W debacie o miejscu państwa w świecie często powraca – choć dziś raczej na marginesie głównego nurtu – pytanie o tzw. „narodowego championa”. Pojęcie to, zaczerpnięte z języka ekonomii i strategii państwowych, oznacza podmiot zdolny nie tylko do osiągania sukcesu rynkowego, lecz także do reprezentowania kraju w wymiarze symbolicznym: jako nośnik jego prestiżu, kompetencji i aspiracji.
W klasycznym ujęciu „champion” ma charakter gospodarczy. To firma, marka lub sektor, który dzięki swojej skali i rozpoznawalności staje się elementem polityki państwa. Model ten szczególnie wyraźnie widoczny jest w praktyce państw takich jak Niemcy, gdzie obecność przedstawicieli wielkiego biznesu towarzyszy działaniom dyplomatycznym, a interes gospodarczy pozostaje w ścisłej relacji z racją stanu.
Również w Polsce od lat powraca postulat budowy takiego podmiotu. Towarzyszy mu przekonanie, że dojrzałość państwa wyraża się nie tylko w stabilności instytucjonalnej, lecz także w zdolności do generowania bytów, które funkcjonują globalnie, a zarazem pozostają rozpoznawalnie „polskie”. W tym sensie „champion” jest nie tyle przedsiębiorstwem, ile figurą – znakiem obecności państwa w świecie.
Pytanie jednak, czy tak rozumiane pojęcie nie jest zbyt wąskie. Zakłada ono bowiem, że nośnikiem tej obecności musi być produkt ekonomiczny – coś, co poddaje się logice rynku, skalowalności i zarządzania. Tymczasem historia kultury podpowiada, że przekraczanie granic politycznych i językowych dokonuje się często za pośrednictwem form, które wymykają się tej logice: tekstów, idei, symboli, które nie są projektowane jako narzędzia ekspansji, a mimo to uzyskują realny zasięg.
W tym miejscu warto postawić pytanie o możliwość innego typu „championa” – takiego, który nie funkcjonuje jako instrument polityki gospodarczej, lecz jako nośnik doświadczenia kulturowego. Nie reprezentuje on państwa w sposób bezpośredni, lecz wprowadza w przestrzeń, z której państwo wyrasta: w język, wrażliwość, sposób rozumienia świata.
Tego rodzaju perspektywa pozwala spojrzeć na znane polskie dzieła w sposób mniej oczywisty. Dotychczasowe próby budowania rozpoznawalności Polski poprzez literaturę czy sztukę miały najczęściej charakter wtórny: wykorzystywały już istniejącą sławę twórców, nie zaś realne mechanizmy oddziaływania ich dzieł. Tymczasem kluczowe pytanie nie dotyczy tego, kto jest najbardziej znanym autorem, lecz które z polskich tekstów faktycznie funkcjonują w obiegu międzynarodowym – i w jaki sposób.
W tym kontekście szczególnym przypadkiem pozostaje Dzienniczek św. siostry Faustyny Kowalskiej. Jego obecność w blisko 80 językach oraz szeroka recepcja w różnych częściach świata wskazują, że mamy do czynienia z tekstem, który przekroczył swoje pierwotne, lokalne uwarunkowania. Nie jest to jednak przykład klasycznego sukcesu kulturowego. Dzienniczek nie funkcjonuje bowiem w obiegu literackim ani akademickim, lecz w przestrzeni doświadczenia religijnego i egzystencjalnego.
Jego rozpowszechnienie nie dokonało się wyłącznie w sposób spontaniczny. Istotną rolę odegrały tu instytucje Kościoła, a także działania podejmowane przez św. Jana Pawła II, który nadał kultowi Bożego Miłosierdzia wymiar uniwersalny. Nie zmienia to jednak faktu, że sam tekst funkcjonuje w sposób szczególny: nie jako obiekt konsumpcji kulturowej, lecz jako narzędzie osobistej lektury, często związanej z sytuacjami granicznymi – doświadczeniem cierpienia, winy czy potrzeby przebaczenia.
To właśnie ten sposób oddziaływania wydaje się kluczowy. Kontakt z tekstem nie prowadzi tu do natychmiastowej identyfikacji z jego kontekstem narodowym. Przeciwnie – rozpoczyna się od doświadczenia, które ma charakter uniwersalny. Dopiero wtórnie pojawia się pytanie o jego źródło: o język oryginału, o kontekst kulturowy, o miejsce, z którego wyrasta.
Można wskazać jeszcze jeden wymiar tego procesu, rzadko dostrzegany w analizach kulturowych. Lektura tekstu funkcjonującego w wielu językach niekiedy prowadzi do sytuacji odwrotnej niż ta, którą zakłada klasyczny model przekazu: nie od oryginału do tłumaczenia, lecz od tłumaczenia do oryginału. Czytelnik, który natrafia na tekst w swoim języku, może z czasem uświadomić sobie jego zakorzenienie w innej przestrzeni językowej i kulturowej.
W takich przypadkach pojawia się charakterystyczne napięcie: przekonanie, że sens nie wyczerpuje się w przekładzie. To ono bywa impulsem – najpierw do sięgnięcia po fragmenty oryginału, a następnie do bardziej świadomego zainteresowania językiem, z którego tekst wyrasta. Proces ten nie ma charakteru masowego ani systemowego, lecz jego znaczenie polega właśnie na tym, że dokonuje się na poziomie indywidualnego doświadczenia.
W tym sensie tekst może stać się nie tylko przedmiotem lektury, lecz także punktem inicjalnym relacji z kulturą, która go wytworzyła. Nie jako nośnik deklaratywnej „promocji”, lecz jako źródło doświadczenia, które domaga się pogłębienia. To właśnie w tej perspektywie można mówić o szczególnym typie „championa kultury”: nie o produkcie, który komunikuje swoją przynależność, lecz o tekście, który ją odsłania dopiero w drugim kroku – poprzez ciekawość i wysiłek czytelnika.
W tym sensie mamy do czynienia z odwróceniem klasycznego modelu „promocji państwa”. Nie zaczyna się ona od produktu oznaczonego narodową marką, lecz od doświadczenia, które dopiero otwiera drogę do jej odkrycia. Można powiedzieć, że jest to forma „miękkiego wejścia” w kulturę – nie poprzez deklarację, lecz poprzez lekturę.
Czy taki tekst może pełnić funkcję „championa”? Z pewnością nie w sensie ekonomicznym ani instytucjonalnym. Nie jest on narzędziem, którym można w sposób bezpośredni zarządzać czy które można włączyć w strategie państwowe bez ryzyka jego zniekształcenia. Może jednak pełnić inną funkcję: być trwałym punktem odniesienia, który – niezależnie od intencji politycznych – wprowadza w przestrzeń polskiej kultury.
Z tej perspektywy problem nie polega na braku „championa”, lecz na ograniczeniu samego pojęcia. Jeśli rozumiemy je wyłącznie w kategoriach rynkowych, pomijamy formy oddziaływania, które są mniej uchwytne, ale niekiedy bardziej trwałe. Jeżeli natomiast dopuścimy możliwość, że „champion” może mieć charakter kulturowy – a nawet egzystencjalny – wówczas pytanie o jego istnienie prowadzi do innych odpowiedzi, niż te, które zwykle pojawiają się w debacie publicznej. Nie są to odpowiedzi jednoznaczne. Być może jednak właśnie ich niejednoznaczność stanowi o ich znaczeniu.
/ab