Czyszczenie pamięci

2013/1/17

Mówią niektórzy, że mają dobrą pamięć, choć krótką. Już sam nie wiem, lepiej, żeby była dobra, czy krótka właśnie.

 

Pamięć– wiadomo– przydaje się nieraz. Bywa jednak, że jakieś koszmarne wspomnienie ciąży nam nieznośnie i paraliżuje nasze dzisiejsze poczynania. Ten sam znak zapytania można pewnie postawić przy tzw. „pamięci historycznej”. No, bo czego uczy nas historia? Czy nie tego, że jeszcze nigdy nikogo niczego nie nauczyła? Tak przynajmniej można podejrzewać obserwując dzisiejsze życie społeczne i polityczne.

Jest jeszcze inny rodzaj pamięci, który także wydaje się mieć dwa oblicza. To tradycja. Proszę się nie dać nabrać: tu również można wpaść w pułapkę. Owszem – tradycja w rzeczy samej jest czymś przekazanym nam przez poprzednie pokolenia. Tak Izraelici przekazywali swoim potomkom wiarę w Boga jedynego. Tak również w Kościele zachowano naukę Apostołów. Tradycja jednak coraz częściej oznacza zbiór rytuałów i obyczajów, których mniej lub bardziej wiernie przestrzega się przy różnych okazjach. I jak tu się nie pomylić? Która tradycja to ta przez duże „T”? Jak nie uczynić „wiary Ojców” pobożnie patriotyczną mitologią?

Jak z orędzia ewangelicznego nie zrobić zbioru zasad poddających się przemijającym wiekom i temu wszystkiemu, co one ze sobą przyniosły?

A może by tak czyszczenie pamięci? Może trzeba przywrócić równowagę zawartości naszej kory mózgowej? Nie, żeby zaraz tabula rasa – to nie! Potrzeba czegoś dla przywrócenia właściwych proporcji pomiędzy przeszłością (czy też raczej jej zapamiętanym obrazem) a dniem dzisiejszym.

Otóż to! Potrzeba ponadczasowego spojrzenia – perspektywy, która dzień wczorajszy czyni sensownym dziś. Taka perspektywa musi pachnieć odrobinę wiecznością, bo inaczej nie miałaby się gdzie zakorzenić..

Moja osobista historia i historia świata ma swój początek i kres w wieczności, a właściwie należałoby powiedzieć, że i ja sam, i cały świat ma swoje korzenie w Odwiecznym.

Ten, Który JEST nadał sens wszystkiemu, co jest. Przetłumaczyć to na ludzki język? – Proszę bardzo. Wszystko, o czym pamiętamy – piękne, czy straszne – potrzebuje być pamiętane tak, jak Bóg pamięta. Już słyszę protesty, że człowiek tak nie potrafi. – Prawda. Ale potrafi zaufać, że Bóg we wszystkim może odnaleźć dobro. A przede wszystkim Bóg sam JEST dobry; więcej – JEST Miłością! Tak bardzo nią jest, że nie pozostał Bogiem duchowym i dalekim, ale ukonkretnił się w Człowieku-Jezusie, który wszedł w naszą historię i przez świat został okrzyknięty początkiem nowej ery. Przełom ten dokonał się w chwili, kiedy Bóg postanowił stanąć po stronie człowieka i zrobić wszystko, żeby ten był szczęśliwy. Nie mam zamiaru opowiadać czytelnikom całej Historii Zbawienia, bo to temat na zupełnie inną okazję. Warto jednak pamiętać, że przyjście Jezusa na świat wzięło się z bezradności człowieka, który pewnego razu zaufał komuś innemu niż Bogu i od tamtej pory Bogu zaufać już nie potrafił. Teraz Jezus przychodzi po to, aby uwolnić nas od tej nieufności i zaprosić nas do życia w Bogu, czyli to takiego życia, w którym wszystko ma sens.

Jezus, który wszedł w historię świata, wchodząc w moją osobistą historię, nadaje jej właściwy sens. To jego należy pytać, jaką wartość mają rozmaite zaszłości mojego życia. W Nim także odnajduje prawdziwą wartość każda religijna tradycja przez duże „T”. Kiedy jest realnie obecny w moim życiu. Kiedy mogę powiedzieć, że ma w nim coś do powiedzenia i że jest w nim pierwszym autorytetem i pierwszym, do kogo przychodzę po ratunek, wtedy też nic i nikt nie jest w stanie podważyć sensowności wszystkiego, co mnie spotyka.

I na tym właśnie polega „czyszczenie” naszej pamięci. Jezus, który bierze udział w przemijającej historii świata i mojego życia, jest jednocześnie jej początkiem i kresem. To brzmi mądrze, ale jest również bardzo praktyczne. Bo gdyby wprowadzić Go we wszystkie sprawy mojego życia – te dawne i te dzisiejsze – nie byłyby dla mnie ciężarem, ale szansą. Podobnie z tym, co nazwałem „pamięcią historyczną”: odkrycie Bożych zamiarów i tego, co pomimo ludzkiego złego postępowania Bogu udało się przez wieki z człowiekiem osiągnąć, stałoby się niezwykłym materiałem do nauki historii dziś. A i tradycja, pozbawiona rzeczy nieistotnych, okazałaby się żywym przekazem świadectwa tych, którzy spotkali Zmartwychwstałego.

To, dlatego dzisiaj potrzebuję obecności Jezusa w moim życiu. Nic z tego, co jest lub, co było, nie może być silniejszym doświadczeniem niż doświadczenie spotkania z Nim. Żaden ryt ani religia nie ma najmniejszego znaczenia, jeśli to Jezus nie nada im właściwej treści. W przeciwnym razie moja pamięć ciągle będzie źródłem chaosu w tym, co robię i dokąd podążam. Niczego się nie nauczę z przeszłości. Będę zabobonnie przestrzegał różnych tradycji przez małe „t” w strachu, czy aby zrobiłem już wszystko, żeby mnie nie spotkało nic złego.

Czy ktoś z Państwa naprawdę chciałby tak żyć?

Robert Hetzyg

Artykuł ukazał się w numerze 08-09/2007.

© Civitas Christiana 2020. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt i wykonanie: Symbioza.net
Strona może wykorzysywać pliki cookies w celach statystycznych, analitycznych i marketingowych.
Warunki przechowywania i dostępu do cookies opisaliśmy w Polityce prywatności. Więcej