Można, a pewnie nawet trzeba stawiać sobie pytanie o zasadność tytułowej tezy. Czy świat potrzebuje Dekalogu? Dekalog, dziesięć słów Boga, kojarzy się jednoznacznie z rzeczywistością religijną, z treścią ustanowioną przez Boga, a to budzi dzisiaj naturalny sprzeciw. Żyjemy w czasach pluralizmu i tolerancji dla skrajnych opcji światopoglądowych. Czy w takim świecie jest miejsce na tezę wskazującą, że świat potrzebuje czegoś, co pochodzi od Boga? Czy możliwe jest przyjęcie tablicy zawierającej dziesięć słów, pośród których pierwsze brzmi: „Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną”?
Św. Jan Paweł II 35 lat temu, w czasie swojej pielgrzymki do Polski, komentując to pierwsze przykazanie, stwierdził: „To pierwsze słowo Dekalogu, pierwsze przykazanie, od którego zależą wszystkie dalsze przykazania. Całe prawo Boże – wypisane niegdyś na kamiennych tablicach, a równocześnie wypisane odwiecznie w sercach ludzkich. Tak, że i ci, co nie znają Dekalogu, znają jego istotną treść. Bóg głosi prawo moralne nie tylko słowami Przymierza – Starego Przymierza z góry Synaj i Chrystusowej Ewangelii – głosi je samą wewnętrzną prawdą tego rozumnego stworzenia, jakim jest człowiek”.
Dekalog nie jest wyrazem fundamentalizmu religijnego
Papież postawił sprawę jasno i fundamentalnie. Pierwszym słowem Dekalogu jest wyznanie wiary w Boga. To Bóg tworzy podwaliny wszelkiego porządku moralnego, a zatem i ładu społecznego. Takie stwierdzenie budzi niepokój a nawet opór – bo gdzie w takim razie miałoby być miejsce dla niewierzących? Czy takie postawienie sprawy nie jest wyrazem katolickiego fundamentalizmu?
Św. Jan Paweł II, jakby odpowiadając na te wątpliwości, wskazywał, że obecność Boga jest rozpoznawana przez każdego uczciwie myślącego człowieka poprzez prawo naturalne. To prawo w tradycji katolickiej oznacza zdolność uczestnictwa natury racjonalnej człowieka w odwiecznym planie Boga. To właśnie ta racjonalna zdolność człowieka sprawia, że jest on zdolny rozpoznawać, co jest dobre, a co złe. Uczciwe i konsekwentne uznanie prawa naturalnego prowadzi do jego Twórcy.
Papież jednocześnie wskazywał, że problemem jest to, że nasz porządek życia został odizolowany od Boga i stworzonego przez Niego prawa.
Zdeptanie Dekalogu w XX wieku
Przykładów porzucania tego prawa w historii XX wieku było wiele. Najbardziej dramatyczne i wstrząsające to dzieje dwóch dwudziestowiecznych totalitaryzmów.
Właśnie o takiej kondycji współczesnej Europy i współczesnego świata zachodniego mówił dobitnie papież Benedykt XVI w swoim przemówieniu w Bundestagu. Komentując prośbę króla Salomona o mądrość, a nie o sprawność w grze o tron, papież mówił: „ostatecznym kryterium i podstawą jego pracy jako polityka nie powinien być sukces, ani tym bardziej korzyść materialna. Polityka musi być staraniem się o sprawiedliwość i tworzeniem w ten sposób podstawowych przesłanek dla pokoju. Oczywiście polityk będzie szukał sukcesu, bez którego nie są możliwe skuteczne działania polityczne. Sukces podporządkowany jest jednak kryterium sprawiedliwości, woli przestrzegania prawa i znajomości prawa. Sukces może być również zwodniczy, prowadząc tym samym do zafałszowania prawa, do niszczenia sprawiedliwości. «Czymże są więc wyzute ze sprawiedliwości państwa, jeśli nie wielkimi bandami rozbójników?» – powiedział kiedyś św. Augustyn. My, Niemcy, wiemy z własnego doświadczenia, że słowa te nie są czczymi pogróżkami. Przeżyliśmy oddzielenie się władzy od prawa, przeciwstawienie się władzy prawu, podeptanie przez nią prawa, tak iż państwo stało się narzędziem niszczenia prawa – stało się bardzo dobrze zorganizowaną bandą złoczyńców, która mogła zagrozić całemu światu i zepchnąć go na skraj przepaści”.
Papieskie słowa wskazywały pośrednio, ale wyraźnie, na zdystansowanie się narodu niemieckiego (ale nie tylko jego) od doświadczeń totalitaryzmów XX wieku, które sprowadziły państwa totalitarne do poziomu wielkich band rozbójników. Istotnie, po doświadczeniach II wojny światowej wydawało się, że świat zachodni, zwłaszcza Europa, jakby po omacku szukając rozwiązania, zbliżyły się do Boga i Jego Dekalogu.
Zakazuje się zakazywać
Wyrazem takiego odnajdywania wartości niezmiennych, ponadczasowych, absolutnych i uniwersalnych – wartości prawa naturalnego – stała się niewątpliwie Powszechna Deklaracja Praw Człowieka z 10 grudnia 1948 roku. Takim wyrazem były także konwencje biomedyczne w postaci Kodeksu Norymberskiego z 1947, zakazującego instrumentalizacji człowieka. Mogło się wydawać, że świat pogrążony w ciemnościach traumy zniszczonej cywilizacji, szukając na oślep, odnajduje Boga.
Optymizm okazał się jednak przedwczesny. Warto wspomnieć wydarzenie o znaczących konsekwencjach, których doświadczamy do dnia dzisiejszego i to w sposób rozprzestrzeniający się. Chodzi o rewolucję 1968 roku, która pośród swoich haseł wykrzykiwanych przez studentów na ulicach Europy Zachodniej, zwłaszcza Berlina i Paryża, zamieściła także te dwa znamienne teksty: „nie ma już nauczyciela ani Boga – ty sam jesteś bogiem” oraz „zakazuje się zakazywać”.
Pierwsze oznaczało nie tyle kontestację, ile radykalne odrzucenie wszelkich autorytetów – od Boga poczynając, poprzez autorytet rodziny, uniwersytetu służącego prawdzie czy państwa dbającego o ład społeczny. To było hasło proklamujące skrajną autonomię jednostki, co w konsekwencji prowadziło do rujnacji społeczeństwa opartego na pracy, obowiązku i odpowiedzialności, a przekształcenie go w społeczeństwo kultury przyjemności, użyteczności i egoizmu.
Drugie hasło, pozornie jakby nieskładne, zawierało jednakże piorunującą treść. To ono w swej istocie odrzucało porządek oparty na zakazach, to znaczy porządek stanowiony przez Dekalog, który przecież większość swoich treści formułuje w postaci zakazu – nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij… Oczywiście zakazy te nie stanowią ograniczenia czy zniewolenia człowieka, przeciwnie – zabezpieczają jego wolność przed ryzykiem anarchii, prowadzącej do samozniszczenia człowieka i społeczeństwa.
Rewolta 1968 trwa
Proces rewolty 1968 roku trwa. Jego przejawem jest fakt, że prawo stanowione, oderwane radykalnie od prawa naturalnego w swojej istocie i w swoim sensie, jest dzisiaj zdeformowane. Staje się w swej istocie niegodne prawa. Prawo naturalne prawa moralnego ustępuje przed dyktaturą prawa stanowionego, choć to stanowienie prawa bywa raczej krzykiem roszczeń, wyrazem niesprawiedliwej przemocy ingerującej w życie publiczne.
Ponowne, nie tylko deklaratywne, odrzucenie porządku prawa naturalnego, porządku Dekalogu, to odrzucenie podstaw ładu społecznego i publicznego, to rezygnacja z racjonalności i wiary, to świat palonych katedr i uniwersytetów, zarówno fizycznie, jak i symbolicznie, poprzez wyzbycie się szlachetnego dziedzictwa wiary i rozumu.
Nietrudno zarazem zauważyć, że ten świat deklaratywnie wyzwolony staje się światem realnie zniewolonym. To świat, który bytuje w coraz bardziej narastającym lęku. Wydarzenia ostatnich lat – wielkie kryzysy związane z aktami terroryzmu, pandemią i kryzysem ponadgospodarczym, fale niekontrolowanej imigracji, urojone koncepcje ekologizmu, a może przede wszystkim dewastacja tożsamości człowieka i tożsamości małżeństwa oraz rodziny – to symptomy kryzysu, który jest konsekwencją odrzucenia Dekalogu i jego Twórcy.
Bez Boga pozostają ruiny ludzkiej moralności
Urzeczywistnia się w sposób dostrzegalny prawda głoszona przez Sobór Watykański II, przypomniana przez św. Jana Pawła II w 1991 roku w Koszalinie: „Tylko też w mocy tego pierwszego przykazania można myśleć o prawdziwym humanizmie. Tylko wówczas «szabat może być dla człowieka» i cała humanistyczna moralność sprawdza się i urzeczywistnia. «Stworzenie (…) bez Stworzyciela zanika» – głosi Sobór (Gaudium et spes, 36). Bez Boga pozostają ruiny ludzkiej moralności”.
Przedstawiane postulaty powrotu do Boga nie oznaczają w żadnym wypadku zawłaszczania historii. Nie są też próbą budowania fundamentalizmu religijnego w Europie. Są przypomnieniem źródła porządku moralnego, które stanowiło, i może stanowić, o wielkości Europy, o wielkości świata i o wielkości każdego człowieka.
Prawo naturalne, którego najbardziej zwięzłym przejawem jest Dekalog, funkcjonowało przecież w czasach przedchrześcijańskich, było wyrażane w twórczości greckich poetów, greckich filozofów, także rzymskich. Do jednego z nich, Cycerona, odwołuje się Katechizm Kościoła Katolickiego w numerze 1956: „Jest zaiste prawdziwe prawo, zasiane do umysłów wszystkich ludzi, niezmienne i wieczne, które nakazując wzywa nas do wypełniania powinności, a zakazując odstrasza od występków, którego jednak nakazy i zakazy oddziaływają tylko na ludzi dobrych, nie wzruszają natomiast ludzi złych. Prawo to nie może być ani odmienione przez inne, ani uchylone w jakiejś swej części, ani zniesione całkowicie. Nie może zwolnić nas od niego ani senat, ani lud. Nie potrzebujemy szukać dlań tłumacza czy wykładacza”.
Nadzieja pośród sporów
W tym obszarze toczył się i toczy się dzisiaj niewątpliwie ogromny, fundamentalny spór. Ale sam fakt tego sporu wskazuje, że pomimo presji dyktatury relatywizmu moralnego i pozytywizmu prawnego istnieje przekonanie, tkwiące w wielu ludziach dobrej woli, nie tylko chrześcijanach, że w człowieku zakorzeniony jest porządek moralny, że ten porządek może tworzyć społeczeństwo przyszłości, że ten porządek decyduje o naszym dziś i naszym jutro. Dla chrześcijan ten porządek został zawarty w Dziesięciu słowach Boga, które zostały przekazane człowiekowi wszystkich epok. Nie sposób znów nie wspomnieć przejmujących słów św. Jana Pawła II: „Oto Dekalog: dziesięć słów. Od tych dziesięciu prostych słów zależy przyszłość człowieka i społeczeństw. Przyszłość narodu, państwa, Europy, świata”.
Tekst pochodzi z kwartalnika "Civitas Christiana" nr 2/2026
/mdk