To dzięki oddolnym inicjatywom Polaków, a nie władzy państwowej czy samorządowej, powstaje wiele cennych lokalnych projektów, zostają zachowane miejsca pamięci o wymowie patriotycznej i historycznej, obiekty świadczące o świetności oręża polskiego, zaopiekowane ginące cmentarze, a nawet osamotnione w leśnych głuszach groby polskich patriotów.
Szachraje prawdy
Chlubnym przykładem jest słynny pomnik prof. Andrzeja Pityńskiego „Rzeź Wołyńska”, który od 2021 roku stoi w Domostawie. Uczynił to jeden skromny, ale odważny człowiek – wójt niewielkiej Gminy Jarocin Zbigniew Walczak ze swoją Radą Gminy. Można uznać bez zbędnej przesady, że jest prawdziwym bohaterem naszych czasów. Bohaterem narodowym Polski. Bo stchórzyli i nie wystąpili z taką inicjatywą prezydenci wielkich miast, nabrali wody w usta prezydenci i burmistrzowie mniejszych miejscowości udając, że nic nie wiedzą, że trwa walka o pomnik. Milczeli wójtowie setek gmin w Polsce, a on jeden wystąpił z taką inicjatywą zachowując dobrą wolę i wyobraźnię.
Milcząca i obojętna postawa samorządowców oddala od prawdy o Rzezi Wołyńskiej ich wyborców, co powinni wziąć pod uwagę udzielając im kolejnych mandatów. Według pewnej pani profesor (nie wymienię nazwiska) z zakresu stosunków międzynarodowych:
Nie powinniśmy pokazywać filmu „Wołyń” zagranicą, bo świat pomyśli, że Ukraińcy to faszyści, co wpisuje się w rosyjską narrację.
Tak sformułowaną narracją narzuca pani profesor poprawność polityczną sytuując ją ponad prawdą historyczną o ludobójstwie na Wołyniu. A więc proponuje zatarcie prawdy o tragicznych wydarzeniach z lat 1939 – 1945 i odradzający się neobanderyzm. Jak napisał niedawno mój ulubiony publicysta:
To klasyczny przykład szachraja prawdy.
Można odnieść wrażenie, że politycy, naukowcy, publicyści, a także wielu samorządowców, naiwnie bawią się takimi sformułowaniami nadużywając ich i niebezpiecznie przerzucając między sobą jak właśnie to wyżej zacytowane. Próbują przez to wmówić polskiej opinii publicznej, że jest to nieprawda i jako taką powinniśmy bezrefleksyjnie przyjąć. Najwyższy czas, abyśmy zrozumieli, iż tylko prawda może uzdrowić stosunki polsko-ukraińskie.
Przykład szachrajstwa prawdą ewidentnie odnosi się także do rozmywania winy sprawcy poprzez zrównanie go z ofiarą w ramach „wspólnej tragedii”, co odnosimy do określenia „polskie obozy koncentracyjne”. Zakłamywanie w taki sposób rzeczywistości oddala nas od prawdy historycznej tworząc zafałszowany obraz tragedii ofiar napadniętych przez niemieckiego sprawcę – brutalnego bezwzględnego agresora.
Odkrywać to, co za horyzontem
Oto kolejny chlubny przykład lokalnego społecznika zajmującego się propagowaniem historii swojej małej ojczyzny i przybliżaniem miejsc, które warte są zagospodarowania i zachowania potomnym. Także skromny i odważny. 15 lipca br. – w 616. rocznicę bitwy pod Grunwaldem i niemal w 112. rocznicę bitwy pod Tannenbergiem (Stębarkiem) – miałem przyjemność poznać niezwykłego człowieka, Bogumiła Kuźniewskiego, przewodnika i historyka, radnego miejskiego, przewodniczącego Towarzystwa Przyjaciół Olsztynka.
Bogumił Kuźniewski oprowadził mnie po Multimedialnym Muzeum Obozu Stalag IB i Historii Olsztynka mieszczącym się na poddaszu olsztyneckiego Ratusza. Rzadki to przykład takiego łączenia funkcji obiektu użyteczności publicznej, lecz rozwiązanie to przyjęte z konieczności (z braku możliwości pozyskania innego lokum) udało się zrealizować dzięki staraniom p. Bogumiła i nakładom finansowym miejskiego samorządu. To jego inicjatywa i zaangażowanie doprowadziły do powstania Muzeum na ostatniej kondygnacji Ratusza (co znaczy pomysł, upór i społeczne zacięcie historyka!). Podzielone na trzy działy: pierwszy poświęcony historii miasta, drugi poświęcony dziejom obozu jenieckiego Stalag IB Hohenstein, trzeci dziejom Tannenberg – Denkmal, czyli mauzoleum Hindenburga. Z jakże cennymi artefaktami! Godne podziwu!
Mazurskie miasto, które raczej rzadko odwiedzałem, dzięki mojemu przewodnikowi, po pamiętnej wizycie, stało się bliższe. Po raz pierwszy odwiedziłem zamek pokrzyżacki, urocze w lipcu gotyckie zaułki, w których urodził się Krzysztof Celestyn Mrongowiusz, sławny na Mazurach duchowny ewangelicki, kaznodzieja, pisarz religijny i filozof. Bogumił Kuźniewski pokazał mi kamiennego lwa posadowionego na niewielkim postumencie, usytuowanego przed Ratuszem, opowiadając przy tym niezwykłe jego dzieje sięgające czasów Tannenberg – Denkmal.
Mój rozmówca opowiadał mi wiele o swoich marzeniach i planach, które chciałby z Towarzystwem Miłośników Olsztynka i we współpracy z olsztyneckim i regionalnym samorządem zrealizować. Przy pomocy środków zewnętrznych. Jego wizja obejmuje utworzenie ponadlokalnego projektu ze wstępnie przyjętą nazwą: Europejski Park Historii i Pamięci – Olsztynek – Królikowo – Sudwa. Zapoznał mnie ze szczegółami nakreślonej idei pamięci i rozterkach społecznika z Olsztynka.
Idea rozbijana przez zakłamanie prawdy historycznej
Zdaniem Bogumiła Kuźniewskiego, historię związaną z rozegranymi w Olsztynku i wokół niego w pierwszym miesiącu Wielkiej Wojny wydarzeniami, należy przedstawiać w sposób kompleksowy. Włączając wydarzenia i ich materialne pozostałości zastane po zakończeniu działań wojennych drugiej wojny światowej.
Z kolei Tomasz Kurs, członek Towarzystwa Miłośników Olsztynka, w wygłoszonym referacie podczas pamiętnej jubileuszowej konferencji w 2014 roku, zwrócił uwagę na ponadlokalne znaczenie elementów przyszłego Europejskiego Parku Historii i Pamięci, które tworzyłyby przyszły kompleks. Jak na przykład: pozostałości związane z pomnikiem Tannenberg – Denkmal wraz z jego otoczeniem, miejsce po pobliskim Stalagu IB Hohenstein w Królikowie, cmentarz w Sudwie, na którym spoczywają żołnierze wielu narodowości doprowadzeni do śmierci w nieludzkich obozowych warunkach (ponad 50 tys.), a także na przestrzeni kilku kilometrów okolice Olsztynka, gdzie miały miejsce rozstrzygające walki bitwy pod Tannenbergiem (Stębarkiem – nie mylić z Grunwaldem), groby poległych w sierpniu 1914 roku żołnierzy oraz sam Olsztynek – ciężko doświadczony w pierwszym miesiącu działań wojennych I wojny światowej poprzez ostrzały artyleryjskie obydwu armii i uliczne walki, szczególnie zacięte w centrum miasta.
Postulowany przez historyków i społeczników z Towarzystwa Miłośników Olsztynka kompleks Europejskiego Parku Historii i Pamięci zawierałby się w trójkącie obejmującym trzy główne elementy: Olsztynek – Królikowo – Sudwa. Odważny w założeniach projekt, powstały w pierwszych latach XXI wieku, miałby spełniać ważne zadania: opowiadać w sposób kompleksowy historię związaną z rozgrywającymi się na oznaczonym przez projekt terenie wydarzeniami obejmującymi obydwie wojny światowe. To tu bowiem na niewielkiej przestrzeni splotły się losy nie tylko dziesiątków tysięcy żołnierzy obu wojen, ale także starły się ze sobą dwa mocarstwa, które dokonały rozbioru Polski, a także dwie niebezpieczne ideologie. Na tym skrawku mazurskiej ziemi, jak w soczewce, skupiła się tragiczna historia pierwszej połowy XX wieku. Przyniosła cierpienia, śmierć i zniszczenia, lecz dziś stanowi przyczynek do stworzenia niepowtarzalnej okazji pokazania i opowiedzenia o tych wydarzeniach.
I o tym się nie mówi. Na tym doświadczonym skrawku ziemi. Jakby zapadło milczenie i trwa niespokojne wyczekiwanie. Nie emanuje z tego miejsca ważny przekaz historyczny, ale i przestroga – swoiste memento dla współczesnych pokoleń państw europejskich, które na powrót „majstrują” w ustanowionym (nie)porządku współistnienia państw europejskich. To miejsce wyjątkowo nadaje się do takiego przekazu.
W czym leży problem?
Dlaczego więc ten śmiały, jak na lokalne możliwości projekt, nie jest realizowany? Dlaczego po tylu latach od powstania koncepcji (2007) nadal pozostaje w sferze wstępnych założeń? Oczywiste jest, że samorząd olsztynecki z lokalnymi organizacjami społecznymi nie jest w stanie zrealizować zamysłu. Co stoi zatem na przeszkodzie, aby „zarazić” nim władze regionalne, państwowe? Państwo sąsiednie – Niemcy? Przecież upamiętnienie zbrodni niemieckich drugiej wojny światowej nie powinno dziś budzić sprzeciwu. Jednak niepokoi postawa władz państwowych i ich instytucji. Ewidentnym tego przykładem jest choćby budowa w 2010 roku obwodnicy Olsztynka, która przebiega nad częścią największego w dawnej prowincji Prus Wschodnich obozu jenieckiego Stalag IB Hohenstein! Czy mamy do czynienia z próbą zacierania wstydliwych śladów barbarzyńskiej działalności III Rzeszy Niemieckiej? Niewygodna prawda?
Niemcy! – odwieczni zachodni sąsiedzi – wstydzicie się tego miejsca? A gdzie sumienne zachowanie prawdy historycznej? Faktów historycznych, których materialne pozostałości właśnie dziś zarastają drzewami (które zasadzili jeszcze Wasi przodkowie) i chwastami, a ziemia powoli je pochłania? Gdzie podziała się Wasza niemiecka skrupulatność? Stawiam pytania z drugiego byłego niemieckiego miasta – pobliskiej Ostródy!
Brak zainteresowania i zapadłe milczenie świadczy samo za siebie… Rozumiem, gdyby powstałe w 1939 roku miasteczko zlotowe dla weteranów I wojny światowej, powstałe z okazji obchodów 25-lecia bitwy, nie zmieniło swojej funkcji na obóz jeniecki Stalag IB Hohenstein…
Degradacji ulega cmentarz jeńców wojennych w Sudwie – największa tego typu wojskowa nekropolia w województwie warmińsko-mazurskim, na polach walk zacierają się ślady mogił żołnierzy walczących po obu stronach konfliktu (wśród nich Polacy), brak miejsca na muzeum z prawdziwego zdarzenia, na ekspozycje tematycznych wystaw. Słowem – nic! Marsz w zapomnienie! Nie wspominając o ważnym w tym miejscu, niemal do cna zdegradowanym założeniem pomnikowym Tannenberg – Denkmal.
Prawda wyzwala
Dr Wiesław Skrobot, archeolog, przewodniczący Rady Muzeum w Ostródzie, regionalista, koordynator Pracowni Aktywności Obywatelskiej i Dokumentacji Dziedzictwa w Ostródzie tak skomentował mój wpis w serwisie społecznościowym Facebook z dnia 15 lipca, informujący o wizycie w Olsztynku:
Wysiłek regionalistów jest kontestowany, bo gdyby Pana Bogumiła nie było, pewnie i cała reszta tego strychowego muzeum poszłaby w rozkurz. Polityczna poprawność zabija w Olsztynku ogromny potencjał, jaki drzemie w wydarzeniach pierwszowojennych i wszystkiego tego, co wiąże się z Tannenbergiem 1914 i całą historią upamiętnienia, czyli pomnikiem tannenberskim. To ogromna przestrzeń debaty o skali międzynarodowej, horyzont rozpięty między bitwą średniowieczną a wydarzeniami Europy nowoczesnej, które zmieniły świat. Nie wykorzystywać tego potencjału to grzech, ale i żenada.
Mocne słowa, lecz celne, wiernie oddające skalę problemu. Czy trzeba coś dodać? Tak.
Św. Tomasz z Akwinu pisał: „Nie ma nic przyjemniejszego od kontemplowania prawdy”. Prawda wyzwala. Pomaga spojrzeć na siebie, swoje życie i swoje cierpienie z właściwej perspektywy. Choć bywa wymagająca i czasem boli, prowadzi do wolności, pokoju i głębszego poznania samego siebie oraz Boga. Nie lekceważmy zatem prawdy.
A więc Niemcy – trudni sąsiedzi, także rządzący dziś państwem polskim, samorządowcy wszystkich szczebli?… Co zamierzacie uczynić z prawdą historyczną nie tylko obejmującą Ziemię Olsztynecką? Są wydarzenia, których czas nie wymazuje z pamięci. Wojna, strach i traumatyczne chwile sprzed lat pozostawiły trwały ślad w życiu wielu ludzi. Choć mijają kolejne pokolenia, pamięć o tamtych doświadczeniach wciąż jest żywa – w rodzinnych wspomnieniach, relacjach świadków i miejscach pamięci. Dlatego powstają pomniki, tablice pamiątkowe, muzea, a uroczystości rocznicowe przypominają o ludziach i wydarzeniach, które ukształtowały naszą historię.
/ab