Bóg wskrzesił Go z martwych

2015/4/8

Zmartwychwstanie Jezusa jest faktem historycznym, ale i przedmiotem wiary: „O, zaiste błogosławiona noc – rozbrzmiewa Exultet paschalny – jedyna, która była godna poznać czas i godzinę zmartwychwstania Chrystusa”.

Faktycznie, nikt nie był naocznym świadkiem samego wydarzenia Zmartwychwstania i żaden Ewangelista nie opisuje jego przebiegu. Nikt nie mógł powiedzieć, jak się ono fizycznie dokonało. Jeszcze mniej uchwytna była dla zmysłów jego najbardziej wewnętrzna istota – przejście do innego życia. Zmartwychwstanie, choć jest wydarzeniem historycznym, stwierdzonym przez znak pustego grobu i rzeczywistość spotkań Apostołów ze zmartwychwstałym Chrystusem, pozostaje w sercu tajemnicy wiary w tych punktach, w których wychodzi poza sferę historii i stoi ponad nią.
Od epoki oświecenia nasze myślenie jest zdominowane mentalnością nauk przyrodniczych. Stoimy niekiedy przed pokusą przeżycia zmartwychwstania Jezusa w „warunkach laboratoryjnych”. Dzisiaj zmartwychwstanie na pewno byłoby wydarzeniem medialnym. Gdyby Chrystus miał zmartwychwstać na początku trzeciego tysiąclecia, Jego grób z pewnością zostałby otoczony grupą reporterów, zainstalowano by kamery telewizyjne, różne czujniki elektroniczne, a wszystko po to, by zaspokoić naszą ciekawość. Ale czy wówczas łatwiej byłoby nam uwierzyć w Chrystusa? Z pełnym przekonaniem możemy powiedzieć, że nie. Nauka odnotowałaby jeszcze jedno zjawisko, mniej lub bardziej wytłumaczalne od strony przyrodniczej.
Tymczasem zmartwychwstanie Chrystusa pozostaje tajemnicą wiary; ów drugi uczeń, który wraz z Piotrem przybył do grobu Chrystusa, ujrzał i uwierzył (J 20,8). Ujrzał pusty grób. To było dla niego znakiem, że Jezus, który został niedawno ukrzyżowany, który umarł i którego ciało złożono w tym właśnie grobie, pokonał śmierć, zmartwychwstał i tak wszedł do wiecznej chwały, został wywyższony przez Boga i króluje z nieba. Dzieło zbawienia ludzkości dokonało się. Moce zła zostały pokonane i każdy wierzący w Chrystusa odtąd ma przystęp do Boga.
Wspominanie i świętowanie tej głównej tajemnicy wiary rodzi również konieczność jej realizacji w konkretnej rzeczywistości naszego życia. Oznacza uznanie, że pasja Chrystusa trwa nadal w dramatycznych wydarzeniach, które niestety i w naszych czasach boleśnie dotykają tylu ludzi we wszystkich częściach świata.

Ludzkie amnestie zawsze są w jakiejś mierze tylko częściowe i połowiczne. Nawet jeżeli ktoś otrzyma akt łaski, wie, że ludzka sprawiedliwość nie zapomina, nadal będzie miał kartotekę i będzie notowany. Zdecydowanie inaczej jest w przypadku Boga, który gdy przebacza, zapomina i wymazuje wszystkie nasze grzechy.

Tajemnica Krzyża i Zmartwychwstania daje nam jednak pewność, że w ludzkich sprawach ostatnie słowo nie należy do nienawiści, przemocy, krwi i śmierci. Ostateczne zwycięstwo odnosi Chrystus i musimy na nowo rozpoczynać od Niego, jeśli pragniemy przygotować dla wszystkich przyszłość opartą na fundamencie prawdziwego pokoju, sprawiedliwości i solidarności.
Tyle już razy przeżywaliśmy Wielkanoc, ale wciąż stoimy przed zadaniem zrozumienia tego, co się wydarzyło. Od tamtego dnia minęły dwa tysiące lat, ale dla nas co roku od nowa rozpoczyna się czas przeznaczony na powtórne odczytywanie Testamentu pozostawionego nam przez Jezusa. Te dwadzieścia wieków spotykania zmartwychwstałego Jezusa wcale nie uczyniło ludzi mądrzejszymi. Potwierdzeniem tego są wydarzenia, fakty i newsy, które codziennie do nas docierają. Nawet wielu chrześcijan na świecie żyje tak, jakby Chrystus nie zmartwychwstał.
Dlatego z okazji Świąt Wielkanocnych warto raz jeszcze sobie uświadomić, że historia tamtych dni jest historią naszego życia; historia zbawienia świata jest historią naszego zbawienia. To każdy z nas z osobna staje pod Krzyżem i przed pustym grobem, czując, jak rozsypują się w proch różne fałszywe oczekiwania, oczywistości, wszystkie nasze wyobrażenia.
Wielkanoc oznacza przejście i zmartwychwstanie do życia łaską, bo aby rzeczywiście świętować najważniejszą uroczystość, trzeba dokonać przejścia i przyjąć łaskę zmartwychwstania. Wielkanoc oznacza przejście od winy do ułaskawienia, w którym zawiera się wielkie orędzie wyzwolenia. Dzisiaj wielu ludzi żyje z poczuciem lub kompleksem winy. Taki stan jest najczęściej przyczyną nerwic, niepokojów, smutku i przemocy na świecie. Dla wielu ludzi obchodzenie Wielkanocy mogłoby oznaczać wyjście nareszcie z tego stanu, poczucie się naprawdę wolnymi, nowymi, pojednanymi z samym sobą i z życiem. Poczucie winy szkodzi bowiem i rujnuje życie nie tylko temu, kto je odczuwa, ale również wszystkim żyjącym wokół niego. Ten, kto cierpi na brak wewnętrznego pokoju, kto ma negatywny obraz siebie, mniej lub bardziej świadomie przenosi go na innych. Cały czas czuje się oskarżany, jakby uczestniczył w permanentnym procesie.
Są dwa całkowicie odmienne rodzaje poczucia winy. Jedno jest fałszywe, wpojone z zewnątrz, przez społeczeństwo i złe wychowanie lub jest efektem skrupulatnego sumienia. Drugie jest prawdziwym poczuciem winy, które rodzi się z popełnionych grzechów i prowadzi do wyrzutów sumienia. Dzisiaj jakże często nie zwraca się uwagi na to podstawowe rozróżnienie i stara się bezkrytycznie zwalczać wszelkie poczucie winy, próbując wraz z kompleksem winy wyeliminować także poczucie grzechu. A zło nienazywane złem przeradza się w jeszcze gorsze zło. Tego poczucia winy nie usunie się, dopóki nie zostanie usunięta jego przyczyna, jak kamień u grobu. Można tego dokonać nie przez ciągłe spychanie jej w nieświadomość i niemyślenie o niej, ale za sprawą szczerego uznania i zadośćuczynienia, połączonego ze skruchą i zaufaniem Bożemu miłosierdziu. Każdy może zmartwychwstać do życia łaską, bowiem wielkość wielkanocnego orędzia polega na tym, iż nie ma już takiego poczucia winy, z którego nie można wyjść.
Franz Kafka w swojej powieści Proces opowiada o skromnym urzędniku, który pewnego dnia z nieznanego powodu został oskarżony i aresztowany, chociaż nadal mógł chodzić do pracy. Zaczyna się wyczerpujące przesłuchanie, poszukiwanie motywów, oskarżeń, procedur, obrad ławy przysięgłych. Nikt nie potrafi mu nic powiedzieć, oprócz tego, że toczy się przeciwko niemu prawdziwy proces. Aż w końcu po wszystkich wysiłkach, które nic nie dały, zostaje zabrany i stracony. To symboliczna historia ludzkości walczącej aż do śmierci z niejasnym poczuciem winy, od którego nie potrafi się wyzwolić.
W trakcie lektury książki dowiadujemy się, że ów mężczyzna miał trzy możliwości: prawdziwe uniewinnienie, pozorne uniewinnienie i odroczenie. Z tym że uniewinnienie pozorne i odroczenie niczego by nie rozwiązały, gdyż trzymałyby jedynie oskarżonego w śmiertelnej niepewności przez resztę życia. W przypadku prawdziwego uniewinnienia akta procesowe muszą być całkowicie zniszczone. Nie wiemy jednak, czy w ogóle jakieś prawdziwe uniewinnienie, tak bardzo upragnione, miało kiedykolwiek miejsce. Krążą o nim jedynie jakieś głosy i legendy. Dzieło kończy się tak jak wszystkie utwory tego autora: niewyraźnie można dostrzec coś z daleka, ale nie istnieje najmniejsza możliwość osiągnięcia tego. Wszystko odbywa się jak w sennym koszmarze.
W Wielkanoc Kościół ogłasza milionom ludzi na całym świecie, że prawdziwe uniewinnienie istnieje dzięki męce, śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa. Jezus skreślił zapis dłużny obciążający nas […], usunął z drogi, przygwoździwszy do krzyża (Kol 2,14). […] dla tych, którzy są w Chrystusie Jezusie, nie ma już potępienia (Rz 8,1). Dla tych, którzy wierzą w Jezusa Chrystusa, nie ma winy, choćby nie wiadomo jak strasznej, która mogłaby nie podlegać temu ułaskawieniu. Św. Jan pięknie o tym pisze: jeśli wasze serce oskarża was, to wiedzcie, że Bóg jest większy i bardziej wspaniałomyślny od waszego serca (por. 1 J 3,20).
Słowa, które słyszymy na Wielkanoc, są pełne nadziei. Zmartwychwstanie Chrystusa usprawiedliwia i ułaskawia nas, czyni ponownie świętymi przed Jego obliczem, odnowionymi i zrehabilitowanymi, gdyż została ogłoszona amnestia. Słowo „amnestia” pochodzi z języka greckiego i oznacza „niepamiętanie o czymś”. Z tego samego rdzenia wywodzi się również słowo „amnezja”. Ale ludzkie amnestie zawsze są w jakiejś mierze tylko częściowe i połowiczne. Nawet jeżeli ktoś otrzyma akt łaski, wie, że ludzka sprawiedliwość nie zapomina, nadal będzie miał kartotekę i będzie notowany. Zdecydowanie inaczej jest w przypadku Boga, który gdy przebacza, zapomina i wymazuje wszystkie nasze grzechy.
Zmartwychwstać do życia łaską i przyjąć owoce Wielkanocy to jakby stać się „nowym ciastem”, przaśnym chlebem czystości i prawdy, czyli ludźmi prostymi i dobrymi. Bowiem nowością wielkanocną jest również dar spokojnego sumienia bez wyrzutów: …krew Chrystusa, który przez Ducha wiecznego złożył Bogu samego siebie jako nieskalaną ofiarę, oczyści wasze sumienia z martwych uczynków, abyście służyć mogli Bogu żywemu (Hbr 9,14).
Papież Franciszek, który od dwóch lat umacnia braci w wierze, wołał do nas z okazji Wielkanocy: „Drodzy bracia i siostry! Chrystus umarł i zmartwychwstał, raz na zawsze i dla wszystkich, lecz moc zmartwychwstania, to przejście z niewoli zła do wolności dobra, musi dokonywać się zawsze, w konkretnych przestrzeniach naszego istnienia, w naszym codziennym życiu. Jak wiele pustyń także i dziś musi przejść człowiek! Zwłaszcza tę pustynię, która jest w jego wnętrzu, kiedy brakuje miłości do Boga i bliźniego, gdy nie ma świadomości, że jesteśmy opiekunami tego wszystkiego, czym Stwórca nas obdarzył i co nam daje. Ale Boże Miłosierdzie może sprawić, aby zakwitła nawet najbardziej jałowa ziemia, może przywrócić życie wysuszonym kościom (por. Ez 37,1-14). Tak więc kieruję do wszystkich zachętę: przyjmijmy łaskę Zmartwychwstania Chrystusa! Pozwólmy się odnowić przez Miłosierdzie Boga, pozwólmy, aby Jezus nas kochał, niech moc Jego miłości przekształci także nasze życie. Stańmy się narzędziami tego Miłosierdzia, kanałami, przez które Bóg może nawadniać ziemię, strzec całego stworzenia i sprawić, aby rozkwitła sprawiedliwość i pokój. Prosimy więc zmartwychwstałego Jezusa, który przemienia śmierć w życie, aby przemienił nienawiść w miłość, zemstę w przebaczenie, wojnę w pokój. Tak, Chrystus jest naszym pokojem i przez Niego błagamy o pokój dla całego świata”.
Tyle przeżyliśmy Świąt Wielkanocnych i wiele razy uczestniczyliśmy w Eucharystii – paschalnej Ofierze Chrystusa i Kościoła, a wciąż za mało w nas jest Zmartwychwstania i zbyt mała jest nasza wiara, by zwyciężyć świat. Jesteśmy kolejni w szeregu świadków, począwszy od pierwszych Apostołów. Jesteśmy przekazicielami świadectwa o zmartwychwstaniu Jezusa ludziom epoki, w której żyjemy, budując Civitas Christiana. Świadczymy nie tyle przez głośne wołanie, ile przez ciągłe „szukanie tego, co jest w górze”, gdyż jesteśmy przekonani o głębokim sensie tego życia i prawdziwie innego życia łaską, które ucieka spod wymiaru czasu i przestrzeni.
Ostatecznie Wielkanoc znajduje pełną realizację, gdy człowiek wewnętrznie przekonany o prawdzie paschalnej życiem ogłasza Jezusa swym Panem i Zbawicielem. Staje w prawdzie, podejmując decyzję nadającą nowy sens i kierunek jego życiu, czyniąc z człowieka zbawionego: Jeżeli więc ustami swoimi wyznasz, że JEZUS JEST PANEM, i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg Go wskrzesił z martwych – osiągniesz zbawienie (Rz 10,9).

ks. dr Dariusz Wojtecki

pgw

Zobacz inne artykuły o podobnej tematyce
Kliknij w dowolny hashtag aby przeczytać więcej

#bóg #Jezus #wiara #Wielkanoc #Zmartwychwstanie
© Civitas Christiana 2020. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt i wykonanie: Symbioza.net
Strona może wykorzysywać pliki cookies w celach statystycznych, analitycznych i marketingowych.
Warunki przechowywania i dostępu do cookies opisaliśmy w Polityce prywatności. Więcej