Grzechy główne – dla “Civitas Christiana” pisze Tomasz Terlikowski

2018/2/21
pieter-bruegel-starszy-wieza-babel-zrodlo-wikimedia.jpg

Grzech, w swojej najgłębszej istocie, jest zawsze skierowany przeciw Bogu, a jego najważniejszym elementem nie jest złamanie prawa, ale zniszczenie prawidłowej relacji stworzenia do Stwórcy.

Jest w naszym myśleniu, odczuwaniu grzechu ryzyko spojrzenia na niego tylko przez pryzmat Prawa, prostych zasad, których nie można złamać. Nie, nie twierdzę, że należy to lekceważyć, że można spokojnie przejść do porządku dziennego nad łamaniem zasad i norm prawnych, a zwracam jedynie uwagę, że nasze czasy charakteryzują się „nadprodukcją” różnego rodzaju zasad, norm, praw i reguł, których respektowania wymaga się od każdego niemal człowieka. Odrzucenie ich, omijanie natychmiast traktowane jest jako grzech, zaniedbanie. Problem polega tylko na tym, że grzech jest czymś o wiele głębszym, dotykającym nie tyle przestrzeni zasad, ile przestrzeni relacji. A tradycyjny układ siedmiu (na Wschodzie ośmiu) grzechów głównych dobitnie o tym przypomina.

Ta lista, wywodząca się z Nowego Testamentu, a rozwinięta i ułożona w spójną całość przez wschodnich i zachodnich Ojców i Doktorów Kościoła, ukazuje bowiem grzech właśnie od strony skażonego wnętrza człowieka. Tu problemem nie jest łamanie zasad, ale uleganie wewnętrznej postawie, która – jak wskazuje św. Tomasz z Akwinu w Sumie teologicznej – kieruje człowieka ku kolejnym grzechom, prowadzi go ku nim. Można nawet powiedzieć, że o ile grzech jako łamanie prawa jest symptomem choroby, to… grzechy główne określić można chorobą samą, istotą grzechu sięgającą duchowej głębi człowieka. Jeśli więc chcemy zmierzyć się z grzechem w sobie samych, musimy sięgnąć właśnie do nich.

Symbolika liczb i układ

Sama liczba grzechów głównych, jaką przyjmują Ojcowie zachodni, jest już głęboko symboliczna, i to z kilku zasadniczych powodów. Po pierwsze 7 jest liczbą pełni, a zatem ukazując 7 grzechów, wskazujemy na pełnię tego, co jest grzechem, pełnię tego, co prowadzi nas ku potępieniu, ale przede wszystkim nas samych zniewala. Liczbę tę odnieść można także do „siedmiu złych duchów” wyrzuconych przez Jezusa z Marii Magdaleny oraz do słów Jezusa, że gdy wyrzucamy demony, to one wracają – zły duch, atakując człowieka, bierze siedem innych duchów złośliwszych niż on sam. Wschodnie rozumienie ośmiu grzechów głównych odwoływało się do siedmiu plemion kananejskich, które Bóg nakazał wytępić Izraelitom, ósme zaś odnosiło się do Egiptu, z którego trzeba było wyjść.

Istotny jest również układ grzechów głównych, kolejność, w jakiej są wyliczane. Ewagriusz z Pontu (a za nim cała tradycja mnisza) rozpoczynał swój układ od obżarstwa, a kończył na pysze, tak by ukazać dynamikę grzechów głównych, które rozpoczynają się od ulegania cielesności, a kończą na najgłębszych grzechach duchowych, które najtrudniej wyplenić. W zachodnich, katechizmowych układach widać to nieco słabiej, a do tego problemem stają się współczesne tłumaczenia ascetycznych terminów (obżarstwo czy łakomstwo niekoniecznie jest tylko nieumiarkowaniem w jedzeniu i piciu, a lenistwo to nie tylko niechęć do pracy, ale o wiele głębsza postawa duchowa, trwała dyspozycja do zniechęcenia, znużenia, ulegania demonom południa. Niezależnie jednak od tych sporów tablica „grzechów głównych” pozostaje jednym z najważniejszych instrumentów życia duchowego. Dzięki nim dostrzec bowiem możemy dynamizm grzechu, jego rozwój, a także to, jak głęboko niszczy on naszą naturę.

Mistrz Ewagriusz z Pontu

Aby to ukazać, posłużę się listą grzechów głównych przygotowaną przez wielkiego mistrza ascezy i życia duchowego Ewagriusza z Pontu. Stworzył on następującą listę grzechów głównych, w takiej, a nie innej kolejności: „obżarstwo; nieczystość; miłość pieniędzy; gniew; smutek; zniechęcenie; próżna chwała; pycha”. Na pierwszych miejscach mamy więc grzechy i postawy ewidentnie cielesne, a na końcu… jak najbardziej duchowe. I wiele wskazuje na to, że jedne prowadzą do drugich.

Zaczyna się od obżarstwa (zarówno w wymiarze cielesnym), bo ono dowodzi braku umiejętności życia ascetycznego, umiarkowanego, oddanego Bogu, nieulegania własnym potrzebom. Można powiedzieć, że to w istocie nic nowego, bowiem już greccy filozofowie mocno wskazywali, że nie ma poszukiwania prawdy bez konwersji, przemiany własnego życia, która ściśle związana jest z ascezą (także żywieniową). Przesyt niszczy życie duchowe, oddala od nas świadomość zależności od Kogoś innego. Jest zresztą ciekawe, że asceza jedzenia, post jest elementem każdej wielkiej tradycji duchowej, a w Kościele (dziś widzimy to głównie na Wschodzie) jest wręcz warunkiem rozwoju duchowego.

Nieczystość wpisuje się dokładnie w ten sam nurt. Tam gdzie brakuje czystości, nie ma świadomości, że nasza cielesność jest świątynią Ducha Świętego, że już do siebie nie należymy, a zatem nie możemy oddawać naszych ciał na rozpustę (która, co warto przypomnieć, prowadzi do potępienia). Strzeżcie się rozpusty; wszelki grzech popełniony przez człowieka jest na zewnątrz ciała; kto zaś grzeszy rozpustą, przeciwko własnemu ciału grzeszy. Czyż nie wiecie, że ciało wasze jest świątynią Ducha Świętego, który w was jest, a którego macie od Boga, i że już nie należycie do samych siebie? Za [wielką] bowiem cenę zostaliście nabyci. Chwalcie więc Boga w waszym ciele! – wskazuje św. Paweł w I Liście do Koryntian (1 Kor 6,18-20). Seksualna nieczystość jest uznawana za przeszkodę w drodze do Boga – co znów warto przypomnieć – także w innych, niż chrześcijańska tradycjach religijnych i ascetycznych.

       Źródło: www.pixabay.com

Kolejnym grzechem niszczącym naszą relację z Bogiem pozostaje miłość pieniądza, ściśle związana z dwoma pierwszymi. Nie możecie służyć Bogu i mamonie – mówi Jezus do swoich uczniów, a słowa te oddają głęboką mądrość obawy przed tak częstym stawianiem sukcesu, pieniędzy, środków na miejscu Boga, czynienie z nich bożka, któremu w istocie przyznajemy pierwsze miejsce. Jeśli tak się stanie, jeśli pieniądz zastąpi miejsce Boga, to bardzo trudno będzie przywrócić naszemu życiu właściwą hierarchię.

Ostatnim z grzechów cielesnych jest – według Ewagriusza – gniew. Nie, nie chodzi tu o samą emocję, ale o jej uleganie, o nieadekwatne reagowanie na sytuację, o brak pamięci o tym, że inni mają swoje prawa, czy wreszcie o przechodzenie od samej emocji do siłowego egzekwowania mojego niezadowolenia. Gniew jest grzechem niekiedy trudnym do zauważenia, bowiem atakuje on nas pod pozorem troski o wychowanie dzieci, gorliwości o wiarę czy sprawiedliwości. Uleganie mu jednak zawsze oddala od Boga.

Rzeczy duchowe

Po grzechach ściśle związanych z cielesnością nadchodzi czas na te, które odnoszą się już do sfery ducha. Smutek i zniechęcenie, u Ewagriusza rozdzielone, w tradycji zachodniej często są określane mianem lenistwa, czy bardziej adekwatnie acedii. O co chodzi? W największym skrócie o to, że tracimy wolę zajmowania się tym, co nam Bóg w tym momencie daje, nie mamy ochoty do działania, do modlitwy, a z czasem tracimy także nadzieję i zaczynamy czuć się duchowo puści. Ewagriusz z Pontu wskazuje także, że jest to niezdolność bycia tu i teraz, zajmowania się tym, co właśnie jest do zrobienia (któż czasem tego nie odczuwał). Święty Jan Kasjan dodaje zaś, że charakterystyczną cechą acedii jest tzw. horror loci, czyli niechęć do miejsca, w którym się obecnie znajduje i czynności, którą się wykonuje. Kiedy się pracuje, najchętniej nic by się nie robiło.

Kiedy się nie pracuje, odczuwa się nudę. Można powiedzieć, że istotą tego grzechu jest odrzucenie miejsca, w jakim się znajdujemy, powołania, jakim nas Bóg obdarzył i niechęć do dostrzeżenia darów, jakie On nam zsyła. Przeciwieństwem acedii jest zaś… uwielbienie, błogosławienie Boga za to, czym nas obdarował.

I wreszcie dochodzimy do grzechów najbardziej podstępnych i najtrudniejszych do usunięcia, czyli próżnej chwały i pychy. Oba one są ze sobą ściśle powiązane, oba najgłębiej zakorzenione w grzechu pierworodnym, oba wreszcie podstępne, bo często atakujące pod pozorem pobożności, troski o siebie albo sprawiedliwości. Niełatwo je wyplenić, a jest to szczególnie trudne, gdy zaczynamy walkę z grzechem właśnie od nich. Warto spokojnie spojrzeć na własne życie i walczyć z grzechami w kolejności, jaką podają nam wielcy mistrzowie duchowi. Zacząć od nieumiarkowania, pragnienia pieniądza i nieczystości, a kończyć na pysze i próżnej chwale. Inna droga może przypominać budowanie domu od dachu.

Tomasz Terlikowski

mak

Kowalczyk Marta v2

Marta Kowalczyk

Filolog. Członek redakcji i Katolickiego Stowarzyszenia „Civitas Christiana”.

Zobacz inne artykuły o podobnej tematyce
Kliknij w dowolny hashtag aby przeczytać więcej

#siedem grzechów głównych #slider #Tomasz Terlikowski
© Civitas Christiana 2021. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt i wykonanie: Symbioza.net
Strona może wykorzysywać pliki cookies w celach statystycznych, analitycznych i marketingowych.
Warunki przechowywania i dostępu do cookies opisaliśmy w Polityce prywatności. Więcej