Home / Historia / Żołnierze Niezłomni. Długie trwanie 1944-1963

Żołnierze Niezłomni. Długie trwanie 1944-1963

Kluczową przyczyną długotrwałości oporu podziemia niepodległościowego był profesjonalizm partyzantów, polegający na doskonałej znajomości terenu i doświadczeniu zdobytym w walce z niemieckim okupantem.

W latach 90. XX w. do obiegu społecznego III Rzeczypospolitej został wprowadzony termin „Żołnierze Wyklęci”, określający całokształt antykomunistycznego podziemia zbrojnego po 1944 r. W przekonaniu autora lepszym sformułowaniem jest nazwa „Żołnierze Niezłomni”, charakteryzująca żołnierzy konspiracji jako nieugiętych bojowników walczących o niepodległą i suwerenną Polskę. Swoją długoletnią walką udowodnili, że Naród Polski dobrowolnie nie poddał się komunistycznemu zniewoleniu. Ich heroiczne trwanie w zbrojnym oporze było potęgowane wiarą w wybuch III wojny światowej pomiędzy aliantami zachodnimi a ZSRS oraz niemożnością prowadzenia normalnego, cywilnego życia w realiach sowieckiego systemu totalitarnego w Polsce. Żołnierze AK, WiN, NSZ czy NZW, którzy ujawnili swoją konspiracyjną przeszłość, byli w nieodległej przyszłości aresztowani, skazywani na kary długoletniego wiezienia oraz mordowani w katowniach UB i NKWD.

Wśród najwybitniejszych postaci tego „pokolenia Kolumbów” należy wymienić: mjr. Hieronima Dekutowskiego ps. „Zapora” (1918–1947), mjr. Zygmunta Szendzielarza ps. „Łupaszka” (1910–1951), mjr. Mariana Bernaciaka ps. „Orlik” (1917–1946), mjr. Franciszka Przysiężniaka ps. „Ojciec Jan” (1909–1975), kpt.  Zdzisława Brońskiego ps. „Uskok” (1912–1949), ppor. Anatola Radziwonika ps. „Olech” (1916–1949), st. sierż. Mieczysława Dziemieszkiewicza ps. „Rój” (1925–1951) i sierż. Józefa Franczaka ps. „Laluś” (1918–1963).

Doświadczenie, elastyczność i inicjatywa

Wyżej wymienieni oficerowie konspiracji niepodległościowej byli wybitnymi specjalistami działań partyzanckich. Ich doświadczenie bojowe nabyte w pokaźnej liczbie akcji zbrojnych lat 1939–1944 skutkowało tym, że byli oni bardzo trudnymi przeciwnikami dla funkcjonariuszy NKWD, UB i KBW. Według dokumentu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego z 9 lipca 1945 r. niektóre formacje konspiracji niepodległościowej były dość liczne i bogato wyposażone w broń maszynową oraz automatyczną. Przykładowo: zgrupowanie AK-DSZ kpt. Zenona Jachymka ps. „Wiktor” obejmowało ok. 600 żołnierzy uzbrojonych m.in. w 8 ckm-ów, 33 rkm-ów, 12 lkm-ów oraz 25–30 karabinów automatycznych. Tego typu formacje, przeszkolone w szybkiej koncentracji, jak również w rozczłonkowaniu na mniejsze pododdziały, doskonale znające teren swoich działań, mogły prowadzić skuteczną walkę nawet z zaprawionymi w bojach batalionami i pułkami NKWD.

Po tym wprowadzeniu należy przybliżyć fundamenty taktyki działań partyzanckich oraz przykłady jej praktycznego zastosowania. Wskaże to Czytelnikom, jakimi profesjonalistami byli Żołnierze Niezłomni oraz uświadomi, dlaczego tak długo po zakończeniu II wojny światowej na obszarze niemal całkowicie kontrolowanym przez komunistów prowadzili oni efektywną walkę, zadając nowemu okupantowi pokaźne straty.

Kwintesencją działań partyzanckich jest ich elastyczność. W krótkich słowach ujmuje się to jako zdecydowane i błyskawiczne uderzenie na wroga, zniszczenie jego siły żywej oraz sprzętu, a następnie szybkie wycofanie się, zanim zdoła się on zreorganizować, podciągnąć odwody i kontratakować. Formacja nieregularna nie powinna wchodzić do walki, jeśli nie ma pewności, że odniesie w niej powodzenie. Ważne jest również utrzymanie inicjatywy w rękach partyzantów. Wpływa to z jednej strony na powodzenie działań bojowych, z drugiej – na poczucie stałego zagrożenia w jednostkach nieprzyjaciela. Inicjatywa przejawia się głównie w nieustannej aktywności partyzantów, których oddziały nie przestają nękać i niszczyć wroga. Aby osiągać sukces, „leśne pododdziały” musiały zaskakiwać przeciwnika. Ten istotny element wpływał decydująco na przebieg każdej akcji bojowej. Zaskoczenie pozwalało osiągnąć przewagę nad zwykle przeważającymi siłami nieprzyjaciela, a  w najgorszym przypadku równoważyło jego wyższość liczebną i ogniową. Sztandarowymi przykładami wzorowego utrzymania w swoich rękach inicjatywy działań, zaskoczenia oraz zastosowania elastycznej taktyki były rajdy oddziału AK-DSZ mjr. Hieronima Dekutowskiego na wiosnę 1945 r. 27 kwietnia połączone zgrupowanie „Zapory”, por. Tadeusza Kuncewicza „Podkowy” i Tadeusza Borkowskiego „Mata” opanowało Janów Lubelski. Zdobyto posterunek MO, wypuszczono 15 aresztowanych, ale co najważniejsze – przejęto 4 samochody ciężarowe. Przy wykorzystaniu trakcji mechanicznej pododdział „Zapory” w dniach 12 i 15 maja wjechał do Bełżyc oraz Urzędowa, a następnie całkowicie sparaliżował funkcjonowanie aparatu komunistycznego w tych miejscowościach.

Znajomość terenu i pomoc ludności

Doskonała znajomość terenu działań była nieodzownym warunkiem egzystencji oddziałów partyzanckich. Obszar funkcjonowania musiał dawać ukrycie i zapewniać bezpieczeństwo. Od znajomości terenu zależała swoboda manewru, a tym samym możliwość wykonania zadań bojowych. W zasadzie wszyscy partyzanci powinni byli znakomicie znać swój rejon. Dobrze, gdy żołnierze i oficerowie byli w stałym kontakcie z zaufanymi, miejscowymi przewodnikami. Mając na uwadze powyższą wiedzę teoretyczną, musimy wspomnieć o postaci sierż. Józefa Franczaka ps. „Laluś”. Dzięki doskonałej znajomości terenu oraz pomocy materialnej miejscowej ludności ten partyzant AK-WiN jeszcze wiele lat po zakończeniu II wojny światowej prowadził działalność konspiracyjną w rejonie gminy Piaski nieopodal Lublina. Dopiero w wyniku szeroko zakrojonej operacji o kryptonimie „Pożar” udało się funkcjonariuszom SB zlokalizować miejsce, gdzie się ukrywał. Józef Franczak zginął z bronią w ręku, prowadząc ogień z pistoletu do grupy operacyjnej SB, 21 października 1963 r. w rejonie miejscowości Majdan Kozic Górnych. Na Kresach Wschodnich skutecznie zwalczali administrację sowiecką żołnierze zgrupowania poakowskiego Obwody nr 49/67. Pomiędzy Lidą a Szczuczynem partyzanci ppor. Anatola Radziwonika ps. „Olech” dzięki doskonałej znajomości terenu wielokrotnie wychodzili nieomal bez strat z kotła obław jednostek NKWD-MWD. Przykładowo, 17 maja 1947 r. w rejonie miejscowości  Starodworce oddział „Olecha”, tracąc sierż. Pawła Klikiewicza ps. „Irena”, przebił się przez pierścień okrążenia grupy operacyjnej MWD. Kres działalności konspiracyjnej zgrupowania „Olecha” nastąpił 10 maja 1949 r. w rejonie wsi Raczkowszczyzna. W walce z przeważającymi siłami MWD zginęło 10 polskich partyzantów razem z dowódcą, ppor. Anatolem Radziwonikiem.

Partyzanci, prowadząc efektywną walkę z przeważającymi jednostkami regularnej armii, musieli stosować specjalne metody walki. Można przypuszczać, że pierwszoplanowe miejsce na liście sposobów zwalczania nieprzyjaciela zajmował napad. Polegał on na nagłym, błyskawicznym i gwałtownym uderzeniu na wroga z pełnym wykorzystaniem czynnika zaskoczenia i posiadanej siły ognia. Istotną cechą napadu było dążenie do całkowitego zniszczenia nieprzyjaciela (obiektu) lub zadania mu poważnych strat. Ta akcja zbrojna mogła mieć formę napadu ogniowego, połączonego z atakiem grupy szturmowej. Ostrzał był kierowany do obserwowanych celów, a w ślad za ogniem następował atak prowadzący do walki wręcz lub do wdarcia się na teren atakowanego obiektu w celu zniszczenia najważniejszych urządzeń. Niejednokrotnie partyzanci stosowali napad ze skrytym przeniknięciem na teren obiektu wroga. Polegał on na takim sposobie działania, który by pozwolił na wykonanie zadania bez użycia broni palnej. Skryte przeniknięcie do obiektu stosowano przede wszystkim w celu zniszczenia lub unieruchomienia ważnych urządzeń wojskowych, przemysłowych lub administracyjnych. W tym ostatnim przypadku na uwagę zasługują brawurowe uderzenia na więzienia w Puławach i Zamościu. 24 kwietnia 1945 grupa 44 partyzantów WiN mjr. Mariana Bernaciaka ps. „Orlik” wdarła się do dobrze ufortyfikowanego budynku UB w Puławach. Przy stracie dwóch żołnierzy udało się uwolnić 107 więźniów. 8 maja 1946 r. pododdział WiN por. Romana Szczura ps. „Urszula” w błyskawicznej akcji opanował więzienie w Zamościu, przywracając wolność ponad 300 więźniom.

bitwa KuryłówkaDługa obrona drogą do klęski

Na końcu listy metod działań partyzanckich znajdują się działania obronne prowadzone na stałych pozycjach przygotowanych do uporczywej walki. Tego typu operacje prowadzą w prostej linii do nieuchronnej klęski, tj. do rozbicia i zniszczenia formacji nieregularnych. Oddział partyzancki powinien unikać za wszelką cenę wymuszonej walki obronnej, nie dopuszczając przy tym do zamknięcia wokół siebie pierścienia okrążenia. Aprobuje się wyłącznie krótkotrwałą obronę w dogodnym miejscu i sytuacji. Jeżeli jednak okrążenie stało się faktem dokonanym, głównym zadaniem dowódcy jest uchronienie grupy przed rozbiciem przez zorganizowanie wyjścia poza pierścień obławy, metodą przełamania lub rozproszenia oddziału. Od lata 1944 r. na obszarze Rzeczypospolitej zanotowano niewielką liczbę bitew partyzanckich stoczonych pomiędzy dużymi formacjami konspiracji niepodległościowej a batalionami lub pułkami NKWD, UB lub KBW. 7 maja 1945 r. dowodzone przez mjr. Franciszka Przysiężniaka ps. „Ojciec Jan” Zgrupowanie Oddziałów Leśnych Okręgu Rzeszowskiego („San”) Narodowego Zjednoczenia Wojskowego, składające się z pododdziałów Józefa Zadzierskiego „Wołyniaka”, Bronisława Gliniaka „Radwana”, Franciszka Szaraka „Lisa” i Stanisława Pelczara „Radlaka”, stoczyło zwycięski bój z  ekspedycją karną NKWD pod miejscowością Kuryłówka. W jego wyniku ok. 200 żołnierzy podziemia na przygotowanej zawczasu linii fortyfikacji polowych odparło uderzenie sowieckie, wsparte ogniem moździerzowym. Napastnicy zostali zmuszeni do odwrotu, tracąc w walce 56 poległych [zob. mapka].

Niniejszy tekst jest tylko przyczynkiem do dalszego, usystematyzowanego pod kątem wojskowym, badania historii polskiej konspiracji. Wskazuje on jednak, że polscy dowódcy oddziałów partyzanckich doskonale znali swoje rzemiosło. Lata walki konspiracyjnej z okupantem niemieckim nauczyły ich, jak dobrze gospodarować własnymi niewielkimi siłami i zadawać nieprzyjacielowi poważne straty w ludziach i sprzęcie. Sowieci doskonale zdawali sobie sprawę z siły i możliwości polskiego podziemia niepodległościowego. Aby je doszczętnie zniszczyć, wprowadzili na ziemie polskie pułki i dywizje Wojsk Wewnętrznych NKWD oraz grupy operacyjne NKGB i „Smiersz”. Zorganizowali również rodzimy komunistyczny aparat terroru. Pomimo tej asymetrii sił i środków konspiracja niepodległościowa trwała w długoletnim oporze przeciwko nowym okupantom, płacąc jednak wysoką daninę krwi żołnierskiej za swoje oddanie niepodległej i suwerennej Rzeczypospolitej.

Pamięć o Żołnierzach Niezłomnych, o ich bohaterskiej i częstokroć tragicznej walce musi być z pełną świadomością kultywowana we współczesnej Polsce. Stanowi bowiem nieodzowny element naszej dumy narodowej oraz polityki historycznej.

Marcin Paluch

Dodaj komentarz