Odzyskać dar. Rzecz o kulcie eucharystycznym

2026/05/11
39 Fot. Marta Karpinska
Fot. Marta Karpińska

Abp Fulton Sheen w kazaniu radiowym w 1947 roku mówił: „Konflikt przyszłości rozegra się między absolutem, którym jest Bóg-Człowiek, a absolutem, którym jest człowiek-bóg; między Bogiem, który stał się człowiekiem, a człowiekiem, który czyni siebie samego bogiem”. Wtóruje mu bp Athanasius Schneider, stawiając tezę, że obecne problemy w Kościele wynikają z antropocentryzmu i osłabienia poczucia nadprzyrodzoności. Podaje na nie lekarstwo – powrót do pobożności eucharystycznej, czyli postawienie Chrystusa w centrum.

Według danych Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego SAC za 2024 rok odsetek polskich katolików, którzy co niedziela uczestniczą we mszy świętej, wynosi niespełna 30%. Co drugi z nich przystępuje do Komunii Świętej. Ogromna większość nie rozumie jednak. co dzieje się podczas mszy, i zatrzymuje jedynie na poziomie zewnętrznych elementów. Zarazem w ciągu ostatnich lat liczba kaplic adoracyjnych w Polsce rośnie w lawinowym tempie, a rekolekcje poświęcone mszy świętej gromadzą co miesiąc na Jasnej Górze kilkuset uczestników.

Istota chrześcijaństwa

Konstytucja dogmatyczna o Kościele Lumen gentium określa Eucharystię jako źródło i szczyt całego życia chrześcijańskiego, a Najświętszy Sakrament – znakiem i cudowną przyczyną jedności Ludu Bożego. Po reformie liturgicznej przeprowadzonej przez Vaticanum II ojcowie soborowi zalecili biskupom i kapłanom, by objaśniali ludziom mszę świętą. Skąd zatem to niezrozumienie wśród wiernych? „Problem zaistniał, gdy liturgia z łacińskiej stała się liturgią w językach narodowych – tłumaczy o. Zbigniew Ptak OSPPE. – Kiedy księża zauważyli, że ludzie rozumieją słowa i jakoś się angażują, to zrezygnowali z wyjaśniania mszy świętej. Skutki są takie, że po kilkudziesięciu latach ponad 90% ludzi nie wie o niej nic, poza tym, w którym momencie usiąść, uklęknąć, wstać i jaką dać odpowiedź na wezwanie kapłana. I to jest tragedia. Jeżeli ograniczymy mszę świętą do postaw zewnętrznych, to praktycznie w niej nie uczestniczymy, gdyż to, co najważniejsze, kryje się w środku”.

Zrozumieć niepojęte

Tym niezrozumieniem istoty mszy świętej tłumaczy się zarówno brak powrotu wielu wiernych do kościołów po zniesieniu pandemicznych ograniczeń, jak i łatwą rezygnację z uczestnictwa w niej z błahych powodów oraz nieskuteczność w przekazywaniu tej tradycji młodszemu pokoleniu. Bo uczestnictwo w Eucharystii nie powinno opierać się na, choćby wielopokoleniowej, tradycji, tylko na miłości. „Kilkanaście lat temu dostałem od Pana Boga łaskę zakochania się we mszy świętej, z wewnętrznym nakazem, żeby głosić o niej Słowo Boże, pokazywać ludziom jej wielkość i świętość” – opowiada o. Ptak. To źródło prowadzonych przez niego od lat comiesięcznych, bezpłatnych rekolekcji na temat wewnętrznej postawy wiernych podczas mszy świętej. „Kiedy organizowałem je po raz pierwszy, nasz generał powiedział, żebym się cieszył, kiedy przyjedzie 10 osób. Przyjechało 70. I na każde kolejne spotkanie przyjeżdża coraz więcej. Od pewnego czasu ta liczba oscyluje od 200 do 400 uczestników. Co ciekawe, są to ludzie z całego świata”.

„Jeżeli człowiek, na ile może, poznaje mszę świętą, to nie ma takiej możliwości, żeby nie zrodziła się w nim fascynacja nią – mówi paulin. – Problem polega na tym, że mówimy bezustannie o tym, że Eucharystia to szczyt całego życia chrześcijańskiego. Odmienia się to przez wszystkie przypadki i przy każdej okazji w dokumentach Kościoła. Ale cóż z tego, skoro brakuje konkretnych działań, by przełożyć te prawdy na język przeciętnego chrześcijanina, który jest tak katechizowany przez świat, że zniechęca się do tego, co święte, duchowe, tajemnicze, i rezygnuje, bo nie ma właściwego przekazu w tej materii”. Jak to zmienić? Paulin postuluje wyznaczenie w każdej diecezji kapłana, który byłby pasjonatem mszy świętej, do głoszenia o niej cyklicznych rekolekcji, analogicznie do tych na Jasnej Górze. „W ciągu jednego pokolenia zmiana byłaby widoczna gołym okiem. To takie proste – trzeba postawić mszę świętą na pierwszym miejscu. Natomiast w tej materii wciąż bardzo mało się dzieje” – podsumowuje.

Rozpalić miłość

Czy to, czego nie dostaje w zakresie szerzenia kultu eucharystycznego Kościołowi hierarchicznemu, mogą zmienić sami wierni? W szeregu warszawskich kościołów obserwuję od niedawna montowanie balasków przy ołtarzach i to głównie tam, gdzie nigdy ich dotąd nie było. Ludzie chcą przyjmować Komunię Świętą w postawie klęczącej i do ust. Często prowadzi to do sytuacji, gdy udziela się jej równocześnie na kilka sposobów, gdyż część wiernych klęczy, część ustawia się procesyjnie, a wśród nich są tacy, którzy przyjmują Najświętszy Sakrament do ust, i tacy, którzy przyjmują go na rękę.

Z opublikowanych w 2025 roku badań, tym razem amerykańskich, które przeprowadziła psycholog dr Natalie A. Lindemann, wynika, że praktyki niewerbalne – w tym sposób przyjmowania Komunii – kształtują wiarę i mogą przyczynić się do jej pogłębienia. Według badań tylko 31% amerykańskich katolików wierzy w realną obecność Chrystusa w Eucharystii, a najsilniejsza wiara występuje u osób przyjmujących Komunię wyłącznie do ust – 55-60% w stosunku do 25-30% u przyjmujących ją na rękę.

Inną odsłoną rosnącej pobożności eucharystycznej jest zainteresowanie adoracją eucharystyczną. Przybywa kaplic zarówno wieczystej, jak i dziennej adoracji. „Otrzymuję więcej, niż daję. Nazywam spotkanie z Panem Jezusem godziną nie z tego świata – wyjaśnia Maria Sowińska, żona i mama sześciorga dzieci, nauczycielka, która od blisko 6 lat należy do Bractwa Wieczystej Adoracji przy parafii św. Józefa w Warszawie. – Budująca jest cicha obecność innych adorujących. Wielu w podeszłym wieku, ale także osób młodych, niekiedy znanych, np. aktorów. Myślę, że mówienie o uczestnictwie w stałej adoracji może być świadectwem wiary w Jezusa Eucharystycznego, potwierdzeniem tego, że nie jesteśmy sami. W ten sposób uczestniczę w budowaniu jedności, siły i stałości Kościoła”.

Odkryć na nowo

Starożytna, sięgająca V wieku praktyka adorowania Najświętszego Sakramentu, w XVII wieku zyskała nowe oblicze za sprawą Katarzyny Mechtyldy de Bar, która założyła zgromadzenie poświęcone nieustającej adoracji. Powstało ono, by wynagradzać za grzechy i zniewagi przeciwko Najświętszemu Sakramentowi, jakich dopuszczali się heretycy w czasie wojny trzydziestoletniej, co wstrząsnęło młodą Katarzyną. Jedyna fundacja z jej czasów, istniejąca do dziś w tym samym miejscu, to zespół klasztorny przy Rynku Nowego Miasta w Warszawie. Siostry z Instytutu Benedyktynek od Nieustającej Adoracji Najświętszego Sakramentu modlą się tam, od kiedy przybyły do Polski w 1688 roku. „Nadal wynagradzamy za wszystkie grzechy przeciwko Eucharystii – tłumaczy s. Józefina OSBap – tylko obecnie rozumiemy to szerzej. Eucharystia to sakrament miłości, więc tak naprawdę wszystkie grzechy, które godzą w miłość Boga do człowieka, wymagają wynagradzania”. S. Józefina tak tłumaczy zauważalne w ostatnich latach wzmożenie zainteresowania adoracją wśród osób świeckich: „Powiem kolokwialnie, że obecnie w naszym świecie relacje leżą, bo ludzie są pochłonięci internetem i swoimi sprawami. Ale widać głód więzi, a adoracja daje przestrzeń nawiązania intymnej, jeden na jeden relacji z Panem Bogiem”.

„Praktykowanie przez nas codziennej, porannej adoracji trwa już blisko 5 lat – opowiadają Małgorzata i Marek Rusieccy z Gdańska. – Nawróciliśmy się 25 lat temu, kiedy nasze dwie córki były już dorosłe i wkrótce opuściły dom. Obie deklarowały się i nadal deklarują jako osoby niewierzące”. To, co początkowo było walką o nawrócenie córek, stało się z czasem źródłem pokoju i radości dla rodziców: „Dzięki adoracji odkryliśmy, że to nie my je nawrócimy naszymi modlitwami, perswazją, rodzicielskim zatroskaniem i grożeniem palcem. Stało się dla nas jasne, że nadal mamy je kochać, ale problem ich nawrócenia oddać całkowicie Jezusowi. Adoracja uzdrowiła zatem przede wszystkim nas i nasze serca. Dzięki niej Pan Bóg zdjął z nas ciężar, który nosiliśmy”.

Uzdrawiający powrót

Intuicja bp. Schneidera pokrywa się z prawdą o pobożności eucharystycznej zawartą w adhortacji apostolskiej Sacramentum caritatis Benedykta XVI: „Im żywsza jest wiara eucharystyczna w Ludzie Bożym, tym głębsze jest jego uczestnictwo w życiu kościelnym poprzez świadome przylgnięcie do misji, jaką Chrystus powierzył swoim uczniom. Świadczy o tym sama historia Kościoła. Każda wielka reforma wiąże się, w jakiś sposób, z odkryciem w wierze obecności eucharystycznej Pana wśród swego ludu”. Czy właśnie jesteśmy świadkami przełomu i odkrywania przez katolików na powrót uzdrawiającego dla Kościoła i świata kultu eucharystycznego? Jego odrodzenie to nie tylko specyfika naszego kraju. Czy możemy się już cieszyć?

Tekst pochodzi z kwartalnika "Civitas Christiana" nr 2/2026

 

/mdk

1 ppok20220620 0005

Marta Karpińska

Dziennikarz i fotograf, redaktor naczelna kwartalnika "Civitas Christiana".

Zobacz inne artykuły o podobnej tematyce
Kliknij w dowolny hashtag aby przeczytać więcej

#Eucharystia #adoracja #kult eucharystyczny #bp Athanasius Schneider #benedyktynki sakramentki #o. Zbigniew Ptak OSPPE #rekolekcje o Eucharystii #komunia na klęcząco #Komunia św. #Natalie A. Lindemann #pobożność eucharystyczna #Katarzyna Mechtylda de Bar #chrystocentryzm #antropocentryzm #Sacramentum caritatis
© Civitas Christiana 2026. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt i wykonanie: Symbioza.net
Strona może wykorzysywać pliki cookies w celach statystycznych, analitycznych i marketingowych.
Warunki przechowywania i dostępu do cookies opisaliśmy w Polityce prywatności. Więcej