Home / Historia / Żelazna pięść cara

Żelazna pięść cara

 

Cytadelę Warszawską wybudowano po to, by wybić z polskich głów marzenia o niepodległym państwie. Ten cel nigdy jednak nie został osiągnięty. Polacy bali się twierdzy przesłuchań, więzienia i rosyjskiego terroruu. Jednak nie zapomnieli o Ojczyźnie i niepodległości.

Jest rok 1841. Do więzienia politycznego w Cytadeli Warszawskiej trafia około 200 młodych mężczyzn. Wśród nich jest założyciel Związku Patriotycznego w Łukowie, 21-letni Karol Levittoux.

Młodzieniec przez kilka dni dostał w sumie 2 tysiące uderzeń pałką, co dwa dni po 400, był głodzony, nie dawano mu spać. Po kilku tygodniach wycieńczony katowaniem, z obawy, aby nie wydać nikogo, podpalił swoje łóżko, na którym spłonął żywcem jak na stosie. „Jak wieczność długo musiały się rozżarzać, nim zaczęły śmierć zadawać. Kilka godzin ujść musiało nim to łóżko – w stos się przeobraziło” – tak o śmierci Levittouxa pisał Cyprian Kamil Norwid.

Cela, w której młodzieniec oddał życie, do dziś jest oznaczona w X Pawilonie Cytadeli Warszawskiej. Jednak takich tragicznych historii jej mury znają znacznie więcej.

Bohaterowie bez grobów

Obecnie w X Pawilonie nie ma już politycznego więzienia dla carskich dysydentów. Jednak cele, sala przesłuchań oraz droga straceń pozostały. Są po to, by Polacy pamiętali, jak ciernista była nasza droga do niepodległości.

O martyrologicznej historii tego miejsca przekonujemy się już na samym początku zwiedzania. Wchodząc od strony Wisły za mury Cytadeli, przechodzimy przez Wrota Iwanowskie, którą nazwano później Bramą Straceń. W jej pobliżu od 1886 roku Rosjanie wykonywali egzekucje więźniów politycznych. To właśnie tu stały szubienice, których szczątki wmurowane w ściany bramy widoczne są jeszcze dzisiaj. Ciała straceńców grzebane były w ukryciu przed Polakami, bezpośrednio na stoku.

Dziś Brama Straceń oraz dziesiątki krzyży są symbolicznym cmentarzemmauzoleum i jednocześnie jedyną pamiątką po bohaterach, którzy walczyli o niepodległość. „Nie wydano zwłok chyba żadnego ze straconych po powstaniu styczniowym. Rosjanie nie chcieli, żeby groby bohaterów stały się miejscem kultu. Miejsca pochówku równano z ziemią, nie mógł zostać żaden ślad” – mówi Jerzy Wągrodzki, kustosz muzeum na warszawskiej Cytadeli.

Idąc dalej, w kierunku słynnego Pawilonu X, mijamy kilka dział artyleryjskich z carskich czasów. Kiedyś stacjonujący na Cytadeli kilkunastotysięczny garnizon wojska rosyjskiego miał do dyspozycji ponad pół tysiąca takich armat. Większość z nich wycelowana była na Warszawę, by trzymać w ryzach niepokorne miasto. Ta demonstracja siły miały wybić z polskich głów wszystkie niepodległościowe pomysły.

| Fot. Artur Stelmasiak

Wchodząc do budynku Pawilonu X, mijamy niewielki więzienny spacerniak oraz czarną karetkę konną, którą niegdyś przewożono więźniów. Budynek, w którym znajdowało się centralny areszt śledczy dla więźniów politycznych, był jednym z najlepiej strzeżonych miejsc w całym Królestwie Kongresowym. Znajdował się bowiem w samym środku ogromnej twierdzy, co uniemożliwiało ucieczki oraz zapobiegało próbom odbicia więźniów.

Kasztanowiec z miejsca egzekucji

Spacerując po więziennych korytarzach, można zobaczyć, w której celi swoje ostatnie dni spędził Romuald Traugutt, przywódca Rządu Narodowego podczas powstania styczniowego. W jego niewielkiej celi widać jedynie łóżko, stół z blaszanymi naczyniami oraz miskę z wodą.

Jednak w takich pojedynczych celach więziono tylko najważniejszych dysydentów. Mieli oni okna zasłonięte deskami, by nie móc kontaktować się ze światem. Nie mogli też z nikim rozmawiać. Inni – mniej znaczący więźniowie – gnieździli się w celi po osiem, dziesięć osób. Wszyscy razem spali na jednej wysłanej słomą ławie.


Cytadela Warszawska – Brama Straceń
| Fot. Artur Stelmasiak

Dla wielu Polaków Cytadela była jedynie początkiem katorżniczej drogi na zesłanie w głąb imperium. Wśród nich był Apollo Nałęcz-Korzeniowski, ojciec słynnego Josepha Conrada. Na piętrze Pawilonu X znajduje się ekspozycja, na której pokazane są losy tysięcy zesłanych rodzin. Ich historię dobitnie przedstawia wystawa malarstwa Aleksandra Sochaczewskiego, który sam był sybirakiem i więźniem X Pawilonu.

Od Traugutta po Piłsudskiego

X Pawilon był znany jako silny ośrodek carskiego terroru, w którym tłumiono wszystkie niepodległościowe zrywy. Przez kilkadziesiąt lat w tych murach przebywała niemal cała patriotyczna elita ówczesnego Królestwa.

„Badanie zaczynało się najczęściej potężnym uderzeniem w twarz. Oszołomionego szturchańcami więźnia wciągają wreszcie na stół i teraz biją sprężynami i prętami. Zemdlonych ocucają i biją dalej. Bito, aż ofiara przyznała się do win popełnionych i niepopełnionych. Przyznawała się do wszystkiego” – tak opisywał przesłuchanie jeden z więźniów politycznych.

Według szacunkowych danych, przez Cytadelę, w której urzędowała komisja śledcza i ferujący wyroki sąd wojenny, przeszło w sumie około 40 tysięcy więźniów. Wśród nich byli zarówno powstańcy styczniowi, członkowie tajnych organizacji niepodległościowych, socjaliści z polskiego ruchu robotniczego, uczestnicy rewolucji 1905–1907, jak i manifestacji patriotycznych oraz strajków robotniczych.

Na długiej liście więzionych tu osób jak w soczewce skupia się historia Polski – od powstania styczniowego po niepodległość w 1918 roku. Na przełomie wieków w murach Cytadeli można było spotkać Romana Dmowskiego, Józefa Piłsudskiego oraz Feliksa Dzierżyńskiego. Ostatnia i najsilniejsza fala carskich prześladowań sięgnęła rewolucjonistów. Lata 1905–1907 były okresem największego przeludnienia Cytadeli (15 tys. osób) oraz licznych masowych egzekucji.

Kara dla niepokornych Polaków

Fortyfikacja wybudowana została po klęsce powstania listopadowego. Była wówczas karą dla niesfornych Polaków. Miała być zbrojną pięścią nad niepokornym miastem. Z jednej strony Cytadela stała się twierdzą nie do zdobycia, a z drugiej została wybudowana na krzywdzie Polaków. Z miejsca pod budowę wysiedlono ok. 15 tys. warszawiaków. Ogromnym kosztem inwestycji, który wyniósł 11 milionów rubli, czyli równowartość 8,5 ton złota, została obciążona kasa miasta oraz skarbiec Królestwa Polskiego. Budowa Cytadeli na dziesiątki lat pogrążyła finansowo zarówno Warszawę, jak i całą Kongresówki.

Otwarta w 1834 roku twierdza stała się jednym z symboli silnej władzy zaborcy. Zamiarem cara było połączenie funkcji militarnych z policyjnymi – w zależności od sytuacji Cytadela miała albo bronić miasta, albo je ostrzeliwać. „Bunt w 1830 roku pokazał, że dla utrzymania Warszawy w posłuszeństwie i dla uniknięcia w przyszłości przelewu krwi nie wystarczy utrzymanie w tym mieście garnizonu, lecz koniecznie trzeba wznieść umocniony punkt forteczny, gotowy w razie potrzeby przypomnieć miastu o jego przynależności do państwa rosyjskiego” – tak pisał rosyjski historyk Czerniawski.

Twierdza nigdy nie odegrała i prawdopodobnie nie miała odegrać roli obronnej. O tym, że było to umocnienie mające pacyfikować nastroje i rozruchy w Warszawie, mogą świadczyć fakty słabego umocnienia w niektórych miejscach, brak wyposażenia twierdzy w artylerię dalekonośną czy brak większych powierzchni do magazynowania amunicji. Carska warownia miała być przede wszystkim miejscem, które będzie wzbudzało strach i respekt przed carskim imperium.

Cel ten został osiągnięty tylko częściowo. Polacy bali się twierdzy przesłuchań, więzienia i rosyjskiego terroru. Jednak ten strach był zbyt słaby, by zapomnieli o swojej ojczyźnie i niepodległości.

Artur Stelmasiak

Artykuł ukazał się w numerze 11/2009.

Dodaj komentarz