Na wzgórzach Tajgetos

2013/1/18

Basia napisała do mnie po jednym ze spotkań ze swoją grupą studencką

Studiuję na jednym z wydziałów humanistycznych, a zatem szeroki kontekst spraw ludzkich to właśnie ta materia, w której muszę poruszać się na co dzień, co zresztą czynię z zainteresowaniem i osobistą refleksją. Zaraz na wstępie nadmieniam, że jestem zdrowa, silna i normalna, a ciężkie cierpienia fizyczne i duchowe omijają mnie skutecznie. Ta informacja jest istotna ze względu na temat, który proponuję. Jest to temat z pogranicza życia i śmierci, czyli – eutanazja. Ponieważ jestem dziewczyną pełną życia, to nie wymyśliłam tego sobie ot tak. Już nie pamiętam, kto i w jaki sposób sprowokował na ćwiczeniach dyskusję, ale w każdym razie stała się ona natychmiast żywiołową wymianą stanowisk, pojęć, jakichś bzdurnych pewników filozoficzno-medycznych i społecznych. Wytworzyły się dwa przeciwstawne obozy; jedni byli za eutanazją, drudzy przeciw niej (w mniejszości).

Czułam się wtedy jak sfatygowana chorągiewka, która chwieje się raz w tą, raz w tamtą stronę, muszę bowiem przyznać, że argumenty obu przeciwstawnych obozów trafiały do mnie z równą siłą. Po pewnym czasie zaczęłam się jednak bardziej identyfikować z tymi, którzy są za eutanazją. No, bo… jeśli ktoś nie chce już żyć, to trzeba uszanować jego wolność, w dodatku, gdy cierpienie czyni jego życie bez godności.

Jeden z moich kolegów powiedział, że bardzo kocha swojego dziadka, ale teraz, kiedy on jest już w ostatniej fazie raka i bardzo cierpi, to jest za zastrzykiem ułatwiającym mu śmierć. Ktoś dodał, że jego rodzice, którzy są cenionymi lekarzami, też w pewnych sytuacjach są za łagodną i godną śmiercią, czyli za eutanazją. Przebiła ich jednak moja przyjaciółka, której bym nigdy nie podejrzewała o taki radykalizm, powiedziała bowiem, że choć jest generalnie za życiem, to w pewnych sytuacjach bez sensu i nawet wręcz niemoralne jest przedłużanie go. Swoją wypowiedź zilustrowała przykładami.

Jej sąsiadka ma 83 lata, jest osobą samotną i bardzo schorowaną. Tylko rozrusznik serca mógłby coś tu pomóc. Taka operacja kosztuje, rozrusznik bardziej potrzebny jest młodym ludziom, a ile życia pozostało starszej pani? W dodatku życia smutnego, bez nadziei?

Operacje wad wrodzonych serca u dzieci z mongolizmem. Przecież te dzieci cierpią, a jeszcze gorzej cierpią ich rodzice, zresztą one długo nie żyją, itd. Czy to nie są argumenty? Oczywiście, musi być dokonana pełna i bardzo dokładna ekspertyza lekarska stwierdzająca, że środki zostały wyczerpane, że nie ma już żadnej szansy. Wolność i godność człowieka to przecież najważniejsze wartości. Czy tak? Baśka

Basiu! Studiujesz humanistykę, kierujesz się własną refleksją, jesteś młoda, silna, inteligentna. Chcesz wiedzieć, chcesz mieć zwarty system ocen, imponuje ci zdyscyplinowany radykalizm przyjaciółki. Co jeszcze?

Mówisz, że wolność i godność to najważniejsze wartości. W porządku, tyle że logiki tu zabrakło. Wolność i godność nie są abstrakcją, one mają bardzo konkretny wymiar. Ten wymiar mieści się w parametrach czasu, danego każdemu człowiekowi indywidualnie, bezwarunkowo i bezapelacyjnie. Czy człowiek nieżywy może dysponować swoją wolnością, określać swoją godność? Zatem, ponad wolnością i godnością stoi życie i ono jest najwyższą wartością. Podważenie tej wartości stawia człowieka wobec wyborów, których skutki są nie do wyliczenia. Wybieramy albo afirmację życia, albo jego negację. Już sama dyskusja na temat wartości i zasadności życia prowadzić może tylko do formułowania zasad współżycia społecznego, opartego na eliminowaniu ludzi słabych, chorych, starych, czyli niepotrzebnych, będących ciężarem dla innych.

Od słowa do czynu krótka droga, a jaka to może być droga – historia i rzeczywistość pokazują jasno. Zatem poza granicami dyskusji na temat, czyje życie jest wartościowe, a czyje już nie, może stać już tylko lęk. Potworny lęk – przed starością, chorobą, mniejszą sprawnością, lekarzem, najbliższymi. Rodzice Twojego kolegi, którzy są podobno lekarzami, chyba zapomnieli o przysiędze Hipokratesa i nic nie słyszeli o Światowej Organizacji Lekarskiej.

A może to już amnezja i trzeba ich eutanazować? Starość, choroba, upośledzenie fizyczne i umysłowe nie są przeszkodą w pełni ludzkiej formacji, nie są nawet przeszkodą w radości, a na pewno nie są przeszkodą w dawaniu radości. Ci ludzie odrzuceni są dla nas szansą, treningiem wyobraźni, a przede wszystkim treningiem sumienia. Cierpienie uczy nas kochać. Basiu! Przemyśl to jeszcze raz.

Krystyna Holly

Artykuł ukazał się w numerze 05/2008.

© Civitas Christiana 2020. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt i wykonanie: Symbioza.net
Strona może wykorzysywać pliki cookies w celach statystycznych, analitycznych i marketingowych.
Warunki przechowywania i dostępu do cookies opisaliśmy w Polityce prywatności. Więcej