SDG=KNS: Razem pokonajmy ubóstwo!

Udostępnij artykuł:
Fot. elavuk81/Adobe Stock

Ile złotych wydajemy dziennie? Czy przy obecnych cenach wyobrażamy sobie przeżyć dzień za „dychę”? Nie mam na myśli wyłącznie zakupów, ale kosztów całościowego utrzymania. Obecnie na świecie co dziesiąta osoba musi się utrzymać za mniej niż 3 dolary, bo właśnie ta suma jest granicą skrajnego ubóstwa. W liczbach bezwzględnych jest to niemal 900 milionów. Wbrew uprzedzeniom, nie chodzi wyłącznie o kontynent afrykański.

SDG, czyli susitinable development goals – cele zrównoważonego rozwoju, to zadania których podjęły się wszystkie narody będące członkami ONZ. 17 kierunków działania mających podnieść jakość życia na ziemi wszystkich ludzi. Przyjęte w 2015 roku, z terminem realizacji do 2030 stały się w pewnym sensie elementem globalnego rachunku sumienia. W tym cyklu artykułów zastanawiam się, jak możemy odnieść te założenia do katolickiej nauki społecznej?

Cel 1 – brak ubóstwa

Zapewne od razu niektórym przez głowę przeleci myśl: „Głupota! Nie możliwe dokonać tego w parę lat”. Ktoś może nawet zacytować Jezusa – „ubogich zawsze będziecie mieć przy sobie”. A jednak czyż nie warto pomarzyć w słusznej sprawie? I szczęśliwie, zgodnie ze statystykami, w przeciągu ostatnich paru lat udało się obniżyć światowy wskaźnik o 3% pomimo wojny, covidu i wielu innych trudnych zawiłości na świecie. A w ciągu najbliższych trzech lat może uda się uratować jeszcze jeden punkt procentowy.

Za tymi drobnymi cyframi stoją jednak tysiące istnień. Choć, co ciekawe, ponad 280 mln spośród cierpiących na ubóstwo podejmuje się pracy zarobkowej, lecz wynagrodzenia są żałośnie niskie. Gdy nałożymy na to fakt, że w całościową liczbę należy wpisać dzieci, starszych i niepełnosprawnych, wówczas zrozumiemy, w czym tkwi istota. Często bowiem mamy mylne wyobrażenie wobec ubogich, jako osób niechcących pracować, bądź też nie mogących znaleźć pracy. Częściowo jest to racja. Z drugiej jednak strony chyba już widzimy, że problem wielokrotnie tkwi w systemach ekonomicznych i wyzyskujących pracodawcach.

Ostatnio przemknął mi ciekawy post porównujący zarobki kierowców autobusów w różnych krajach. Były to kolosalne różnice z pytaniem wieńczącym – czy naprawdę któryś z nich pracuje „bardziej”? I właściwie w pewnym sensie tak, bo gdy jeden po urlopie wsiada do klimatyzowanej, elektrycznej machiny, drugi już nie liczy dni, od kiedy zaczął jeździć w upale, kierując zatłoczony pojazd po niebezpiecznych okolicach. Zarobki odzwierciedlane są wprost przeciwnie oczywiście.

Co na to Kościół?

W kościelnej terminologii użyjemy oczywiście zwrotu „preferencyjna opcja na rzecz ubogich” i ona nie jest absolutnie dużo dalsza od tego, co napisałem wyżej. Niemniej, co należy podkreślić, wciąż u początku tej serii artykułów, nakłada na wierzących (i nie tylko) filtr współczucia, który nie jest obligatoryjny przy zwykłym akcie pomocy. Bardzo dobrze wyartykułował to Papież Leon w adhortacji Dilexi te, pisząc o pewnej relacyjności w akcie pomocy. Są pewne rzeczy, które da się rozwiązać ustawą, na przykład płace, czy rozwiązać przez służby – kontrola, czy w fabryce nie pracują dzieci. Można wybudować przepiękny i dobrze wyposażony dom dla bezdomnych. I chociaż wielu skorzysta z tych inicjatyw i może nawet trwale wyjdzie z problemu, to wciąż nie zazna miłości, która może wypełnić serce i pobudzać do lepszego życia. Cóż po drobnych danych z pogardą? Napełnią żołądek, to prawda, nie napełnią jednak duszy. I warto, choć to przestrzeń na inny tekst, porównać wyniki różnych organizacji pomagających i ich skuteczności z takimi ruchami jak Fazienda di Esperanza lub Cenacolo, opartych nie o procedury, ale o wiarę w rzeczywiste oblicze Boga w drugim człowieku. Można się zaskoczyć.

Plan ONZ

Plan SDG1 jest pragmatyczny i częściowo skuteczny, co niewątpliwie cieszy. I chociaż w pierwszym odruchu może się wydawać, że chodzi o lanie wody do durszlaku, to jednak zagłębienie się w raporty pokazuje mnóstwo działań wpływających na prawo pracy, dostęp do surowców czy też działania wspierające edukację, które poskutkują w kolejnych latach. A jednocześnie nie brakuje tych spontanicznych dzieł pomocy.

Rodzi się jednak pytanie, czy ci ludzie będąc beneficjentami, wciąż są podmiotami? W Kościele są i będą zawsze, bo to w nich można odkryć Chrystusa cierpiącego, w nich można uwielbić Pana, bo cokolwiek uczynimy… dalej znamy.

/ab

Zobacz inne artykuły o podobnej tematyce:

Finalista Ogólnopolskiego Konkursu Wiedzy Biblijnej. Członek Katolickiego Stowarzyszenia "Civitas Christiana". Kleryk seminarium we Wrocławiu.
okładka
Nowość

Już jest! Nowy numer kwartalnika „Civitas Christiana” do pobrania!