Home / Historia / Życie oddał za życie

Życie oddał za życie

Niepokalanów. Zaledwie 42 kilometry od Warszawy. Nie ma cudownego źródełka, ani łaskami słynącego obrazu. A jednak codziennie pojawiają się tu tłumy pielgrzymów. Chcą bliżej poznać miejsce, które założył i w którym pracował św. Maksymilian Kolbe.

– Jeśli ktoś ucieknie, za każdego zbiega pójdzie na śmierć głodową dwudziestu – te słowa komendanta obozu w Oświęcimiu złowrogo dźwięczały więźniom w uszach. Dobrze wiedzieli: tutaj każda śmierć jest bolesna i straszna, ale ta z głodu, w piwnicy, ma opinię śmierci najstraszniejszej.

Tymczasem ktoś właśnie uciekł. Strażnicy wyruszają na poszukiwania. Bez skutku. Na placu apelowym wrzaski, bicie, komendy, odliczanie. Więźniowie bloku 14, z którego uciekł człowiek, są świadomi grozy sytuacji.

Nagle, w otoczeniu esesmanów, zbliża się powoli Lagerführer Fritzsch, zastępca komendanta obozu. Samym swoim pojawieniem się wzbudza trwogę. – Uciekacie? A pracować nie chcecie. Gdybyście lepiej pracowali, byłoby i jedzenia więcej. Ale skoro uciekacie – pokażę wam. Przyobiecałem: dwudziestu za jednego. Dziś pójdzie tylko dziesięciu. Jako ostrzeżenie…

Podchodzi do więźniów i powoli, metodycznie wybiera dziesięciu. Wśród wybranych jest Franciszek Gajowniczek, sierżant 36 pułku piechoty, żonaty ojciec kilkorga dzieci. Wybucha płaczem, krzyczy. I wtedy staje się rzecz niezwykła. Przed szereg wychodzi o. Maksymilian Maria Kolbe. – Proszę, aby mi pan pozwolił pójść na śmierć za jednego ze skazanych – mówi stanowczo.

– Za którego?

– Za tego – o. Maksymilian wskazuje na Gajowniczka.

– Dlaczego?

– Jestem starszy i samotny, a ten młody i ma rodzinę.

Fritzsch zgadza się i odchodzi. Strażnicy prowadzą skazańców do pozbawionej okien piwnicy w bloku. Tam każą się im rozebrać do naga. Od tej chwili skazańcy nie dostaną już nic do jedzenia ani picia. W miarę upływu czasu w takiej sytuacji skazańcy wyją, krzyczą, przeklinają. Nie tym razem.

W 1966 r. Zofia Kossak napisała krótką scenę. Jest tam dialog dwóch esesmanów.
– Jakiś śpiew?
– To ci w bunkrze..
– Niesłychane! Przecież już czwarty dzień siedzą. Zwykle wrzeszczą, klną, a teraz patrzaj: śpiewają. Co się stało?
– Chyba ten ksiądz ich odmienił, co sam poszedł za innego. To musi być jakiś niezwykły człowiek..

Czerwona korona męczeństwa

O. Maksymilian Kolbe był niezwykłym człowiekiem. Urodził się w 1894 r. w Zduńskiej Woli koło Łodzi. Ojciec pracował w fabryce, matka była położną. Oboje, co na pewno wpłynęło na przyszłość ich syna, należeli do Trzeciego Zakonu św. Franciszka. W domu, za szafami, była domowa kapliczka z krzyżem i obrazem Matki Bożej. Mały Rajmund, bo takie właśnie imię dostał na chrzcie przyszły święty o. Maksymilian. Pewnego dnia modlił się i płakał. To zaniepokoiło matkę, która wypytała syna dlaczego płacze.

Rajmund opowiedział jej niezwykłą historię. Otóż modlił się w kościele i poprosił Maryję, aby mu powiedziała, co z nim będzie w przyszłości. Matka Boża specjalnie dla niego ożyła i pokazała mu dwie korony: białą i czerwoną. Następnie powiedziała: – Ta biała korona, to korona czystości, ta czerwona, to korona męczeństwa. Obie są dla ciebie przeznaczone. Czy chcesz je dostać? Odpowiedział, że chce.

Najtrudniejsze było posłuszeństwo

W 1907 r. franciszkanie konwentualni ze Lwowa przeprowadzili w Pabianicach, gdzie Rajmund mieszkał z rodziną, misje swięte. Zafascynowany nimi Rajmund, wraz ze starszym bratem Franciszkiem, postanowił wstąpić do małego seminarium franciszkanów we Lwowie. I tak się stało.

Rajmund szybko przekonał się, że zakon to właśnie droga dla niego. Tak to wyjaśnia Jan Dobraczyński w książce „Skąpiec Boży”: „Najtrudniejsze dla Rajmunda było chyba to posłuszeństwo. Niełatwo jest na nie zgodzić się człowiekowi, który chce wstrząsnąć całym światem. Rajmund urodził się z chorobą wielkości pod sercem. W świecie mógł zostać na pewno kimś nieprzeciętnym. Ale on czuł, że na jego drodze poddanie się posłuszeństwu jest koniecznością. Chciał być posłuszny Niepokalanej – Ona zaś żądała od niego posłuszeństwa człowiekowi”.

4 września 1910 r. rozpoczął nowicjat. Odbył studia w Krakowie, a także w Rzymie, gdzie naukę uwieńczył dwoma doktoratami. Po złożeniu w 1914 r. ślubów wieczystych dodał sobie do imienia Maksymilian jeszcze drugie: Maria.

Rzym w tamtych czasach był przedziwnym miastem. Akurat w 1917 r. przypadały dwie rocznice: 400 – lecie wystąpienia Marcina Lutra i 200 – lecie powstania masonerii. Te okazje wykorzystywali wrogowie Kościoła, aby zademonstrować swoją nienawiść. Burmistrz Rzymu został wielkim mistrzem masońskim i zarządził wielkie rocznicowe obchody z czarnym sztandarem na którym był znak Lucyfera depczącego św. Michała Archanioła. W czasie pochodu wołano: „Diabeł będzie rządził w Watykanie”.

Jak Teresin został Niepokalanowem

Maksymilian patrzył na to z bólem i oburzeniem. Za zgodą przełożonych założył w 1917 r. Rycerstwo Niepokalanej, które miało skupiać wszystkich, którym sprawa królestwa Bożego bardzo leży na sercu.

Po święceniach kapłańskich w 1918 r. Maksymilian wrócił do Polski. Zaczął werbować ochotników do Rycerstwa i postanowił wydawać pismo – „Rycerza Niepokalanej”. Ten pomysł, z uwagi na koszty, nie bardzo podobał się przełożonym zakonnym. Wydawanie pisma napotykało na trudności, wśród których na plan pierwszy wysuwał się brak odpowiedniego miejsca dla wydawnictwa. „ Rycerz” początkowo wydawany był bowiem w Grodnie, z dala od centrum kraju.

W 1927 r. Maksymilian dowiedział się, że istnieje możliwość zdobycia od księcia Druckiego – Lubeckiego ziemi w Teresinie pod Sochaczewem, 42 kilometry od Warszawy. 6 sierpnia 1927 r. została tam poświęcona figura Niepokalanej. Szybko zaczęła się budowa klasztoru i wydawnictwa. Z desek powstawały barak za barakiem, w nich montowano maszyny drukarskie. Nie było żadnych wygód.

Niepokalanów rozwijał się gwałtownie. W 1939 r. było tam aż 527 braci po ślubach i 122 chłopców w niższym seminarium. Był to w owych latach największy klasztor na świecie.

Maksymilianowi było ciągle mało. Chciał zakładać takie klasztory na całym świecie. W 1930 r. wyjechał z Niepokalanowa do Nagasaki w Japonii, gdzie założył drugi Niepokalanów. Cały czas jednak interesował się tym, co dzieje się w pierwszym Niepokalanowie. Chciał apostołować przede wszystkim przez prasę, dlatego wystąpił z nowym projektem – wydawania codziennego pisma, „Małego Dziennika”. W 1934 r. otrzymał pierwszy numer. Z jego inicjatywy powstały jeszcze: „Rycerzyk Niepokalanej” – dla młodzieży, „Mały Rycerzyk Niepokalanej” – dla dzieci oraz „Miles Immaculatae” – łaciński „Rycerz” wydawany dla duchowieństwa.

 

W końcu Maksymilian wrócił do kraju, gdzie wybuchła wojna. 5 września 1939 r. Maksymilian otrzymuje rozkaz ewakuacji Niepokalanowa. Zakonnicy muszą uciekać..Maksymilian żegna ich słowami: „Dobrze nam tu było żyć razem pod czułą opieką Niepokalanej, lecz nadszedł czas, że musimy się rozejść. Przepraszam was za wszystkie zgorszenia, jakie wam kiedykolwiek dałem, i za wszystkie przykrości, jakie wam kiedykolwiek wyrządziłem. Ja od was przykrości prawie nie miałem.. Idziecie na misje..Świećcie zawsze dobrym przykładem..Gdzie znajduje się niepokalanowianin, tam także ma być Niepokalanów..Wielu z was już tutaj nie powróci więcej. Ja też tej wojny podobno nie przeżyję.”

Wojny już nie przeżył

Rzeczywiście tak właśnie się stało. Wcześniej jednak o. Maksymilian wraz z grupą współbraci został aresztowany i umieszczony w obozie w Amtlitz. Stąd wywieziono ich do Ostrzeszowa. A po krótkim tam pobycie zwolniono. Kolbe jeszcze na krótko wrócił do Niepokalanowa, skąd jednak 17 lutego 1941 r. gestapo zabrało go na Pawiak, a następnie wywieziono go do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. Tam rozegrał się opisany dramat. Maksymilian zmarł w celi głodowej 14 sierpnia 1941 r. W 1971 r. beatyfikował go Paweł VI, a w 1982 r. kanonizował Jan Paweł II.

II. W Niepokalanowie

Pierwsze kroki trzeba skierować na „Starówkę”. Tak franciszkanie nazywają plac z kaplicą, którą w 1927 r. wybudował św. Maksymilian. W pierwszej, drewnianej kaplicy odprawiał Msze, tam też zakonnicy składali śluby zakonne. Kaplica ta, zwana „Porcjunkulą”, znajduje się 100 metrów od głównej świątyni, tuż przy szosie. W zabudowaniach tej kaplicy można obejrzeć pierwszą celę św. Maksymiliana.

Ale najwięcej pamiątek zgromadzono w Muzeum św. Maksymiliana, które znajduje się w pomieszczeniach dawnej pralni i stolarni. Są tam fotografie, teksty, obrazy i eksponaty ilustrujące życie i działalność Maksymiliana.

Tuż obok muzeum znajduje się jeszcze jedna, bardzo nietypowa dla ośrodka zakonnego, ekspozycja. To.. Muzeum Strażackie. Zakonna straż pożarna franciszkanów istnieje w Niepokalanowie już od 1931 r. Broni przed pożarem nie tylko budynki klasztoru, ale też i te w okolicznych wsiach. Strażacy – zakonnicy służą także pomocą w wypadkach drogowych, w czasie powodzi i wichury.

Piotr Chmieliński

Artykuł ukazał się w numerze 08-09/2007.

Dodaj komentarz