Kim była Maniusia? Dlaczego potrzebujemy książek, które opisują wojnę z perspektywy dziecka? Jak na podstawie rodzinnych wspomnień powstaje powieść? Na pytania Marty Karpińskiej odpowiada Anna B. Ignatowska, dziennikarka, mama szóstki dzieci i autorka książek.
Aniu, kiedy i jak narodził się pomysł na książkę o Maniusi?
Przypadkiem, chociaż wierzę, że nie ma przypadków. Wcześniej napisałam książkę opartą o wspomnienia taty Maniusi, czyli Adama Credo, drugiego męża mojej babci. Spisał je w formie takiego, powiedziałabym, raportu wojskowego, a ja je fabularyzowałam, czyli dodawałam warstwę uczuciową, emocjonalną. Wiedzę zaczerpniętą z jego zapisków uzupełniałam lekturą wspomnień innych osób, które były w tych samych miejscach gdzie więziono Adama, m.in. w obozie Gross-Rosen. Zrobiłam bardzo dokładny research, sprawdzając każde nazwisko, miejscowość, więzienie, okoliczności opisane przez Adama. Mimo moich starań, ostatecznie książka nie została opublikowana. Pomyślałam wówczas, że większość wspomnień – w książkach czy w Internecie – jest opowiedziana ustami ludzi dorosłych. Brakowało mi spojrzenia na wojenne wydarzenia z dziecięcej perspektywy i to stało się impulsem do napisania „Maniusi”.
Czy w rodzinie zachowały się informacje o niej, a może jej wspomnienia?
Nie, nie spisała wspomnień. Jedyna osoba, która mogła mi o niej opowiedzieć, to pani Halina Sobiech – córka Eugenii, ciotecznej siostry Maniusi. Eugenia mieszkała z rodziną Credo podczas wojny. Halina znała Maniusię, która była jej ciocią. To od niej pozyskałam trochę informacji. Nie zachowało się ich zbyt wiele, więc w mojej książce jest też sporo fikcji literackiej. Na przykład rozwinięcie prawdziwej historii na podstawie trzech zdań o tym, że Maniusia zaniosła picie i jedzenie Żydom przetrzymywanym w kościele.
Zaskoczyłaś mnie. Myślałam, że ta historia jest całkowicie fikcyjna…
W zachowanych wspomnieniach jest tyle, że wysłali ją z piciem i jedzeniem, że było to ryzykowne, że bali się o nią. Właściwie tyle. Więc z takich strzępków musiałam ułożyć opowieść. Nie żyją już świadkowie tamtych wydarzeń, a obaj synowie Maniusi zmarli bezpotomnie, więc ta historia w swoich szczegółach jest nie do odzyskania. Ale wydarzyła się naprawdę.
Powiedz mi, jakie przeżycia towarzyszyły Ci, kiedy trafiały do ciebie fragmenty rodzinnych opowieści? Kiedy wgłębiałaś się myślami w tą niełatwą historię?
Muszę przyznać, że było to dla mnie wstrząsające. Kiedy czytałam wspomnienia Adama Credo spłakałam się strasznie. Zwłaszcza opisy z obozu Gross-Rosen były dla mnie niesamowicie trudne. Przy pracy nad „Maniusią” było trochę lżej. Już się przyzwyczaiłam do tematyki. Natomiast jest w niej wiele wzruszających, smutnych fragmentów. Mam sygnały od osób, które ją czytały, że zdarzało im się płakać.
Dla jakiej grupy wiekowej jest przeznaczona Twoja książka?
Tematyka wojenna zasadniczo nie jest wskazana dla dzieci poniżej 11 roku życia. Dużo zależy od wrażliwości dziecka i jego oczytania. Uważam, że młodsze dzieci powinny raczej znać świat od dobrej strony. Natomiast jedenasto-, dwunastolatki dużo już rozumieją i wiedzą, że na świecie nie ma tylko dobra. Warto im wtedy pokazywać takie historie po to, żeby sytuacja się nie powtórzyła. To są przyszli dorośli, którzy będą dokonywać wyborów, również rządzić naszym krajem.
Jakie jest przesłanie twojej książki? Z czym chcesz zostawić swojego czytelnika, i tego młodego, i tego starszego, bo myślę, że nie tylko dzieci, ale i ich rodzice sięgną po „Maniusię”.
Najważniejsze jest, żebyśmy zdawali sobie sprawę z tego, że wojna to nie tylko bohaterstwo, ale i dramaty całych rodzin. To cała masa ogromnie trudnych wyborów, głód, poniewierka. Ludzie tracili domy, nie mieli tak podstawowych rzeczy jak jedzenie czy ubranie. Dziś dostęp do nich wydaje się czymś tak naturalnym, że nie widzimy, jak są ważne. Wydaje mi się, że warto takie rzeczy pokazywać w książkach. Żeby młode pokolenie nie myślało sobie tylko o tym, że o, super, biorę karabin i wygrywamy, ale też zdawało sobie sprawę, że lepiej próbować pokojowo rozwiązywać problemy.
W „Maniusi” poruszasz ważne tematy. Piszesz o odwadze, gotowości do poświęceń, dojrzewaniu, szukania sensu w życiu, nawet jeżeli rzeczywistość wokół jest bardzo trudna. Bardzo ładny jest wątek dotyczący roli wiary w życiu młodej bohaterki Twojej opowieści.
Czytając wspomnienia Adama Credo zrozumiałam, że wiara pozwalała zachować ludziom odrobinę normalności. Dawała siłę do walki, przetrwania, niosła nadzieję. Cały magazyn możliwości emocjonalnych i duchowych brał się właśnie z wiary. Podtrzymywała w rodzinach nadzieję, że się znowu spotkają, przeżyją to wszystko. Wiara i nadzieja trzymały ludzi przy życiu. I to jest bardzo ważne.
W Twojej książce istotny jest też wymiar miłości między członkami rodziny.
Tak, można tu zacytować św. Pawła: „Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość – te trzy: z nich zaś największa jest miłość”.
Jak to jest równolegle prowadzić dom dla licznej rodziny, edukację domową i pisać książkę. Jak sobie z tym radziłaś?
To jest kwestia ułożenia sobie dnia, wygospodarowania czasu dla siebie. Z mojego doświadczenia wynika, że osoby z rodzin wielodzietnych na ogół łatwiej radzą sobie z zaplanowaniem dnia, ponieważ bez tego by sobie nie poradziły. Muszę też przyznać, że bardzo szybko piszę. Ale i dużo pracuję w nocy. W nocy jest cisza, spokój, łatwiej pozbierać myśli, dużo łatwiej niż w dzień.
Aniu, wiem, że niedawno skończyłaś pisać drugą historyczną książkę przeznaczoną dla dzieci. Uchylisz rąbka tajemnicy?
Tak, to jest opowieść z czasów powstania warszawskiego, tym razem oparta na historii z życia mojej mamy. Opowiada o tym, jak warszawiaków wypędzono z ich miasta i trafili do obozu przejściowego w Pruszkowie – Dulag 121. Bohaterka książki – mała Basia – ma dwa lata, a jej historię opowiada… Michał Archanioł. Święty Michał jest mi bardzo bliską osobą, myślę, że się nie obraził, że użyłam go do książki.
Bardzo dziękuję za rozmowę.
Ja również bardzo Ci dziękuję za miłą rozmowę.
O książce pisaliśmy tutaj: Wojna oczami dziecka – historia, która porusza i zostaje w pamięci
Anna B. Ignatowska, Maniusia, Rodzinny Dom Wydawniczy, Stępin 2026
/mdk