O zagrożeniach dla płodności wynikających ze stylu życia i o tym, jak je zniwelować, aby żyć zdrowo i zwiększyć swoje szanse na szczęśliwe poczęcie dziecka, opowiadają dr hab. n. med. Jolanta Wasilewska i dr Tadeusz Wasilewski, których wysłuchała Marta Karpińska.
Przywrócić zdrowie rodzicom
Tadeusz Wasilewski: Brak potomstwa jest olbrzymią tragedią dla małżeństwa, rodziny, społeczności, ale – tak na to patrzę po wielu latach pracy z małżeństwami cierpiącymi na niepłodność – z punktu widzenia natury jest to ochrona następnego pokolenia przed chorobami. Jeżeli organizm taty czy mamy jest chory, to nie ma szansy, żeby dziecko było zdrowe. Wtedy natura mówi stop, szlaban zamknięty. Jeżeli przywrócimy rodzicom zdrowie, to ten szlaban się otwiera.
Jolanta Wasilewska: Generalnie płodność przypisuje się narządowi rozrodczemu. Tymczasem według najnowszych badań, do tego, żeby funkcjonował on właściwie, potrzebna jest prawidłowa funkcja wielu innych narządów – podwzgórza, przysadki mózgowej, szyszynki, tarczycy, nadnerczy, trzustki, wątroby, jelit. Na przykład w macicy są receptory dla hormonów tarczycy i to tarczyca steruje prawidłowym rozwojem zarodka. W wątrobie odbywa się metabolizm kwasów tłuszczowych oraz hormonów męskich i żeńskich, a nadmiar niektórych kwasów koreluje z niepłodnością. Ale najważniejszym graczem jest jelito i zamieszkujące je bakterie – mikrobiom jelitowy.
Żeby pomóc małżonkom, którzy mają problem z poczęciem dziecka, przygotowaliśmy projekt pod nazwą „Cztery filary płodności człowieka”. Bo lekarz nie zrobi wszystkiego za pacjenta – są błędy wynikające ze stylu życia, które tylko on sam może naprawić.
Pierwszy filar – modlitwa
JW: Pierwszy filar płodności to zawierzenie Bogu. Powiedziałabym, że niepłodność jest podróżą do Boga, który jest źródłem życia. Mąż może opowiedzieć setki sytuacji, w których od strony medycznej wszystko było super, ale dopiero modlitwa rodziców, pielgrzymka, wejście w relację z Panem Bogiem skutkowały poczęciem dziecka.
Drugi filar – sen
JW: Drugi filar to redukcja stresu – emocjonalnego, medialnego, fizycznego, chemicznego, elektromagnetycznego i toksycznego, na który jesteśmy nieustannie wystawieni. Tu podstawą jest życie zgodne z cyklem dobowym i sen – czas neutralizacji wielu z tych stresów. Nowe badania wskazują, że sen, który wpływa na produkcję i funkcję różnych hormonów, jest podstawą zdrowia prokreacyjnego. Prawie każdy hormon jest uwalniany w odpowiedzi na rytm dobowy, w każdej godzinie snu inny. Kiedy zapada zmrok, szyszynka produkuje melatoninę, regulującą zegar biologiczny, wpływającą na zmniejszenie produkcji kortyzolu (hormonu stresu) oraz mającą działanie przeciwzapalne. W późniejszej fazie snu, od 23.00 wydzielana jest somatotropina (hormon wzrostu) odpowiedzialna za regenerację organizmu. Po północy zaczynają się wydzielać hormony stresu – adrenalina, noradrenalina. Kiedy przesuwamy rozpoczęcie snu na późniejsze godziny, mózg nie jest się w stanie prawidłowo zregenerować, jesteśmy zmęczeni, a to się przekłada na funkcje związane z płodnością. Im gorsza jakość snu, im jest on krótszy, a jego rytm mocniej zaburzony, tym bardziej spada poziom testosteronu u mężczyzn, a w plemnikach rośnie tzw. stres oksydacyjny, czyli dochodzi do uszkodzenia w nich DNA. U kobiet występują zaburzenia owulacji, cyklu miesięcznego i wzrost predyspozycji do policystyczności jajników. Badania mówią, że powinniśmy spać między 22.00 a 6.00, w pomieszczeniu o temperaturze poniżej 20oC, w ciszy, ciemności, przy wyłączonym Wi-Fi.
TW: Ważne jest też przygotowanie się do snu. Od godziny 20.00 czy 21.00 należy się wyciszyć, wyłączyć ekrany, żeby żaden błysk nie działał na siatkówkę, bo jeszcze godzinę po otrzymaniu sygnału siatkówka go przetwarza i przesyła informacje do mózgu. Z badań wynika także, że różne migania, błyski ekranów interferują z produkcją hormonów. Hormony nadzorujące płodność są wydzielane cyklicznie w pulsach, tzn. też „migają”, i błyski oraz fale elektromagnetyczne z różnych urządzeń oddziałują na nie, zakłócając ich produkcję. Ma to wpływ na jakość dojrzewania komórki jajowej i jej zdolność do połączenia się z plemnikiem.
Trzeci filar – właściwa dieta
JW: Trzeci filar naszego programu to dbanie o codzienne właściwe odżywianie się. Żeby rozwinął się nowy człowiek, w diecie muszą być tłuszcze, aminokwasy, określone białka. W niektórych kulturach stosowana jest tak zwana dieta przedmałżeńska, bogata w jaja, masło, mleko, śmietanę i mięso, która ma zagwarantować płodność małżonkom. Polega ona na dostarczeniu organizmowi jak najwięcej cholesterolu, bo to z cholesterolu produkowane są wszystkie hormony płciowe – i męskie, i żeńskie. Natomiast co dzisiaj dziewczyny robią przed ślubem? Odchudzają się. Wiele naszych pacjentek ma niedobór progesteronu i to wynika ze stosowania długotrwałej, niewłaściwej diety. Warto zaznaczyć, że zbyt niski poziom cholesterolu to także wielkie zagrożenie dla mózgu – bardzo przyspiesza rozwój demencji, Alzheimera, choroby Parkinsona. Na szczęście po kilkudziesięciu latach zaczyna mijać moda na obniżanie poziomu cholesterolu poprzez unikanie tłuszczów zwierzęcych.
W kontekście żywienia warto zaznaczyć, że potrzebny jest zdrowy przewód pokarmowy, sprawne trawienie i bogaty mikrobiom jelitowy. Genetyka bakterii jelitowych to nasza druga genetyka, która bierze udział w gospodarce hormonalnej związanej z płodnością. Jeżeli właściwie się odżywiamy, to będziemy żyli w zdrowiu. Jeżeli niewłaściwie, to w obrębie mikrobioty jelitowej będą powstawały zaburzenia genetyczne i te bakterie stają się naszymi wrogami.
Dzisiejsza dieta jest oparta na dużej zawartości glukozy – takimi pokarmami są wszystkie pokarmy słodkie oraz zawierające pszenicę. Spożywanie ich powoduje, że wkrótce po posiłku dochodzi do hiperglikemii. A to uruchamia w organizmie matki procesy biochemiczne, które prowadzą do tzw. glikacji, czyli zmiany struktury białek, co jest początkiem bardzo wielu chorób. Szczególnie szkodliwe są produkty poddane obróbce w wysokiej temperaturze na sucho – grillowane, karmelizowane, opiekane, tak jak tosty, chipsy, chrupki. Powstające wówczas glikotoksyny wywołują u mężczyzn zaburzenia erekcji i obniżają jakość nasienia, a u kobiet indukują predyspozycje do policystycznych jajników oraz endometriozy, są też przyczyną wad płodu. Glikotoksyny prowadzą ponadto do cukrzycy, zespołu metabolicznego, otyłości, miażdżycy, nowotworów i demencji. To są badania z 2025 roku. Więc co robić? Należy unikać żywności przetworzonej i odżywiać się lokalnymi produktami sezonowymi. Poprosiliśmy pacjentki o spis tego, co jadły w ciągu tygodnia. I okazało się, że tam nie ma domowych obiadów, wszystko kupione, przetworzone. A najkorzystniejsze jest tradycyjne gotowanie w wodzie, w temperaturze do 120oC. Trzeba poświęcić godzinę, dwie na gotowanie, wrócić do zup.
TW: Nie wolno też zapominać o fazie postu, czyli odpowiedniej przerwie między ostatnim posiłkiem danego dnia, a pierwszym posiłkiem kolejnego. Przerwa powinna wynosić co najmniej 12 godzin. Tak jak regularny sen jest okresem neutralizacji stresu, tak regularny post to czas budowy i odnowy komórek oraz przywracania funkcji prokreacyjnych.
Czwarty filar – aktywność fizyczna
JW: Czwarty filar stanowią mięśnie. Aktywny tryb życia jest bardzo ważny dla zachowania zdrowia prokreacyjnego i zdrowia w ogóle. Mięśnie szkieletowe, które u młodych osób stanowią 40% masy ciała, podczas ruchu wytwarzają miokiny. Te cząsteczki mają właściwości przeciwzapalne i antyoksydacyjne, normalizują masę ciała i chronią przed insulinoopornością oraz dyslipidemią (nieprawidłowym poziomem tłuszczów we krwi), które są czynnikami ryzyka niepłodności. Mięśnie szkieletowe jak gdyby zastępują insulinę, wyrównują metabolizm węglowodanów, bo węglowodany w nadmiarze są naszymi wrogami. Co ważne, dla dobrej kondycji naszych mięśni szkieletowych wystarczy umiarkowany wysiłek, np. jazda na rowerze, albo 30-minutowy energiczny spacer 5 dni w tygodniu. Podczas spacerów uwalnia się wiele czynników – miokiny, substancje przeciwzapalne, endorfiny, czynniki wzrostu neuronów. W czasie spacerów regeneruje się nasz mózg. Jest też odprowadzana chłonka, czyli spacer i generalnie ruch fizyczny mają działanie przeciwnowotworowe.
Na początku były badania
TW: W naszej klinice przeprowadziliśmy badania laboratoryjne par małżeńskich – „Subfertility as Overlapping of Nutritional, Endocrine, Immune, and Cardiometabolic Dysregulations – A Study Focused on Biochemical Endophenotypes of Subfertile Couples” („Niepłodność jako nakładanie się zaburzeń odżywiania, endokrynologicznych, immunologicznych i kardiometabolicznych – skupiające się na endofenotypach biochemicznych par z niepłodnością”). Badano jednocześnie oboje małżonków z niepłodnością, a grupą kontrolną były małżeństwa, które mają co najmniej troje dzieci.
Chcieliśmy znaleźć charakterystykę tak zwanych endofenotypów (klinicznych markerów choroby, zaburzenia) między ludźmi, którzy nie mają kłopotu z poczęciem dziecka, a małżeństwami, które mają taki kłopot. Szukaliśmy różnic w surowicy krwi między kobietą, która ma kłopot z zajściem w ciążę, a kobietą, która go nie ma. To samo dotyczyło mężczyzn. U każdej z tych osób ocenialiśmy 28 różnych parametrów laboratoryjnych. Zbadanie 150 osób dało nam ponad 4 tysiące badań, a to już jest grupa bardzo reprezentatywna. Można wyciągnąć wiarygodne wnioski.
JW: Co nam wyszło? 28% kobiet z niepłodnością miało nieprawidłowy profil lipidowy, tak zwaną dyslipidemię. która charakteryzuje się obniżanym HDL-em, czyli frakcją tak zwanego dobrego cholesterolu. A im niższy HDL, tym organizm jest metabolicznie starszy. Czyli kobieta, która ma 30 lat i HDL na poziomie 40 (norma jest od 50 w górę), metabolicznie ma około 50 lat. To odpowiada obrazowi, jaki występuje w policystyczności jajników.
Źródłem takich zaburzeń jest m.in. świat bakterii jelitowych, na który, jak mówiliśmy, ma wpływ dieta i nasze zachowanie. Czyli rozwiązanie wysokospecjalistycznych problemów leży w prostocie.
Z badań wynika, że duża grupa pacjentek miała proces autoimmunologiczny zapalania tarczycy. To jest zaburzenie, kiedy organizm produkuje przeciwciała, żeby niszczyć komórki własnej tarczycy. Ten proces bardzo często zaczyna się od różnych zakażeń bakteryjnych, jak Helicobacter pylori, Salmonella, to mogą być różne egzotyczne zakażenia przywiezione z podróży. A jak mówiłam, hormony tarczycy są mocno powiązane z funkcją i jakością błony śluzowej macicy – endometrium, tego gniazdka do przyjęcia dziecka.
Z kolei u mężczyzn 1/4 ma insulinooporność i podwyższone enzymy wątrobowe. U mężczyzny wątroba jest ważnym narządem regulującym płodność. Jest też pewien odsetek pacjentów, którzy mają podwyższone przeciwciała IgE. To jest marker tzw. zapalenia typu drugiego, które może objawiać się problemami w jądrach, wpływać na jakość nasienia itd.
TW: Jeżeli te endofinotypy u żony i męża zaczną się nakładać, to obniżenie płodności w takim małżeństwie jest większe. Patrząc na płodność człowieka z punktu widzenia klasycznej ginekologii, biorąc pod uwagę, że mamy do czynienia tylko z macicą, jądrami i jajnikami, jesteśmy bezradni. Pada wówczas propozycja inseminacji lub programu in vitro. A naszym zadaniem jest spojrzenie na płodność jako wypadkową zdrowia całego organizmu. Badając je na różnych poziomach i szukając nieprawidłowości, diagnozujemy przyczynę, tj. rzeczywiste zaburzenia – i walcząc z nimi, przywracamy tę tymczasowo obniżoną płodność. Okazuje się wówczas, że małżonkowie sami sobie poradzą z poczęciem dziecka, a jednocześnie stają się zdrowymi ludźmi. Myślę, że świat trochę się zapętlił i nie szuka przyczyn, tylko próbuje obejść problem.
JW: A trzeba spojrzeć na pacjenta holistycznie i szukając rozwiązań specjalistycznych, nie zapominać, że często rozwiązanie tkwi w zwykłych, prostych środkach, które są w jego zasięgu i nie wymagają dużych nakładów finansowych.
Dr hab. n. med. Jolanta Wasilewska – pediatra, alergolog, dietetyk kliniczny, specjalista naprotechnologii.
Lek. med. Tadeusz Wasilewski – ginekolog i położnik, specjalista naprotechnologii, założyciel kliniki leczenia niepłodności NaProMedica w Białymstoku.
Tekst pochodzi z kwartalnika nr 1/2026
/mdk