Tytułowy cytat zaczerpnąłem z nowej książki opublikowanej przez Wydawnictwo „Biały Kruk”. Od razu zaznaczę, że w ciągu dwóch dni przeczytałem dwie książki tego wydawnictwa, w tym tą o której tu piszę, i zrobiłem to jednym tchem.
Oczywiście czytelnik może, ale nie musi się domyśleć, o jaki zabieg chodzi. Od razu pojaśniam. Autor cytatu miał na myśli tzw: „aborcję”, czyli zabicie dziecka jeszcze nie narodzonego. Często mówimy „w łonie matki” ale dla ścisłości dodam, że można to zrobić i tak, że zabijany człowiek umrze poza matczynym organizmem. Piszę rzeczy straszne, ale niestety prawdziwe, będące stygmatem drugiej połowy wieku XX. Być może kiedyś ludzkość, która się otrząśnie z owego znamienia zbrodni, będzie opisywać tę rzeczywistość jako czarną kartę swojej historii.
Piszę na marginesie tego, co przeczytałem w książce Johna Bruchalskiego pt. „Moje nawrócenie, z aborcji na medycynę chroniącą życie”. To właśnie jej lektura zajęła mi jedno popołudnie i część nocy. Nie chodzi o to, że była dla mnie jakimś odkryciem, ale że pokazywała prawdę. Autor jest amerykańskim ginekologiem położnikiem, jak widać z nazwiska – człowiekiem o polskich korzeniach, ale ostatnim z jego przodków, który przyszedł na świat w ojczyźnie był zdaje się dziadek. Niemniej owa polskość jakoś tam sytuuje autora i jego rodzinę, być może nie jest to wyrażone wprost, ale jednak nie dyskutowalny katolicyzm rodziców, który towarzyszył mu od dzieciństwa, nie był świeżej amerykańskiej daty. A modlitwa matki odegrała z pewnością ważną rolę w kluczowym momencie życia doktora.
Autor od dzieciństwa chciał być lekarzem, medycyna była i jest jego pasją, widać to na kartach książki. Że kocha swoja pracę, a szczególnie człowieka, widać choćby na robiącym wrażenie, przynajmniej na mnie, zdjęciu okładkowym, które po przeczytaniu całości jest szczególnie wymowne. Tym bardziej ciekawa jest swoista ewolucja przekonań Bruchalskiego, oparta na oszustwie, któremu został poddany w czasie studiów medycznych. Polegało ono na wmówieniu młodemu człowiekowi, że zabicie dziecka jest rodzajem pomocy matce. Po latach sam dostrzegł to kłamstwo i przed nim ostrzega. Jednocześnie pokazuje, że z owego intelektualnego oszustwa wyciągnęła go …wiara, od której najpierw odszedł, aby potem z dużą gwałtownością powrócić i poświęcić się temu, do czego powołany jest lekarz, czyli ratowaniu życia matki i dziecka.
Książka Bruchalskiego jest zarazem wzruszająca i wstrząsająca. Tytuł niniejszego tekstu, zaczerpnięty z niej, też wiele mówi, na jej kartach jest niestety więcej podobnych fragmentów. Aborcja stała się zabiegiem, którego celem jest wycięcie „guza”, w ten sposób odczłowieczono najbardziej bezbronną część populacji. Droga doktora, który najpierw, krok po kroku, został wprowadzony w oszustwo, a potem wyplatał się z niewoli zbrodni, jest przykładem pozytywnym, oby stała się powszechna.
Publikacja z pewnością jest małą cegiełką w dyskusji, którą toczymy również w Polsce. Ciągle mamy w pamięci rok 2022, a i dziś nie należą do rzadkości głosy odczłowieczające ludzi, którzy jeszcze nie ujrzeli Bożego świata. No cóż, ciemnota występowała zawsze, oby było jej jak najmniej.
John Bruchalski, współpraca Elise Daniel, Moje nawrócenie z aborcji na medycynę chroniącą życie, Biały Kruk, Kraków 2026
/mdk