Home / Opinie | Felietony / Zniewalający świat nowych mediów

Zniewalający świat nowych mediów

Zdarza nam się słyszeć opinie typu: „On jest uzależniony od smartfona”. Jednak traktujemy je dość lekko. Nie wygląda to na poważne uzależnienie. To przecież nie jest nałóg, jak na przykład alkoholizm czy narkomania. Człowiek nie wprowadza do organizmu żadnych substancji z zewnątrz. Dlatego wydaje się, że jeżeli ktoś czuje uzależnienie od smartfonu wystarczy, że po prostu ograniczy korzystanie z niego.

Jednak uzależnienia behawioralne (od zachowań) mogą być równie tragiczne w skutkach jak uzależnienia od substancji. Nie bez powodu mówi się na przykład, że pornografia to kokaina na kliknięcie.

Aby to zrozumieć, potrzebny jest mały wykład z zakresu neuropsychologii. Jednak dopiero w momencie, gdy rozumiemy uniwersalny mechanizm, oparty o układ nagrody w mózgu, możemy docenić powagę uzależnień behawioralnych.

Hakowanie układu nagrody

Za wszelkie uzależnienia odpowiedzialna jest dopamina – neuroprzekaźnik produkowany w mózgu. Dopamina sama w sobie jest dobra, niezbędna do przetrwania. Sygnał do jej produkcji wysyła ciałko migdałowate – niewielka struktura położona w głębi mózgu. Dopamina produkowana jest w naturalny sposób, gdy zrobimy coś sprzyjającego przetrwaniu czy to osobistemu, czy gatunku. Następuje to, gdy coś zjemy, gdy odniesiemy sukces, zostaniemy pochwaleni, unikniemy zagrożenia, a także w sytuacji zbliżenia intymnego, które z biologicznego punktu widzenia ma służyć przedłużeniu gatunku.

Dopamina ma dwojakie działanie. Po pierwsze mamy ochotę powtarzać to, co doprowadziło do jej produkcji, po drugie jest nam przyjemnie. Dlatego o dopaminie czasami mówi się, że jest hormonem szczęścia.

Jednocześnie ciałko migdałowate jest niezwykle prymitywne. Musi takie być, ponieważ między innymi reaguje na niebezpieczeństwa. To właśnie dzięki ciałku migdałowatemu człowiek odskakuje przed gwałtownie hamującym samochodem zanim w pełni dotrze do niego zagrożenie, którego właśnie uniknął.

Szybkie reagowanie to zaleta. Wadą jest natomiast łatwość oszukania tej struktury. Tu dochodzimy do narkotyków i używek. Choć inaczej działa na przykład heroina, inaczej alkohol, jednak i jedno, i drugie oszukuje ciało migdałowate że oto człowiek zrobił coś korzystnego dla przetrwania, podczas gdy tak naprawdę zaszkodził sobie. Mózg zalewa dopaminowy potop.

Po pewnym czasie mózg zaczyna się przed tym bronić. Między innymi redukuje liczbę receptorów dopaminy. W rezultacie to, co z początku było przyjemne, już takie nie jest, lecz człowieka ciągle pcha, by powtarzać czynność, której zawdzięcza zalew „hormonem szczęścia”.

Dochodzimy do sedna problemu: szereg zjawisk związanych z nowymi technologiami podobnie oszukuje układ nagrody, powodując nienaturalnie wysoką lub nienaturalnie częstą produkcję dopaminy.

Dopaminowy potop – social media, gry, pornografia

Jak często słyszymy pochwały lub komplementy wyrażone twarzą w twarz? Raczej rzadko. Jeśli ktoś ma szczęście i bardzo pozytywne otoczenie społeczne, usłyszy może ze dwa trzy dobre słowa dziennie. Co jednak dzieje się, gdy nastolatka wrzuca fotografię na Instagram? Od razu pojawia się mnóstwo serduszek i pozytywnych komentarzy rodzaju: „jaka ty śliczna, piękne zdjęcie, super”. Z czasem (zwłaszcza dla osoby, która rzadko „w naturze” słyszy pochwały) social media mogą stać się głównym źródłem dopaminy. Mechanizm redukcji receptorów sprawia jednak, że z czasem „zwykła” porcja pozytywnych komentarzy i lajków przestaje wystarczać. Uzależniony spędza coraz częściej czas na portalach społecznościowych, szukając nowych lajków, komentarzy, potwierdzenia, że są ważni, lubiani, akceptowani.

Podobna rzecz dzieje się z grami. Gry komputerowe dostarczają nam o wiele więcej okazji do odniesienia sukcesu niż szara rzeczywistość. Zamiast sporadycznych sukcesów, okupionych wysiłkiem, w grach pojawia się całe pasmo sukcesów, produkujące nienaturalnie wysoki poziom dopaminy. To nie oznacza, że w grach nie ma miejsca na porażki. Jednak w grach proporcje porażek do sukcesów są odwrócone w stosunku do tego, co wydarza się w życiu. Mózg nałogowego gracza broni się, redukuje liczbę receptorów dopaminy, a w rezultacie uzależniona od gier osoba spędza przed ekranem coraz więcej godzin, mimo iż nie jest to już tak pasjonująca jak na początku.

Kolejnym z problemów uzależnienia od nowych mediów jest, że działają one otępiająco. Gdy oglądamy błyskawicznie zmieniające się sceny, którym towarzyszą nowe nieoczekiwane dźwięki (tak jak na przykład dzieje się to w Tik Toku lub grach komputerowych), co chwila aktywowany jest tak zwany odruch orientacyjny. W naturalnych warunkach jest on odpowiedzialny za przetrwanie. Gdy widać nagły ruch, słychać nieoczekiwany dźwięk, ciało migdałowate wysyła sygnał do produkcji adrenaliny – hormonu uważności i gotowości do walki. Adrenalina powoduje natychmiastowe przyciągnięcie uwagi do źródła nieoczekiwanego bodźca, a jednocześnie stawia organizm w stanie alarmu, przygotowując go do ucieczki lub ataku, gdyby nieoczekiwany bodziec okazał się zagrożeniem.

Gdy odruch orientacyjny aktywowany jest co chwila, dodatkowo zaczyna być produkowany kortyzol, hormon stresu. Jedną z jego funkcji jest blokowanie przesyłu informacji o bólu, a zatem kortyzol działa z lekka otępiająco. Mówią o tym na przykład wyniki badań nad grami, które okazały się być równie pomocne w tłumieniu bólu u pacjentów pooperacyjnych jak morfina.

Patrząc na osobę zatopioną w grze, mamy wrażenie skupienia uwagi, jednak jest to zupełnie inny rodzaj koncentracji niż przy wykonywaniu na przykład zadań matematycznych. Nie jest to koncentracja wynikająca z wysiłku woli, a z ciągłego przyciągania uwagi przez nowe bodźce.

Najsilniejsze jednak jest uzależnienie od pornografii. Seks jest największym naturalnym producentem dopaminy, a ciałko migdałowate nie odróżnia rzeczywistości od ekranu. Dla niego film odtwarzany na komputerze czy smartfonie jest taką samą okazją do przedłużenia gatunku jak prawdziwe zbliżenie intymne. Dlatego, gdy człowiek ogląda pornografię, ciałko migdałowate próbuje go zachęcić do prokreacji, produkując dopaminę. W rezultacie można oglądać pornografię przez wiele godzin, cały czas na specyficznym dopaminowy haju.

Pornografia generuje kolejny problem. Z czasem u osoby uzależnionej pojawia się nuda. Może oglądać filmy pornograficzne przez wiele godzin, lecz nie odczuwa już przyjemności z oglądania. Dlatego sięga po coraz bardziej drastyczne lub obrzydliwe rodzaje pornografii. Dla uzależnionego młodego człowieka odkrycie, że zaczynają mu się podobać filmy, które z początku wywoływały odruch wymiotny, jest przerażającym doświadczeniem. Mówią o obrzydzeniu czy wręcz wstręcie do samego siebie.

Musimy też zdać sobie sprawę, że w przypadku dzieci i młodzieży, których mózgi są o wiele bardziej plastyczne i podatne na nagrody, uzależnienie następuje zdecydowanie szybciej niż u dorosłych.

Co można zrobić, by zapobiec uzależnieniu od nowych mediów?

Choć większość z nas nie zna tych mechanizmów, zarówno dzieci, jak i nastolatki przeczuwają, że dzieje się coś złego. Często wspominają, że korzystają ze smartfonu po to, by zabić nudę. A czasem mówią wprost o zabiciu cierpienia.

Młodzież ma jednocześnie zadziwiająco dobre intuicje dotyczące zapobiegania uzależnieniom. Podczas warsztatów które prowadzimy jako Fundacja Edukacji Zdrowotnej i Psychoterapii, nastolatki wypracowują samodzielnie zasady mądrego korzystania ze smartfonu. Sami zauważają, że potrzebne nam są prawdziwe relacje, a kontakt zapośredniczony przez Internet powinien być tylko uzupełnieniem rzeczywistych przyjaźni. Widzą, że bardziej wartościowa i prawdziwsza jest pochwała w cztery oczy, twarzą w twarz, a lajki otrzymywane w Internecie są mniej prawdziwe, czasami produkowane wręcz hurtowo. Niemal każdy nastolatek zna kogoś, kto lajkuje wszystko, co publikują jego znajomi, nawet nie czytając zawartości. Młodzież widzi też, że potrzebne jest rozwijanie pasji, uprawianie sportu, pielęgnowanie hobby, tak by na przykład gry komputerowe nie stały się całym światem i jedyną pasją.

Jakie są skutki długofalowe nadmiernego korzystania z nowych mediów? Pokolenie dzieci wychowywanych ze smartfonem w ręku od przedszkola jest w tej chwili w klasach początkowych szkoły podstawowej. Victoria Dunckley, amerykańska autorka licznych publikacji naukowych w zakresie nowych technologii, ukuła określenie: Zespół Stresu Elektronicznego. Jako psychiatra dziecięcy zauważyła, iż w ostatniej dekadzie o 800% wzrosła liczba diagnoz ADHD i innych zaburzeń koncentracji uwagi. Połączyła to z eksplozją mody na smartfony w rękach dziecięcych. Rzeczywiście, w praktyce klinicznej udaje jej się wyprowadzić młodych pacjentów z wielu zaburzeń bez farmakoterapii na którą normalnie byłyby skazane, w zamian proponując cyfrowy detoks: trwający od 4 do 6 tygodni całkowity zakaz korzystania z ekranów (też oglądania filmów).

Jeden z poważnych problemów polega na tym, że dzieci z zaburzeniami koncentracji uwagi z chęcią sięgają po gry komputerowe i wydają się na nich w pełni skoncentrowane. Rodzice czują ulgę, że ich dziecko potrafi nad czymś usiąść w skupieniu. Jednak, jak już wspomniałam, jest to koncentracja bardziej zbliżona do hipnozy, niż do prawdziwego skupienia uwagi na czymś. Ciągle aktywowany odruch orientacyjny utrzymuje uwagę dziecka, jednocześnie potęgując jego problemy.

Co można z tym zrobić? Przede wszystkim nie należy wręczać dziecku smartfona na własność, zanim jego układ nerwowy nie dojrzeje na tyle, by poradzić sobie z tym wyzwaniem. Według Kanadyjskiego Towarzystwa Pediatrycznego moment ten następuje dopiero w okolicy 13 roku życia. A kiedy już dziecko dostanie na własność smartfon, pomóżmy mu nauczyć się nim posługiwać, instalując program kontroli rodzicielskiej (taki jak Google Family Link lub ESET Parental Control) pozwalający ograniczyć dostęp dziecka do niewłaściwych treści oraz zaprogramować czas korzystania ze smartfonu

Kolejna rada: warto wypracowywać wraz z dziećmi ścisłe zasady ograniczenia korzystania z Internetu i urządzeń elektronicznych i egzekwować stosowanie tych ograniczeń. Przykład takiego „kontraktu cyfrowego” można znaleźć na portalu prowadzonym przez naszą Fundację; rodzice.co (http://bit.ly/cyfrowykontrakt).

Kolejna rzecz: popierajmy angażowanie się dzieci w sport i hobby, rozwijanie pasji, zachęcamy do tworzenia relacji przyjaźni, w których kontakt elektroniczny będzie zaledwie uzupełnieniem, a nie podstawowym środkiem komunikacji.Ostatnia rzecz: dajmy dzieciom dobry przykład, nie stają się niewolnikami smartfonów i Internetu. Zapraszam też serdecznie na portal www.rodzice.co, którego celem jest pomoc rodzicom być kompetentnymi partnerami rozmowy o świecie wirtualnym dla swoich dzieci oraz kompetentnymi przewodnikami po tym świecie, niezależnie od poziomu wiedzy technicznej na ten temat.

Bogna Białecka

/md