Zostało nam 47 sekund

2026/06/9
22 Fot. JackF Adobe Stock
Fot. JackF / Adobe Stock

Czterdzieści siedem sekund. Tyle – według badań – wynosi dziś przeciętny czas skupienia uwagi na jednym ekranie, zanim przełączymy się na inny. Mniej niż minuta. Krócej, niż trwa przeczytanie tego akapitu. Jeśli uznamy, że to prawda, to być może właśnie tyle czasu mamy, by się zastanowić, czym naprawdę jest cyfryzacja i dokąd nas prowadzi.

Mówi się…

O cyfryzacji mówi się dziś niemal wszędzie. W strategiach rządowych, dokumentach samorządowych, programach grantowych, a nawet w planach rozwoju firm, urzędów, szkół i – co najsmutniejsze – w codziennych rozmowach rodziców z dziećmi. Trudno znaleźć wystąpienie, raport czy spotkanie, na którym to słowo nie padłoby przynajmniej kilka razy, ubrane w szaty postępu, innowacyjności i nieuniknionej przyszłości. Problem polega na tym, że im częściej jest używane, tym bardziej traci kontury, staje się pustym hasłem, magicznym zaklęciem, które ma rozpraszać wątpliwości i zamykać dyskusję. Niewiele jest obszarów życia publicznego, w których wyniki badań naukowych oraz opinie uznanych ekspertów pozostają tak konsekwentnie na marginesie dominującej narracji, jak właśnie w przypadku cyfryzacji. Ten stan rzeczy może dziwić. Bowiem już na początku lat 90. XX wieku Kimberly Young opisała pierwsze przypadki uzależnienia od Internetu i stworzyła test diagnostyczny. Wtedy dla jednych wydawał się on ciekawostką, dla innych zapowiedzią nadchodzących wyzwań i problemów. Dziś to zjawisko dotyka setek milionów osób – i to nie tylko młodzieży. Choć o uzależnieniu cyfrowym seniorów lub powszechnym braku cyfrowej higieny nie mówimy przy rodzinnym stole, nie oznacza to, że problem nadużywania urządzeń ekranowych dotyczy wyłącznie pokolenia Alfa i Zet – wręcz przeciwnie, w równym stopniu, choć w odmiennych formach, problem dotyczy absolutnie wszystkich.

Przełomowy 2007 rok

Smartfon. Kieszonkowe urządzenie, które połączyło komputer, telefon, kamerę, nawigację i nieograniczony dostęp do sieci w jednym przedmiocie, zmieniło nie tylko komunikację, ale strukturę dnia niemal całej ludzkości. Jak wskazuje w swoich pracach prof. Jean Twenge, od momentu masowego upowszechnienia się smartfonów widoczna jest wyraźna zbieżność czasowa między ich obecnością w dłoniach a wzrostem problemów psychicznych wśród nastolatków: depresji, lęków, prób samobójczych, poczucia osamotnienia. Korelacja nie zawsze musi oznaczać prostą przyczynowość – to wiemy – ale skala, powtarzalność i jednoznaczność tych zbieżności nie są przypadkowe, wynikają wprost z powszechności smartfonów. Badania naukowców nie przekładają się na społeczną ostrożność, której w publicznej debacie brakuje, lecz pozostają niezauważone. W rezultacie cyfryzacja stała się synonimem postępu. Wystarczy dodać przedrostek „cyfrowy”, by projekt zyskał aurę niepodważalności: cyfrowa transformacja firmy, cyfrowy urząd, cyfrowa gmina, cyfrowa szkoła lub cyfrowa rodzina.

Praktyka: kolejne zakupy

Smartfony dla pracowników, tablety dla dzieci, monitory interaktywne w salach konferencyjnych, laptopy dla szkół. Rzadziej pada pytanie o rzeczywistą potrzebę, o proporcje, o długofalowe skutki – nie tylko ekonomiczne, ale przede wszystkim społeczne. Setki milionów, miliardy złotych płyną na sprzęt, oprogramowanie, szkolenia, wdrożenia. O wiele rzadziej inwestuje się równie poważnie w refleksję: w niezależne badania skuteczności tych rozwiązań, w analizę ich wpływu na zdrowie psychiczne, relacje międzyludzkie, zdolność do krytycznego myślenia – czy szerzej: na całe społeczeństwo. Cyfryzacja przestała być narzędziem. Stała się celem samym w sobie. W tym kontekście warto postawić pytanie fundamentalne: czy naprawdę znamy bilans zysków i strat związanych z powszechną obecnością ekranów w naszym życiu? Czy decyzje podejmowane na poziomie rządów, samorządów, zarządów spółek i – co najważniejsze – w domach uwzględniają aktualny stan wiedzy?

Warto wrócić do liczby, od której zaczęliśmy

Badania naukowców z University of California w Irvine (powtarzane i potwierdzane w ostatnich latach) pokazują niepokojący trend. Średni czas skupienia uwagi na jednym ekranie przed przełączeniem się na inny wynosił w 2004 roku 2,5 minuty. W 2012 – już tylko 75 sekund. Obecnie, w połowie lat 20. XXI wieku, spadł do 47 sekund. To nie jest już kwestia „multitaskingu” – to rytm nieustannego przerywania, rozproszenia, gonitwy za kolejnym bodźcem. Przeciętny użytkownik – czy to pracownik biurowy, menedżer, rodzic czy nastolatek – funkcjonuje dziś w świecie, w którym uwaga przeskakuje co kilkadziesiąt sekund. Ma to znaczenie zasadnicze nie tylko w szkole, ale w każdym miejscu, gdzie potrzeba wysiłku poznawczego: w pracy wymagającej koncentracji, w lekturze raportu lub powieści, w rozmowie, która nie mieści się w 280 znakach, w projektowaniu, pisaniu, myśleniu strategicznym lub kreatywnym. Jeśli naturalnym środowiskiem człowieka staje się ciągłe przełączanie, to nie wystarczy wyposażyć biurka w kolejny monitor czy smartfon z lepszym procesorem, by podnieść efektywność. Być może najpierw trzeba zapytać, jak chronić i odbudowywać kompetencję koncentracji – zanim zaczniemy ją dodatkowo obciążać. Inny aspekt, rzadko obecny w entuzjastycznych prezentacjach „cyfrowej transformacji”, dotyczy zdrowia. Urządzenia, które trzymamy w dłoniach przez wiele godzin dziennie, kładziemy na biurku, przykładamy do twarzy, przekazujemy współpracownikom czy dzieciom, stają się nośnikami nie tylko danych, ale i bakterii. Badania wskazują, że na smartfonie może być ich nawet dziesięciokrotnie więcej niż na desce sedesowej. To nie żart – to realne zagrożenie biologiczne w epoce, w której – nauczeni traumatycznymi doświadczeniami pandemii – higiena rąk stała się obsesją, ale higiena telefonu nie wiedzieć czemu pozostaje niemal tematem tabu.

Kwestia treści…

W grudniu 2024 roku portal pornograficzny Pornhub był dziewiątą najczęściej odwiedzaną przez dzieci witryną internetową w Polsce. W tym czasie z treści dostępnych za jego pośrednictwem skorzystało 863 622 dzieci w wieku lat 7 do 14. To realni użytkownicy, chłopcy i dziewczynki, a samo badanie opierało się na śledzeniu ruchu w Internecie, a nie na ankietach czy deklaracjach obarczonych pewnym oczywistym błędem. Z raportu „Internet Dzieci” wiemy również, że ponad 80% dzieci w wieku szkolnym spędza przed ekranami ponad sześć godzin na dobę, w większości na smartfonach. To czas porównywalny z pełnoetatową pracą dorosłego. Wpływ takiej ekspozycji na rozwój mózgu, sen, relacje społeczne i zdrowie psychiczne jest przedmiotem niezliczonych już badań, a konkluzje z nich są jednoznaczne i zgodne – ekspozycja na ekrany szkodzi i należy ją zdecydowanie ograniczyć. Niektóre organizacje międzynarodowe, w tym UNESCO, na podstawie rekomendacji naukowców zalecają całkowity zakaz korzystania ze smartfonów w szkołach, a coraz liczniejsza grupa państw reguluje prawo tak, aby chronić dzieci, czyli zakazać smartfonów w szkołach i ograniczyć dostęp do mediów społecznościowych dzieciom poniżej 16 roku życia.

…i czasu

W 2025 roku przeciętny Polak spędza na smartfonie i w sieci więcej czasu niż na jakiejkolwiek innej aktywności poza snem i pracą. Rodzice dają tablety dwulatkom, by „zająć” dziecko. Firmy oczekują, że pracownik będzie dostępny 24/7. Urzędy chwalą się „cyfryzacją usług”, nie pytając, ile osób naprawdę potrafi z nich korzystać bez frustracji. Wszyscy jesteśmy w tym samym obiegu: więcej ekranów, więcej powiadomień, mniej uwagi. Czy w tej sytuacji rozsądne jest dalsze utożsamianie cyfryzacji z postępem bezwarunkowym? Czy zakup kolejnych urządzeń naprawdę odpowiada na najważniejsze wyzwania – w pracy, w domu, w relacjach? A może zamiast pytać, ile jeszcze ekranów wprowadzimy, powinniśmy zapytać, jaką rolę mają one pełnić i w jakich obszarach powinny ustąpić miejsca metodom analogowym, rozmowie twarzą w twarz, ciszy, skupieniu? Nie chodzi o odrzucenie technologii. Świat, w którym żyjemy, jest cyfrowy i nie tylko nie da się, ale nawet nie powinno się z niego uciec. Chodzi o przywrócenie proporcji i sensu. Cyfryzacja nie jest wartością samą w sobie. Jest narzędziem – a każde narzędzie wymaga refleksji nad celem, któremu ma służyć, oraz odwagi, by w razie potrzeby ograniczyć jego użycie.

Czterdzieści siedem sekund. Tyle trwa dziś przeciętne skupienie. Pytanie brzmi: czy wykorzystamy je na kolejne przełączenie ekranu, czy na chwilę refleksji? Bo być może prawdziwą miarą nowoczesności nie będzie liczba urządzeń w naszym otoczeniu, lecz zdolność do zatrzymania się – choćby na te 47 sekund.

Tekst pochodzi z kwartalnika "Civitas Christiana" nr 2/2026

 

/mdk

Twardosz Michal 2024 kwadratjpg

Michał Twardosz

Prezes Fundacji Projekt PL, członek Katolickiego Stowarzyszenia "Civitas Christiana". 

Zobacz inne artykuły o podobnej tematyce
Kliknij w dowolny hashtag aby przeczytać więcej

#cyfryzacja #smartfony #skupienie #wychowanie dzieci #uważność #skupienie
© Civitas Christiana 2026. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt i wykonanie: Symbioza.net
Strona może wykorzysywać pliki cookies w celach statystycznych, analitycznych i marketingowych.
Warunki przechowywania i dostępu do cookies opisaliśmy w Polityce prywatności. Więcej