca głębokie i uniwersalne tematy, w tym również religijne, jest dziś na marginesie. W sekularyzowanej rzeczywistości dużo częściej tematem centralnym podejmowanym przez artystów stają się ich wewnętrzne frustracje. Sztuka przypomina bardziej autoterapię, aniżeli sferę umożliwiającą spotkanie z inną, głębszą i wzbogacającą człowieka rzeczywistością. I choć niekiedy nie sposób odmówić tego typu dziełom głębi, to jednak mieszanie pierwiastka duchowego, który naturalnie związany jest z dziełami sztuki i obecny w nim razem z rzeczywistością sakralną, jest zupełnie nieuprawnione. By w ogóle mówić o sacrum w sztuce, trzeba mieć chociażby uściślone wyobrażenie, czym ów fenomen jest. Nie chodzi już nawet o to, czy będzie to wizja chrześcijańska, buddyjska czy islamska, tylko o to, by w ogóle mieć jakiekolwiek wyobrażenie rzeczywistości sakralnej. W przeciwnym razie takie pojęcia, jak sacrum czy sztuka sakralna muszą pozostać pojęciami pustymi, nieniosącymi ze sobą żadnych treści. Poza tym na pewnym podstawowym poziomie opis rzeczywistości świętej we wszystkich tych religiach jest bardzo podobny. Tak więc można przypuszczać, że tak ogólnie, jak powyżej przedstawiona koncepcja ars sacra z równym powodzeniem może obowiązywać w przypadku wszystkich wielkich religii monoteistycznych. Jedno, co istotne, to fakt, iż z takiego sposobu rozumienia sztuki sakralnej dość jasno wynika, że nie sposób podać reguły prowadzącej do jej urzeczywistnienia, bo w istocie nie leży ono w gestii autora. Sztuka ściśle sakralna jest zatem pewnym niecodziennym zjawiskiem wymagającym od twórcy, ale chyba przede wszystkim od odbiorcy, odpowiedniego, wewnętrznego otwarcia na treści płynące ze sfery sacrum, swoistego kontemplacyjnego nastawienia otwierającego drogę ku temu, co święte; nastawienia, o które tak trudno w dzisiejszym zsekularyzowanym świecie. Sztuka sakralna o tyle istnieje, o ile funkcjonuje rzeczywistość sacrum; o tyle jest przez nas dostrzegana, o ile człowiek otwarty jest na rzeczywistość sakralną.

Patryk Różycki

Artykuł ukazał się w numerze 05/2009.

Dodaj komentarz