Ołtarz i relikwie św. Kazimierza w katedrze wileńskiej / fot. M. Kluczyński

Zapomniane dziedzictwo kresów

Polska jest jedynym w Europie państwem, które utraciło ponad połowę swojego historycznego i kulturowego obszaru. Obszar ten współkształtował przez wieki naszą kulturę, wiarę, naukę, obyczaje, wreszcie naszą psychikę i charakter narodowy.

Za Niemnem, Bugiem i Sanem rozciągają się terytoria Litwy, Białorusi i Ukrainy, niegdyś ziemie tworzące wspólnie z ziemiami etnicznie polskimi Rzeczpospolitą Obojga Narodów, a w latach 1918–1939 w części należące do Polski. Potocznie te rozległe tereny ciągnące się aż za Dźwinę i Dniepr są określane mianem „kresów”, choć po II wojnie światowej określenie to zostało ograniczone właściwie tylko do wschodnich terenów II Rzeczypospolitej, a więc zaledwie po rzekę Zbrucz.

Ziemie te już bezpowrotnie odeszły od Polski, ale pozostały na niej ślady naszego dziedzictwa kulturowego, kilkusetletniej polskiej obecności na tych terenach i to mimo niszczenia jej najpierw przez carską Rosję, a potem ZSRR.W tym miejscu trzeba podkreślić, że Polska jest jedynym w Europie państwem, które utraciło ponad połowę swojego historycznego i kulturowego obszaru. Obszar ten współkształtował przez wieki naszą kulturę, wiarę, naukę, obyczaje, wreszcie naszą psychikę i charakter narodowy.

Tak zwane „kresy” to tak naprawdę połowa naszego dziedzictwa kulturowego, to jedno z naszych „płuc”, którym wciąż oddychamy jako naród, choć często nie zdajemy sobie z tego sprawy. Dlatego o tym dziedzictwie zapomnieć nam nie wolno, bo to tak jakby wyrzucić połowę historii Polski, która toczyła się na tych ziemiach, zapomnieć o jej wielkich i sławnych synach, przekreślić wspaniałe zabytki, które wznosili nasi przodkowie.

Na zdjęciu pensjonariusze sanatorium w Truskawcu na kresach / fot. lvivcenter.org
Na zdjęciu pensjonariusze sanatorium w Truskawcu na kresach / fot. lvivcenter.org

Cóż bowiem warta będzie nasza historia, jeśli pominiemy historię oręża Rzeczypospolitej z jej wielkimi zwycięstwami na ziemiach wschodnich: pod Orszą, Kłuszynem i Wielkimi Łukami, Beresteczkiem i Cudnowem, Chocimiem, Ochmatowem i Kircholmem, i jej wodzami wywodzącymi się z tych terenów, m.in. Janem III Sobieskim i Stanisławem Żółkiewskim, urodzonymi na ziemi lwowskiej, a także tymi późniejszymi, jak Tadeuszem Kościuszką z Polesia, Józefem Piłsudskim i Emilią Plater z Wileńszczyzny, Romualdem Trauguttem z Grodzieńszczyzny czy generałem Stanisławem Maczkiem z ziemi lwowskiej? A czy wolno nam zapomnieć, że dwa spośród trzech miast polskich nagrodzonych Orderem Wojennym Virtuti Militari to miasta kresowe – Lwów i Grodno, a tylko jedno z terenów dzisiejszej Polski – Warszawa? Kresy, a konkretnie Lwów, to także kolebka polskiego harcerstwa i ruchu sokolego, tak zasłużonych dla krzewienia patriotyzmu stowarzyszeń.

Gdzie będzie polska nauka, jeśli zapomnimy, że dwa najstarsze polskie uniwersytety po Uniwersytecie Jagiellońskim to Uniwersytet Stefana Batorego w Wilnie i Jana Kazimierza we Lwowie? A czy pamiętamy jeszcze o słynnym Liceum Krzemienieckim na Wołyniu – liceum zlikwidowanym przez władze carskie, które jego majątek i część wykładowców wykorzystały do tworzenia uniwersytetu w Kijowie? Czy też o słynnym Gimnazjum w Chyrowie, który od dzisiejszej Rzeczypospolitej dzieli zaledwie kilkanaście kilometrów?

O ileż uboższa byłaby polska literatura, muzyka, nauka i sztuka, gdyby nie kresowiacy. Dość wspomnieć tylko tych najbardziej znanych, urodzonych na tych ziemiach. I tak Żmudź wydała: Czesława Miłosza i Stanisława Kierbedzia; ziemia nowogródzka: Adama Mickiewicza i Ignacego Domeykę; Grodzieńszczyzna: Elizę Orzeszkową, Marię Rodziewiczównę i Czesława Niemena; Wileńszczyzna: Mieczysława Karłowicza, Tadeusza Konwickiego, Kazimierę Iłłakowiczównę i św. Rafała Kalinowskiego; Mińszczyzna: Melchiora Wańkowicza, Stanisława Moniuszkę, Benedykta Dybowskiego, Ferdynanda Ruszczyca, Jerzego Giedroycia; Polesie: Juliana Ursyna Niemcewicza, Władysława Syrokomlę, Adama Naruszewicza i Ryszarda Kapuścińskiego.

Na tak tragicznie doświadczonym w czasie II wojny światowej Wołyniu przyszli na świat: Ksawery Pruszyński, Juliusz Słowacki, Hugo Kołłątaj, św. Zygmunt Szczęsny Feliński, św. Jozafat Jan Kuncewicz, Ernest Malinowski i „matka chrzestna” Solidarności – Anna Walentynowicz.

A iluż wielkich ludzi dały Polsce kresy południowo-wschodnie, lwowiaków: Leopolda Staffa, Kazimierza Górskiego, Stanisława Ulama, Stanisława Lema, Zbigniewa Herberta, Grzegorza Piramowicza, Eugeniusza Romera, Jana Parandowskiego, Wojciecha Kilara, Mariana Hemara czy Adama Hanuszkiewicza; rodaków z ziemi lwowskiej: Brunona Schultza, Maurycego Gottlieba, Juliana Fałata, Kornela Makuszyńskiego i ojca polskiej literatury Mikołaja Reja (urodzonego pod Haliczem); Podolaków: Gabrielę Zapolską, Kazimierza Michałowskiego, Ignacego Jana Padarewskiego, Jana Brzechwę, Artura Grottgera, Ignacego Daszyńskiego, Mieczysława Jastruna, Kazimierza Ajdukiewicza.

Wspaniałych Polaków wydało też Pokucie: Franciszka Karpińskiego czy Stanisława Vincenza, oraz ziemie ukrainne: Karola Szymanowskiego, Jarosława Iwaszkiewicza czy Teodora Józefa Korzeniowskiego (Josepha Conrada).

Wymieniając tak zacnych rodaków pochodzących z kresów wschodnich, nie sposób nie wspomnieć o obywatelach polskich wyznania mojżeszowego, którzy współtworzyli Rzeczpospolitą, jak choćby o pięciu noblistach wywodzących się z ziem wschodnich: Mieczysławie Biegunie (Menachem Begin) z Brześcia, Szymonie Perskim (Szimon Peres) i Andrzeju Wiktorze Schally z Wileńszczyzny, Jerzym Szarpaku (Georges Charpak) z Wołynia i Roaldzie Safranie (Roald Hoffman) ze Złoczowa.

Grób Marii K onopnickiej na cmentarzu ł yczakowskim  we Lwowie. Pisarka, krytyk literacki - zmarła na  zapalenie płuc we Lwowie /  fot. M. Kluczyński
Grób Marii Konopnickiej na cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie. Pisarka, krytyk literacki – zmarła na zapalenie płuc we Lwowie / fot. M. Kluczyński

A jakież bogactwo polskiej kultury pozostało na kresach w postaci zabytków kultury materialnej: dworów, pałaców, zamków, kościołów, zabytkowych cmentarzy, muzeów i bibliotek! I choć większość z tych dóbr została zniszczona (często celowo), to i tak to, co ocalało, stanowi prawdziwą skarbnicę sztuki, którą warto przypominać i promować. Największą z nich był i chyba jest nadal Lwów, bogaty w zabytki architektury sakralnej i świeckiej, muzea, archiwa i biblioteki na czele z dawnym Zakładem Narodowym im. Ossolińskich, którego zbiory dzieł sztuki kiedyś nie miały sobie równych w Polsce, po wojnie w znikomej części przewiezione do Wrocławia. Nie mniej bogate w zabytki jest Wilno, z Kaplicą Ostrobramską na czele i katedrą św. Stanisława z mauzoleum św. Kazimierza, patrona Litwy i Polski. Wciąż jeszcze o kulturze polskiej na kresach świadczą zabytki Stanisławowa, Grodna, Krzemieńca, Łucka, Żółkwi, Kamieńca Podolskiego i wielu innych miast i miasteczek kresowych.

Za Niemnem i Bugiem pozostały też setki świątyń, w tym tak znane jak Ostra Brama, katedra lwowska, gdzie Jan Kazimierz składał śluby lwowskie, w których oddawał Rzeczpospolitą pod opiekę Matki Bożej, kościoły w Żółkwi i Nowogródku czy sanktuaria w Poczajowie i Żyrowicach należące dziś do wyznawców prawosławia. To także w Brześciu nad Bugiem została zawarta unia brzeska, jedna z nielicznych w historii Europy prób połączenia prawosławia z katolicyzmem, która przetrwała do dziś. W Wilnie z kolei został namalowany pierwszy obraz Jezusa Miłosiernego według projektu objawionego św. Siostrze Faustynie i tam też do dziś się znajduje. A iluż Polaków wie, że najświętszy dla nas obraz Matki Bożej Częstochowskiej malowany w tradycji wschodniej dotarł do Częstochowy prawdopodobnie z Rusi Halickiej? Nie da się zaprzeczyć, że polska duchowość ma wiele wspólnego z duchowością Wschodu, w końcu przez wieki współżyli ze sobą w zgodzie obywatele Rzeczypospolitej wyznania katolickiego, prawosławnego, a także Kościoła Ormiańskiego, nie wspominając innych wyznań i religii niechrześcijańskich.

Wciąż cieszą też swym pięknem pałace i zamki kresowe, jak choćby Nieśwież, Mir, Olesko, Podhorce, Wiśniowiec, Kamieniec Podolski, Chocim czy wspaniały Park Zofiówka w Humaniu, choć są to już marne resztki niegdysiejszych siedzib.

Tej smutnej historii już się nie odwróci. Ale warto odwiedzać te ziemie, wspierać restaurację pozostałych tam kościołów, zabytkowych budowli czy cmentarzy. Tym bardziej że żyje tam nadal ponad milion Polaków (przed II wojną ponad 5 mln). Szczególna rola w ochronie tego dziedzictwa spoczywa na władzach państwowych, które powinny wspierać ochronę zabytków będących naszym dziedzictwem kulturowym i otaczać opieką Polaków pozostałych na Wschodzie, a przynajmniej ułatwiać im kontakt z macierzą. Sądzę, że nadszedł też już czas, aby państwo polskie podjęło trud budowy muzeum ziem wschodnich, które pokazywałoby całe ich piękno, historię i kulturę, ale także złożoność stosunków społeczno-narodowościowych, które nieraz dzieliły Polaków, Ukraińców, Białorusinów i Litwinów. Ponad czterechsetletniej wspólnej historii tych ziem nie da się wymazać, ale trzeba ją we właściwy sposób kultywować, tak by stała się płaszczyzną porozumienia i współpracy narodów je zamieszkujących.

Janusz Parada

mk

Zobacz także w e-civitas:

Cisza – kontemplacyjna droga do Boga

Zakon kartuzów to miejsce bardzo specyficzne. Obowiązujące tam zasady są surowe: milczenie, modlitwa, post, praca …