Jak doszło do powstania Stanów Zjednoczonych? Oczywiście historycy oraz publicyści pisząc o tym i analizując proces wybijania się na niepodległość obecnego supermocarstwa skupiają się przede wszystkim na Deklaracji Niepodległości z lipca 1776 roku i wojnie z Anglią, zmuszoną w końcu do uznania suwerenności swych kolonii. Jeśli chodzi o masową wyobraźnię, to z pewnością najbardziej oddziałuje na nią „Patriota” z 2000 roku w reżyserii Rolanda Emmericha z Melem Gibsonem w roli głównej.
Tymczasem w związku ze wspomnianą Deklaracją autorstwa Thomasa Jeffersona, której lipcowa data w Stanach obchodzona jest jako Dzień Niepodległości, od której minęło właśnie 250 lat, mamy okazję do kolejnego zastanowienia się nad początkiem państwowości i próbami szukania odpowiedzi na pytanie, jak doszło do tego, że biali anglosascy protestanci podnieśli bunt przeciwko białym anglosaskim protestantom z metropolii. Oczywiście rzecz wymaga poszukania subtelności, powodów do nieposłuszeństwa było wiele, a owa słynna „bostońska herbatka” była ledwie pretekstem, bo proces na pewno zachodził wiele lat, a Anglicy z Brytanii najprawdopodobniej wiele z tego, co się działo, przegapili.
Tak się składa, że na ekrany naszych kin właśnie wchodzi film Jona Erwina pt. „Młody Waszyngton”. Jak wskazuje tytuł, nie jest to kolejna produkcja o wojnie o niepodległość, a o wydarzeniach nieco wcześniejszych, oscylujących wokół połowy wieku osiemnastego, związanych z rozszerzaniem się kolonii angielskich ku centrum kontynentu północnoamerykańskiego i o rywalizacji z Francją, w której początkach młody Waszyngton odegrał niepoślednią rolę, oraz – co w owym kontekście zdaje się być szczególnie intrygujące – budzenia się odrębnej tożsamości kolonistów.
Rzadko się zdarza, by kino historyczne było rzeczywiście ścisłe co do przekazu prawdy, jeśli chodzi o samą warstwę historyczną właśnie. Ten film jednak to zadanie spełnia. Oczywiście istnieje kwestia akcentów i kluczenia pomiędzy procesami, które ukazane wiernie zaszkodziłyby jednoznacznie amerykańsko-patriotycznej narracji. Tak, film, podobnie jak wspomniany „Patriota”, jest produkcją o takim właśnie zamyśle i wyrazie. Ma na celu pokazanie dojrzewania mentalnego kolonistów uosobionych przez tytułowego bohatera do odrębności wobec metropolii właśnie. Problem indiański czy niewolnictwo zostało więc określone w taki sposób, by tego przekazu nie burzyć. Współczesny, uważny widz europejski może czuć w tej kwestii jakiś niedosyt.
Dorastanie do woli budowania niepodległego państwa przez mieszkańców danego terytorium to proces długi i skomplikowany. Nie da się powstawania narodu opisać na konkretnym jednym modelu, za każdym razem czynniki będą trochę inne, ale wyłaniająca się z mroków historii wola mocy jest czymś, co je łączy, a w rzeczonej produkcji widzimy ją jak zaczyna się wyłaniać.
Nie chcę filmu opisywać, mogę jedynie stwierdzić, że jest on ładnie zrobiony, krajobrazy i batalistyka są OK. Może w scenach obyczajowych widać trochę sztuczności, ale z drugiej strony jakoś trzeba było pokazać narastający konflikt pomiędzy starą arystokracją a symbolizującym nowe egalitarne dążenia Waszyngtonem.
Dla zrozumienia mitu początku USA film na pewno warto zobaczyć, niektóre rzeczy widz może, a może nawet powinien wziąć w nawias, ale istota rzeczy zasługuje na te dwie godziny uważnego oglądania. Może jeszcze tylko dodam, że jest to kolejna produkcja Angel Studios, amerykańskiego studia filmowego i dystrybutora znanego widzom na całym świecie choćby z The Chosen, cenionego wielosezonowego serialu o życiu Jezusa.
Tytuł: Młody Waszyngton
Reżyseria: Jon Erwin (American Underdog, Dom Dawida)
Produkcja: Wonder Project, 10 Ton Productions, 2521 Entertainment
Gatunek: akcja-biograficzny-historyczny-wojenny
Czas trwania: 2 godziny 5 minut
Premiera w Polsce: 31 lipca 2026
Dystrybutor w Polsce: Galapagos Films
/ab








