Znaki i symbole | Bliżej liturgii

2016/6/17

Temat znaków i symboli jest bardzo szeroki, bo liturgia jest nimi wypełniona. Nie żeby była nimi przepełniona, zawiera ich bogactwo w takim stopniu, by wprowadziły pewne zamieszanie. Nie chodzi jednak o to, aby uczynić liturgię niezrozumiałą lub tajemniczą, lecz by stała się ona jasna, klarowna i zrozumiała.

Liturgia jest miejscem spotkania z Bogiem i już przez to staje się wyraźnym znakiem. Zarówno znak, jak i symbol wskazują na pewną rzeczywistość lub ją przywołują. W liturgii urzeczywistnia się Bóg, następuje w niej połączenie dwóch wymiarów – ludzkiego i niebieskiego. Bogu nie zależy na niczym innym, jak tylko na nawiązaniu dialogu. Tak samo jest z sakramentami. Podręcznikowa ich definicja: „widzialny znak niewidzialnej łaski” komunikuje, że COŚ zostało udzielone. W zależności od tego, czy jest to woda, pokarm, olej, wyciągnięta dłoń czy związana dłoń, następuje wyraźne wskazanie, co człowiek otrzymał. Nie w sposób przypadkowy, lecz świadomy. I z tej decyzji wypływa fakt współpracy człowieka z  darowaną łaską.

Prostota
Francuski teolog Louis Bouyer w  książce Misterium paschalne pyta: „Dlaczego, aby komunikować się z nami, a co więcej, aby się udzielać w ten niewysłowiony sposób, jaki stanowi misterium chrześcijańskie, zniżył się do tego skromnego pośrednictwa widzialnych znaków, do tej prymitywnej mimiki gestów rytualnych?” I natychmiast odpowiada: „Bóg przyjmuje nas takich, jakimi jesteśmy”.
Tekst ten wyjaśnia, czego można spodziewać się po znakach w liturgii. Bóg jest genialnym pedagogiem. Nie wymyślił skomplikowanych zaklęć, gestów ani serii obrzędów wtajemniczających w kolejny poziom zaawansowania, ale korzysta z podstawowej zasady komunikacji – jasności i prostoty. Każdy znak czy gest wykonany poprawnie w stronę drugiej osoby jest odebrany lub odrzucony. Jeśli kieruję w czyjąś stronę pięść, to ta osoba będzie się czuła zagrożona. Jeśli do wspinającej się w górach osoby wyciągam rękę, to ona wie, że chcę jej pomóc. Jeśli Bóg daje pokarm, to tylko z zamiarem nakarmienia głodnego człowieka. Tylko my mamy tendencję do udziwniania, zmieniania oraz utrudniania rzeczy. Bóg nieustannie przychodzi nie w krzykliwej reklamie, gdzie można doszukiwać się kontekstów, a w prostocie znaku wskazującego na jedną rzecz – widzi, czego nam potrzeba.

Czytać, by rozumieć
Liturgia mówi sama przez siebie. Nie potrzebuje ona komentarzy i objaśnień, ponieważ odnosi się do podstawowych skojarzeń, jakie nosi w sobie człowiek. Pokarm syci człowieka, ogień daje światło, woda – życie oraz oczyszcza z brudu. Kiedy stoję, jestem gotowy; gdy siedzę, słucham; klęczę przed kimś, komu oddaję cześć; wyciągam otwartą dłoń, by zasygnalizować swoją postawę; czynię znak krzyża, by „zaznaczyć” na sobie istotny dla mnie wymiar. To nie jest jakaś górnolotna teologia, ale podstawa rozumienia świata i relacji międzyludzkich.
Można zacząć doszukiwać się jakiś podtekstów, ale ich po prostu nie ma. Często postawa człowieka jest taka, że zaczyna dodawać jakiegoś szczególnego znaczenia, magicznej mocy danej kombinacji znaków lub ułożeniu dłoni. Moim głównym zadaniem jest obserwowanie – uczestniczenie i włączenie się w liturgię tak, by wyrazić całego siebie, by przekazać Bogu wszystko, co chcę Mu powiedzieć. Jeśli coś dla siebie zostawię, to rozmowa nie będzie dokończona. Liturgia to nie magia. To żywy kontakt z Kimś, kto chce mieć jasny komunikat, by czytać ze mnie, co chcę Mu powiedzieć.

Świadomość czynu
W psychologii istnieje pojęcie mowy ciała, czyli niewerbalnego sposobu wyrażenia siebie właśnie przez widzialną część człowieka. Mowa ciała ma wyrażać to, co czuję – czy jestem w stanie klęknąć przed Bogiem, czy tylko stać. A może jestem w tak trudnym położeniu, że padnę przed Bogiem. To, jaką postawę zajmuję na modlitwie, bardzo często pokazuje, jaki jest mój stosunek do Rozmówcy. Jak wykonuję jakiś gest, świadczy o tym, czy podchodzę szczerze do tego, co on symbolizuje. Nie trzeba szukać daleko – jak wygląda mój znak krzyża? Czy jest wyraźny i precyzyjny, czy oprócz znaku jest także modlitwą, czy wygląda, jak bliżej nieokreślone „odganianie muchy”? Jak czułaby się dziewczyna, gdyby chłopak w sposób niedbały wręczył jej pierścionek zaręczynowy? Jak się czuję, gdy ktoś niedbale podaje mi rękę? Bóg nie czyta mojej postawy, ponieważ widzi moje serce, ale pojawia się tu jeszcze inna kwestia – bycia we wspólnocie. Moja postawa nie powinna przeszkadzać innym w modlitwie. Czynię to samo co inni, nie wyłamuję się (może poza dziećmi, ponieważ one szczególnie mają prawo przeżywać liturgię po swojemu).
Moja postawa ma mi jednak pomóc, a nie przeszkadzać w przeżywaniu liturgii. Ma wyrażać to, co obecnie odczuwam i przeżywam. Mogą być sytuacje, że ciężko mi będzie uczynić znak krzyża albo nawet uklęknąć. Najistotniejsza jest otwartość na to, co przychodzi do mnie z zewnątrz, czy to ze strony celebransa, czy też wspólnoty, muzyki, tekstów liturgicznych, a nawet zapachu kadzidła. Nigdy nie wiadomo, który znak będzie przekonujący, który porwie mnie do świadomego uczestnictwa. Do tej pory mam wiele skojarzeń, które mi w tym pomagają: zapach kadzidła, światło świec powoli wypełniające kościół, cisza w czasie przeistoczenia, kapłan śpiewający Ewangelię. Bóg nie ukrywa się w znakach, On się w nich objawia.

Dr Michał Krzosek

pgw

Zobacz inne artykuły o podobnej tematyce
Kliknij w dowolny hashtag aby przeczytać więcej

#bóg #godność #liturgia #postawa #zachowanie
© Civitas Christiana 2020. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt i wykonanie: Symbioza.net
Strona może wykorzysywać pliki cookies w celach statystycznych, analitycznych i marketingowych.
Warunki przechowywania i dostępu do cookies opisaliśmy w Polityce prywatności. Więcej