Kwestia niedawnych święceń biskupich dokonanych w strukturach Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X (FSSPX) po raz kolejny ukazała mi jedną prawidłowość, którą zresztą nie raz dzieliłem się w prywatnych rozmowach. Chodzi mi mianowicie o kondycję i sposób pisania mediów katolickich. Otóż po raz kolejny spotkałem się ze smutnym raczej zjawiskiem polegającym na tym, że w zasadzie wcale nie musiałbym czytać relacji poszczególnych redakcji, by wiedzieć, co napiszą. Do przewidzenia było, ile razy zostanie odmienione słowo „schizma” i gdzie pojawi się więcej smutku i refleksji, a gdzie będą strzelać przysłowiowe korki od szampana i odliczać czas do ogłoszenia ekskomuniki.
Gdy opadł kurz szybkich notatek prasowych, które często zawierały skrót historii FSSPX, rozpoczęła się dyskusja, której samo pojawienie się powinno być interpretowane jako zjawisko pozytywne. Ale tutaj też raczej dostrzegamy mocne „okopanie się” na pozycjach. Z jednej strony podkreślanie schizmatyckiego charakteru święceń i biskupie komunikaty w sprawie sytuacji kanonicznej Bractwa, a z drugiej (choć mniej liczne) wątpliwości wobec ważności dekretu ogłaszającego ekskomunikę. W mediach społecznościowych widać ostrą dyskusję, czy bardziej kolokwialnie „nawalankę”, pomiędzy zwolennikami i przeciwnikami FSSPX. Przewija się w niej wątek stanu wyższej konieczności, który miałby usprawiedliwiać podejmowane działania. Argument ten niezmiennie przewija się od 1988 roku, gdy w seminarium w Écône po raz pierwszy odbyło się wyświęcenie biskupów bez aprobaty Watykanu, dokonane przez abp. Marcela Lefebvre’a. Dużą rolę w dyskusji pełnią podcasty i rozmowy w serwisie YouTube. W chwili, gdy piszę te słowa, na kanale red. Bogdana Rymanowskiego ukazała się debata ks. Szymona Bańki z FSSPX i ks. Orfeusza Malesy z archidiecezji łódzkiej, związanego z tradycyjnym rytem rzymskim. Sam jeszcze nie zdążyłem przesłuchać i choć nie powinno się niczego polecać w ciemno, to jednak znając dorobek p. Rymanowskiego zachęcam do zapoznania się.
Ponad tymi często emocjonalnymi dyskusjami dostrzegam, że z rzeczy trudnej i bolesnej rodzi się także coś pozytywnego. Przykładem jest chociażby bp Oslo Fredrik Hansen, który w słowie skierowanym do wiernych jego diecezji przypomniał o możliwości uczęszczania na tradycyjną liturgię i zapowiedział, że rozszerzy dostęp do niej, jeśli zajdzie taka potrzeba. Krótkie słowa, ale jakże znaczące dla wiernych przywiązanych do nadzwyczajnej formy rytu rzymskiego. Działanie takie współgra z diagnozą postawioną przez kard. Kurta Kocha. W podcaście „Communio de”, nagranym zaraz po wydarzeniach w Szwajcarii, otworzył on dyskusję, czy nie jest to właściwy moment na dialog i ewentualne zniesienie ograniczeń wprowadzonych przez papieża Franciszka w „Traditionis custodes”. Nawiązuje przy tym do motu proprio „Summorum Pontificum” Benedykta XVI, który „uwolnił” tradycyjną mszę. Kard. Koch stwierdza tam jedną ciekawą rzecz: błędem byłoby samo potępienie Bractwa bez autorefleksji nad tym, co warto ponownie przemyśleć i przepracować w Kościele. Po tym wywiadzie pojawiły się wypowiedzi kolejnych hierarchów, których już nie będę cytował. Przewija się w nich jedna myśl: wiernym uczęszczającym na „starą” mszę należy zapewnić bezpieczną przystań. Tu dodam od siebie: by nie czuli się, jak ci wierni, którzy na kazaniu nasłuchają się, jak to źle, że tyle osób z wioski nie chodzi do kościoła. Podobnie ciężko będzie zrozumieć decyzję o dalszym zaostrzaniu dostępu do starego rytu tym świeckim i duchownym, którzy będą trwali przy Rzymie i nie będą chcieli dołączyć do Bractwa.
Na koniec pozostaje za kard. Kochem uchwycić się nadziei, że ostatnie bolesne doświadczenia nie przekreślą możliwości dalszych rozmów i wreszcie pojednania. Aby tak się wydarzyło, potrzeba na pewno przede wszystkim wiele modlitwy, ale także światła Ducha Świętego i zwyczajnej ludzkiej cierpliwości oraz pokory. Ostatnie, jak i najbliższe dni, raczej się temu nie przysłużyły i nie przysłużą. Pyskówki w komentarzach, rolki z mniej i bardziej fortunnymi porównaniami – to na pewno nie buduje wspólnoty. Ale to za chwilę minie. A na Mistycznym Ciele będzie jątrzyć się rana, którą trzeba będzie starać się zaleczyć. Oczywiście gotowość do tego musi wyrazić samo FSSPX. Ale pojawia się także dodatkowe pytanie: czy wiele środowisk w Kościele, które chętnie używa zwrotu „bracia odłączeni”, będzie gotowe tak powiedzieć o Bractwie Św. Piusa X?
/ab