Na polskie ekrany wchodzi hit francuskich kin – film „Najświętsze Serce”. Ten fabularyzowany dokument, którego scenarzystami i reżyserami są małżonkowie Sabrina i Steven Gunnell zrobił zupełnie nieoczekiwaną karierę.
Jak opowiadają twórcy, dystrybutor ocenił, że pozyskanie 20 tys. widzów to maksimum jego możliwości, tymczasem w 2 miesiące we francuskich kinach obejrzało go pół miliona osób. I to pomimo, a może właśnie za sprawą tego, że wzbudził gorące protesty, zakazano jego reklamy, a wiele miast nie zgodziło się na projekcje u siebie. Co wywołało takie oburzenie? Wizerunek Chrystusa, który „mógłby urazić wrażliwość niektórych osób” zestawiony ze słowem serce. To podejście zbulwersowało katolików i sprawiło, że zagłosowali za „Najświętszym Sercem” masowo idąc do kin. Sabrina Gunnell podkreśliła przy okazji polskiej premiery, jak bardzo nietypowe to zjawisko, bo zazwyczaj trudno zachęcić tę akurat grupę do wizyty w kinach. Ogromna widownia sprawiła, że obraz stał się słynny na cały kraj i poza jego granicami, a fenomen opisały media, m.in. najstarszy francuski dziennik Le Figaro.
A więc o czym jest „Najświętsze Serce”? Film przedstawia historię kultu Najświętszego Serca Pana Jezusa, który rozwinął się po objawieniach Jezusa Chrystusa św. Małgorzacie Marii Alacoque. Miały one miejsce w XVII wieku w klasztorze wizytek w Paray-le-Monial. Oprócz scen fabularnych, m.in. odnoszących się do samych objawień (tu doskonała Julie Budria w roli św. Małgorzaty), film prezentuje świadectwa osób, które współcześnie zostały pociągnięte do kultu Najświętszego Serca oraz wypowiedzi ekspertów. Wśród świadków m.in. młody mężczyzna chory na dystrofię mięśniową Duchenne’a; dziewczyna, która nie mogła odnaleźć spełnienia ani w sporcie, ani w pracy zawodowej; terapeuta – niegdysiejszy diler narkotyków; kobieta z Salwadoru, doświadczona wojną domową w tym kraju; opuszczony przez ojca muzyk francusko-meksykańskiego pochodzenia. Wszyscy ci, tak różniący się między sobą ludzie, poczucie celu i sensu życia oraz pokój i radość ducha zyskali dzięki poznaniu i przyjęciu kultu Serca Jezusowego, połączonego z adoracją Najświętszego Sakramentu. Dla wielu z nich punktem zwrotnym była wizyta w Paray-le-Monial.
Obraz jest gęsty od treści, tak jakby twórcy chcieli w 1 godzinie i 35 minutach jego trwania zawrzeć maksymalną ilość wiadomości historycznych i teologicznych oraz relacji świadków. Pędzimy od sceny do sceny, od historii do historii. To nie jest atutem, bo utrudnia absorbcję informacji i nie daje przestrzeni na refleksję. Trudno się skupić, łatwo zgubić w pamięci myśl, która przed chwilą nas dotknęła, łatwo się tym nadmiarem zmęczyć.
A co mi się podobało, oprócz Julie Budrii w roli wizjonerki? Bardzo ładne zdjęcia, piękne operowanie światłem i to zarówno w scenach fabularnych, jak i dokumentalnych. To film miły dla oka. Zainteresowały mnie informacje o Tarczy Najświętszego Serca Pana Jezusa – nigdy o niej nie słyszałam mimo że, jak sprawdziłam, jest znana w Polsce. To sakramentalium, wywodzące się z objawień św. Małgorzaty, jest symbolem Bożej opieki, a papież Pius IX pobłogosławił wszystkich którzy Tarczę noszą. Została zapomniana we Francji, ale właśnie przeżywa swój renesans.
Jestem też pod nieustającym wrażeniem sukcesu filmu. Jak to jest, że obraz bez gwiazdorskiej obsady, nie wolny od niedociągnięć robi prawdziwie światową karierę? Steven Gunnell uchylił rąbka tajemnicy, opowiadając że tak niezwykłe rzeczy dzieją się, gdy sprawy zawierzymy Najświętszemu Sercu Pana Jezusa. Co dla nas niepojęte i niemożliwe, nie jest takim dla Boga. Reżyser bardzo zachęcał zebranych na premierze twórców, by swoje dzieła zawierzali Jezusowi. Po emisji jestem przekonana, że warto pójść za jego radą.
Najświętsze Serce (Sacré Coeur), reż. Sabrina Gunnell, Steven Gunnell, Francja 2025, dystrybucja w Polsce: Rafael Film
/mdk