9.04 (…) Jest godz.14.30. Zajeżdżamy do Smoleńska. Na razie stoimy na dworcu towarowym. (…) Jednak jesteśmy w Smoleńsku. Jest to wieczór, minęliśmy Smoleńsk, dojechaliśmy do stacji Gniezdowo. Wygląda tak, jakbyśmy mieli tu wysiadać, bo kręci się wielu wojskowych” - ostatni zapis w notatniku ppor. rez. Wacława Kruka, odnalezionym w mogiłach katyńskich (koperta nr 0424).
Prawda Katynia jest stale obecna w naszej świadomości i nie może być wymazana z Pamięci Europy” – św. Jan Paweł II
Zanim wyruszyliśmy do Warszawy na Dworzec Gdański, w niedzielę 10 kwietnia 2011 roku około godziny piątej w Ostródzie zapaliliśmy znicze przed Dębami Pamięci poświęconymi pamięci ks. ppłk. Leona Ziółkowskiego, ppor. Stefana Gudaczewskiego i ppor. Jerzego Połoniewicza, zamordowanych w Lesie Katyńskim w kwietniu 1940 r. pociskiem z „Walthera” przez katów z NKWD na krawędzi otwartych dołów. Tak rozpoczynaliśmy tę niezwykłą pielgrzymkę do nieludzkiej ziemi, aby odwiedzić groby naszych krewnych.
Po dwudziestu godzinach jazdy, 11 kwietnia, dokładnie o godz. 6,05 czasu miejscowego, pociąg specjalny z 230. uczestnikami Pielgrzymki Federacji Rodzin Katyńskich, orkiestrą i Kompanią Reprezentacyjną Wojska Polskiego zatrzymał się wreszcie na dworcu w Smoleńsku. Koła wagonów umilkły. Nastała długa cisza. Rozglądamy się ciekawie. Za oknami ledwie blady świt zapowiadał wstający dzień. Czarne chmury kłębiły się na niebie, tu i ówdzie leniwie opadał biały płatek śniegu. Mróz dokuczał milicjantom spacerującym po peronach dworca.
W takiej scenerii razem z Wojciechem Gudaczewskim z Ostródy, Alicją Pogorzelską i Ryszardem Piotrowiczem z Olsztyna rozpoczynaliśmy pielgrzymkę po nieludzkiej ziemi zorganizowaną przez Radę Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa w Warszawie. W oczekiwaniu na wyjazd fotografujemy dworzec. Trzy godziny później, w kolumnie autokarów prowadzonych przez milicyjny radiowóz i czarną limuzynę z przedstawicielem miejscowych władz, dojechaliśmy na wojskowe lotnisko Siewiernyj położone na obrzeżach Smoleńska. Rok temu, tu właśnie tragicznie zginęła w drodze do Katynia delegacja z Polski na czele z urzędującym Prezydentem RP prof. dr. hab. Lechem Kaczyńskim z Małżonką Marią i ostatnim Prezydentem na uchodźstwie Ryszardem Kaczorowskim. Lecieli, aby oddać hołd polskiej elicie zamordowanej w 1940 roku. Lecieli wypełnić narodową powinność pamięci i właśnie tam ich służba dobiegła końca. Zakończyli ją w miejscu największej, bo całkowicie bezbronnej, polskiej ofiary.
Bolesna to rocznica, mocno tkwiąca w naszej świadomości. Nadal rozbudza emocje, jest źródłem naszego niepokoju w oczekiwaniu na prawdę. Nie na polityczne spekulacje. Otwartym pozostaje pytanie – jakie jeszcze nieznane fakty dotyczące narodowej tragedii ujrzą światło dzienne?
Stanęliśmy w miejscu upadku setek fragmentów prezydenckiego samolotu TU 154M. Razem ze szczątkami pasażerów i załogi. Wokół śnieg, błoto i rozlewisko. Z szacunku dla zmarłych nikt nie wchodzi na oznaczone pola tragedii. Podczas krótkiej uroczystości złożenia kwiatów i zapalenia zniczy z udziałem Kompanii Reprezentacyjnej Wojska Polskiego wzruszenie odbiera głos. Padają tylko krótkie zdania, urywane słowa... Następnie podchodzimy do kamienia z nową tablicą, którą skrycie, w mrokach nocy z 8 na 9 kwietnia Rosjanie zawiesili w miejscu poprzedniej, przywiezionej z Polski 12 listopada ub. roku przez członków Stowarzyszenia Rodzin Katyń 2010. Jeden z dziennikarzy TVP prowokacyjnie pyta kogoś, dlaczego pielgrzymka nie zatrzymała się przed kamieniem, tylko podążyła prosto pod brzozę, do miejsca upadku samolotu? Silne przeżycie jednoczy nas, jednak nie poddajemy się chwilowym nastrojom niewiary, gniewu czy lęku.
Jedziemy jeszcze do brzozy rzekomo ściętej przez skrzydło polskiego samolotu, co miało być jedną z bezpośrednich przyczyn polskiego dramatu. Kolumna zatrzymuje się na drodze przecinającej ścieżkę podejścia samolotów z rzędami radiolatarni, tuż przed betonowym pasem przeznaczonym do lądowania. Czyli na terenie bezpośrednio przed progiem lotniska, w czasie katastrofy porosłym zbyt wysokimi drzewami.
Oczom naszym ukazuje się ogromny nieład otoczenia, błoto i pozostałości brudnego śniegu. Przygnębiający widok. Dostrzegamy świeże jeszcze ślady po wyciętych chaszczach i drzewach oraz wszędobylskich milicjantów. Ktoś mówi, że przed uroczystościami rocznicowymi wymieniano na nowe radiolatarnie prowadzące lądujący samolot na środek pasa. Wszystko wyjaśnia się, gdy nad naszymi głowami właśnie schodził do lądowania prezydencki samolot Dmitrija Miedwiediewa.
Brniemy w błocie do złamanej brzozy. Znajduje się na działce rekreacyjnej Nikołaja Bodina, lekarza miejscowego pogotowia ratunkowego, który 10 kwietnia nie miał dyżuru i chciał spędzić ranek na daczy (ze względu na wszędobylski nieład, brud i brzydotę, nigdy nie nazwałbym tego miejsca terenem rekreacyjnym). Położona jest w pobliżu lotniska, zaraz obok ścieżki podejścia samolotów i radiolatarni. Nikołaj Bodin był prawdopodobnie ostatnią osobą, która widziała samolot jeszcze w powietrzu.
Pod zranionym drzewem zapalamy znicze, składamy kwiaty, rozglądamy się po okolicy. Chwila zadumy, próba wyobrażenia sobie tragicznych wydarzeń sprzed roku. Jakże inaczej wszystko wyglądało w telewizyjnych relacjach. Wykonujemy pamiątkowe zdjęcia i wracamy do autokarów.
Miałem przekonanie, że o Mordzie Katyńskim w naszej Ojczyźnie powiedziano i napisano już tak wiele, że obecnie należy tylko cierpliwie i z nadzieją oczekiwać od strony rosyjskiej na ostateczne wyjaśnienie wszystkich okoliczności i faktów. Na usunięcie wszystkich „białych plam”, które wciąż drażnią i natarczywie domagają się prawdy. Przede wszystkim zaś na przedstawienie pełnych list ofiar tego niebywałego w dziejach ludzkości ludobójstwa i miejsc, gdzie się dokonało. Aby można było następnie starannie zapisać w zbiorowej pamięci Narodu Polskiego i rzetelnie dopilnować, ażeby pokolenia, które po nas idą, nie zapomniały... W ramach dobrze pojętej polskiej polityki historycznej.
Miałem takie przekonanie jeszcze do czasu, gdy 11 kwietnia stanęliśmy na peronie niewielkiej stacji w Gniezdowie pod Smoleńskiem, gdy przemierzaliśmy drogę, którą ONI byli transportowani więziennymi karetkami („czornyje worony”) z tej właśnie stacji na miejsce zbrodni. Gdy stanęliśmy na Polskim Cmentarzu Wojennym w Katyniu... Wówczas przekonanie to umarło we mnie, zrozumiałem bowiem, że polityka pustych gestów ze strony Rosjan oznacza tyle tylko, by odwlec w jak najdłuższym czasie, może nawet w nieskończoność, ujawnienie prawdy o Katyniu. Byliśmy oto świadkami takiego gestu prezydenta Federacji Rosyjskiej Dmitrija Miedwiediewa na grobach polskich oficerów. Po modlitwie ekumenicznej bez słowa złożył wieniec i niespodziewanie szybko opuścił teren Cmentarza, czym zaskoczył nas – członków Pielgrzymki Federacji Rodzin Katyńskich. Ledwie rozpoczęły się uroczystości, a tu słyszymy, że prezydent Rzeczypospolitej Polskiej już żegna prezydenta Federacji Rosyjskiej... Zrozumiałem, jak bardzo nadal trzeba zabiegać, aby kłamstwo katyńskie na zawsze zniknęło z przestrzeni publicznej, aby prawda o ludobójstwie tysięcy bezbronnych jeńców polskich dotarła do świadomości świata.
Na zakończenie oficjalnej części uroczystości związanych z 71. rocznicą Mordu Katyńskiego w asyście wojskowej złożyliśmy wieniec z polskich kwiatów, który zabraliśmy z Ostródy.
Niewiele pozostało czasu na indywidualne zwiedzanie Lasu Katyńskiego, na odnalezienie tablic epitafijnych z nazwiskami naszych krewnych, spoczywających w zbiorowych mogiłach: ppor. Stefana Gudaczewskiego i ppor. Jerzego Połoniewicza. Nie poznaliśmy miejsca ich spoczynku, nie było to bowiem możliwe. Zapaliliśmy znicze, obok tablic utknęliśmy biało-czerwone chorągiewki, Wojciech Gudaczewski ponadto pozostawił mały krzyżyk i orła z czapki żołnierza polskiego. W pobliżu grobów zebraliśmy garść ziemi, którą zabraliśmy do Ostródy. Do dziś przechowuję tę garść ziemi jak relikwie. A minęło już kilkanaście lat...
Jeszcze chwila zadumy, choć czas ponaglał... Tu wreszcie spotkaliśmy się z naszymi krewnymi, w Lesie Katyńskim, który tego dnia olśniewały promienie słońca, jakby przekazując nam z nieba radość naszych bliskich Zmarłych z tego spotkania. Mieliśmy świadomość niezwykłej z nimi bliskości, tak trudnej do pojęcia, lecz – niestety – w różnych wymiarach: ziemskim i pozaziemskim. Nigdy dotąd nie byliśmy tak blisko siebie, jednak mogliśmy jedynie połączyć się w modlitewnym trwaniu... Po tylu latach poszukiwań, gromadzenia materiałów, ustalania faktów, pragnienia przybycia do miejsca ich cierpienia i tragicznej śmierci zadanej rękoma oprawców z NKWD...
Wieczorem kolacja w restauracji hotelu „Rosja” w Smoleńsku i zapowiadane spotkanie Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego z uczestnikami Pielgrzymki, do którego ostatecznie nie doszło. Jest już wieczór, dzień pogrążył się w ciemnościach. Żegnamy się z naszymi przewodnikami – pracownikami Ambasady Polskiej w Moskwie.
11 kwietnia o godz. 22.45 czasu miejscowego pociąg specjalny z uczestnikami Pielgrzymki Federacji Rodzin Katyńskich ruszył z dworca smoleńskiego w drogę powrotną do Polski, tranzytem przez Republikę Białoruś. W czasie podróży wspominamy pobyt na Wzgórzu Soborowym w Smoleńsku i zwiedzanie monumentalnego soboru Zaśnięcia Matki Bożej, oglądamy zdjęcia, między innymi naszej grupy z Olsztyna z dr. hab. Andrzejem Kunertem, niedawno powołanym Sekretarzem Generalnym Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa i dr Izabellą Sariusz-Skąpską, Prezes Zarządu Federacji Rodzin Katyńskich, wykonane na stacji Gniezdowo. Wspominamy chwilę, gdy prysnął nastrój zadumy, kiedy 230-osobowa grupa uczestników Pielgrzymki napotkała na przeszkodę w postaci bramek ustawionych przed bramą główną katyńskiej nekropolii. Poddani zostaliśmy szczegółowej kontroli dla zapewnienia bezpieczeństwa panów prezydentów. Nieco wcześniej, zanim zostaliśmy poddani drobiazgowej kontroli, ujrzeliśmy cerkiew-pomnik, w stanie surowym, stojącą przy wjeździe na teren zespołu memorialnego, którego częścią jest też Polski Cmentarz Wojenny. O budowie cerkwi prawosławnej w pobliżu polskiego cmentarza w Katyniu strona polska nie została poinformowana przed rozpoczęciem prac. Było to działanie niezgodne z podpisaną w 1994 r. przez ministrów spraw zagranicznych Polski i Rosji umową o grobach i miejscach pamięci ofiar wojen i represji. Oficjalnie, decyzję o wybudowaniu w Katyniu cerkwi-pomnika pw. Zmartwychwstania Chrystusa, która miałaby upamiętnić wszystkich zamordowanych tam prawosławnych – podjął Cyryl, patriarcha Moskwy i Wszechrusi.
Następnego dnia na dworcu Warszawa Gdańska powitało nas wiosenne słońce, bliscy i żołnierze Wojska Polskiego...
Pielgrzymka szlakiem: Warszawa – Smoleńsk – Gniezdowo – Katyń zwieńczyła naszą czteroletnią pracę w Stowarzyszeniu Rodzina Katyńska w Olsztynie. Niewątpliwie podniosła ją na wyższy poziom świadomego, odpowiedzialnego działania. Była dla nas tym szczególnym wyróżnieniem, którym zostają obdarzeni jedynie nieliczni wybrani w chwilach szczególnie ważnych.
Mieliśmy również zaszczyt reprezentować Rodzinę Katyńską województwa warmińsko-mazurskiego, choć uważamy, iż taki zaszczyt nigdy nie jest naprawdę zasłużony – jest natomiast zawsze darem. Uczyniliśmy wszystko, aby godnie wypełnić naszą misję i uczcić naszych Zmarłych spoczywających na Polskim Cmentarzu Wojennym w Katyniu, który stał się symbolem Polski cierpiącej. Symbolem wszystkich ofiar sowieckiej okupacji, zderzenia humanizmu chrześcijańskiego ze złem komunizmu. Symbolem zapomnianego cierpienia, przemocy kłamstwa, obojętności świata.
Słowa wdzięczności i podziękowania składamy Pani Mirosławie Aleksandrowicz, Przewodniczącej Zarządu Stowarzyszenia Rodzina Katyńska w Olsztynie oraz Członkom Zarządu.
Tekst pierwotnie został zamieszczony w książce "Pamięci bliskich", t. II, z inicjatywy Stowarzyszenia Rodzina Katyńska w Olsztynie, Wyd. Studio ANTYKWA, Olsztyn 2012
/mdk