AdobeStock 244103268 v2
źródło: Adobe Stock

Prof. Grzegorz Kucharczyk: Laicyzm w nauczaniu kard. Stefana Wyszyńskiego

2021/2/15

Procesy laicyzacyjne (sekularyzacyjne) zazwyczaj uchodzą za nieodłączny element zachodzących w „długim” XIX wieku procesów modernizacyjnych w Europie. Choć należy odnotować, że coraz częściej pogląd ten jest kwestionowany w badaniach naukowych nad przemianami kulturowymi na Starym Kontynencie w tamtej epoce. W nowszych badaniach zwraca się nawet uwagę na to, że wiek XIX uznawany (za M. Weberem) za epokę „odczarowania świata” (Entzauberung der Welt) o wiele bardziej powinien być traktowany jako „wiek rekonfesjonalizacji”.

Zazwyczaj też termin «laickość» jest definiowany z nieskrywanym dodatkiem pozytywnego ładunku emocjonalnego. W tej wersji „[…] laickość jest traktowana jako taki sposób organizacji politycznej, który ma na celu ochronę wolności sumienia i równości obywateli”. W tym ujęciu jest równoznaczna z „równością religii i przekonań”, a czynnikiem, który „gwarantuje laickości rozwój” jest zasada rozdziału państwa od Kościoła.

W rzeczywistości jednak laicyzacja w XIX-wiecznej Europie nie była wynikiem działania bezosobowych „sił postępu”. Nie zadziałał tutaj żaden determinizm historyczny, ale raczej dość jasno sprecyzowane kalkulacje polityczne, będące rezultatem wyznawanego przez pewne środowiska polityczne (liberalne) światopoglądu. Takie, w największym skrócie, było tło przechodzących przez Stary Kontynent „wojen kulturowych”, czyli całej serii antykatolickich legislacji, mających na celu usunięcie lub znaczne zredukowanie obecności Kościoła i katolicyzmu w sferze publicznej (od edukacji zaczynając).

Należy podkreślić, że podnoszona w XIX wieku (do dzisiaj również) przez laicyzatorów zasada „rozdziału Kościoła od państwa” została przejęta przez XX-wieczne państwa totalitarne. Pierwsze „państwo nowego typu”, bolszewicka Rosja, już w 1918 roku w swojej ustawie zasadniczej wpisała ją jako normę konstytucyjną. Radykalne odseparowanie sfery sacrum od rzeczywistości społecznej charakteryzowało po 1933 roku również narodowosocjalistyczne Niemcy. Kolejne orzeczenia Magisterium Kościoła zgodnie podkreślały, że istnieje ścisły związek między narodzinami totalitaryzmu a ekspansją ideologii wojującego laicyzmu w epoce europejskich „wojen o kulturę”.

Papież Pius XII pisał w encyklice Summi pontificatus, opublikowanej w pierwszym miesiącu po tym, jak dwa totalitarne państwa (III Rzesza Niemiecka oraz Związek Sowiecki) dokonały na gruzach Polski rozdzielenia „stref wpływów”, rozpętując tym samym światowy konflikt zbrojny: „Państwo i społeczeństwo dostosowywało się we wszystkim do dowolnych haseł i teorii tak zwanego laicyzmu, a proces ten postępował coraz szybciej i spotykał się z ogólnym uznaniem. Prąd laicyzacji życia doszedł wreszcie aż do tego, że od ożywczego i dobroczynnego wpływu Boga i Kościoła odwiódł pojedynczego obywatela, rodzinę i państwo, na skutek czego dają się widzieć coraz bardziej bijące w oczy nieszczęsne objawy zepsucia, w jakie popadły starożytne narody pogańskie. […] W wyniku odrzucenia autorytetu Boskiego i obowiązującej mocy jego prawa, władza państwowa z konieczności uzurpuje sobie uprawnienia absolutne i nikomu niepodległe, które należą się tylko i jedynie Najwyższemu Stwórcy. Skoro zaś państwo zajmie miejsce Stwórcy, stawia dobro publiczne lub społeczeństwo jako cel całości życia człowieka i jako najwyższą i ostateczną normę ustawodawstwa i moralności, zakazując i usuwając wszystko, co odwołuje i odnosi się do reguły naturalnego rozumu i do chrześcijańskiego sumienia”.

Należy przypomnieć, że na istnienie podobnego związku zwracał uwagę w swoim społecznym nauczaniu również prymas Polski kard. August Hlond. Jak pisał w swoim liście O chrześcijańskie zasady życia państwowego z 1932 roku, sfera życia państwowego (społecznego) nie może być odseparowana – czego domaga się ideologia laicyzmu – od sfery religijnej, bo to prowadziłoby do odseparowania władzy świeckiej od ugruntowanej na chrześcijaństwie moralności: „to, co w stosunku do dziesięciorga przykazań jest złem, bo niesprawiedliwością, kłamstwem, gwałtem, to pozostaje grzechem także w życiu publicznym, w monarchii, republice, w czasie wojny i rewolucji, w okresie wyborczym, w stosunkach partyjnych. Nie ma pod słońcem władzy, której by wolno było nakazywać podwładnym czyny przeciwne dekalogowi. Moralność katolicka nakazuje bronić Państwa przed podstępem, intrygą, bezprawiem, ale nigdy nie uzna zbrodni za konieczność polityczną i nie uświęci żadnego nakazu niemoralnego”.

Taki „rozdział Kościoła od państwa”, a w rzeczywistości rozdział społeczeństwa od wzorców kultury i moralności chrześcijańskiej – tutaj prymas Hlond powtarzał rozpoznanie Magisterium Kościoła – wiedzie nieuchronnie do panowania „bezbożnych ideologii”. Te zaś, inaugurując prześladowanie (w imię wspomnianego „rozdziału”) Kościoła, rozpoczynają jednocześnie epokę zniewolenia milionów ludzi. Krótko mówiąc, to, co zaczęło się pod wzniosłymi hasłami „wolności sumienia” (laicyzm), skończyło się wielką niewolą. Uleganie laickiej ideologii, obojętnie czy w wersji liberalnej, czy totalitarnej, a więc poglądowi, który „[…] w miejsce Boga stawia człowieka, rozum ludzki, ludzką wolę i swawolę, siłę materialną i terror” przyspieszy nadejście „[…] wielkiej a tragicznej w dziejach godziny, która w pamięci przyszłych pokoleń pozostanie odstraszającym dowodem, że kto pod budową ludzkości słupy autorytetu Bożego wywraca, ten świat w zwalisko społeczeństw zamienia”.

To nauczanie prymas Hlond kontynuował po 1945 roku, w nowej epoce dziejów Polski, naznaczonej komunistycznym zniewoleniem zarówno w sensie politycznym, jak i ideologicznym. Władze komunistyczne również odwoływały się do podstawowej zasady laicyzmu „rozdziału Kościoła od państwa”. Temu kard. Hlond przeciwstawiał pojęcie «państwa chrześcijańskiego». Zostało one umieszczone w przygotowanym przez prymasa Polski, a podpisanym przez wszystkich polskich biskupów memoriale konstytucyjnym (Katolickie postulaty konstytucyjne), który 14 marca 1947 roku został przekazany przez bp. Zygmunta Choromańskiego premierowi komunistycznego rządu Józefowi Cyrankiewiczowi. W dokumencie napisano m.in., że „Rzeczpospolita, jako społeczna i polityczna zbiorowość katolickiego narodu polskiego, powinna być w Konstytucji ujęta jako państwo chrześcijańskie, które uznaje Boga za władzę wszelkiego stworzenia, bierze udział w aktach czci Bożej i szanuje katolickie sumienie obywateli, ułatwiając im w zakresie swych zadań wyznawanie wiary i osiągnięcie celu ostatecznego”.

W innym punkcie tego memoriału polscy biskupi podkreślali konieczność uznania przez państwo polskie „[…] faktu istnienia Kościoła jako wspólnoty religijnej całego niemal narodu. Kościół katolicki wywodzi się nie z państwa, lecz wprost od Boga, jest przeto samodzielny, od państwa niezawisły i rządzi się własnym prawem. […] Konstytucja powinna uregulować zasadniczo stosunek Rzeczypospolitej do Kościoła w duchu harmonijnego współżycia obu instytucji. W tym celu powinna uznać prawa i swobody Kościoła w zakresie jego posłannictwa oraz stworzyć podstawę prawną do trwałego porozumienia”.

Z takiego dziedzictwa wyrastało nauczanie prymasa Polski kard. Stefana Wyszyńskiego o laicyzmie. Prymas Tysiąclecia jako człowiek nauki jeszcze przed wybuchem II wojny światowej systematycznie w wielu publikacjach zajmował się problematyką zarówno katolickiej nauki społecznej, jak i zjawiskiem sowieckiego totalitaryzmu. Obejmując w 1948 roku stolice prymasowskie w Gnieźnie i Warszawie, nie miał złudzeń co do zagrożeń, które stanęły przed Kościołem w Polsce w obliczu podjętego przez reżim komunistyczny hasła „rozdziału Kościoła od państwa”. Trzydzieści trzy lata posługi prymasowskiej kard. Wyszyńskiego były świadkiem szczególnie bezwzględnych prób implementacji w Polsce zasad wojującego laicyzmu w wersji komunistycznej.

Prekursorzy: Krzyżacy i Bismarck

Nauczanie Prymasa Tysiąclecia obfituje w odniesienia do niebezpieczeństw związanych z promowaniem przez władze PRL polityki odgórnie narzucanego laicyzmu. W tym kontekście kard. Wyszyński dostrzegał paralelę między postępowaniem zakonu krzyżackiego a reżimem komunistycznym. Podobnie jak „rycerze fałszywego chrześcijaństwa” próbowali przemocą skłaniać innych do wyznawanej przez siebie wiary, tak i władze komunistyczne poprzez narzucany laicyzm próbowały wpływać na stan ducha obywateli PRL. Prymas nie miał wątpliwości, że tak w pierwszym, jak i w drugim przypadku nawracanie pod przymusem skończy się dla propagatorów tej zasady katastrofą.

Taką wymowę miały słowa wypowiedziane przez kard. Wyszyńskiego 1 września 1962 roku w Gnieźnie: „Strzeżcie się przed używaniem siły i przemocy w głoszeniu wątpliwych opinii, a zwłaszcza strzeżcie się przed wykorzenianiem siłą wiary maluczkich na rzecz pustki i niewiary. Pamiętajcie, że szlachetny Naród polski umiał oprzeć się pod Grunwaldem i na soborze w Konstancji krzyżackiej zasadzie nawracania siłą. Dziś również zdolny jest opierać się wszelkiej sile, która chciałaby nawracać na ateizm, laicyzm czy indyferentyzm siłą, gwałtem i zastraszeniem”.

Kard. Wyszyński dostrzegał również inną analogię historyczną. Odwoływał się do przykładu Bismarckowskiego kulturkampfu, który w zaborze pruskim był kolejną odsłoną polityki germanizacyjnej, ale w samych Niemczech należał przecież do jednego z etapów liberalnych „wojen o kulturę”, wytoczonych przez laicyzatorów Kościołowi katolickiemu (antykościelne ustawodawstwo Bismarcka z lat 70. XIX wieku zawsze było wspierane przez liberalną większość w pruskim i niemieckim parlamencie).

Kulturkampf określał prymas jako „misterium zmagania się dwóch sił – «cezara i Boga»”, był „zmaganiem się sił ludzkich i Bożych” (Ostrów Wielkopolski, 3 września 1966). Odwołując się do przykładu arcybiskupa poznańsko-gnieźnieńskiego Mieczysława Halki Ledóchowskiego, który bezkompromisowo stawiał opór laicyzacyjnej kampanii, za co trafił w 1874 roku do aresztu, kard. Wyszyński podkreślał, że w ten sposób stał się abp Ledóchowski „[…] symbolem dla Narodu, pokrzepieniem i drogowskazem, jak trzeba nieśmiertelne wartości stawiać wyżej ponad wszystko, co znikome”.

Nie chodziło zresztą tylko o wspominanie kart z przeszłości. Nauka płynąca z bezkompromisowej postawy wobec brutalnego laicyzmu à la Bismarck jest aktualna również w XX wieku. Przypomina bowiem, że „są takie sprawy, sytuacje, wartości i obowiązki, w których trzeba odważnie powtarzać” ewangeliczną zasadę: „Trzeba raczej Boga słuchać aniżeli ludzi”. Słowa te, potwierdzone życiem takich postaci, jak abp Ledóchowski, „[…] idą w przyszłość. Są nauką, mocą i dyrektywą. Wskazują drogi, którymi Naród pragnący żyć, musi iść, jeżeli nie ma się upodlić”.

Zamęt pojęciowy

Prymas Wyszyński zwracał ponadto uwagę na to, że ideologia laicyzmu (jak każda ideologia) operuje zafałszowanymi pojęciami, które biorą się ze świadomie błędnego rozpoznania rzeczywistości. W ten sposób oceniał kluczowe dla polityki wszystkich laicyzatorów pojęcie „rozdziału Kościoła od państwa”. W roku obchodów milenijnych Prymas Tysiąclecia mówił w tym kontekście: „Rzucone dzisiaj hasło «rozdziału Kościoła i państwa» jest próbą przeprowadzenia linii: tu Kościół, tam państwo – to znaczy Naród. Spróbujcie to uczynić, sprawdźcie, czy to się Wam uda. Będzie to praca najbardziej nierozumna, tak jakbyście chcieli żywego i żyjącego człowieka rozdzielić i powiedzieć: tu dusza, tu ciało. A przecież wszędzie jest dusza i wszędzie jest ciało. […] To, co jest zespolone w człowieku, duch i ciało, musi mieć swoje odbicie w dalszych planach: rodzina, Naród, państwo, życie społeczne, zawodowe, kulturalne – ostateczne rzeczy człowieka żyjącego w wielkiej rodzinie międzynarodowej” (Jasna Góra, 27 listopada 1966).

W podobny, krytyczny sposób oceniał Prymas Tysiąclecia wspierający hasło „rozdziału Kościoła od państwa” slogan o tym, że religia i moralność są „sprawami prywatnymi”. W sierpniu 1966 roku, odnosząc się do tej konstatacji, nauczał: „Wiele mówi się, że to, co człowiek czyni w swoim życiu osobistym, jego moralność, wiara czy religia, to rzecz prywatna. Jest to nieporozumienie. Nie ma na ziemi prywatnych spraw, chociażbyśmy prowadzili je za drzwiami zamkniętymi na trzy spusty. Wszystko, cokolwiek człowiek czyni, kształtuje go i udziela się przez niego – dobrze lub źle – całemu otoczeniu. […] Nie jest dla Was rzeczą obojętną, jaki ja jestem, a dla mnie nie jest obojętne, jakimi Wy jesteście. Nikomu nie może być rzeczą obojętną, jakimi są ci, którym podlegamy, których słuchamy, którzy nami rządzą, bo nie ma spraw prywatnych. Nie jest prawdą – powtarzam – że religia czy moralność jest rzeczą prywatną, bo człowiek jest istotą społeczną i wszystkie jego sprawy są zarazem sprawami naszymi, społecznymi” (Opole, 14 sierpnia 1966).

Fatalne skutki „absurdalnej rzeczy”

Kard. Wyszyński nie szczędził ostrych słów dla polityki odgórnie narzucanej laicyzacji. Nazywał ją „klęską i nieszczęściem społecznym”, „absurdalną rzeczą”, „dehumanizacją i zniewagą człowieka”.

Określenia te należy rozpatrywać w ścisłym związku z rozpoznaniem przez prymasa Polski fatalnych skutków – zarówno w wymiarze indywidualnym, jak i społecznym – jakie niosła ze sobą laicyzacja. Jednym z najpoważniejszych była swego rodzaju schizofrenia psychiczna i moralna. Zarządzona przez władze PRL „programowana zimnica i wrogość wobec Boga Człowieka” – mówił kard. Wyszyński 2 lutego 1981 roku w Gnieźnie – prowadziła w sposób nieuchronny do „bezładu moralnego społeczeństwa”, do „[…] narastania wewnętrznego, psychicznego rozdwojenia, które prowadziło do chaosu i utraty zdolności właściwego wartościowania – wszystko jest względne, wszystko jest dostępne, wszystko można czynić, co się tylko komu podoba”.

Słowa te należy traktować jako powtórzenie rozpoznania, które Prymas Tysiąclecia uczynił już znacznie wcześniej. Podczas obchodów milenijnych zwracał uwagę na „oderwanie” i „rozczłonkowanie wychowania katolickiego” oraz na to, że po usunięciu katechezy ze szkół, Kościół nie może dać młodzieży „w pełni wychowania katolickiego”. Przede wszystkim dlatego, że „[…] szkoła jest bardzo często i przeciwko religii, i przeciwko rodzinie, podczas gdy powinna być w zgodzie z tymi wszystkimi elementami wychowawczymi” (Warszawa, 21 kwietnia 1966).

Ta dezintegracja procesu wychowawczego prowadzi ostatecznie do „postawy nihilistycznej”. Pod jej wpływem zaś następuje „dzikość, uwstecznienie”, a człowiek „staje się właściwie jakąś bezwyrazową szmatą”.

Warto również zwrócić uwagę, że forsowana przez władze PRL przymusowa laicyzacja niosła ze sobą „ciężkie okaleczenie psychiki ludzkiej”, której skutki są niejako „odłożone”. W kontekście konsekwencji społecznych „upaństwowionej ateizacji i laicyzacji” prymas Wyszyński wskazywał, że istnieje iunctim między łamaniem charakterów związanym z bezwzględnym wprowadzaniem zasady „rozdziału Kościoła od państwa” (co w praktyce oznaczało, że ścieżki awansu zawodowego były zamknięte dla ludzi nietraktujących swojej wiary jako „sprawy prywatnej”) a szerzącym się klimatem relatywizmu.

W 1980 roku, po paru tygodniach od powstania NSZZ „Solidarność”, kard. Wyszyński wskazywał na fatalne dziedzictwo peerelowskiej laicyzacji, z którym naród polski będzie musiał mierzyć się jeszcze przez długi czas: „Nieprawda wobec Boga i zasad moralnych chrześcijaństwa rzutuje na życie rodzinne, społeczne, na obowiązki gospodarcze i na życie całego Narodu. Nie trzeba się dziwić temu, co dzisiaj jest. Ateizm propagowany oficjalnie nie jest jedyną, ale przeważającą przyczyną naszej niedoli. Podważanie zasad moralnych i religijnych musiało doprowadzić do relatywizmu, do postawy względności w każdym niemal człowieku, który się temu poddał, chociażby tylko oficjalnie, a prywatnie wierzył. Kto wie, czy nie jest nawet jeszcze gorsza w następstwach taka dwulicowość i dwutorowość, jak gdyby człowiek chciał służyć Bogu i mamonie, zwłaszcza gdy taka sytuacja utrwali się” (Warszawa, 24 września 1980).

Warunek prawdziwej odnowy: zerwać z laicyzacją

Ostatnie miesiące życia prymasa Wyszyńskiego przypadły na przełomowy okres w dziejach XX-wiecznej Polski, zainicjowany protestami społecznymi latem 1980 roku, które doprowadziły do powstania wielomilionowego ruchu społecznego „Solidarność”. Jednym z haseł towarzyszących temu przełomowi było wezwanie do „odnowy”, podejmowane również przez stronę komunistyczną, koniecznie z przymiotnikiem „socjalistyczna”. O „odnowie” życia społecznego w Polsce mówił również kard. Wyszyński. Podkreślał jednak, że musi ona być równoznaczna z „powrotem w Ojczyźnie spokoju i ładu”, ten zaś oznacza przywrócenie „poszanowania porządku religijno-moralnego w życiu Narodu”. To oznaczało pilną konieczność zerwania z „[…] propagowaną ateizacją, która podrywała więź i siłę kulturalną millenijnego Narodu” oraz porzucenie „[…] propagowanej laicyzacji, czyli odzierania codzienności życiowej ze świętych znamion”. „W ten sposób – kontynuował Prymas Polski – pozbawiano nasze życie moralne i społeczne tych właśnie więzi, które łączą nasz Naród przez życie religijne, sakramentalne i przez cały ład nadprzyrodzony, który to życie tworzy”.

Cytowane słowa Prymas Tysiąclecia wygłosił na Jasnej Górze, 26 sierpnia 1980 roku, w czasie zmanipulowanej przez komunistyczną propagandę homilii z okazji święta Matki Bożej Częstochowskiej. Jednak ten postulat zerwania z odgórnie narzucanym laicyzmem kard. Wyszyński powtarzał kilkakrotnie. 28 sierpnia 1980 roku akcentował że „pierwszym warunkiem ładu i pokoju społecznego jest uznanie Boga w naszej Ojczyźnie i zaniechanie wszelkiej formy przymusowej ateizacji dzieci i młodzieży, wszelkiej formy laicyzowania społeczeństwa”. Podobne sformułowania znalazły się w cytowanym już przemówieniu wygłoszonym 2 lutego 1981 roku w Gnieźnie przeciw „programowanej zimnicy i wrogości wobec Boga Człowieka”.

Z pewnością nie do przecenienia była rola, jaką prymas Wyszyński jako przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski odegrał w powstaniu listu polskich biskupów pt. Chrystusa nie można wyłączyć z dziejów człowieka, który został opublikowany na uroczystość Chrystusa Króla, 23 listopada 1980 roku. Biskupi podkreślali w nim, że laicyzacja jest „[…] metodą walki z królowaniem Chrystusa […] w czasach dzisiejszych walka ta przybiera szczególne natężenie. Jest prowadzona w sposób planowy, zorganizowany, z pomocą potężnych środków materialnych i umysłowych”.

Pasterze Kościoła w Polsce zwrócili ponadto uwagę, że laicyzacja jako „niszczenie królowania Boga w duszach”, chociaż „[…] nie zaprzecza wprost istnieniu Boga, to jednak zmierza do tego samego celu co ateizm, bo jeśli Bóg staje się nieobecny w życiu ludzkim, nie kształtuje go wtedy swoją prawdą, mocą i łaską”. W tym samym liście Episkopat podkreślał, że „program laicyzacji przynosi najbardziej opłakane skutki w dziedzinie moralności społecznej, rodzinnej i osobistej. Różnymi bowiem drogami upowszechnia się w społeczeństwie, zwłaszcza wśród młodzieży, tzw. etykę laicką, podważa się chrześcijański system wartości, głosi względność norm moralnych.

W ten sposób systematycznie podkopuje się sam fundament moralności, którym dla społeczeństwa o długiej i wypróbowanej tradycji chrześcijańskiej są zasady Ewangelii. Na miejsce tych zasad program laicyzacji nie daje żadnego mocnego fundamentu, bo bez Boga, Jego świętości, sprawiedliwości i przykazań, chwieje się każda moralność”.

Podobne nauczanie zawierał list polskiego Episkopatu z 3 maja 1981 roku pt. Nawróćcie się do Pana. Otwórzcie drzwi serc Chrystusowi. Podkreślano w nim, że „nie można wyrządzić człowiekowi większej szkody, niż odebrać mu wiarę w Boga. Nie można młodym ludziom uczynić większej krzywdy, niż zamknąć im drogę do poznania Boga i spotkania się z Nim. Próby budowania moralności bez Boga i wbrew Bogu czynią człowieka bezbronnym wobec własnych słabości i nacisków zła z zewnątrz”.

Jak widać z przytoczonych przykładów problematyka laicyzmu zajmowała poczesne miejsce w nauczaniu prymasa Polski kard. Stefana Wyszyńskiego. Należy jednocześnie podkreślić, że prymas nie ograniczał się do zdiagnozowania niebezpieczeństw związanych z promowaniem – w słowie i praktyce – przez władze peerelowskie agresywnego, ideologicznie motywowanego laicyzmu. Przeciwstawiał mu przeciwieństwo rewolucji (kontrrewolucję), czyli ożywienie wiary milionów Polaków, a tym samym program żmudnego podnoszenia się z wad narodowych i odbudowy więzów społecznych na drogach Wielkiej Nowenny i obchodów milenium chrztu Polski, który zapoczątkował na naszych ziemiach dzieje ochrzczonego narodu.

/nd

Grzegorz Kucharczyk

prof. Grzegorz Kucharczyk

Historyk, profesor nauk humanistycznych, pracownik IH PAN.

Zobacz inne artykuły o podobnej tematyce
Kliknij w dowolny hashtag aby przeczytać więcej

#Wyszyński #Grzegorz Kucharczyk
© Civitas Christiana 2021. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt i wykonanie: Symbioza.net
Strona może wykorzysywać pliki cookies w celach statystycznych, analitycznych i marketingowych.
Warunki przechowywania i dostępu do cookies opisaliśmy w Polityce prywatności. Więcej