W kręgu prawd maryjnych

Udostępnij artykuł:
Fot. Adam Ján Figeľ/Adobe Stock / Giovani Ambrogio Bevilacqua, XV wiek, Włochy

Nasza epoka już jest, ale powinna być jeszcze bardziej epoką Maryi, ponieważ niepokoje naszego pokolenia mają taki charakter, że przywołują Jej słodkie i macierzyńskie miłosierdzie oraz domagają się zbawczego wpływu tych prawd, które Jej dotyczą, a które Kościół głosi i które Ją opisują jako Matkę Chrystusa i Matkę Kościoła.

Takie przesłanie znajdujemy w bogatym nauczaniu maryjnym kierowanym do Kościoła w Polsce przez kardynała błogosławionego Stefana Wyszyńskiego oraz w nauczaniu powszechnym papieża świętego Jana Pawła II. W encyklice Fides et ratio Jan Paweł II podkreślił, że Maryja, „rodząc Prawdę i zachowując ją w swoim sercu, na zawsze obdarzyła nią całą ludzkość” (nr 108). Tę prawdę w Niej obecną, przede wszystkim dotyczącą człowieka, chcemy odkrywać w tym miejscu.

Niepokoje naszej epoki

Jest zawsze czymś nieadekwatnym, a nawet niebezpiecznym mówić o formach zła obecnych w naszych czasach, jakby były one czymś całkowicie nowym i aż do tej chwili nieznanym. Takie postępowanie nie ma żadnego uzasadnienia. Zjawiska, które dzisiaj nas niepokoją i zniechęcają, są tak stare, jak stary jest grzech, tak stare, jak zdrada, odrzucenie i śmierć, tak stare, jak choroba, wrogość między ludźmi i narodami, jak wojna. Są to oczywiście zjawiska, które słusznie nas niepokoją. Są to formy zła obecne w tej chwili, ale wywołują one niepokój od najdawniejszej starożytności. Niepokoje naszej epoki są tak stare jak świat, stare jak ciało, stare jak demon.

Na pierwszym miejscu źródłem naszych niepokojów jest świat. Niepokoje naszego pokolenia, które wypływają z ducha świata i w nim się niejako kondensują, są niepokojami wywoływanymi przez agresywne i bratobójcze podziały dotykające rodzaj ludzki. Odziedziczyliśmy wszystkie stare podziały wertykalne związane z życiem ludzkim: rasowe, narodowe, językowe. Wszystkie one zwracają człowieka przeciw człowiekowi, brata przeciw bratu, a istnieją one jeszcze w nas, ponieważ stanowią część ducha świata. Do tych podziałów wertykalnych, jakby je komplikując i intensyfikując, doszły również rozmaite podziały horyzontalne, które dzielą narody, oddzielając grupy z powodu różnic obyczajowych i kulturowych, podziały stawiające agresywnie jedną klasę przeciw drugiej; w tym samym narodzie dzieci zwracają się przeciw rodzicom, w tych samych społecznościach religijnych i cywilnych liberałowie występują przeciw konserwatystom.

W epoce, która widzi świat dotknięty podziałami wertykalnymi i horyzontalnymi, które jednych zwracają przeciw drugim, Kościół przekazuje nam prawdę o Maryi, Królowej czasu i wieczności, lilii Izraela, róży Saronu, Oblubienicy rzemieślnika, cieśli z Nazaretu, a jeszcze bardziej prawdę o Matce rodzaju ludzkiego, nadziei pojednania między narodami i osobami, Matce jedności i Matce Kościoła. Ona niejako „demokratyzuje” nas wszystkich, dokonując zrównania nas przed Bogiem, a tym samym łagodzi przeciwstawienia i podziały.

Ze starożytnego grzechu ciała nasza obecna epoka przejęła jako swój nękający niepokój ślepy kult ciała i poszukiwanie siły fizycznej dla swojej własnej korzyści, dla budzenia podziwu, by nie powiedzieć dla adoracji czystego piękna cielesnego i zmysłowego. Nasza epoka jest dotknięta przez herezje, które wynikają z nieuporządkowanego kultu tego, co fizyczne, i z miłości do ciała. Jest to na poziomie politycznym herezja nacjonalizmu z jego kultem krwi i pochodzenia; na poziomie estetycznym mamy do czynienia z herezją czci dla formy ludzkiej, pogańskiego kultu cielesnego piękna; na poziomie naukowym i pseudonaukowym rozpowszechniła się herezja zdrowia i dobrostanu cielesnego, będąca równocześnie wyrazem pogańskiego kultu czystej siły fizycznej. Mamy dzisiaj herezję na poziomie kulturowym, którą streszcza powtarzające się hasło gender z jego dewiacjami praktycznymi.

Wobec tych faktów Kościół głosi prawdę o Maryi wziętej z ciałem i duszą do niebieskiej chwały na wieczność, aby przypomnieć, że prawdziwe zdrowie ciała, prawdziwa godność oraz prawdziwe i rzeczywiste piękno ciała ludzkiego – ciała traktowanego jako oblubienica ducha, sługa duszy i narzędzie Boże – wynika z pełnienia w nim i przez nie dzieła Bożego.

W końcu, w dzisiejszej epoce z działania diabła wypływa bardzo konkretna pokusa, odpowiadająca obecnej sytuacji duchowej. Diabeł mówi do każdego pokolenia, odwołując się do obrazów i argumentów, którymi najskuteczniej może je zwieść i poddać swoim zgubnym wpływom. Do jednej epoki diabeł, „ojciec kłamstwa”, mówi o chwale, na jaką zasługuje, w innej o jej osiągnięciach przewyższających wszystkie inne, a w każdej epoce wzbudza pychę, od której jest najwyższym specjalistą. Jaka jest główna pokusa, którą diabeł wzbudza, aby pociągnąć za sobą nasze współczesne pokolenie chrześcijan (wierzących), a zwłaszcza katolików?

Nasze pokolenie jest zbyt cyniczne, by mogło być zwiedzione obietnicą należnej mu chwały i odniesienia wspaniałych zwycięstw. Wydaje się, że dzisiaj diabeł mówi nam głównie o niepokojach. Kusi nas defetyzmem i zniechęceniem wobec rzeczywiście wielkich niepokojów społecznych, ekonomicznych, politycznych, militarnych i moralnych, które wszyscy bezpośrednio dostrzegamy.

Maryja, przedstawiana od czasów starożytnych jako Niewiasta miażdżąca głowę węża i pozbawiająca diabła jego zwycięstwa, za naszych dni może pomóc również w skorygowaniu coraz bardziej powszechnego zniechęcenia wobec dobra i poczucia defetyzmu u wierzących, w uleczeniu budzących się niepokojów w sercach tych, którzy miłują Boga. Aby ożywić nasze wiotczejące dusze, w naszej epoce, w której diabeł usiłuje zwieść wierzących defetyzmem, zniechęceniem, poczuciem nieuchronnej porażki, Kościół zwraca naszą uwagę na Maryję śpiewającą Magnificat – pieśń zwycięstwa i wolności, opartą na Bogu i Jego zbawczym działaniu.

Odnowiona natura ludzka

Maryja jest stawiana przed naszymi oczami jako córka Ewy bez grzechu – i w taki sposób Ona ukazuje nam, co nasza natura posiadałaby nadprzyrodzonego i uprzywilejowanego, gdyby Ewa nie zgrzeszyła. Rozważając tę prawdę w dniach zniechęcenia, przychodzi nam na myśl, że mimo iż nie posiadamy przywilejów, którymi były obdarzone Maryja czy Ewa, to i tak posiadamy naturę, która została stworzona w Ewie, a doprowadzona do doskonałości w Maryi. Jest ona zraniona, ale nie jest całkowicie zepsuta, pozostając otwarta na łaskę i inne dary Boże. Mamy tę samą naturę, którą miała Maryja, i dlatego też w świętym blasku Maryi odbija się obietnica czegoś, co jeszcze może być, jeśli będziemy współpracować z łaską Bożą, tworzącą i doskonalącą w nas tę naturę, która od początku była Jej naturą.

W takim przypadku możemy zrozumieć trochę lepiej, dlaczego Kościół w tym tak bardzo dotkniętym wstrząsami okresie, pozdrawia Maryję jako przyczynę naszego zbawienia i naszej radości. Wynika to nie tylko z faktu, że wydała Ona na świat Jezusa, który otwiera przed nami skarby łaski, ale także z tej racji, że w swojej naturze ludzkiej Maryja ukazuje, czego dokonuje zwycięska łaska Boża w człowieku. Ona jest przyczyną naszej radości, ponieważ w chwilach wstrząsów zwraca nas optymistycznie ku przyszłości, chroniąc przed popadnięciem w jakieś pesymistyczne rozgoryczenie, blokujące zdolność zmierzania do celu ostatecznego.

Wielkie epoki wiary były pełne radości i spokoju, jaśniejącego złota i łagodnego błękitu, jak na obrazach bł. Fra Angelico z Fiesole, ponieważ zwracały one przede wszystkim uwagę na to, co wznioślejszego i piękniejszego posiadała natura ludzka, a nie na to, co jest jej gorszą i ciemniejszą stroną. Dlatego na pierwszym miejscu ukazywano Maryję jako niepokalanie poczętą, będącą najwyższym wyrazem i odbiciem boskiego piękna, które nie poddaje się naciskom żadnego grzechu ani jego skutkom.

Zwrócić się do Maryi

Powinniśmy często rozważać te prawdy maryjne, które święty Kościół, w sposób przystosowany i opatrznościowy, postawił nam przed oczami w naszej epoce za pośrednictwem wspomnianych na początku wielkich rzeczników kultu maryjnego. Pomyślmy o niepokalanym poczęciu i wniebowzięciu Najświętszej Dziewicy Maryi, o godności i chwalebnym wywyższeniu Matki Chrystusa i Kościoła, jako prawdach mówiących o naturze ludzkiej, o przeznaczeniu rodzaju ludzkiego, o duchowej i trwałej godności każdego z nas.

Rozważając te prawdy, zostaniemy zapewne poruszeni nostalgicznymi wspomnieniami o tym, czym byliśmy jako istoty ludzkie, gdy świat był młody, a człowiek przechadzał się po ogrodzie Bożym (przed grzechem pierworodnym). Potem zostaniemy na pewno zachęceni i umocnieni przez nadzieję, czym możemy jeszcze się stać, oczywiście w niebie, ale też w jakimś stopniu już na ziemi, gdy modlimy się do naszej Matki, naszej Królowej, ale także naszej Siostry w człowieczeństwie. W ten sposób stajemy się godni obietnic Bożych, obietnic przypominanych przez nasze sanktuaria, przez nasze wspaniałe katedry, czy też nawet przez małe obrazki czy medaliki, które nosimy na sercu.

Jeśli Bóg wszechmogący jest w nas i – co więcej – jest bardziej w nas wewnętrznie obecny niż my sami w sobie, jak zauważył św. Augustyn, to czy możemy się dać zniechęcić i popaść w defetyzm? Czy Boska obecność nie może nas podnieść ponad to, co nas niepokoi czy nami wstrząsa? Punktem wyjścia do udzielenia pełnej i twórczej odpowiedzi na te pytania jest to, że łaska Boża nie może działać w nas, jeśli nie szukamy jej pobożnie, gorąco i pokornym sercem, a także wszystkimi naszymi poruszeniami…, jeśli oczy naszego intelektu są pełne kurzu rzeczy przejściowych i zbytecznych, a my nie chcemy umartwić naszej zmysłowości i nawrócić się do Boga całym sercem. Oto racja, że łaska Boża nie działa w nas. W tej sytuacji musimy zdobyć się na to, by w prawdzie powiedzieć za Maryją: „Oto ja służebnica Pańska”; chcę, Panie, współpracować z Twoją łaską, jak współpracowała Maryja „pełna łaski” i prawdy, i dobroci, i miłości.

ks. Janusz Królikowski

Artykuł pochodzi z Kwartalnika „Civitas Christiana” nr 3/2026

/ab

Zobacz inne artykuły o podobnej tematyce:

Kapłan diecezji tarnowskiej, profesor teologii, wykładowca akademicki, autor książek i artykułów.
okładka
Nowość

Już jest! Nowy numer kwartalnika „Civitas Christiana” do pobrania!