Home / Wiara Wspólnota Kościół / Żyła dla innych. Minął rok od śmierci śp. Heleny Kmieć
Fot. Parafia św. Barbary w Libiążu.

Żyła dla innych. Minął rok od śmierci śp. Heleny Kmieć

– Dopóki nie wydarzy się coś szokującego, często nie zauważamy tego, że mnóstwo pięknych i świętych osób żyje wśród nas – mówi dla serwisu e-civitas.pl Magdalena Kaczor, przyjaciółka Heleny Kmieć, wolontariuszki zamordowanej 24 stycznia 2017 r. podczas misji w Boliwii.

Helena Agnieszka Kmieć urodziła się 9 lutego 1991 w Krakowie. Mieszkała w Libiążu. Dała się poznać jako osoba otwarta, zawsze pomocna, również niezwykle utalentowana. Skończyła II stopień szkoły muzycznej w Gliwicach (śpiew klasyczny). W duszpasterstwie była inicjatorką scholi. Studiowała inżynierię chemiczną po angielsku. Po ukończeniu Politechniki Śląskiej pracowała w liniach lotniczych jako stewardesa. Chodziła po górach, grała w squasha. Od 2012 roku bardzo aktywnie zaangażowała się w Wolontariat Misyjny „Salvator” (WMS). Była niezwykle zajęta. Kiedyś wyznała: – Jestem zmęczona. Wiem, że za mało o siebie dbam, za mało śpię, ale jak ja mam do wyboru albo spotkać się z ludźmi, albo odpocząć, to wiadomo, że wybiorę ludzi.

Fot. Fundacja im. Heleny Kmieć

Chorych poznanych we wspólnocie zawsze pocieszała. Cały swój czas ofiarowywała ludziom, śpiewając z nimi lub grając w gry planszowe. Helena otaczała opieką także porzuconych. Dzieci z ulicy w Zambii uczyła angielskiego. Podczas tej podróży zachorowała, czuła się osłabiona. Po powrocie do kraju badania wykazały wadę serca. Potrzebna była natychmiastowa operacja. Już wtedy, w Afryce, znalazła się na granicy życia i śmierci. To jej nie zraziło. Żyła dla innych. Razem z koleżanką, Anitą, postanowiła przez pół roku pomagać dzieciom w Boliwii. Chciały wziąć udział w otwarciu przedszkola w miejscowości Cochabamba. Miejsce uznano za bezpieczne. Kraty w oknach, wysoki mur. To jednak nie powstrzymało ataku nożownika, młodego Boliwijczyka. Helena zmarła w nocy z 24 na 25 stycznia 2017 roku od ciosów zadanych nożem. Podczas wizji lokalnej morderca, okryty kocem przez jedną z posługujących sióstr, padł na kolana i prosił o przebaczenie. Przeżył nawrócenie.

Magdalena Kaczor, przyjaciółka Heleny, opowiada specjalnie dla „Civitas Christiana”:

– Dopóki nie wydarzy się coś szokującego, często nie zauważamy tego, że mnóstwo pięknych i świętych osób żyje wśród nas.

Ta świętość się objawia w codzienności. W zwykłych rzeczach; nie jest zarezerwowana dla ludzi idealnych, światłych i bez wad.

Postać Helenki pokazuje, że nie trzeba wielkich czynów, że bardziej chodzi o świadectwo życia codziennego. O radość, pokorę. O służbę drugiemu człowiekowi. Helenka gdziekolwiek by się nie znalazła, widać było, że żyje Panem Bogiem. Nie musiała w sposób szumny czy nachalny mówić o tym. To się po prostu czuło. Dlatego to przemawiało, przekonywało. Czuło się, że po prostu kocha ludzi i niczego nie narzucając – swoim życiem udowadniała, że Pan Bóg istnieje i że przez osoby takie jak ona – Bóg kocha wszystkich.

Fot. Fundacja im. Heleny Kmieć

Helena była w stanie dogadać się ze wszystkimi. Nie wykluczała, nie odtrącała. Też praca stewardesy dawała jej taką możliwość. Obcowała z ludźmi najróżniejszych kultur, języków. Patrzyła na człowieka bez kategoryzacji, przypisywania właściwości. Helenka miała taki dar, że widziała przede wszystkim człowieka i patrzyła z miłością na drugą osobę.

Można być pięknym na różne sposoby. Ważne jest to, żeby każdy odnalazł swoją ścieżkę. I swoją misję. Służył tym, co ma najlepszego. Helenka była dobrym przykładem tego, jak wykorzystywać to, czym Pan Bóg nas obdarowuje. Ją akurat obdarował bardzo hojnie: talentem muzycznym, organizacyjnym, także talentem do budowania relacji z ludźmi. To powodowało, że potrafiła ludzi jednoczyć wokół idei. Bardzo często to była idea właśnie misji. To, co dostała od Pana Boga wykorzystywała w 100%. Może być inspiracją dla wielu ludzi, jak rozpoznawać dary. I jak dobrze nimi służyć.

***

Postanowieniem Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Andrzeja Dudy, Helena Kmieć została pośmiertnie odznaczona Złotym Krzyżem Zasługi – za działalność charytatywną i społeczną oraz zaangażowanie na rzecz osób potrzebujących pomocy.

Śp. Helena Kmieć została także laureatką 70. Nagrody im. Włodzimierza Pietrzaka (2017 r.). Z tej okazji laudator ks. prałat Franciszek Ślusarczyk, rektor Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie-Łagiewnikach, powiedział: – Była dziewczyną wysokich lotów, a takiego spojrzenia bardzo nam dziś potrzeba. Nie bała się wyzwań, dlatego otrzymane od Boga talenty rozwijała tak wszechstronnie.

Helenie przyznano tytuł honorowego obywatela rodzinnego miasta Libiąż. Pielgrzymi, idący na Jasną Górę, często odwiedzają grób Heleny w tej miejscowości. Proboszcz parafii Przemienienia Pańskiego w Libiążu, ks. Michał Kliś, przyznał, że jest duża szansa, że za pięć lat rozpocznie się proces beatyfikacyjny. Dokumentacja jest już kompletowana, przybywa świadectw.

Marta Kowalczyk

mak

Przeczytaj także:

U nas zawsze Bóg był najważniejszy. Rozmowa z rodzicami śp. Heleny Kmieć